/
Текст
EURAZJA
ło największy
kontynent
świata
Numery zamirt/czcn* -ia n-a| .
wtkatg Cl czytonlci który. S tr»i.
dołycry fnłcresująeegt C»ę en a 'o
krainy geograli .xnci cny^cr#, bo-
ty podróiy, #ćr, w lu ych <>i« ry^o
itę przygodo .
O»wćrx kilatka i prMMzyM
Irena Berne
Danuta Licińska
(wybór i opracowanie)
PAŃSTWOWE
ZAKŁADY
WYDAWNICTW
SZKOLNYCH
NA WIELKIM LADZIE
Wypisy geograficzne
dla klasy VII
Okładka
Od** Pcd$<*r»*i
Mapki l fyninki
Sogustt/ KlnfeJewtcz
sm-wa. r».v ay.$
187 189 Biesiada R — ». 75 7 . rn>ri J — s- 108. Dobrzyń
101 104 IM HO W. Hi. 18*. ,90, J07} W — s 115. 122. 124.
ŁJkT'2 i V-’. *«• ™Ł
114. IM 2C0. 201. 203. Skupi oski A \2 - s Ul? 129. Uchmań-
u dołul. Szupryczyńskl J> - s. 9. Tabor A.
<kl F- — s. 24. Zentralbild — s 62.
Wypisy geograficzne ..Na wielkim lądzie ’ zostały
zatwierdzone przez Ministerstwo OŁwiaty I Szkol-
nictwa Wyższego jako książka pomocnicza dla
uczniów klasy VII szkoły podstawowej.
Redaktor
Witold Kafr
Redaktor techniczny
Lubomir Grodzicki
Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych Warszawa 1972
Wydanie pierwsze. Nakład 100 0004-250 egz. Ark druk 13 5,
wyd 19.08 oddano do składanie 30.1.1971 r. Podpisano do
druku w styczniu 1972 r. Druk ukończono w marcu w 1972 r
Płpief rffsetowy kJ. V. 70 g. 82X104 cm. Z«m 61/71
Cena zł 23
Z<kL Graf. ..Dom Słowa Polskiego” Zam. 803/a<71 A—103
WSTĘP
Europa i Azja lo dwa kontynenty zrośnięte ze sobą i dlatego często
określane są nazwą Eurazji. Ten wielki ląd rozciąga się lak daleko ze
wschodu nu zachód, że gdy na zachodnim jego krańcu /esl południe, lo
na wschodnim pannic głęboka noc. Eurazja sięga od obszarów około-
lównikowych do podbiegunowych. Dlatego w Europie i Azji jest tak
wiele klimatów, lak różny świat roślinny i zwierzęcy, lak wiele krajobra-
zów Dlatego tez człowiek w różnorodny sposób organizuje tu swoje ży-
cie.
Gdy będziesz czytał tę książkę, pamiętaj — uchyla ona przed Tobą tyl-
ko rąbka tajemnicy. Mamy nadzieję, że zachęci Cię ona do bardziej
szczegółowego poznania największego lądu na kuli ziemskiej. Drogę
wskażą Ci krótkie informacje na końcu każdej czytanki, dotyczące auto-
rów tekstów oraz lytułów książek i artykułów, z których fragmenty zo-
stały przedrukowane.
W słowniczku (przypisach) na końcu książki znajdziesz wyjaśnienie
wyrazów „z gwiazdką". Często podane są tam ciekawe informacje uzu-
pełniające tekst wypisów. Spis rzeczy wskaże Ci odpowiednią stronę.
7a pomocą mapek zamieszczonych w tekście możesz się dokładnie zorien-
tować, jak przebiega trasa podróży autora, nad jaką rzeką leży opisy-
wane miasto, w jakich górach zdarzyła się przygoda... Mapki te nie dają
jednak pełnego obrazu kra/u czy krainy geograficznej. Dlatego koniecz-
nie otwórz jeszcze atlas, popatrz uważnie na poziomicową, barwną mapę
I dopiero wówczas spróbuj wyobrazić sobie to, co widział autor książki
czy artykułu. To będzie tak, jakbyś podróżował wraz z nim.
Ęuropa to „nasz" kontynent; najlepiej
nam znany, najbardziej bliski. Jest to jeden
z najmniejszych kontynentów na kuli ziem-
skiej — ma zaledwie 10,5 min km2 po-
wierzchni. Nie stanowi oddzielnego lądu,
lecz zrośnięty jest z Azją, jest jakby jej
wielkim i rozczłonkowanym półwyspem.
Granica między Europą i Azją jest granicą
umowną. Biegnie ona wschodnim przedgó-
rzem Uralu, rzeką Embą i szerokim obniże-
niem na północ od Kaukazu.
Prawie cała Europa leży w szerokościach
(geograficznych) umiarkowanych Małe tyl-
ko jej skrawki sięgają poza koło podbiegu-
nowe północne. Od najbardziej na południe
wysuniętych wysp europejskich jest jeszcze
10° do Zwrotnika Raka. Pomimo to na na-
szym kontynencie jest wiele ciekawych
i różnorodnych krajobrazów. Zawdzięczamy
to między innymi ukształtowaniu powierzch-
ni Europy. Są tu rozległe niziny sięgające
od Atlantyku po Ural, są pasma górskie róż-
nej wysokości i w różnych przebiegające
kierunkach, są niewielkie wyżyny. Niektó-
re niziny i wyżyny są prawie zupełnie pła-
skie — równinne, inne pagórkowate lub lek-
ko faliste.
Na naszym kontynencie jest więcej niż
30 państw. Do małych państw należy na
przykład Luksemburg, którego powierzchnia
jest prawie cztery razy mniejsza od po-
wierzchni województwa opolskiego czy ka-
towickiego. Największym państwem jest
Związek Socjalistycznych Republik Radziec-
kich — pierwsze państwo socjalistyczne
świata. Mniej więcej czwarta część tery-
torium tego państwa leży w Europie, a trzy
czwarte w Azji. Jednocześnie część euro-
pejska Związku Radzieckiego zajmuje nieco
więcej niż połowę Europy.
Europa jest najgęściej zaludnionym kon-
tynentem świata. Więcej niż połowa jej lud-
ności mieszka w miastach. Aż 35 miast ma
już powyżej miliona mieszkańców, co stano-
wi czwartą część wszystkich milionowych
miast na kuli ziemskiej. Paryż, największe
miasto Europy ma około 9 milionów miesz-
kańców, następnym jest Londyn — około
8 milionów i Moskwa — około 6,5 miliona.
Ciekawe jest życie ludzi w miastach, cie-
kawe jest również życie i rozwój samych
miast. Trzeba jednak pamiętać, że w Euro-
pie jest wyjątkowo duży procent obszarów
użytkowanych rolniczo. Są w Europie pań-
stwa, które zajmują wyjątkową pozycję
w rolnictwie światowym. Przykładem jest
Holandia, która osiąga jedne z najwyższych
w świecie plonów pszenicy, jęczmienia,
owsa, ziemniaków i buraków cukrowych.
Jednak obszar upraw jest w Europie —
z wyjątkiem Związku Radzieckiego — bar-
dzo niewielki w stosunku do liczby ludności.
Zmienia się oblicze Europy. Zmienił się
człowiek, który to oblicze tworzy. Zanika
wiele pięknych zwyczajów i obyczajów.
Tylko niektóre z nich zachowały się do dziś.
Warto im się przypatrzeć, świadczą bowiem
o wysokiej i dawnej kulturze mieszkańców
Europy.
Rozdział 1
RÓŻNORODNE SĄ KRAJOBRAZY EUROPEJSKIE
1. WYSPA WIKINGÓW
Z LOTU PTAKA
Po trzech godzinach lotu Islandia, prze-
dmiot rozmowy, zamajaczyła na horyzoncie.
Brunatne i czarne kontury masy lądowej
stawały się coraz bliższe i wyrazistsze Już
można odróżnić na tle ciemnego oceanu brą-
zowe krawędzie wybrzeża, cienką, białą nić
piany morskiej, tu i ówdzie skrawek zieleni,
lecz najsnadniej masywy górskie, wznoszą-
ce się w pobliżu brzegów.
— To nie Alpy i nie Tatry z ostrymi
szczytami — nasuwa się pierwsze spostrze-
żenie
mo
— lecz góry spłaszczone, obłe, pozio-
ułożone, jakby pościnane.
polodowcowe — tłumaczy
— Formacje
mój sąsiad. — Islandia jest płaskowyżem,
wznoszącym się przeciętnie 600 metrów nad
poziomem morza. Tam, gdzie bazaltowy pod-
kład zapadł się, niższy taras pokrył się zie-
mią Gdzie bazalty* i trachity pozostały na
wysokości 1200 do 1600 metrów, rozciągają
się lodowce.
— Nie widzę końca temu obszarowi lodu,
sięgającemu prawie do brzegu.
— To Vatna jókull, największy nasz lo-
dowiec, o powierzchni 8400 kilometrów
kwadratowych; nie
w Europie.
— Ile powierzchni
ma takiego drugieg0
cała wyspa?
Malownicze wodospady na progu bazaltowym w Islandii
— Sto trzy tysiące kilometrów kwadrato-
wych.
— Jedna trzecia obszaru Polski.
— Tak, lecz wy macie trzydzieści milio-
nów ludności, a my sto osiemdziesiąt tysię-
cy, z tego osiemdziesiąt tysięcy w Reykja-
viku.
Nowe spojrzenie na trasę pod skrzydłami
statku Widać kręte linie rzek i przybrzeżne
zalewy, a na lewo liczne wyspy, całą grupę
wysp; dwie z nich większe, jakby stożki po
wulkanach
— To Vestmannaeyjar, wyspa z ośrod-
kiem flotylii rybackiej Za dwadzieścia mi-
nut będziemy w Reykjaviku.
WULKANY I HEKLA
Usiadłszy koło Gudlaugura, prowadzące-
go kierownicę, starałem się ogarnąć wzro-
kiem jak najwięcej typowych cech krajobra-
zu. Jadąc z góry mieliśmy przed sobą pano-
ramę doliny. Farmy zaznaczały się jak białe
plamy w pejzazu. Osiedle rysowało się
zazwyczaj sylwetkami czterech czy sześciu
budynków i wysokim silosem na siano. To-
warzysze wyjaśniają mi, że średnio tylko
dziesięć hektarów uprawia się, orze, nawozi
i sprząta, reszta leży odłogiem i służy jako
pastwisko Od czterdziestu lat próbuje się
nawadniać tereny nadrzeczne, strąca się
warstwy namułu ze zboczy górskich celem
użyźniania kośnych łąk. Woda jednak polo-
dowcowych rzek nie służy uprawie roślin-
ności, bo jest zbyt zimna.
Ludzi do pracy na farmach jest mało. To-
też stosuje się do robót w polu i na łąkach
przede wszystkim maszyny. Każda farma po-
siada telefon, ogrzewanie centralne, radio,
auto i jeep * dla lokomocji po górzystym te-
renie.
Można by prawie zastosować do tej doliny
8
9
Opary siarki włóczyły się leniwymi kłębami
po ziemi—
określenie Ziemi Wybranej. Niestety, wisi
nad nią od tysiąca lat, odkąd sięgają kroniki
zasiedlenia wikingowskiego, zagłada ze stro-
ny wulkanów zgrupowanych u wschodniej
ściany Hekla, Laki, Katla stoją jak cerbery
z otwartymi paszczami i raz po raz zioną
potokami lawy, które pochłaniają dzieło rąk
ludzkich.
Historia Islandii mierzy się nie tyle wy-
padkami politycznymi, ile klęskami żywio-
łowymi spowodowanymi przez wulkany. Pa-
miętny jest rok 1300, kiedy wybuch Hekli
pokrył popiołem i lawą pobliską dolinę
Thorsjadalur i uczynił ją niezdatną do upra-
wy' Dopiero przed kilku laty odkopano jed-
ną z zasypanych wtedy farm w tej okolicy,
w Stong, odwiedzanym przez turystów jako
islandzką Pompeę. •
W roku 1783 na zmianę próbował swej
niszczącej mocy wulkan Laki, położony nie-
co dalej na północny wschód od Hekli. Wul-
kaniczne popioły pokryły wtedy dwie trze-
de powierzchni Islandii. Padło 200 tysjęcy
owiec. 30 tysięcy koni, 10 tysięcy bydia
a następnego roku umarło z głodu 10 tysię.
cy ludzi. 1
Wulkan Katla dał znać o sobie w roku
1918, a Hekla znowu w roku 1947—1948, po.
wodując pewne straty. Wyziewy fluorowe
z wulkanu zatruły roślinność na pastwiskach
i wywołały pomór owiec, ponieważ wsku-
tek skażonej paszy wypadły im zęby.
Islandia jest najbardziej wulkaniczną wy-
spą świata. Na szczęście wulkany znajdują
się w centralnych, nie zamieszkałych częś-
ciach kraju albo leż na lodowcach. W XIX
i XX wieku wybuchy nie spowodowały
szkód na miarę klęski krajowej.
Słuchałem moich islandzkich towarzyszy
i wyglądając od czasu do czasu na lewo
oknem auta, zatrzymywałem wzrok za doli-
ną Thorsjadalur na czerniejącej, wysokiej,
lecz ściętej sylwetce góry u wschodniego
widnokręgu to jest wulkan Hekla.
Samą górną jego krawędź okrywały chmu-
ry niby płaszczem. Ponieważ nieodmiennie
spowija się w ten płaszcz, otrzymał i sam
wulkan nazwę Płaszcz (Hekla). Tak wy-
jaśniają mi rzecz towarzysze, bez entuzjazmu
spoglądając w jego stronę. [...]
stępowały już to cytrynowe, już to brązowe
siarczane smugi.
Gdy stanąwszy na twardej płycie, spojrza-
łem na obszerną równinę, zabarwioną śla-
dami siarki w najrozmaitszych odcieniach,
od złocistego, żółtego do ciemnobrunatnego,
gdy ogarnąłem wzrokiem dziesiątki dymów,
oparów, źródeł wody siarczanej, i gdy do
nozdrzy doszedł zgniły, ostry odór tego bul-
gocącego topieliska, od którego partie grun-
tu jakby dygotały i podnosiły się, miałem
wrażenie, źe patrzę na dolinę Józefata
w dniu Sądu Ostatecznego lub na dno piek-
ła z ogniami rozpalonymi na przyjęcie potę-
pionych.
Przeraźliwa, żałosna, cuchnąca kraina
smutku i grozy. Opary siarki, wobec braku
wiatrów w zamkniętej górami kotlinie, włó-
czyły się leniwymi kłębami po ziemi, doda-
jąc chaosu tej piekielnej kuchni. Na dalszym
planie jeden z solfatarów, ujęty przez czło-
wieka w cembrowinę, widocznie zbyt wąską
dla zgromadzonych w głębi gazów, tryskał
SOLFATARY W NAMASKARD 1 OKOLICY
Solfatary to coś innego niż kipiące czyś *
źródła czy gejzery. Są to kratery czy PQ
cia w ziemi, z których wydobywają się
ry siarki i jej związki gazowe. ^arDl^
w Hveravellir miałem więc ujrzeć to zja
sko tutaj. J
Dojazd okazał się trudny i niebezp>e
widowisko w dolinie siarczanej Przcr^c2yu
ce. Jazda po podmokłym zboczu sWiatepCi
o śmiałości kierowcy, choć wo^a^b^v|0 g
kilometra iść pieszo. Nie bardzo to
prawda możliwe, bo po wyjściu z ?
więżliśmy czasem po kostki w rozm
oślizłym, żółtawym gruncie, na ktor
słupem pary i wody na kilkadziesiąt metrów
i syczał gniewnie jak prawdziwy smok z cze-
luści.
Zachowując niesłychaną ostrożność, prze-
mykaliśmy między gotującymi się dołkami,
notując coraz inne ich wymiary, kształty
i różne bryje, które w nich się gotowały
1 perliły. Przeważnie na metr, na półtora
metra szerokie, trzęsły się te siarczane zupy
w swoich naturalnych kotłach, tryskając
bąblami z błota, dmuchając duszącą wonią,
bulgocąc i klekcąc bez ustanku. Tygle z go-
tującą się papką i dziesiątki miejsc błotni-
stych dyszały wyziewami zgniłych jaj.
Mój przewodnik schylił się, podniósł żół-
tą grudkę wielkości pięści i przytknął pło-
nącą zapałkę.
— Pali się, siarka!
Slanlslaw Helszlynskl Wy-
spa Wikingów. Warszawa
1965, Iskry, s 8—9. 100—101,
118—119.
10
2. HALO; SPITSBERGEN*
Wydawało się to nieprawdopodobne,
a jeonak na zegarku była jedenasta Trudno
Zająłem miejsce Macka, ułożyłem się możli-
wie najwygodniej i wysunąłem nos przez
dziurkę Noc była mroźna. Na bezchmurnym
niebie świeciły gwiazdy. Było spokojnie
i cicho, nawet najsłabszy powiew wiatru nie
zagłuszał lekkiego szmeru morza. Zza gór
wyłaniała się wielka, czerwona tarcza księ-
życa Postrzępione grzebienie otaczających
skał rzucały ostry cień na iskrzący się śnieg.
Drobne, granatowe fale błyskały refleksami
księżyca
Jaka wspaniała noc! Dziko, pięknie ”
Powietrze miało jakiś ledwo uchwytny
odcień. Zastanowiłem się, jaki to jest kolor.
Chyba niebieski, trochę sinawy’. Wszystko,
co mnie otaczało, było nim przesiąknięte.
Poddałem się urokowi natury Całą świa-
domością chłonąłem wrażenia płynące
z zewnątrz.
Od czasu do czasu patrzyłem na fokę. Wi-
działem ją niewyraźnie. Chwilami wydawa-
ło mi się, że foka się porusza, że robi się
szersza... Wytężałem wzrok. Im dłużej pa-
trzyłem, tym więcej ruchu dostrzegałem
w tłustym kawałku mięsa.
„A może tam jest lis?"
Starałem się przebić wzrokiem ciemności
tak intensywnie, az mi oczy zaszły łzami.
Przymknąłem powieki. Gdy spojrzałem zno-
wu — foka leżała na miejscu jak przedtem
Ciemność powodowała złudzenia wzrokowe
„Zęby tak niedźwiedź przyszedł!'1
Wyobrażałem sobie, jakby wychodził
z wody, otrząsał wodę z futra. Potem P°*
czułby fokę. Widziałem go, jak zbliża się
do mnie węsząc i podnosząc głowę. Wie*
kie, białe, potężne zwierzę. Zastanawiałem
się, jak musi wyglądać miejsce do strzału
między okiem a uchem na tle muszki
i szczerbinki drylinga.*
A może nie podszedłby do foki, tylko od
razu do nas, do namiotu? Nasze zapachy też
by czuł doskonale...
Wyobraźnia nasuwała mi różne możli-
wości zachowania się niedźwiedzia. Odda-
łem się marzeniom...
Znad czarnego szczytu sąsiedniej skały
wytrysnął wąski promień zorzy * Przez
chwilę tkwił nieruchomo, potem zaczął ros-
nąć 1 pęcznieć, aż stanął jak wielki, fosfory-
zujący słup na tle ciemnego nieba. Długie,
białe nitki, z których był utkany, pulsowały,
jedne gasły, inne się zapalały. Całe zjawi-
sko sprawiało wrażenie ruchu i życia. Z bo-
ku słupa zaczęły wybiegać pojedyncze pro-
mienie i wijąc się lekko, wężowym ruchem
ułożyły się w kształt pofałdowanej skośnej
kotary U dołu promienie zlewały się. Po-
wstawały jakby fosforyzujące obłoki W po-
przek zorzy przebiegały fale świetlnych
nitek Zmienne, żywe, pastelowe światło
zorzy przypominało cichą, delikatną muzykę
o ledwie wyczuwalnych, subtelnych dźwię-
kach harfy. Zorza rosła. Ze wszystkich stron
nieba wybiegały seledynowe promienie.
Układały się w festony, skośne pułapy, ko-
lumny, kotary Promienie docierały do środ-
ka nieba, tworząc wyraźną koronę o silnie
świecącym kręgu Zorza przestała wywierać
wrażenie spokoju, smutku, subtelności, za-
jęła całe niebo.
Znad dalekiego pasma gór po drugiej stro-
nie fiordu wypłynęła czerwona masa świat-
ła. Jak zastępy dzikich wojowników rozlała
się po niebie. Seledynowe strzały tonęły
w krwi.
Wszystko gasło. Znikły czerwone obłoki.
Tylko promień tryskający’ z małej skałki
bronił się przed zakusami nieba Jakby
chciał zabawić groźnego przeciwnika, roz-
toczył cały swój wdzięk. Wydobył skrzętnie
chowane farby i malował białe nitki na ko-
lory tęczy. Tony zielonkawe zastąpił fiole-
tem, fiolet zmazał niebieskim Promienie
zmusił do płynnego tańca. Ale niebo było
nieubłagane. Ze wszystkich stron między
gwiazdami rozlewała się czarna plazma
chroniąc blaski zorzy.
Przez długie godziny niebo dźwięczało
dziwną i piękną muzyką światła.
Tadeusz Makarewlcr i Ro-
man Tiechciński Halo, Spits-
bergen. Warszawa 1960.
Iskry, s. 131—131
12
13
t*<^s*ałfa sterczące z mona o f maleńkie skaliste wysepki
wysoki, urwisty baeg piasek plażowy
3. W STARYCH GÓRACH BRETANII
We Francji możemy śledzić niemal wszyst-
kie rodzaje sił rzeźbiących oblicze ziemi
Przebiegając ten kraj od skalistych wybrze-
ży Bretanii po lodowce Mont Blanc i Pire-
neje, mamy wszystko, co geologowi do
szczęścia jest potrzebne. Bo są tu przecież
nawet i wulkany, wprawdzie dziś nieczyn-
ne, ale jeszcze przed kilkudziesięciu tysią-
cami lat wyrzucały one lawę i popiół. (...)
Takim niezmiernie ciekawym krajem,
gdzie możemy śledzić działanie potężnych
sił geologicznych, jest Bretania. Trwa tam
nieustanna zajadła odwieczna walka morza
z lądem. Obecnie ten daleko w morze wy-
sunięty półwysep to lekko sfalowana kraina,
urozmaicona pięknymi gotyckimi kościoła-
mi i wiatrakami. Odsłaniają się tu najstar-
sze skały Francji i, rzecz znamienna, tu rów-
nież pozostały resztki starej celtyckiej * lud-
ności mówiącej językiem niepodobnym zu-
pełnie do francuskiego Bretończycy to
odrębny i ciekawy lud Zachowały się tu
jeszcze siady kultur religijnych sięgających
prastarych pogańskich czasów
Gdy rzucimy okiem na mapę Półwyspu
Bretońskiego, uderzy nas niezwykle postrzę-
piony kształt jego wybrzeży. Widzimy tu
daleko w morze wybiegające półwyspy
i przylądki oraz głębokie zatoki. W jednej
z takich zatok leży Brest.
Jakim czynnikom zawdzięcza półwysep
Bretanii tak fantastycznie koronkowy wy-
gląd swoich wybrzeży? Jeden rzut oka na
mapę geologiczną wyjaśnia sprawę Tam,
gdzie na mapie zaznaczono granity, półwy-
sep wysuwa się daleko w morze i odwrot-
nie — tam, gdzie występują skały takie jak
łupki i piaskowce, morze wdziera się głębo-
ko w ląd tworząc zatoki. Można więc od
razu stwierdzić zależność ukształtowania
wybrzeża od rodzaju i odporności skal,
z których jest zbudowane. |...|
Chciałem widzieć walkę morza z lądem
A tutaj, w Bretanii, gdzie brzegi morskie
wystawione są na działanie potężnych fa,
walka ta jest szczególnie dramatyczna Kie
dy morze jest względnie spokojne, kie Y
bezkresna jego powierzchnia lekko ty
marszczy się i połyskuje srebrną łuską,
ki tej prawie nie widzimy. Idąc brzegiem1
obserwujemy tylko, jak fala rytmicznie P°
biega do brzegu, przewala się białą grZY'
i znowu odpływa Temu ruchowi towar^Y5
charakterystyczny chrzęst. Gdy przyjrzY^
się uważniej, stwierdzimy, że chrzęst
wywołuje ustawiczne przesuwanie drobny
kamyczków tam i z powrotem, tam i z po-
wrotem. Toczą się one do brzegu i znowu
cofają. Przy tym ruchu tracą swe kanty,
zaokrąglają i zamieniają w dobrze ogładzo-
ne otoczaki, które powoli, a stale zmniejsza-
ją swą wielkość. Zaścielają one grubą war-
stwą plażę morską.
Tak wygląda praca morza w spokojny,
słoneczny dzień Ale kiedy rozszaleją się
wichry zimowe, gdy spienione morze z hu-
kiem zacznie walić w skaliste brzegi Bre-
tanii, nie poznalibyśmy tej spokojnej fali,
która cicho kładła się nam do stóp. Kilkume-
trowej wysokości fale z wściekłością ataku-
ją brzeg, wciskają się w każdą szczelinę,
a tam, gdzie natrafiają na stromą ścianę, sta-
ją dęba i kilkadziesiąt metrów w górę bluz-
gają wodą i pianą. Nic im się nie ostoi. Spę-
kane skały walą się w dół, tworzy się rumo-
wisko, którym fale jak taranem uderzają
w cofający się pod ich naporem brzeg.
W niektórych miejscach widać głębokie leje
klinowato wchodzące w ląd Można sobie
wyobrazić, co się dzieje w takim leju, gdy
fala całym impetem atakuje zwężającą się
gardziel skalną Na dnie jednego takiego
leja widziałem metrowej średnicy głazy, zu-
pełnie okrągłe od przetaczania przez fale
i obijania o ściany leja.
A gdy poznawszy straszliwą potęgę sta-
niemy teraz na najdalej wysuniętym cyplu
półwyspu i zobaczymy daleko na horyzon-
cie wysepki zbudowane z takich samych
skał jak te, na których stoimy, zrozumiemy
że wyspy te są strzępem półwyspu, który
ongiś znacznie dalej sięgał w morze.
Półwysep w walce tej został pokonany
Wyspy te są strzępem półwyspu, który ongiś znacz
nie dalej sięgał w morze
W jednym miejscu widać wrzynający się
w morze wąski cypel, połączony z lądem mu-
rem kilkunastu centymetrów szerokości,
o stromych niemal pionowych ścianach, się-
gających kilkudziesięciu metrów. By tam się
dostać, trzeba już taternickich kwalifikacji.
Zdajemy sobie sprawę, że „mur", którym
się cypel kurczowo trzyma lądu, runie lada
chwila i półwysep zmieni się w wyspę, a ta
z kolei zniknie pod wściekłymi uderzeniami
fal morskich. Jesteśmy świadkami odwiecz-
nej, niekończącej się nigdy walki morza z lą-
dem. Tutaj morze wygrywa tę walkę.
Edward Passendorfer Na
skalnej drodze Warszawa
1966, Wydawnictwa Geolo-
giczne, s. 44—45 i 50—51.
ił
4. WĘDRÓWKI ALPEJSKIE
pierw-
się do
takiej orgii
komuś z nas sytuacja taka
błyski otaczały nas z zewsząd
była tak przesycona elektrycz-
z metalowych dziobów naszych
tryskały snopy bladoliliowych
16
17
Jeszcze nie zdążyliśmy wyrąbać
szych stopni w ściance, kiedy ze zwisające-
go nisko nad naszymi głowami czarnego
zwahi chmur poczęły padać pierwsze płatki
śniegu. Jeszcze chwila — i powietrze roz-
błysło dokoła liliowoniebieskim światłem
elektrycznych wyładowań, a z nieba sypnę-
ło gradem
Rozpoczęła się burza, a dla nas dopiero
teraz — walka. Po kilku zaledwie minutach
grad zmieniał się w gwałtowną śnieżycę
Śnieg zsuwał się szeleszczącym strumieniem
po stoku, w jednej chwili zasypał stopnie
tylko co przez nas wyrąbane. „Jeżeli to po-
trwa jeszcze godzinę — całe zbocze zjedzie
w dół z nami" — myślał każdy z nas trzech,
patrząc z niepokojem na rosnącą z chwili
na chwilę warstwę świeżego śniegu.
Dziwne to było połączenie: zadymka
śnieżna i błyskawice. Pioruny biły gęsto je-
den po drugim — to gdzieś daleko, to tuż
obok nas. Dolinę wypełniał bezustanny
grzmot. Przewalał się poprzez lodowce,
dźwigał na wierzchołki, przetaczał przez
przełęcze. Spotęgował
hałasu, że aby porozumieć się z towarzysza-
mi, trzeba było krzyczeć im wprost do ucha.
Niebieskie
Atmosfera
nością, że
czekanów
iskier. Z ostro zakończonych haków, wiszą-
cych u pasa, biły miniaturowe pioruny.
Wszystko, co mieliśmy z metalu, stało się
teraz źródłem krótkich spięć. Nawet włosy
na głowie podnosiły się pod kapturami wia-
trówek z cichym trzeszczeniem. Grzmot pio
runów i ryk burzy coraz się wzmagał.
Pięliśmy się na oślep prosto w górę-
Wierzchołka nie widzieliśmy, bo wszystko,
co było o kilkadziesiąt kroków od nas, za*
krywały chmury. Nie widzieliśmy, jak dale-
ko mamy jeszcze do szczytu Wiesbachhornu
(czytaj Wizbachhornu), ale czuliśmy wzra-
stającą bliskość grani po coraz silniejszych
wyładowaniach elektrycznych, które szaf
pały trzymane w ręku czekany.
i*
MONT BLANC
4807 m
Gdy w odległości kilku miesięcy czy kilku
lat zajmujemy się rozpatrywaniem wspom-
nień chwil spędzonych w górach, wtedy
najsilniej przyciągają myśl dwa przeciwne
sobie rodzaje przezyć. Pierwszy — to wspo-
mnienie dni walki, walki z niepogodą, zim-
nem, skałą, lodem, własnym wyczerpaniem.
Dni takich jest we wspomnieniach sporo
Mają w sobie siłę ogromną, niemal drama-
tyczną. Mają w sobie moc piękna, patos
i monumentalność W bezsenne noce stają
czasem przed oczyma w nieubłaganej grozie
Są także inne dni. Dni pełne powietrza
i słońca. Spokoju, pustki, surowej ciszy.
Lodowce oślepiają bielą Gdzieniegdzie tyl-
ko czernią się skały. W południe żar słońca
dochodzi do zenitu, spala skórę, rozleniwia
Gdy wyjdziesz na szczyt — w dole, poniżej
linii śniegów, zobaczysz doliny. Soczysta
zieleń alpejskich hal, niżej są lasy. Doliny
ciągną się jeszcze dalej. Gdzieś tam u ich
krańca są wsie, miasteczka. Ale ich już nie
widać. Zakrywa je leciutka, niebieskawa
mgiełka. To są dni radości
Gdy myślę o moim pierwszym pobycie
w Alpach, staje mi przed oczyma białe piekło
na północnej ścianie Glockerinu (czytaj Glo-
kennu) burza śnieżna, lawiny sunące na na-
sze głowy, niby kolosalne śnieżne wodospa-
dy Odwrót. Schwytani jak w pułapkę, chce-
my za wszelką cenę uciec ze ściany. Próbu-
jemy tu i tam Biwak. Burza gradowa, śnie-
żna i elektryczna na Wiesbachhornie. Na
Riffltor brniemy w puszystym, świeżo spa-
dłym śniegu. Świat ginie w mlecznych obło-
kach. [...]
Ustronna łączka nad Lago di Miage (czy-
taj Lago di Miadże) zachęca do rozbicia na-
miotów. Tu właśnie stanie nasz obóz. Pierw-
sze krople deszczu spadły na ziemię, jeszcze
wygrzaną słońcem, gdy — szczęśliwi, że
mamy dach nad głową — wleźliśmy do na-
szych płóciennych domków. Leżąc w śpi-
worach, gotujemy wyśmienity obiad, palimy
papierosy, piszemy listy, gawędzimy, nie
troszcząc się zbytnio, że gdzieniegdzie w na-
szych namiotach zaczynają się robić spore
zacieki.
Jeśli nawet
2 — Na wielkim lqdile
I
u
RiFRajoa
KLOCKER/N
niezupełnie dogadzała, to wynagrodził ją
sowicie dzień następny. Słońce wypędziło
nas wcześnie z namiotów. Było zbyt gorąco,
żeby spać. I wtedy mogliśmy się lepiej ro-
zejrzeć wokoło i dostrzec cuda, które nas
otaczały. Łączka przed obozem była istnym
zielnikiem bogatej, alpejskiej przyrody. W
dole, wśród modrzewi, połyskiwało jeziorko
ukryte w bocznej morenie * lodowca Miage.
Wody jeziorka miały barwę mleka. Lodo-
wiec urywał się nad nim niebieskawozielo-
ną, iskrzącą się w słońcu ścianą, od której
raz po raz odrywały się spore bryły i pływa-
ły po wodzie niby miniaturowe góry lodo-
we. Z drugiej strony — umajony roślinnoś-
cią próg moreny odgradzał nas i jeziorko od
reszty świata W nocy, gdy z uchylonego
wejścia patrzyło się na płynące w blasku
księżyca chmury, jeziorko, drzewa, otacza-
18
19
jące szczyty — wszystko wirowało dokoła
niby na jakiejś gigantycznej, czarodziejskiej
karuzeli. [...]
nas juz^^vv^°irÓnia wschód słońca zastaje
Tacul (c7 yS° ° na stokach Mont Blanc du
^y^sięs^bk^6^11 di posuwaj,-
dzie. Przed s.Tł kr°klem w P°rannym chło-
i Do krńtL-’ dmą osi4gamy wierzchołek
kie i dł ,m Odpoczyn^u zbiegamy na szero-
(czvtai M P°miQdzy Tacul i Mont Maudil
niuY2J‘ M°di w dosłownym tłumacze-
nakże GÓTa"^' Da^sza droga jed-
uciażih« stoPniowo coraz bardziej
Wielkich3 n WłaŚnie szczY^vry okres
w całei r Pałow Panujących podówczas
Ur°pie. Trudno sobie wprost wyfr
Lodowce oślepiają bielą. Ponad nami sterczą czarne
brazić, jak dalece były one dotkliwe w roz-
rzedzonym alpejskim powietrzu. Poczynając
od siódmej rano zar słońca, odbitego od
śniegu i załamań lodowców niby od tysięcy
luster, stwarzał uczucie palenia się żywcem
w jakimś potwornym tyglu. Zatrzymanie się
na odpoczynek w pełnym słońcu było niepo-
dobieństwem, cienia zas na bezkresnych po-
łach śnieżnych Mont Blanc nie znalazłoby
się za żadne skarby. Wspinaczka lub choćby
marsz pod górę z ciężkim plecakiem stawały
się wymyślną męczarnią
Z wysiłkiem dowlekliśmy się granią na
wierzchołek Mont Maudit, którego nazwa
wydała nam się w tej chwili wyjątkowo
trafna. W wejściu na przełęcz Brenva, od-
dzielającą nas od właściwego szczytu Mont
Blanc, wypadło nam przejść poprzez dwustu-
metrowe pole stromego, twardego lodu. Po-
szedłem naprzód, rąbiąc stopnie czekanem.
skały
wysiłku, a przede wszystkim
Skutki tego
upału i niedostatecznej jeszcze kondycji nie
dały na siebie długo czekać: na przełęczy
stanąłem zlany potem, ledwie trzymając się
na nogach, a czarne płaty tańczyły mi przed
oczami. Z najwyższym trudem podjąłem
ostatni etap drogi, dość łagodnie wznoszący
się, zabójczo nudny stok śnieżny Te chwile
wspominam jak senny koszmar. Pamiętam
właściwie tylko nieopisane uczucie ulgi,
gdy — po nie wiem już ilu godzinach tych
mąk — płaskie pole śnieżne, poza którym
nic się już nie wznosiło, upewniło nas,
że jesteśmy wreszcie na szczycie Mont
Blanc. [...]
Wawrzyniec Żuławski • Sy-
gnały ze skalnych ścian.
Warszawa 19G7, Nasza Księ-
garnia, s. 200—201, 208, 218,
263—264.
w głąb
jeziora, kra
metrów
m, a mak-
brzegu, następnie
21
5. BALATON
Leżące w Krainie Zadunajskiej jezioro
Balaton jest największym naturalnym zbior-
nikiem wodnym Europy Środkowej. Węgrzy
nazywają Balaton „Węgierskim Morzem”
To wielkie jezioro posiada 596 km2 po-
wierzchni, jest na 77 kilometrów rozciągnię-
te z północo-wschodu na południo-zachód
oraz na 14 kilometrów — z północo-zachodu
ku pohidnio-wschodowj. Swój wydłużony
kształt Balaton zawdzięcza budowie geolo-
gicznej podłoża południowej części przed-
górza Lasu Bakońskiego.
Objętość Balatonu wynosi 1800 min m3
wody i w porównaniu z wielką powierzchnią
jeziora jest zaskakująco mała. Jest to wyni-
kiem niewielkiej głębokości jeziora. Średnia
głębokość Balatonu wynosi
symalna głębokość występująca koło pół-
wyspu Tihany (Cichań) wynosi zaledwie 11
metrów. Balaton oglądany z podnóża klasz-
toru stojącego w najwyższym punkcie Tiha-
20
ny posiada piękną jasnoseledynową barwę,
nad powierzchnią wody unosi się delikatna
mgiełka mimo pogodnego dnia i dobrej wi-
doczności U podnóża wzgórza klasztornego
przepływają statki przybijające do portów
w Tihany i pobliskim uzdrowisku — Balaton-
fured Obserwując statki zmieniające kurs
w pobliżu portu zauważycie za ich rufą
w wodzie żółty tuman pyłów poruszonych
z dna gwałtownym ruchem śruby. Zjawisko
to towarzyszy każdej zmianie kursu i cza-
sem obserwujemy cztery lub pięć żółtych
mułowych wykwitów na tle seledynowej
przezroczystej wody. Mamy więc naoczny
dowód, że Balaton nie jest głęboki. [...]
Temperatura wody jest uzależniona
temperatury powietrza i latem osiąga 26—
28 °C. Zimą jezioro zamarza prawie co
rocznie. Najwcześniej pokrywa lodowa two
rzy się na płyciznach wzdłuż południowego
brzegu, następnie połamana ruchem wody
na
Winnica
góry Badacsony. W głębi
Iowo slupy
południowym
stoku
bdZdl-
i zepchnięta z wiatrem
układa się długą barierą nad piaszczystym
wałem przebiegającym w niewielkiej od-
ległości od brzegu
Wybrzeża Balatonu są niesymetryczne
Niska część wybrzeża północnego, wąska
i porośnięta wzdłuz jeziora trzciną, ograni-
czona jest od północy skalistymi Wzgórzami
Balatońskimi.
Wzgórza pokryte są lasem i winnicami
Ze szczytów rozciąga się piękny widok na
cały niemal Balaton. Ku północy ze wzgórza
Badacsony (czytaj: Badaczszoni) oglądać
można wygasłe stożki wulkaniczne o dosko-
nale zachowanym kształcie, obecnie pokryte
winnicami i uprawą lawendy. Plaża północna
jest wąska i kamienista w znacznej częsa
porośnięta trzciną, zaś dno jeziora opada tu
gwałtownie do głębokości
Wybrzeże południowe jest płaskie i mo-
notonne, posiada jednak szeroką i przez
70 km ciągnącą się plażę pokrytą delikatnym
miałkim piaskiem. Spadek dna jest tu tak
łagodny, że brodzić można po nim 500—1000
metrów od brzegu jeziora. W niewielkiej
odległości od brzegu ciągnie się wspomnia-
ny wyżej piaszczysty próg podwodny utwo-
rzony przez równoległą falę. Jakkolwiek
krajobraz południowego wybrzeża zdawać
się może mniej atrakcyjny z uwagi na płaską
22
Balaton widziany z samolotu. Na pierwszym planie płaskie wybrzeże południowe. W głębi, po drugiej stro*
nie jeziora masyw wulkanicznego wzgórza Badascony
rzeźbę, to kolorystycznie jest wyjątkowo
piękny. Zachód słońca obserwowany z pla-
ży w Siófok, jest najlepszym przykładem,
jak piękne efekty może dać zmiana oświet-
lenia i temperatury nad jeziorem. Zjawisko
rozpoczyna się na półtorej do dwóch godzin
przed zachodem słońca. Temperatura po-
wietrza opada. Z wielkiego zbiornika wod-
nego, cieplejszego nocą od powietrza, po-
wstaje smugami półprzezroczysta delikatna
mgła i unosi się stopniowo coraz wyżej.
Światło opadającego ku zachodowi słońca
załamuje się na drobnych kropelkach mgły
barwią złotą, pomarańczową, czerwoną i nik-
nie w szarym fiolecie gęstniejącego oparu
w późniejszej godzinie. Woda Balatonu, nie-
bo i powietrze nad jeziorem posiadają jedną
barwę, różną zaledwie o kilka odcieni, nato-
miast ludzie, łodzie i żaglówki są czarnymi
ruchomymi cieniami. (...) I
Lato trwa nad Balatonem od końca maja
do połowy września. Temperatura powietrza
wynosi wówczas 30—35 °C. Maksymalnie
wysoka temperatura jest częściej notowana
na wybrzeżach wschodnich niż na pozosta-
łych. I
W letnim sezonie nad Balaton zjeżdżają
setki tysięcy turystów i wczasowiczów z
Węgier i z zagranicy. W różnojęzycznym
gwarze bardzo często spotykana jest mowa
polska. Ten uroczy zakątek Węgier jest bar-
dzo dobrze zagospodarowany dla ruchu tu-
rystyczno-wypoczynkowego.
Anna Achmatowicz-Otok i
Stanisław Otok-
wczoraj i dziś. Warsza
1968, PZWS, s. 57—59.
6. JASKINIA LODOWA
Do jaskini Ledenik jedzie się z Sofii szosą
biegnącą wzdłuż rzeki Iskyr malowniczym
przełomem. Następnie szosa opuszcza ka-
nion i po piętnastu minutach docieramy do
Wracy, stolicy zachodniej części Starej Pła-
niny *. Stąd już niedaleko — przejazd przez
zwężenie skalnej doliny, a następnie kilka
kilometrów serpentyn. Wkoło przepiękna
panorama ostrych wierzchołków górskich,
biel wapieni odcina się od jasnego błękitu
nieba, wspaniała dekoracja pionowych, spę-
kanych ścian skalnych.
Przed nami zielona kotlina. Kilka schro-
nisk, domów wypoczynkowych i sieć wy-
deptanych ścieżek. Trudno sobie wyobrazić,
że gdzieś tutaj, pod powierzchnią ziemi, kry-
je się labirynt wielkiej jaskini.
Z wąskiego wejścia wieje chłód. Schodzi-
my po żelaznych schodach. Oto przedsionek
pieczary, który ozdabiają w zimie lodowe
stalaktyty * i stalagmity W lecie panuje tu
dojmujący chłód — stąd nazwa, ledenik bo-
wiem znaczy tyle, co „jaskinia lodowa". Do
niedawna przedsionek jaskini był wykorzy-
stywany przez ludność miejscową jako na-
turalna chłodnia na skład wina.
Wąski korytarz, a dalej obszerna sala. Od-
bite światło lśni na stalaktytach, co nadaje
temu miejscu piętno tajemniczości. Szata na-
ciekowa ścian niezwykle bogata. Skrystali-
zowany węglan wapnia uformowała praca
wody w niezliczoną ilość kształtów. Po-
szczególne grupy nacieków porównywane
są do głów ludzkich, do rycerzy, do postaci
z dziecięcych bajek. Nazwy nadają im zwie-
dzający turyści. Powtarza je później prze-
wodnik oprowadzający kolejne grupy.
W dniu 1 maja 1964 r. odbył się w tej
ogromnej sali koncert muzyki symfonicznej.
Estradą był naturalny balkon zawieszony
wśród draperii naciekowych. Akustyka jest
wspaniała, a sala może pomieścić około ty-
siąca słuchaczy.
Z głównej sali idziemy za przewodnikiem
dalej. Mijamy zwężenia korytarzy, przecho-
dzimy ścieżką nad przepaściami. W jednej
z nich grzmi wodospad rzeki podziemnej.
Ukryte reflektory wydobywają z ciemno-
ści kolumny stalaktytów i stalagmitów oraz
nacieki na ścianach. Przeważają formacje
o mlecznobiałej barwie. W pierwszej chwili
wydaje się, że to lód. Być może, że i podo-
bieństwo nacieków do lodu przyczyniło się
do powstania nazwy jaskini.
Podziemna rzeka znika w gardzieli skalnej,
płynie gdzieś dalej w kierunku Iskyru. Jej
bieg nie został dotąd jeszcze zbadany
Prawdopodobnie w skałach wapiennych
23
Jaskinie występują również w wapiennych skałach Gór Dynarskich, Karpat, Pirenejów i in Na zdjęciu,
fragment jaskini w Górach Dynarskich. Na pierwszym planie stalagmity
duża, ze Ledenik uchodzi za jedną z naJ'
piękniejszych jaskiń republiki i dlatego
przyciąga tysiące turystów.
P. Gieorgicw: Jaskinio 10
dowa (tłumaczenie z K Y
ka bułgarskiego). ..Pf^
Świat", 1964 nr 9, s. 34—
kryją się jeszcze całe kilometry jaskinio-
wych korytarzy
Wśród jaskiń Bułgarii, znajdujących się
zarówno w Starej Pianinie jak i w Rodo-
pach, grota Ledenik nie jest ani największa,
ani najgłębsza Ale koncentracja wspania-
łych utworów naciekowych jest tutaj tak
24
Najpiękniejsza jest Zatoka Kotorska latem
o brzasku, gdy słońce skryte jeszcze za gó-
rami rąbkiem ledwie ozłoci ich nagie, suro-
we szczyty. Wszystko łonie jeszcze w orze-
źwiającym śnie po skwarnym dniu i parnej
nocy.
Drzemie zatoka. Błękitnawozielonej wody
nie marszczy najlżejszy nawet wietrzyk
Drzemią jak bociany na jednej nodze palmy
na molach, oleandry obsypane wiecznie pur-
purowym kwieciem i krzewy lauru przy dro-
gach Drzemią mroczne cyprysy zmartwio-
ne swą niepojętą chudością i boleśnie po-
wykręcane drzewka oliwkowe na stokach
gór.
Śpią w białych domkach za zielonymi
okiennicami rybacy, którzy przed godziną
wrócili z nocnego połowu. Nie pędzą jesz-
cze chłopki burych osiołków objuczonych
koszami wypełnionymi płodami me tyle ja-
łowej ziemi, ile ciężkiej pracy rąk własnych
O tej porze z głębin wód wynurzają się
na powierzchnię tęczowe meduzy Płyną na-
dymając się i kurcząc rytmicznie. Pod
barwną kopułą przebierają pękami długich
wstęg i sznurów. Czasem z pluskiem prze-
mknie jak rój świetlików wataha drobnych
rybek usiłujących zmylić pogoń jakiegoś
drapieżnika Po dnie kroczą niezdarnie w po-
szukiwaniu żeru groźne na wygląd, ale
tchórzliwe, od lada cienia płoszące się kra-
by; nie ufają widać ani swym potężnym
kleszczom, ani okrywającym szczelnie ich
ciała pancerzom
Za poł godziny, za kwadrans ocknie się
Boka Zaroi się bazar w Kotorzc. Na długich
ławkach w cieniu palm przed starymi mu-
rami chłopi rozłozą swój wielobarwny to-
war brunatnozielone, świeże i lepkie smo-
kwy, tj. figi; złote gruszki; purpurowe, wiel-
kie jak dwie złozone pięści owoce jakiegoś
rodzaju róży zwane nara; cynobrowe, lśnią-
ce świeżością pomidory; bursztynowe słod-
kie strąki papryki; seledynowe główki sała-
ty i kapusty; opasłe pasiaste arbuzy i zło-
toszare melony, oliwę, jaja twaróg. Rybacy
nawoływać będą do rozłożonych według ga-
tunków darów morza.
Z wolna ożywi się zatoka Na wodzie zja-
wią się ciężkie barki, zwrotne zagłówki
i utrzymujące komunikację przybrzeżną ma-
łe stateczki Kamieniste plaże i mola przed
domami zapełnią się tłumem wczasowiczów
Na wąskiej, wijącej się wzdłuż wybrzeża
drodze asfaltowej narastać będzie łańcuch
dążących w dwóch przeciwnych kierunkach
samochodów z najrozmaitszymi tabliczka-
mi rejestracyjnymi Austria, Włochy. NRP,
25
Nad Boką Kotorską u wschodniego krańca leży stare, zabytkowe miasto Kotor
Wielka Brytania, Francja, Belgia. Piękno Bo-
ki przyciąga turystów z całej Europy.
W południe życie zamrze znów na prze-
ciąg kilku godzin. W otoczonej wieńcem
wysokich gór zatoce słońce potrafi pod-
ciągnąć słupek rtęci w termometrze usta-
wionym w cieniu do 35 stopni i więcej. Naj-
cieplejsze to miejsce w Jugosławii. Śred-
nia temperatura powietrza miesięcy chłod-
nych — od listopada do kwietnia — jest tu-
taj dokładnie taka sama jak nad Bałtykiem
między majem a październikiem.
W czerwcu, lipcu i sierpniu kto tylko mo-
że zaraz po obiedzie kładzie się spać. Od
pierwszej po południu do piątej sklepy
w miasteczkach zamknięte na cztery spusty.
Pustoszeją warsztaty rzemieślników, ustaje
ruch na budowlach i w jedynym zakładzie
przemysłowym — fabryce mydła. W restau-
racji zziajani kelnerzy niechętnym okiem
patrzą na spóźnionego konsumenta.
Jan Kligert Boka Kotorska
„Poznaj Świat", 1961 nr 5<
s. 22—23.
8. MORZE ŚRÓDZIEMNE
My, mieszkańcy Ziemi, żyjemy na lądzie
i nie zawsze pamiętamy, że na powierzchni
kuli ziemskiej jest znacznie więcej wody,
niż lądu, że woda pokrywa 71 procent —
prawie trzy czwarte — powierzchni Ziemi,
że ogromne masy wód morskich wywierają
potężny wpływ na klimat i inne czynniki
kształtujące środowisko geograficzne, a tym
samym na warunki życia na Ziemi. Ten
wielki obszar wód, nazywany często ocea-
nem światowym, dzieli się na trzy oceany:
Spokojny albo Wielki, Atlantycki oraz In-
dyjski. Przy wybrzeżach lądów oceany two-
rzą morza śródziemne i przybrzeżne. Morza
śródziemne leżą pomiędzy lądami, z ocea-
nem zaś łączą się przez cieśniny lub kanały.
Tylko jedno z tych mórz śródziemnych na-
zywa się Morzem Śródziemnym przez duże
M i S.
Jak to się stało? Dlaczego?
My zastaliśmy świat znany, zbadany, wy-
mierzony, opisany. Ludzkość zdobywała tę
wiedzę z trudem przez całe tysiąclecia. Na-
sza, najbardziej znana cywilizacja europej-
ska rodziła się i rozwijała na wybrzeżach
i wyspach odnogi Atlantyku zamkniętej pra-
wie całkowicie lądami Europy, Azji i Afry-
ki. Przed tysiącami lat horyzont geograficz-
ny, czyli znany świat ówczesny, był bardzo
mały. Składało się nań owo morze, jego
wyspy i wybrzeża. Poza tym morzem, poza
antycznymi „Słupami Herkulesa" • i kręgiem
zamieszkałego świata, był otaczający wszyst-
ko ocean — koniec świata.
To jedyne znane morze nazywano w różny
sposób. Babilończycy, na przykład, 2 600 lat
przed naszą erą pisali, że „król Akkadu
przekroczył morze u zachodu...", Rzymianie,
gdy prawie bez reszty opanowali jego wy-
brzeża mówili o nim marę nosi rum lub ma-
rę internum — nasze morze, wewnętrzne.
Inne ludy uznawały te pretensje. Kosmas
27
Krajobraz śródziemnomorski we Włoszech Zwróć uwagę na smukłe cyprysy w głębi po prawej stronie
Indoplywca pisał „kolpos Rhomaios" — mo-
rze rzymskie. Arabowie podobnie- Bohr ar-
-Rum. Dopiero w VII stuleciu Izydor z Se-
willi narwał je właśnie morzem śródziem-
nym. — Mediterraneum. Ta nazwa przyjęła
się powszechnie i utrwaliła.
Polski Dykcjonarz Geograficzny z roku
1783 wyjaśnia sprawę tak. „...zowie się śród-
ziemnym, iż niejako w środku globu ziem-
skiego.”
♦
Ściśnięte przez lądy trzech części „Stare-
go Świata” Morze Śródziemne na zachodzie
łączy się z Atlantykiem Cieśniną Gibraltar-
ską. Na wschodzie przez Morze Marmara
i związane z nim cieśniny Dardanele i Bos-
for, przechodzi w Morze Czarne. Ma także
sztuczny wylot i połączenie z Morzem Czer-
wonym przez Kanał Sueski. Jest to basen
rozległy. Ma 2970 tysięcy km2 powierzchni,
a więc znacznie więcej niż Bałtyk (422 tys
km2). I głębokość ma znaczną, średnio pra-
wie 1500 m, a pojemność szacowaną na pra-
wie 4 miliony km3.
Morze Śródziemne rozciąga się w kierun-
ku równoleżnikowym na 3860 km. Jego roz-
ciągłość południkowa jest znacznie mniej-
sza — średnia 600 km, największa 1800 km
Mówiło się więc o długości i szerokości te-
go morza. W pojęciu starożytnych ekumena,
czyli świat zamieszkany, otaczający to cen-
tralne morze, tez miał większy wymiar, to
jest długość, w kierunku równoleżnikowym.
Te pojęcia długości i szerokości dawnego
świata przeniesiono następnie na naukowe
pojęcia współrzędnych geograficznych.
Stąd właśnie długość i szerokość geogra-
ficzna.
Morze Śródziemne jest dość urozmaico-
ne. Ma zawiłą linię brzegową. Wielkie pół-
wyspy Apeniński, Bałkański i Azji Mniej-
szej, kilka mniejszych półwyspów i liczne
wyspy dzielą je na mniejsze jednostki. Pół-
wysep Apeniński z Sycylią i progiem pod-
wodnym ciągnącym się do tunezyjskich wy-
brzeży Afryki dzieli je na dwie główne czę-
ści: zachodnią i wschodnią. Mniejsze jedno-
stki to morza Balearskie, Liguryjskie, Tyr-
reńskie, Adriatyckie, Jońskie, Egejskie,
Cypryjskie, Marmara, Czarne, Azowskie.
Nie brak większych i mniejszych zatok Ma
różne głębokości, większe w części wschod-
niej, i różny rozkład prądów. Poszczególne
jego części wyróżniają się różną termiką *
Silnie rozczłonkowane wybrzeże Adriatyku w Jugosławii. Ten typ wybrzeża nazywamy dalmatyńskim
słonością, parowaniem, przezroczystością
i barwą wody, warunkami klimatycznymi,
rozmieszczeniem świata organicznego
Wyspy i wybrzeża zasiedlane były nie-
jednakowo i niejednakowo zagospodarowy-
wane Różnorodne warunki środowiska geo-
graficznego i różne losy historyczne po-
szczególnych regionów złozyły się na zróżni-
cowanie krajobrazów naturalnych i obecne
krajobrazy kulturowe, w znacznym stopniu
wypracowane przez człowieka
Wiele jednak cech składa się na wyraźną
jednolitość całego obszaru
Wybrzeże Morza Śródziemnego we Francji w pobliżu Marsylii
Charakterystyczne położenie Morza Śród-
ziemnego, jego wyraźne wyodrębnienie
sprawiło, że stało się ono wzorcem. Tak po-
łożone inne morza poboczne — np. Morze
Czerwone — zalicza się też do kategorii
mórz śródziemnych.
Drobne różnice klimatyczne wynikające
z różnych szerokości geograficznych lub in-
nych warunków lokalnych nie przeszkadza-
ją temu, że cały obszar ma klimat podobny,
swoisty. Jego główne cechy — to łagodna,
wilgotna zima i gorące, suche lato, przewa-
żające wiatry zachodnie, liczne lokalne wia-
30
try sezonowe o podobnym charakterze, zbli
żonę temperatury, znaczne nasłonecznienie
itd. Wszystko to sprawiło wyodrębnienie
klimatu śródziemnomorskiego. Tą nazwą
określa się klimaty innych regionów świata
o podobnych cechach, np. na wybrzeżu Chi
le.
W ślad za klimatem idzie naturalna sza a
roślinna śródziemnomorska — przystosowa
na do dłuższych okresów suszy. Charak e
ryzują ją: platany, kasztany, dęby korkowe,
pinie, laury, cedry, oliwki, cyprysy i zaroś
zwane makią.
Na wyspach i wybrzeżach Morza Śród-
ziemnego wytworzył się swoisty typ gospo-
darki. W żyznych, często sztucznie nawad-
nianych dolinach, rozwinęła się uprawa ty-
pu sadowniczo-ogrodniczego lub plantacyj-
nego. Na bezleśnych stokach hodowla —
głównie owiec. Zauważa się porządek roz-
mieszczenia upraw najniżej przy wybrzeżu
rośliny cytrusowe i inne owoce, wyżej win-
nice, dalej pszenica, oliwki, kasztany jadal-
ne. To wszystko składa się na typ gospo-
darki śródziemnomorskiej.
Mimo różnych dziejów, w toku których
na wybrzeżach i wyspach uformowały się
różne narody i różne państwa, mówi się
o cywilizacji i o kulturze śródziemnomor-
skiej. Wspólne cechy łączą też inne, mniej
zasadnicze przejawy życia. Słyszy się takie
pojęcia, jak żegluga śródziemnomorska, rze-
miosło śródziemnomorskie. Znalazło by się
pewnie więcej wspólnych spraw — śród-
ziemnomorskich.
Ze skłonności do porządkowania, pewne-
go segregowania zjawisk, łączenia grup
według cech wspólnych — wyodrębnia się
zjawiska typowe. Takimi są typowe dla
pewnych stref lub większych regionów świa-
ta — krajobrazy.
Swoiste, wspólne zespoły cech, charakte-
ryzujących obszar Morza Śródziemnego, je-
go wysp i wybrzeży, skłoniły uczonych do
wyodrębnienia jako jednego z typowych
krajobrazów, typowych regionów świata —
regionu śródziemnomorskiego. Zapropono-
wano nawet dla tego obszaru termin rze-
czownikowy — wspólną nazwę — Sródziem-
nomorze.
Wybrzeże Morza Śródziemnego koło Neapolu. Domy
i ogrody pnq się po stokach gór
Dodajmy, że jest to region przychylny
człowiekowi, jego gospodarce, rozwojowi
sił fizycznych i duchowych.
Roman Biesiada Nad Mo-
rzem Śródziemnym PZWS,
Warszawa 1970. s. 105—110,
31
kładki i mostki, lecz gdy przestrzeń dzielą-
cej Je wody jest zbyt szeroka, pozostaje tyl-
ko jeden środek komunikacji lodzie
•
Woda Dunaju nigdy nie Jest błękitna,
nigdy przejrzysta Jeśli zaczerpnąć odrobinę
tej wody, zawsze pozostaje na dłoni ślad
mulistego osadu Szarozółty, w czasie przy-
boru brunatny nurt niesie w sobie niewia-
rygodną ilosc piasku i mułu Z dalekich Alp,
z Karpat, z wielkiej Niziny Pannońskiej,
zewsząd w ogóle, skąd tylko wody wpływa-
ją do Dunaju, unoszą z sobą piasek i zbu-
twiałe szczątki roślin
Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, stule-
cie po stuleciu trwa ta niewidoczna, lecz
nieustępująca praca potężnej rzeki Dociera-
jąc do morza tracąc pęd, umierając jako
rzeka i przekształcając się w bezimienną
i bezkształtną częśc Morza Czarnego, odda-
je Dunaj to wszystko, co niesie ze sobą —
składa na dnie morskim muł i piasek
Warstwa po warstwie narasta od dna ku
powierzchni nowy skrawek lądu W mulisty
swlcry grunt padają przyniesione wiatrem
ziarna i oto za rok na nowej ziemi rozwijają
się młode listki roślin Wzrastają pędy
trzcin, korzenie grązą się w niestałym grun-
cie, wiążą go i umacniają
Tak powstaje delta Co roku przybywa
kilka metrów lądu, co roku ujście Dunaju
oddala się w głąb morza Osiemdziesiąt mi-
lionów m’ piasku i mułu składa Dunaj każde-
go roku w swym wieioramiennym ujściu
Wiele tysięcy lat minęło, zanim delta
przybrała dzisiejszą postać Obejmuje ona
430 tys hektarów, lecz zaledwK 15* • tej
powierzchni nadaje się pod budowę siedzib
ludzkich i uprawę gruntów Reszta to labi-
rynt wodnych kanałów, bagmska porośnię-
te trzciną i szuwarem, spokojne lustra wody
płytkiej I nagrzanej słońcem, piaszczyste
wydmy, wreszcie knieja wyrastająca z bag-
na I piachu. |...|
1 MITU D< V4J<
Kur* prosto na wschód Szarożółty nurt
Danaiu z prawej burty widać wzgórze
z potr kueza na szczycie Gdybym siał teraz
ca wzgórze do-trzegłbym bez wątpienia
bezkres-!v labirynt wodnych kanałów, zielo-
ne pcJ-aca: trzcinowych zarośli, refleksy
Btoricn na rozlewiskach, słowem osobliwy
i n-rpowtarzAlny krajobraz tego dziwnego
tworu natury. jakim je t delta Ale z pokła-
du statku w.dok jest niezbyt rozległy.
Wzgórze zc stało daleko za nami, oba brzegi
M płaskie I
Dunr>srwa nadrzeczne wyglądają po pro-
stu jak porządne wiejskie chałupy. Tyle ze
prr>-d każdą zagrodą kołyszą się na falach
drewniane łodzie o wysoko zadartych dzio-
bach i rufach Tyle że w zagrodzie me ma
rwykle podwórza brzeg jest wąską mierze-
ją. za którą — jak okiem sięgnąć — faluje
zielone morze trzcin. Wśród tej niezmierzo-
nej gęstwy są jednak wyspy, kępy wyso-
kich rozłożystych drzew, niewielkie pola
uprawne I łąki, na których pasą się owce
i krowy. oH
Każdy mieszkaniec tych wiosek od dziec-
ka zżył się z wodą. Po rzece I rozlewiskach,
po kanałach wyciętych w trzcinowym gą®’
czu kursują bez przerwy zgrabne łódki
wiosłowe Łódką płynie żniwiarz na iąk^
kobiety zdążają łódkami do sklepu, łodzią*
mi dowozi się codziennie dzieci do szkoły
Także listonosz krąży od domu do domu
w łódce. Jest zresztą wiele wiosek, któryck
zagrody są rozmieszczone nie wzdłuz nne*
zzei. lecz na izolowanych niewielkich
spach. Przez wąskie cieśniny przerzuca si^
dekle Dunaju przed każdą zagrodą kotyszą tią na falach drewalana łodzie o wy co ko zadartych dno-
bach i nilach
3 — Ną wirłkim lądn*
o«ua .oąksrvm w Europie skupiskiem puc
9ą Ma wyopy pływa jącii zwane plauri
Cltxeewrt» aa ibrt*| masy bulwie ją cyc h
Irrt a <4 ąpiątarnch mu-wałych badylach
nrwM*< torisaw mkxh rośliny Z cza-
•rs. w pokrywa wą żywą trzci-
t< tTr>ła. r.K-^ćiŁi nawet du ?łudzc-
M w-. > :x :.-bmc * prawdziwą Ale
<r?y ofrwtek sianie na m< | załamuje wę
«ąp* M*
’.U*e wy*py pływające m przeszkodą dla
tegtaąp. p*y popycMao wwtoHi Mn ją wy-
ny;r «r»rod Kanały Dlatego ma
rywit plzue wpatrują wę w lustro wody
I latryna r acuje na zwolnionych
otorcAw h Gdy zaa kapitan chce doktadmei
prry^oer «ę p/>jnineru odi jukowi wh-
ku. rcakaiwje wBlrryna' P*e<ę silnika
CichŁje hakor uiatzp.y Jeszcze przed
chwilą cala przestrzał wukoł wydawała się
Martwą pustką, teraz da je się słyszeć nieu-
stanny donośny rozgwar ptactwa Ze ściany
trzcin wysuwają się głowy ptaków obser-
wujących ciekawie i bez płochliwoici niene
chamy statek W trzcinowych zaroślach ło-
pocą skrzydła, chmara ptaków zrywa się &
lotu i zapada niedaleko — na jeziorze pokry
tym liśćmi i kwiatami nenufarow
rybki czerwone i podobna dr* ruch bsau- są
leszcze w kliku odnuaracl i wite »w*e
innyc h, których narwy skata wyzwax tyl-
ko doświadczony rybak
Mnogość ryb ’<ik»i* u Zr gdy • zt-
ba zlowii kilka sztuk na cb,*.; WM-.cuak
wypływa ludką na na;bu2M» i*n*w •*
zanurza małą siatkę i ud razu wyciąga tree-
pcn<pr sii; srebrzysta ry by Na * ękkxx po-
łów wyrusza Jrdnak zwykle krlka łjdzi x ca-
łym zestawem m<?c1 a gdy rybacy wracają,
burty grąt i <ię u wc<k - i *> aznae ate-nal
pmad miarę
“kuP'»k*emr’X^,a aa w Europ*
n‘"°yb prZes,.„ “ “?tn^ Orniltdoin
wszelkie odm. ° frz,’fa gatunków Są tu
•'we. cairne <bjkJch k<’c«*. «*>*
'ab^>e. Pelrkan .
wają stalp I y‘ Fewne gatunki przrn\
*vbodu na ^'^etują « południa i i»
triem i doJCS Wl^ ^oaida w-rod
S/ , lrChOWan,u młodych odlatu/ą r*
w “krerie zrny k'Ór‘‘
'' przeczekać mrozy, Jfi
czym szybują na lalo * kierunku pólnuc
nym Kilkadziesiąt gatunków to ptaki z da-
lekiego południa, nigdzie indziej w Europie
poza deltą Dunaju im spotykane
Krotki postuj pozwala obserwować głąb
wody Rli-ko powierzchni uwijają się ławi-
ce małych błyszczących rybek Głębiej prze-
suwają się powoli Cielska olbrzymów po-
tężne jesiotry o płaskich nosa h l grzbiecie
przypominającym skorą krokodyla szaro
nakrapian* szczupaki grube karpie sanda-
cz* ptastugi Naliczono ogołem 85 gatun-
ków i fb w wodach delty, w tyrn wiele ro-
nionych i poszukiwanych Są tu odmiany
l.-i <l.?l kitnyrh a r.maku, nłe '.potyka-
nyrf w mrych woda* I* tą węgoizo przy-
bywa ><|te z dal» ku h mórz na tarło są małe
18 W KB AIXIE ST
Za Chwaiynskiem ciągnie się wysoki pra-
wv brzeg (Wołgi] Góry Chwałyńskie • uka-
zu 4 na przemian nagie kredowe hełmy lub
płaskie tarcze porośnięte lipami, dębami,
orzechami Wśród zieleni tych drzew prze-
bły>kują białe brzozowe pnie Wkrótce te
, gór/ przechodzą w następne pasmo —
Góry Dziewicze La*, choć przerywany pla-
mami nagich skał, utrzymuje się ciągle jesz-
cze w gęstych skupiskach. Zespół sanato-
now w czalicy Chwałyńska nazywa się
C zerem szary, co w baszkirskim • języku
oznacza ciemny (gęsty) las.
Na lewym brzegu Wołgi odkryta, płaska
jak stół równina Wzdłuż rzeki bujne łąki
z wysoką, sięgającą nieraz wzrostu człowie-
ka, soczystą traw ą. Szmaragdowe łąki prze-
rywają jaskrawe plamy różnobarwnych
kwiatów Wśród traw lśnią wołzańskie sta-
rorzecza — drobne odnogi i rękawy rzeczne
odcięte już od Wołgi i egzystujące jako sa-
modzielne jeziorka. Wiosną, kiedy rzeka
wypełniając całą swą dolinę zalewa te łąki,
jeziorka i łachy, po drobnych dziś odno-
gach pływała statki, skracając sobie kurs
żeglugi W iecie starorzecza stanowią ulu-
bione miejsce zbiórek kurek wodnych i be-
kasów.
Poza doliną Wołgi rozciąga się rozległa
lekko pofalowana równina nachylona ła-
godnie ku Morzu Kaspijskiemu. To Ju2
prawdziwy step, olbrzymie połacie porośmę*
te wysoką pierzastą trawą — ostnicą
ko sfalowana trawa, kołysząc się w podmu
chach wiatru, żywo przypomina morze i do
morza najczęściej jest porównywana ^Y
da je się, że ciągnie się bez końca. Z rzadka
tylko tu i ówdzie monotonię tych wielkie
36
Wołga omija Wyżynę Nadwulzartskij od wschodu Dlatego jo| prawy zachodni brzeg je»» na tvra oacinku
wysoki a lewy niski I plaski
połaci przerywa kępa karłowatych drzew
Tu i owdzie w różnych kierunkach ciągną
się ginące raz po raz wśród drzew brunatne
linie dróg stepowych. Długo trzeba szukać
wzrokiem, aby wśród tej jednostajnej płasz-
czyzny dostrzec przycupnięte gdzieś w wą-
wozie zabudowania Gdyby przyjrzeć się te-
mu z bliska, dostrzegłoby się tu » ówdzie
pola dyń i olbrzymich arbuzów
Roman Bipsiadu Z biegiem
Wołgi. Warstwa J964, Wię-
dła Powszechna. s. 124—125.
37
Tdjg.i rozci<ig.i sp; na olbrzymich przestrzeniach Eurazji od Wołgi po Daleki Wschód
11. TAJGA URALU
Wysokie rozrosłe limby, sosny i jodły,
gdzieniegdzie smukłe białe brzózki. Na lewo
wartki nurt rzeki. Podszycie stanowi trawa
oddająca naszym spodniom i obuwiu obfity
zapas wilgoci
Tajga gęstnieje, ścieżka znika. Co chwila
przechodzimy przez leżące pnie drzew po-
rośnięte mchem i trawą. Obchodzimy olbrzy-
mie drzewa z bajecznie poplątanymi gałęzia-
mi. Przeciskamy się między gęsto rosnący-
mi świerkami, które chłoszczą nas niemiło-
siernie po twarzy i rękach. A gdy takie
przedzieranie się zaczyna nam szczególnie
dokuczać, wychodzimy na brzeg rzeki. Te-
raz. po okrągłych kamieniach, idzie się
o wiele lżej Ale oto zakręt rzeki. Woda
zbliża się do wysokiego brzegu porośnięte-
go gęsto krzewami. Znów zmuszeni jesteśmy
zagłębiać się w ciemny gąszcz. (...]
A
Strefa tajgi skończyła się na wysokości
700 metrów. Znajdujemy się w tundrze vry*
sokogórskiej. Po kilku kwadransach męczą*
cej wspinaczki jesteśmy na szczycie Gump-
kapaj (1152 m n.p.m.) — w miejscu, gdzie
zbiegają się trzy granice administracyjne
Autonomicznej Republiki Korni, obwodu *
swierdlowskiego i obwodu permskiego. Plat-
forma góry pokryta jest bryłami kamieni
białych od chrobotka. W szczelinach usado-
wiły się wątłe gałązki płożącej się po ziemi
brzozy karłowatej. Co kilkaset metrów roz-
siane są jakieś dziwne budowle kamienne
wysokości trzech lub czterech metrów przy-
pominające ruiny średniowiecznych zam-
ków
Podchodzimy do jednej z ,,budowli". Te-
raz widać, że to skalny świadek dalekiej
przeszłości starego Uralu. Stoimy poważni,
pełni podziwu dla przyrody i jej tworów.
Nagle nadciąga czarna chmura Po chwili
znajdujemy się we mgle i możemy doświad-
czyć na sobie „przyjemności" drobnego
deszczu Nakładamy swetry i sztormówki ’
z kapiszonami, po czym szybko schodzimy
w doł. Zbocze góry zmienia się w szeroki
strumień wody deszczowej. Mokniemy rów-
nocześnie od góry i od dołu
Przypadek z deszczem na szczycie Uralu
u rosi do rangi symbolu Azja pożegnała nas
słońcem, rodzinna Europa powitała desz-
czem (...)
Deszcz pada i pada Ruszamy brzegiem
Wiszery. Na naszej drodze ciemne chaszcze,
mokra wysoka trawa, wiatrołomy, popląta-
ne gałęzie i korzenie wywróconych drzew,
strumienie, które przechodzimy w bród nie
zdejmując obuwia — przecież i tak jest ono
zupełnie mokre.
Dzięki dużej ilości opadów po europej-
skiej stronie Uralu rozrosły się wspaniale
metrowej wysokości paprocie. Pod nogami
mamy nieprzerwaną łąkę czarnych jagód
Niekiedy kilometrami grzężniemy w bag-
nach, to znów przekradamy się wśród za-
rośli górskiego zbocza.
Na domiar złego oziębiło się i spadł pierw-
szy śnieg. Bardzo nas zdziwiła bujna trawa
pokryta białą warstwą śniegu w dniu 1
września Znajdujemy się na północnym
Uralu, wśród przyrody 62 równoleżnika.
Nareszcie piękny pogodny dzień, niebo
czyste, błękitne. Las tonie od rana w powo-
dzi promieni słonecznych. Przyroda nabiera
dziwnego uroku, lekkości kształtów, prze-
zroczystości struktury. Trudno opisać pięk-
no barw jesiennej szaty Uralu.
Ciemnozielone, z błękitnym odblaskiem
świerki, jaskrawozielone jodły, rozłożyste
39
Bogactwem Syberii jest ropa naftowa. Szyby naftowe
„wdarły się" w tajgę syberyjską
1 pełne powagi limby, a między nimi nieśmia-
ło wciśnięte złotolistne brzózki...
Wysokie, przezroczyste w promieniach
słońca paprocie skrywają nas prawie całko-
wicie, soczyście zwilżając odzież i plecaki,
to znów rozstępu ją się, odkrywając szem rżą-
ce strumyki pędzące z ogromną szybkością.
Zieleń lasu ustępuje. Przed nami żółtozie-
lone, pomarańczowe i czerwone polanki po-
rośnięte śnieżnobiałymi brzózkami. Pod no-
gami bulgoce woda, z góry przypieka słon-
ko, w duszy radośnie i ciepło.
Słychać z daleka szum górskich strumie-
ni. Wartkie i gwałtowne z hukiem przeta-
czają wodę po wymytych do czysta głazach.
Janusz Fuksa Tajga Uralu.
„Poznaj Świat". 1960 nr 8.
s. 3—6.
Rozdział II
CO NOWEGO W ROLNICTWIE?
IZ ZWYCIĘSKA WALKA HOLENDRÓW Z MORZEM
KRAJOBRAZ POLDERÓW
Termin „polder" znany był juz w począt-
kach XIII wieku, gdy zjawił się jako nazwa
pewnej miejscowości. Prawdopodobnie miej-
scowość ta odznaczała się szczególnymi ce
chami położenia, skoro w wieku XIV użyto
tej samej nazwy do określenia ocalonyc
od zagłady, zabezpieczonych i zagospodaro
wanych wycinków powierzchni.
Daty wpisana na mapce okr&la/ą czas osuszania poiderów
| osuszante Q zagospodarowywanie
Dziś określenie „polder" ma treść jed-
noznaczną. Jedną z zasadniczych cech pol-
deru jest jego pełna niezależność od przy-
ległych obszarów. Jest to teren otoczony
tamami, nie przyjmujący żadnych obcych
wód poza wodami opadowymi.
Poldery mają własny poziom • wód, regu-
lowany sztucznie zależnie od potrzeb gospo-
darki. Sieć wód w polderze tworzy jakby
system nerwowy tego obszaru, niesłychanie
41
Polder W.eriniennee: w Holandii. Zwróć uwagę
na reguł i my układ działek
wrażliwy na wszelkie, najlżejsze nawet wa-
hania wod, wywołane nadmiarem opadów
lub zbyt silnym parowaniem.
Obsługa wód polderu wymaga stałej czuj-
ności, a równocześnie znajomości sposobu
użytkowania polderu i związanych z tym
wymagań w zakresie głębokości zwierciadła
wód gruntowych. Obszary pastwisk np. wy-
magają wód płytszych — na głębokości
40 cm, natomiast dla pól uprawnych utrzy-
muje się wody na głębokości 75—125 centy-
metrów.
Poldery zajmują obecnie około ‘/a obsza-
ru całej Holandii, a powierzchnia przepro-
wadzonych przez me kanałów obejmuje «/io
powierzchni każdego polderu
Krajobraz polderów jest całkowicie sztucz-
ny, wykształcony przez człowieka Panują
w nich linie proste, wyznaczone przez ka-
nały, drogi i granice poszczególnych dzia-
łek Tak więc poldery robią wrażenie sza-
chownicy o bardzo regularnych polach
Obok sieci drobnych kanałów, służących
do regulacji wód, na każdym polderze istnie-
ją kanały żeglowne. 1
Przejazd przez poldery dostarcza czasem
niesamowitych wrażeń Często poziom wód
w kanałach, obwałowanych solidnymi tama-
mi i groblami, jest wyzszy, niż poziom dróg,
lak że po prostu „czuje się” tę masę wód,
która — bez kontroli — mogłaby grozić za-
lewem. Przybysze z innych krajów muszą
przyzwyczaić się do widoku statków, które
płyną wyżej niż poziom szosy idącej wzdłuz
kanału Regulowanie poziomu wody w pol-
derach odbywa się za pośrednictwem pomp,
śluz i zastaw Odpływ wód jest tutaj wy-
łącznie sztuczny. Jeśli polder leży wyżej od
najniższego stanu morza podczas odpływu,
to odprowadzanie nadmiaru odbywa się
przez zastawy normalnie — na zasadzie gra-
witacji Podczas przypływu zastawy zamy-
ka się. Jeżeli natomiast polder leży niżej od
najniższego stanu morza, wodę trzeba wy-
pompowywać sztucznie.
Dawniej pompowanie wody odbywało się
przy użyciu wiatraków, nie zapewniały one
jednak dostatecznie szybkiego obniżenia po*
ziomu wody i nie chroniły dostatecznie poi*
deru przed zalewem Zastąpiono je w wie-
ku XIX pompami parowymi, obecnie z*s
powszechnie stosuje się pompy elektryczne
Wiatraki — ów charakterystyczny element
krajobrazu Holandii i symbol nieustający
czujności człowieka w zmaganiach z wo-
dą — to dziś już tylko obiekty zabytkowe-
Najstarsze istniejące do dziś poldery P°
chodzą z XV, XVI i XVII stulecia, l-l
WYŚCIG Z MORZEM
Prace nad zamykaniem zatoki Zuider Zee
rozpoczęto 1 maja 1919 roku, zakończono
28 maja 1932 roku Pierwszy etap to prze-
prowadzenie krótkiej stosunkowo tamy
Amsteldip, łączącej zachodni kraniec wyspy
Wieringen z lądem Drugi etap, o wiele
trudniejszy, obejmował budowę zasadniczej
lamy długości 30 km zamykającej zatokę
Pracę nad zamykaniem zatoki rozpoczęto
na pełnym morzu równocześnie w sześciu
punktach. Trzeba było pokonać olbrzymie
trudności, wynikające przede wszystkim
z nierównej głębokości morza. Istniejące na
Morzu Wattów (Waddenzee) kanały * pod-
wodne były często rówmoległe do projekto-
wanej tamy. Ponadto w miarę postępu prac
przybierały na sile ataki tal, koncentrując
Budowa tamy w Holandii
się na przerwach w usypywanym wałe
Przerwy te umacniano opuszczoną na dno
faszyną, obciążoną kamieniami Szczególnie
silne ataki miały miejsce w okresach przy-
pływów, zwłaszcza w czasie sztormów, któ-
re w czasie trzynastu lat budowy tamy kil-
kakrotnie zagrażały zniszczeniem rozpoczę-
tych prac.
Początkowo tama składała się z dwóch
równoległych wałów jeden z nich zbudo-
wany był z gliny morenowej z kamieniami,
drugi z iłu ze żwirem Materiał ten wydo-
bywano po prostu z dna zatoki Zuider Zee.
a środek tamy wypełniano piaskiem Pra-
ca miała charakter nieustannego wyścigu
z morzem, które stale porywało część usy-
panego materiału. Było przy tym wiele mo-
mentów dramatycznych.
Ostatnią przerwę zamknięto 28 maja 1932
42
43
roku o godzinie 13. Syreny ogłosiły zwy-
cięstwo zatoka Zuider Zee przestała istnieć,
powstało jezioro Ijssel. W miejscu zam-
knięcia ostatniej przerwy wzniesiono pom-
nik — wieżę widokową.
W poziomie morza lama ma 90 metrów
szerokości. Zrobiono na niej autostradę, dro-
gę dla rowerzystów, pas dla pieszych, po-
zostawiono miejsce na tor kolejowy. Dwa-
dzieścia pięć zastaw wbudowanych w tamę
reguluje poziom wody w jeziorze Ijssel
Dzieło tworzenia nowych polderów w
obrębie jeziora Ijssel rozpoczęto jeszcze
przed zamknięciem głównej tamy — od wy-
dzielenia polderu eksperymentalnego o po-
wierzchni 40 ha koło Andijk. Przeprowadzo-
no tam studia dotyczące techniki osuszania
i odsalania gruntu, nawożenia, kolejności
upraw. [...]
ZAGOSPODAROWANIE POLDERÓW
Rolnicze zagospodarowanie polderów ho-
lenderskich obejmuje prace, których rodzaj
i kolejność ustalono na polderze doświad-
czalnym. Jedną z podstawowych czynności
jest odsolenie gruntu. Odbywa się ono prze-
de wszystkim przez równoczesne osuszanie
i przepłukiwanie gleby wodą doprowadzoną
ze strefy jezior obwodowych, wysładzanych
przez dopływy ze „starego lądu", a zwłasz-
cza przez rzekę Ijssel. Pewną rolę odgry-
wają w tym procesie również wody opado-
we. Zawartość soli w glebie likwiduje się
ostatecznie przez stosowanie uprawy roślin
dobranych w określonej kolejności oraz
przez odpowiedni system nawożenia. Pro-
blem zasolenia gruntów jest jednak stale
aktualny, nawet na polderach już użytko-
wanych rolniczo, ze względu na nieustan^
podsiąkanie wód gruntowych powiązanych
z ramionami Renu, które dzięki przypłyWorn
morza zawierają stosunkowo duży procent
soli.
Cykl prac przygotowawczych przed roz-
poczęciem normalnej uprawy trwa trzy lata
Rozpoczyna go uprawa roślin łąkowych, p0
czym następuje uprawa warzyw lub jęcz-
mienia. W trzecim roku można już zasiewać
pszenicę. Odbywa się to na koszt państwa
Obsiewa się systematycznie wielkie po-
wierzchnie pól nie podzielonych jeszcze na
działki. W tym etapie gospodarka jest cał-
kowicie zmechanizowana — uprawa obej-
muje ogromne powierzchnie terenów jesz-
cze zupełnie bezludnych.
Po trzech latach, gdy ziemia jest już goto-
wa do eksploatacji, następuje podział grun-
tów na działki, zaczyna się przydział ziemi,
organizuje się osadnictwo Rozwój osao-
nictwa na nowych ziemiach jest przedmio-
tem szczególnej opieki państwa. Wyraża się
to między innymi w szczegółowych stu-
diach * urbanistycznych i socjologicznych,
które poprzedzają instalowanie osadników
na każdym z nowych polderów. Polder mu-
si być tak urządzony, żeby ludzie, którzy tu
przyjdą, znaleźli środowisko, w którym bę-
dą mogli zyć i pracować normalnie. Plano-
wanie obszaru, na którym osiądą nowi
mieszkańcy i na którym powstaną nowe
więzi społeczne, musi więc być bardzo do-
kładne.
Anna Dytikowa: Zwycięska
walka Holendrów z mo-
rzem. „Poznaj Świat"
nr 1, s. 31—32 oraz 1968
nr 2, s. 26.
13. W DRODZE DO LIPSKA
Po opuszczeniu Meissen jeszcze kilkana-
ście kilometrów jechaliśmy doliną Łaby.
Krajobraz doliny był podobny do odcinka
między Dreznem a Meissen. Dnem doliny
spokojnie płynie uregulowana rzeka, a pola
uprawne schodzą tu aż na sam brzeg, wyko-
rzystując żyzne napływowe gleby. Gdzie-
niegdzie nad rzeką zachowały się resztki
lasów łęgowych ♦, przeważnie olchowych.
Miejsca podmokłe zajęły zmeliorowane łą-
ki. Zbocza doliny są na tym odcinku dość
strome Wycięte są one przeważnie w por-
firach * lub sjenitach, na których leży war-
stwa lessu. Jest to tak zwany masyw Spaar-
gebirge (czytaj: Szpargebirge), przez który
przebija się Łaba. Zbocza te wykorzystane
są przez sady, winnice i ogrody.
Pod krawędzią zboczy rozciąga się łagod-
nie sfalowana równina pokryta glebami
piaszczysto-lessowyml. Żyzność tych gleb
predysponuje okręg położony na północny
zachód od Meissen (czytaj: Majsen) do
odegrania ważnej roli w rolnictwie NRD.
Gdy do tego dodamy jeszcze z jednej stro-
ny korzystne warunki klimatyczne z dość
dużymi opadami (600—700 mm rocznie) oraz
45
44
7 i-wc har....'"4M pian przy uptówtę buraków
a: 'wacb w XF_D
temperaturę średnią najzimniejszego miesią-
ca (stycznia) nie spadającą poniżej —1 °C,
o i drugiej strony bliski rynek zbytu, jaki
sumowi Drezno i Meisscn, oraz dobrą ko-
murr.kację, jasny staje się takt, ze okolice
te należę do najł
atszych rejonów rolni-
czych NRD
Po minięciu niewielkie) osady Zehren
Irr ta । Cerem) wydostaliśmy się na pagór-
kowata wyżynę położoną na wysokości
ISO—2ó0 metrów n.p.m Krajobraz zmienił
« Za nami pozostała malownicza dolina
Laby przed nami zaś leżała łagodnie sfalo-
wana wyżyna, pokryta grubą warstwą utwo-
rów piaszczysto-gliniastych Jest to urodzaj-
na kraina
drogi widać było |uż f
iarslw rolnych
na kraina pszenicy jęczmienia i buraków
cukrowych Kiedy przejeżdżaliśmy tarn^.
dy, było już po żniwach Po obu stronach
drogi widać było już podorane rżyska. korJ
trastujące swą żółtoszarą barwą z zielonym;
polami buraków cukrowych, ziemniaków
lub różnych warzyw Gdzieniegdzie w tej
mozaice poletek zjawiały się pola ogromne,
długo ciągnące się lany monokultur •, nale-
żące do państwowych gosj
| | Szosa przecięła Muldę, lewy dopływ
Laby, który’ zbierając wody Zwikauer (czy
taj Cwikauer) Muldę i Treiberger (czytaj
Frajberger) Muldę, mesie duże ilości wody
tak potrzebnej dla okolicznego przemysłu
Mulda płynie tu szeroką doliną. Dno jej wy-
pełniają gleby złożone z nanosów rzecznych
Widać, że są one bardzo wilgotne, gdyż po-
la uprawne me schodzą az na dno doliny,
lecz wysłana jest ona zielonym kobiercem
łąk, urozmaiconym gdzieniegdzie kępami
lasu lęgowego.
I znów jechaliśmy dalej bogatą rolniczą
krainą, która stopniowo zaczęła się zmie-
niać. przechodząc w podmiejski obszar Lip-
ska Zaznaczyło się to wyraźnie w upra-
wach coraz większe powierzchnie zaczęły
zajmować warzywa, wypierając zboza i bu-
raki cukrowe Coraz więcej domów miało
charakter podmiejski. Ogrody i sady pełne
czereśni, jabłoni i śliw towarzyszyły nam
az do przedmieść Lipsku.
Jadwiga i Stanisław Lert'
czyccy Prrcz Sałc*00^
Harc I Turyngię.
1961, Władza Pow«erhtw>.
5. 61—€S.
H. POMARAŃCZOWE ŻNIWA
Dla każdego, kto zwiedza Sycylię, kraj-
obraz Równiny Katanskiej jest dużym zasko-
czeniem. Sycylia to wysp>a wybitnie górzy-
sta Całą jej powierzchnię pokrywają nie-
regularne, bogato rozczłonkowane łańcuchy
gór i wzgórz, które niemal wszędzie docho-
dzą do morza lub przynajmniej są z bizegu
dobrze widoczne Jedynym wyjątkiem jest
właśnie Równina Kalańska — Piana di Ca-
tania (czytaj Piana di Katania) Jest płaska
jak stół, wzrok biegnie daleko, aż po prze-
ciwległe przymglono sylwetki otaczających
ją wzgórz. |...|
Dziwna jest ta równina nie tylko ze wzglę-
du na kontrast z zółtozielonkawym krajobra-
zem gór sycylijskich. Dziwna jest i dlatego,
że nie ma na jej powleizchni ani jednego
miasta. Większe skupiska ludzkie wciskają
się w wąskie doliny wśród gór, wspinają się
tarasami na płaskowyże, a nawet nu dość
strome stoki. Na północy, między kolosal-
nym stożkiem Etny i brzegiem morza sto-
lica prowincji Kalaniu oraz uczepione pod-
nóża Etny Misterbianco I Paternó. Nu po-
łudniu Carlentini (czytaj' Karlentlni), Lenti-
ni, Scordla (czytaj Skordia) i Palagonia Na
samej zaś równinie spotyka się najwyżej
pojedyncze fermy ukryte za żywopłotami
opuncji • lub małe rozproszone wioski, z któ-
rych zaledwie kilka zasługuje na zaznaczę
nie na mapie.
Dziwna jest ta równina, jadąc bowiem
którąkolwiek z przecinających ją szos moż-
na me spotkać ani jednego człowieka Po
obu stronach drogi ciągną się ogromne sa-
dy równe rzędy drzew, płoty z drutu kol-
czastego, żywopłoty lub tylko rowy oddzie-
lające plantację od drogi. Czasem tylko na
jałowych pastwiskach, których me objęli
jeszcze w posiadanie wielcy plantatorzy
spotyka się małe stadko owiec Czasem
w cieniu przydrożnego drzewa drzemie nie-
ruchoma postać. Kaszkiet nasunięty na oczy,
czarny zmięty i wyplumiony garnitur, nie-
ogolona twarz. W rękach staroświecka dwu-
rurka • Sylwetka jakże charakterystyczna
dla Sycylii 1/ maiiuso — zbrojny najemnik
wielkiego właścicielu ziemskiego (. |
Na wiosnę, w porze kwitnienia sadów, nie
kończące się ogrody przedstawiają widok
niezwykły. Białe kwiaty prawie zupełnie
przesłaniają zieleń listowia i z daleka plan-
tacje wyglądają jak przyprószono śniegiem.
Delikatna, lecz silna woń kwiatów pomarań-
czowych unosi się nad sadami i drogami
Gdyby ktoś zaryzykował drzemkę w cieniu
kwitnących drzew obudziłby się z piekiel-
nym bólem głowy* Lecz nie ma obawy —
i
wstęp do sadów wzbroniony, na straty stoją
ludzie w kaszkietach 1 ze strzelbami
Ledwie tylko opadną delikatne płatki po-
marańczowych kwiatów, koloryt krajobrazu
zmienia się radykalnie teraz dominuje so-
czysta zieleń 1 właśnie ta barwa odróżnia
zdecydowanie Równinę Katańską od typo-
wej ala Włoch, szarawej tonacji lasów oliw-
kowych. zołtawoszarego pejzazu górskich
lasów i zarośli, od ciemnozielonej perspek-
tywy winnic
Zaledwie opadną płatki kwiatów 1 na drze-
wach formuję się zawiązki owoców, na skra-
ju sadów’ zatrzymują się codziennie „Fiaty"
i .Alfa-Romeo". Między rzędami drzew
przechadzają się dzierżawcy. Oglądają u-
waznie młode owoce, snu ją horoskopy na te-
mat przyszłego urodzaju Właściciele ogrom-
nych sadów nie odwiedzają ich w ogóle —
aż do przyszłej wiosny. Zgodnie z tradycją
bowiem na wnosnę spisuje się umowy dzier-
zawme, przy czym całe ryzyko spada na giar-
dirueri (czytaj: dżiardinieri), tj. dzierżąw-
ców. [_]
Późną jesienią sady dojrzewają. I oto
znów następuje zmiana w krajobrazie: po-
marańcze wiszą wrśród gałęzi tak gęsto, że
ich charakterystyczna jaskrawa barwa staje
się dominującym kolorem równiny. W po-
wietrzu unosi się ostry zapach oranżady
i pomarańczowych landrynek. Giardiniero
bada codziennie stopień dojrzałości owo-
ców Nadchodzi grudzień i oto puste do-
tychczas sady zaroiły się ludźmi — zaczęły
się pomarańczowe żniwa. Niektóre gatunki
zbiera się zresztą dopiero w styczniu, a na-
wet w lutym.
Praca jest szybka, prawie bez wytchnie-
nia. Czoło zrasza się potem, na koszuli wy-
stępują ciemne plamy. Dłuższą chwilą wy-
tchnienia jest tylko przerwa na drugie śnia-
danie. Giardiniero krąży po sadze, kontro-
luje jakość pracy, pogania brygadzistę, ten
zaś z kolei robotników.
Trzeba się starać i zwijać, dwoić i troić.
Każdej jesieni w małych miasteczkach oka-
lających równinę jest dwa razy więcej
chętnych do pracy przy zbiorach niż wol-
nych miejsc. Sycylia zawsze cierpiała na no-
toryczny nadmiar rąk do pracy. Ludzie
z tych miasteczek wyjeżdżają wczesną
wiosną na północ: do Turynu i Mediolanu,
do NRF i Szwajcarii, do Anglii. Oni to
właśnie równają nasypy pod autostrady,
kopią doły kanalizacyjne, pracują jako nie-
wykwalifikowani robotnicy na budowach
Rzymu i przy regulacji rzek Niziny Padań-
skiej. Ale większość z nich powraca do do-
mu późną jesienią, żeby — jak co rok —
zbierać złociste owoce z sadów pomarańczo-
wych.
Giardiniero nie angażuje robotników bez-
pośrednio. Zawiera umowę z brygadzistą, tj.
z capo (czytaj, kapo). Ten dobiera sobie ro-
botników, zwykle sąsiadów, krewnych, zna-
jomych. Sam zresztą pracuje na równi z in-
nymi. Jest to zawsze człowiek starszy,
doświadczony, dobrze znający się na poma-
rańczach i mandarynkach. Praca jest nie
tylko wytężona, nie tylko ciężka. Wymaga,
ostrożności i uwagi. Giardiniero płaci dniów-
kę. Jeśli wydajność będzie niska, potrąci
kary, zmniejszy premię dla capo. To samo
uczyni wówczas, gdy na stercie odpadów
nazbiera się zbyt wiele owoców stłuczonych
lub niedojrzałych. A więc ostrożnie i roz-
ważnie! Bo w przyszłym roku giardiniero
poszuka sobie innych ludzi.
Przemysław Burchard Po-
marańczowe żniwa „Poznaj
Świat". 1965 nr 2, s. 29—3*
48
15. NA BAŁKAŃSKICH* HALACH
(...) Jedziemy samochodem na przełęcz
w głównym grzbiecie Wracańskiej Płaniny
(położenie Wracy zaznaczono na mapce na
s. 23) i na jedną z hal w jej rejonie. (...)
Wkrótce wjeżdżamy w mgłę, która od
razu staje się gęsta. Droga biegnie nadal la-
sem bukowym. Za jednym z zakrętów, w ja-
kimś niczym nie odznaczającym się punkcie,
przewodnik zatrzymuje samochód i wysia-
damy. Kierowca otrzymuje wskazówkę,
gdzie ma czekać, a my idziemy w las na
przełaj. Listeczki bukowe szeleszczą pod no-
gami jak w piękniejszych partiach naszego
karpackiego regla dolnego, a tu jesteśmy
przecież na wysokości 1400 m. Mgła jest ja-
kaś inna niż w Karpatach. Otula nas szczel-
nie gęstą zasłoną, a przy tym nie jest zimno.
Czuję się jak gdyby w jakiejś cieplej chmu-
rze.
Po kilkuset krokach wychodzimy z lasu
na polanę. W pewnej chwili zagradza nam
drogę niski murek kamienny, a za nim brzeg
zbiornika wodnego, którego rozmiary ukry-
wa przed nami gęsta wata mgły. Jest to
staw położony w naturalnym zagłębieniu,
warunkujący stanowisko owczarzy. I rzeczy-
wiście po obejściu stawka wyłania się przed
nami słomiany dach. Ale jeszcze nie wiem,
co to za budynek Dopiero po chwili wyry-
wam mgle tajemnicę i dostrzegam zespół
urządzeń służących jako pomieszczenia dla
owiec, dla bałkańskiego bacy i jego juha-
sów.
Na polanie wśród pojedynczych wysokich
buków stoją dwa ułożone w podkowę sło-
miane pomieszczenia dla owiec, z jedno-
stronnym daszkiem i jedną ścianą biegnącą
od strony zewnętrznej, wewnętrzna nato-
miast strona jest ogrodzona żerdziowym
płotem. W środku na udeptanym błotnistym
placu owce. Między tymi dwoma pomiesz-
czeniami stoi słomiany szałas-namiot, miesz-
kanie pasterzy. Wylot blaszanego komina
"wróży obecność piecyka, który rzeczywi-
ście jest wewnątrz. Prócz tego znajduje się
* — Na wielkim lądzie
Przełom rzeki Jskyr przez góry Bałkan. Tędy wie-
dzie droga z Sofii na Wracańskę Płaninę
tam prycza do spania, zarzucona wełniany-
mi derkami samodziałowymi, nieduży stół
na palach oraz charakterystyczne taborety
na trzech nogach.
Wnętrze jest ciepłe. Szałas szczelnie otu-
lony słomą chroni całkowicie od zimna.
Mieszkańcy tez są ciepło ubrani. Mają gru-
be zgrzebne koszule, watowane fufajki i ta-
kież spodnie. Jedyną tradycyjną sztuką gar-
deroby są sznurowane kierpce oraz do
pewnego stopnia koszula i baranie czapy na
głowach.
Hala ta nazywa się Gowedarnika. Stano-
wisko prowadzone jest przez pasterzy ze
spółdzielni podgórskiej. W góry przyszli
w tym roku 24 maja i przypędzili przeszło
700 owiec. Jeszcze 500 ma przybyć nieba-
wem, przyjdzie tez trochę bydła. Przeważa-
jącym typem są tzw. owce meryno-fleisz.
Hoduje się je głównie na mięso.
Zaciekawiło mnie, skąd wzięli tyle słomy
na pokrycie pomieszczeń dla siebie i dla
owiec. Otóż przywieziono ją z dołu. Ten typ
osadnictwa pasterskiego jest charaktery-
styczny dla niższych partii górskich i dla
terenów nizinnych. Wyżej w górach ma-
teriałem budowlanym jest drzewo; dach
pokrywa się czasem płytami eternitowymi
przywożonymi z dołu.
Stanisław Berezowski. Na
bałkańskich halach. „Poznaj
Świat". 1958 nr 7, s. 18—20.
49
200hm
o
16. PODRÓŻ PRZEZ STEPY BARAGANU
Z Bukaresztu do Konstancy nowa linia
kolejowa biegnie na wschód prościutko jak
strzelił Wokół równiny, zupełnie płaski
krajobraz Multanów. To właśnie stepy Bara-
ganu Przed stu laty tylko bujna trawa po-
rastała te urodzajne ziemie, a dziś to główny
obszar uprawy pszenicy i kukurydzy Żyzne
lessowe gleby i praca człowieka sprawiły,
że obszar ten stał się dziś prawdziwym
spichlerzem dla Rumunii Na próżno wzrok
szuka oparcia, nigdzie lasu, brak drzew, na-
wet nie ma zarośli. Z rzadka tylko migają
kompleksy zabudowań państwowych gospo-
darstw rolnych, po rumuńsku Gospodarii
Agricole de Stat (w skrócie GAS) lub no-
we, murowane domy rolników zrzeszonych
w rolniczych spółdzielniach produkcyj-
nych — Cooperative Agricole de Productie
(czyli CAP).
Na wielkich połaciach pól bez miedzy pra-
cują traktory. Już zebrano pszenicę, a zie-
mię trzeba przygotować pod nowy zasiew.
Pszenica jest właśnie podstawowym zbozem
chlebowym w Rumunii, codziennym pieczy-
wem jest chleb biały — pszenny. Pszenicę
uprawia się głównie w strefie nizin i przed-
górzy Nizina Wołoska dostarcza blisko 40°/o
krajowej produkcji tego zboża. Pszenicy na
polach już nie ma, ale jeszcze zieleni się
kukurydza 1 żółcą słoneczniki.
Ze wszystkich zbóż Rumuni uprawiają
najwięcej kukurydzy. Prawie połowę po-
wierżchni zajętej przez wszystkie zboża
obsiewa się kukurydzą Stanowi ona dla lud-
ności wiejskiej codzienne śniadanie w po-
staci „mamałygi”, a również podawana jest
bardzo często do mięsa lub zupy zamiast
ziemniaków Jest to na gęsto ugotowana
kasza kukurydziana, którą spożywa się ze
śmietaną, mlekiem, jajecznicą lub ze słoni-
ną. Ale poza spożyciem kukurydza ma zasto-
sowanie jako surowiec w przemyśle spo-
żywczym, używa się jej bowiem do wyrobu
alkoholu, krochmalu, oleju i nawet cukru.
Zupełnie niecodziennym dla nas wido-
kiem są rozległe pola złocistych słoneczni-
ków. Jest to roślina, która wśród upraw
oleistych zajmuje w Rumunii pierwsze miej-
sce. Została ona przeniesiona z Rosji, w po-
łowie XIX wieku i ponieważ znalazła na ru-
muńskich glebach dobre warunki, uprawa
jej znacznie się tu rozwinęła. Właśnie
wschodnia część Niziny Wołoskiej oraz
Dobrudża i Mołdawia są obszarami inten-
sywnej uprawy słonecznika. Słoneczniki są
wielkie, dorodne, ale zeschłe ich liście, spQ'
kana gleba spragnione są wilgoci. Mono-
tonię rozległych pól od czasu do czasu
urozmaicają stada bydła i owiec u wodopo-
ju przy studni z żurawiem. |
W tej części kraju opady są bardzo małn<
lata gorące, a zimy ostre. Multany bowien*
odznaczają się suchym kontynentalnym k 1
matem. Opady średnio wynoszą od 400
Zbiór zboża na Muitanach
500 mm. Bywają jednak lata, że nawet nie
osiągają tej ilości. Średnia temperatura
stycznia wynosi —2,5°, lipca 23° Często
jednak upały, zwłaszcza w sierpniu docho-
dzą do 40°. Ciepła i pogodna jest również
jesień. Prawdziwą jednak klęską dla tej
wschodniej części Niziny Wołoskiej jest
zimny i suchy wiatr północno-wschodni tzw.
i»Crivatul". W zimie powoduje gwałtowny
spadek temperatury i zawieje śnieżne. Nie-
kiedy bywa tak gwałtowny, że czyni wielkie
spustoszenie, wywraca drzewa i zrywa da-
chy. Daje się on odczuć nawet w samym
Bukareszcie, jak to miało miejsce w okresie
ciężkiej zimy w 1962 r. W lecie natomiast
przynosi upał i suszę. Jeśli okres suszy prze-
dłuża się do kilku tygodni, rolnictwo nara-
żone jest na olbrzymie straty. Dlatego też
podjęte zostały prace mające zapewnić na-
wodnienie upośledzonych pod względem
wilgotności obszarów.
Janina Kremky-Salonl: Ru-
muńskie wakacje PZWS
* (w druku).
50
51
I
Rozdział III
SKARBY WYDARTE ZIEMI
» '
17. BARDZO DZIWNE MIASTO
Jest tu zimno i do domu daleko. Z War-
szawy dalej jest w linii prostej do Kiruny
niz do Ankary — stolicy Turcji. Cyrkiel,
który swymi nóżkami zapamiętał odległość
między Warszawą a Kiruną, wędruje dalej
po mapie mówiąc, że to miasto w Laponii
jest od stolicy Polski niemal tak odległe,
jak Tunis czy Kazań. Kolejowym szlakiem
jedzie się z Warszawy przez Sassnitz (NRD)
promem do Trelleborga i Sztokholmu
1663 km, a później jeszcze elektrycznym
ekspresem „Strzała Północy1' — łącznie po-
nad trzy tysiące kilometrów Niedaleko
stąd — w północnym sensie tego słowa —
leży Narvik, norweski port, który wszedł do
52
pamiętnymi bojami wojsk
w roku 1940. Jesteśm)
historii
podhalańskich
140 km za północnym kołem podbieguno-
wym. A oto kilka informacji o Kirunie, któ-
re — moim zdaniem — upoważniły reporte-
ra do podtytułu „bardzo dziwne miasto
...Kiruna jest najbardziej rozległym mia-
stem świata. Powierzchnia miasta wynosi
13 181 km2, czyli więcej niż obszar całeg0
województwa szczecińskiego Zaludnienia
półtora mieszkańca na km2. Odległości "
mieście dochodzą do 200 km
...Każda taksówka ma przeto radiotelefon
___!_•_ __ _ •__ _____ Jk’
— kandydat na pasażer
Polski
szofer podaje co pewien czas swoje
tualne położenie
Jedno z osiedli górniczych w Kirunie. Stąd tylko 100
telefonuje do dyspozytora taksówek, który
wysyła po niego ten wolny wóz, który jest
najbliżej wzywającego. Polecenie przekazu-
je dyspozytor oczywiście przez radiotele-
fon. Nawiasem mówiąc, mieszkańcy Kiruny
nie płacą gotówką za taksówki, ale czekiem
wystawionym
przez
przedsiębiorstwo tak-
km do koła podbiegunowego
sówkowe. Po przybyciu do celu — pasażer
wręcza szoferowi czek, na którym wypisuje
należność wybitą przez licznik. Co miesiąc
dostaje podpisane przez siebie czeki, tak
jak rachunek za prąd czy inne świadczenia
...Na tym wielkim obszarze miasta żyje
21 tysięcy mieszkańców, któ-
nieco
ponad
rych językami ojczystymi są: szwedzki, fiń-
ski i lapoński. W mieście jest 21 dworców
kolejowych, miejska komunikacja lotnicza
(taksówki powietrzne do wynajęcia nie-
zależnie od codziennego połączenia lotni-
czego ze Sztokholmem), komunikacja auto-
busowa, tramwajowa oraz (tylko w zimie)
sanie zaprzęgnięte w reny.
...Skoro mowa o zimie — to, gdy przyby-
łem tam w końcu maja, w tundrze leżał
śnieg, a robotnicy układający kable na dnie
jeziora — kruszyli dynamitem gruby lód.
Pokrywa śnieżna leży tu przez 7 miesięcy
w roku.
...Na terenie miasta znajduje się najwyż-
szy (2123 m) szczyt Szwecji — Kebnekajse,
dwa parki narodowe oraz wodospady ciągną-
ce się na trasie 60 km.
...Noc polarna trwa tu pięć tygodni,
podczas których operacji słonecznej nie ma
w ogóle, a jedynie przez 2—3 godziny dzien-
nie pojawia się tzw. zimne światło, przy-
pominające w kolorycie nasz wczesny zi-
mowy poranek. Za to w lecie mieszkańcy
miasta mają dzień, który trwa 6 tygodni.
Wschód słońca 31 maja. Zachód 14 llpca
Nie mogłem się doczekać nocy — przez
cały czas mego pobytu było zupełnie jasno.
O pierwszej, nad ranem, przepisywałem
w pokoju hotelowym notatki, przy biurku,
z dala od okna, bez żadnego światła sztucz-
nego. Pewnej nocy obudziła mnie syrena
przejeżdżającego samochodu Wyjrzałem
przez okno; nieprzyjemne uczucie — nie
mogłem się połapać, czy przechodnie na
ulicy j u z chodzą, czy jeszcze chodzą (...)
SAMOCHODEM PO KOPALNI
Inżynier górniczy Viktor S. Epstein nie-
zależnie od nauk technicznych studiował
także i slawistykę* Mówił swobodnie po
rosyjsku, a zupełnie nieźle po polsku. jego
umiejętności lingwistyczne* podałem jed.
nak w wątpliwość, kiedy mi oświadczył ze
po kopalni będziemy jeździć... samochodem
Ale me, ja się me przesłyszałem ani mój
rozmówca nie pomylił słów to kopalnia się
zmodernizowała...
Przed budynkiem dyrekcji czekał istotnie
samochód z kierowcą w liberii. Po kwadran-
sie byliśmy juz na terenie kopalni, a po pól
godzinie jeździliśmy tym samym samocho-
dem po wykutych w rudzie żelaznej chod-
nikach. Co pewien czas na naszej drodze
spotykaliśmy szlaban. Za szlabanem — prze-
paść głębokiego szybu od windy Kierowca
zatrzymywał wtedy wóz, wysiadał, naciskał
guzik wzywający windę... Po chwili nad-
jeżdżał dźwig („Nośność 83 tony, najwięk-
sza winda w Europie, proszę panal"), win-
dziarz podnosił szlaban, samochód wjeżdżał
na płaską platformę i jechaliśmy w górę
albo w dół na inny pokład. Wszystko to od-
bywało się — zwyczajnie, jak podczas pra-
cy w Szwecji — w głębokim milczeniu,
przerywanym tylko uprzejmym „tack" (czy-
li — dziękuję) wymienianym między win-
dziarzem a jego pasażerami po każdym kur-
sie W ten sposób dotarliśmy do różnych
.ośrodków kopalni, byliśmy w całkowicie
zautomatyzowanej hali maszyn, gdzie oko
dopiero po dłuższym czasie wyłuskuje
z gąszczu aparatury pojedynczego, samot-
nego człowieka, który zagubiony w dżungli
lakierowanych rur, osnuty lianami kabli,
owiany szmerem pracujących urządzeń —
kontroluje tylko, czy wszystko przebiega
pomyślnie w tym podziemnym świecie.
Lucjan Wolanowski Dokąd
oczy poniosą
1958, Wydawnictwo MON
s. 206—207 i 213—214.
54
rwusje tuuuuuwu iinęjjKu
18. O KRAJOBRAZIE ZADECYDOWAŁ WĘGIEL
REŃSKO-WESTWALSKI OKRĘG PRZEMYSŁOWY
Na zachód od Dolnego Renu, między rze-
kami Lippe i Wupper leżą miasta jedno
obok drugiego. Wszystkie one znajdują się
na obszarze wielkiego, górniczego i prze-
mysłowego okręgu, który należy do Pół-
nocnej Nadrenii-Westwalii. Jest to Reńsko-
-Westwalski okręg przemysłowy, najwięk-
szy okręg przemysłowy Niemieckiej Re-
publiki Federalnej.
Większość miast znajduje się między
rzekami Ruhr (czytaj: Rur) i Emscher (czy-
taj: Emszer). Są to rzeki prawie całkiem
skanalizowane. Ten zespół miast nazywa się
Zagłębiem Ruhry. Jest to centrum okręgu
Reńsko-Westwalskiego.
KRAJOBRAZ ZAGŁĘBIA RUHRY
W Zagłębiu Ruhry mieszka około 5 milio-
nów mieszkańców. Tuzin wielkich miast
i wiele miast średnich tłoczą się na niewiel-
kiej przestrzeni. Zaledwie można zauważyć,
że przechodzi się z jednego miasta do dru-
giego. Tak podobne jest Zagłębie Ruhry do
55
jednego, wielkiego miasta. Rzadko tylko
między osiedla mieszkaniowe i zakłady
przemysłowe wciskają się pola uprawne,
łąki i małe skrawki lasów.
W miastach między domami mieszkalny-
mi sterczą kominy fabryk, wielkie piece
hutnicze, wieże chłodnicze i hałdy. Ponad
miastami rozciąga się prawie zawsze gęsty
welon dymów. Świeżo spadły śnieg otrzy-
muje natychmiast pokrowiec z czarnej sa-
dzy. W nocy niebo świeci płomienną czer-
wienią łun pożarnych wielkich pieców hut-
niczych i koksowni.
Największym miastem Zagłębia Ruhry
jest Essen. Z pozostałych wymienić należy
Dortmund, Bochum, Gelsenkirchen, Ober-
hausen i Duisburg. Nad rzeką Wupper leżą
przemysłowe miasta Wuppertal i Solingen,
a w zachodniej części okręgu przemysło-
wego Reńsko-Westwalskiego — Kreteld
i Aachen.
Wszystkie miasta Zagłębia Ruhry są po-
wiązane gęstą siecią dróg i linii kolejo-
wych. Tramwaje, autobusy, pociągi przewo-
żą robotników do miejsc pracy Długie po-
ciągi towarowe wiozą kopalniaki, metalowe
konstrukcje, maszyny i środki żywności.
Na kanałach kursuje ogromna ilość statków
i barek. Szczególnie ważny jest kanał Dort-
mund — Ems. Łączy on miasto Dortmund
z rzeką Ems, a następnie z portem Morza
Północnego — Emden. Poza tym kanał sta-
nowi połączenie między Zagłębiem Ruhry
a Kanałem Śródlądowym.
Największym portem Zagłębia Ruhry jest
Duisburg-Ruhrort. Leży on tam, gdzie rzeka
Ruhr i kanał Ren-Herne uchodzą do Renu
Codziennie wpływa do tego portu wiele
statków i przyjeżdżają pociągi towarowe.
W portowych basenach rozładowuje się je
i znów załadowuje węglem, koksem, wyro-
bami hutniczymi. Również małe handlowe
statki morskie dopływają tu Renem. W ten
sposób Duisburg-Ruhrort stał się najważniej-
szym portem śródlądowym świata.
Tłumaczyła Danuta Hań-
ska Z: Lchrbuch der Erdkun-
de fur dic 6 Klasse (Klaus
Diibbers). Berlin 1963, Volk
und Wissen Volkseięjener
Verlag, s. 43—44.
£Xa przemysłowych nie nu gra-
ttor> p> -co tłuste gąsiMuca rur, całe pa-
leczyny y»*’zftr* a la ki ryciny ch zacry-
Mu, po riwue Łrancuikiej i kryją iiq
» b._<acti zabudowa* iabrycznych juz na
ru«a । Rude takty wyrasta-
li w 1 uk*rrJxirgu osypują się na pola
'ranru?4ue F ^bobe-wny dym z kominów
cduW wB^cko wspólnym płaszczem Prak-
tyrzwe r* ma tez granicy dla pieszych
asozr* KiM-cuac w Luksemburgu i chodzie
do fabryki Francji — lub odwrotnie |...|
Od i kodnr<» (czyuj R oda ni) do stolicy-
ajn — rbwBMB LukMnbnrga — jest za-
c<oto .4 Łffi diz.kooaLą wosą Po-
czątkowo ♦«? s«b> krajobraz kominy, rury,
pr/ewudy eirktryczne hałdy dymy Pod
iietraq t*«ę<u ztuza rudy zelaza. to) samej,
co w zagłębiu utary takim \>a powierzchni
nadbudówki trybów i instalacji wyciągo-
wych oraz pr.ętne piec*-. hutnicze chłodnie
kcan.rtowr w«ecxn*c epc/wiie obłokami bia-
łej pary, turkocące wagony, pękające og
ładunków samochody ciężarowe. Jazgot ma-
s. yn swąd spalenizny, mozolny trud ludz-
ki — puls tego zakątka ziemi Jest to naj-
młodszy krajobraz Luksemburga, serce go-
spodarcze krąp — „Czarny Luksemburg"
Wszystko zaczęło się w połowie ubiegłe-
go wieku Rudę zelaza zaczęto wydobywać
tu na skalę przemysłową w roku 1847 Sam
ten fakt nie wystarczał jeszcze do gwał
łownego rozwoju przemysłu Ruda była «d'
mc zanieczyszczona fosforem, o zawartości
zelaza zaledwie około 30*/» Z pomocą prry*
szła twórcza myśl ludzka Angielski inży-
nier Sydney Thomas wynalazł w roku 1878
sposób otrzymywania stali z silnie zanie-
czyszczonej surówki. Jako produkt uboczny
uzyskiwano przy tym doskonały sztuczny
nawóz fosforowy, zwany tomasyną D-a
Lotaryngii. Belgu i Luksemburga sposob
Thomasa okazał się zbawienny
Typowo rolniczy dotychczas kraj zaczą
uę gwałtownie pi ztobłai<v Wieyniacy ia
mienUli łopaty, grabie | ko»y (Ui kdoly
i świdry Na miejscu cichych tagrod <Ho>
cz« nych ogródkami wyrastały rozpalone
wielkie piece Rozwijały mę nowo mieiu
i ottth przemysłowe Esch-sur-Ahełtc |)i<-
lerdangc Dudelange Petange. Kayl, Betlam-
bourg Schiflłange. Rumelangc (czytaj Es/
•sn-Alcet Differdanz Didalant Petent Ka|l
Bvitambur Sidłani. Rimelanzi Najwiękne
nich. Esch-wi- Alzcttc w połowie ubiegłe-
go wieku miało zaledwie 3000—4000 miesz-
kam uw w roku 1QI2 juz 12 tysięcy, w
1922 — 20 tysięcy obecnie 28 tysięcy
a więc prawie 9* » ludności kraju Podobnie
szybko rosły inno miasta Dzisiaj na tym
niewielkim terytorium obejmującym 10* •
ogólnej powierzchni Luksemburga mieszka
połowa miejskiej ludności kraju Gęstosi
zaludnienia przekracza miejscami 1000 osób
na km- przy średniej dla całego kraju 130
A wszystko to ożywia martwa l chłodna
ruda zelaza Mimo ze niewielką jej dośi wy
dobywano Juz w czasach rzymskich, liczyć
zaczęła się dopiero od niespełna stu lal
W roku 1871 wydobyto zaledwie 10 5 ty»
ton. ale juz w końcu ubiegłego wieku roczny
urobek osiągnął 2—3 min ton Obecnie 34
kopalnie dostarczają przeciętnie b—7 min
ton W przeliczeniu na czysty metal da je to
1.9—2 min ton żelaza Jednakże od jakichś
trzy-uzieslu lat jest to iłów zbyt mała, żeby
zaspokoić apetyty przemysłu Huty zelaza
z 27 wielkimi piecami i 7 stalowniami pro-
dukują obecnie 4 min ton surówki I 4.5 min
ton stali Rudę trzeba sprowadzać z Francji.
Szwecji i Brazylii Gdy wziąć pod uwagę,
ze ilosc tę piodukuje państwo mające za-
luli*vml»ufQ 7.ik|j»h freinicw *» t«c- -Al * »•
ledwie 335 tys mirszkaBct.u to oŁaae nę,
że jest ono największym na *wtec«- produ-
centem stall na jednego tzueszka^a
Nie ma możliwości zebv tak w w kę ma»ę
stall spożytkował na miejscu. toteż pruw.e
90*/« produktów melalurgc i puetnyiłu me-
talowego wywozi iię za granicę Zysk z te-
go czerpie kraj, a icUłe mówiąc najwięk-
szy potentat przemysłu ftalowego Lukitto-
burga |X>tęzny koncern’ ARBED
in
nu
II Uh
!t::u
liii
20 KSIĘŻYCOWY KRAJOBRAZ
Elementem bezpośrednio oddziaływają-
cym na rozwoj, a raczej na kierunek roz-
woju przestrzennego [Lipska] jest fakt poło-
żenia [tego miasta] w centrum złóz węgla
brunatnego. Fakt ten ogranicza możliwości
rozwoju terytorialnego * miasta, gdyż np
na południe od miasta dość blisko podcho-
dzą tereny eksploatowane, które nie pozwa-
lają na ekspansję * miasta w tym kierunku.
Węgiel brunatny w NRD jest surowcem
niezwykle ważnym. Złoża węgla kamienne-
go są bowiem raczej skąpe, a jego wydo-
bycie w roku 1969 wyniosło około 1,3 min
ton Oczywiście ilość ta nie może wystar-
czyć na zaspokojenie potrzeb gospodar-
czych kraju. Toteż węgiel kamienny jest
w NRD używany wyłącznie w hutnictwie
i innych zakładach przemysłowych, gdzie
konieczne jest otrzymywanie bardzo wyso-
kich temperatur. Fakt ten spowodował co-
raz to pełniejsze wykorzystanie złóż węgla
brunatnego. A tego węgla jest w NRD
w bród Największym zagłębiem węgla bru-
natnego w Saksonii, a zarazem w NRD, jest
obszar położony pomiędzy Lipskiem a Hal-
Ale sam fakt położenia Lipska w tak bo-
gatej w ten czarny surowiec okolicy ma
również poważne ujemne strony dla miasta.
Po pierwsze —
przemysł węglowy
zanle-
60
okolicach miasta, po
czyszczą powietrze w
drugie - potężne kopalnie odkrywkowi
niszczę na olbrzymich przestrzeniach „X
y 1"aJobraz- całą roślinność, po trze-
c>e - eksploatacja złóż hamuje dalszą roz-
budowę miasta. q
Ponieważ, jak wspomniano, węgiel bru-
natny odgrywa w Niemieckiej Republice De-
mokratycznej doniosłą rolę gospodarczą,
J lcemy mu jeszcze poświęcić kilka uwag
emiecklej Republice Demokratycznej
o ywa się około jednej trzeciej całej
f ro u cji węgla brunatnego na świecie Wę-
9ie tc n wydobywa się przeważnie metodą
•opa n odkrywkowych, które dostarczają
. ° ° J7 /o całej produkcji. Metoda odkryw-
owa opłaca się wtedy, jeśli złoża węgla nie
Zcl Głęboko, a warstwy płonne’ nad
*m eżące są najwyżej 7 razy grubsze od
arnych pokładów Aby wydobyć w NRD
fn°v° m^n tOn W(^d' trzeba w około
1 kopalniach usunąć warstwę płonną z po-
•crzchni około 10 km2, grubości co naj-
rnnif‘J kilkudziesięciu metrów Ziemię płonną
^pujc S1(' na hałdy, które z czasem tworzą
rzymie wzgórza zalegające całe kilome-
ry kwadratowe, a sięgające do 70 m wy*0'
Osc (np. Espenhainer Halde). Pozbawione
°ne gleby, a więc całkowicie gołe, odar-
Z rósł inności podlegają łatwo erozji wód
Kopalina odkrywkowa węgla brunatnego na
Luzycach. Podobnie wyglądają
kopalnie w rejonie Lipska
u •>"
m; im «U"
SSB
im uu»»nu mi n»..
ii mi mi
S<|
te
, , . V Mn-tów nrzeróbki węgla brunatnego w Schwaue Pumpo (czytaj Szwar-
leden z największych na świecie kombinatu p
cc Pumpe) w NRD
61
Znane w święcie zakłady chemiczne NRD w Leuna (czyt. Lojna), na pld. od Mersoburga( widok
w nocy
opadowo-splywowych oraz deflacji * pod
wpływem wiatrów, które zasypują pyłem są-
siednie okolice. Tworzą w ten sposób nie-
użytki poprzcmysłowe, które z czasem sta-
ją się plagą okolicy, a wyglądem swym przy-
pominają tzw. „krajobraz księżycowy’’ Mie-
liśmy sposobność oglądać go na południe od
Lipska oraz w okolicach Weissenfels (czytaj:
Wajsenfels) i Merseburga. Przez tę działal-
ność człowiek przekształca całkowicie, a ra-
czej niszczy, środowisko geograficzne Zruj-
nowany krajobraz poprzemysłowy składa
się z form wklęsłych i wypukłych, powstaje
cała seria specyficznych antropogenicznych *
form terenu. Przede wszystkim w oczy rzu-
cają się olbrzymie pagóry hałd, pokrajane
głębokimi bruzdami erozyjnymi * W miarę
przesuwania się kopalń odkrywkowych,
można częśc płonnych skał sypać z powro-
tem do miejsc, z których wydobyło już wę-
giel. Wtedy hałdy są niższe i bardziej pła-
skie. Ostatnio, aby nie niszczyć tak potwor-
nie krajobrazu, jako zasadę przyjęto zasy-
pywanie wyrobisk do poziomu naturalnej
62
powierzchni. Dziś, kiedy zrozumiano, jakie
spustoszenie sprawiają kopalnie odkrywko-
we, aby zmniejszyć rozmiary zniszczeń, oso-
bno gromadzi się zebraną glebę, zasypuje
się wyeksploatowane kopalnie do poziomu
dawnej powierzchni i z powrotem nakłada
się warstwę gleby. Następnie sieje się rośli-
ny trawiaste oraz sadzi drzewka i krzaki
o małych wymaganiach edaficznych *. Mimo
tych postanowień i ponoszenia większych,
kosztów eksploatacji węgla brunatnego, wy-
równanych i zazielenionych hałd widzi się
we wspomnianych okolicach mało, natomiast
„krajobraz księżycowy" dominuje i dalej
rozszerza się na nowe obszary.
Problem kopalń odkrywkowych jest ol-
brzymi 1 coraz bardziej palący w miarę usta-
wicznego wzrostu wydobycia węgla brunat-
nego, tego tak nieodzownego surowca dla
przemysłu NRD.
Jadwiga i Stanisław Łę-
czyccy; Przez
Harc I Turyngię War’zJn,
1961, Wiedza Powszcchn .
s. 74—77.
21 WĘGRY. KRAJ WÓD
LECZNICZYCH
Jednym z najciekawszych a równocześnie
jednym z najwartościowszych skarbów zie-
mi węgierskiej jest ukryta w głębi woda
o właściwościach leczniczych. Nie ma na
Węgrzech krainy, gdzie nie występuje wo-
da zawierająca naturalne składniki chemicz-
ne jak sód, magnez, jod czy brom. Nie ma
terenów, gdzie nie występuje woda mine-
ralna, czy też woda o właściwościach lecz-
niczych Najczęściej są to wody gorące.
Węgierskie wody mineralne znane są od
2 tysięcy lat. Znaczne miejsce, jeśli chodzi
o występowanie wód mineralnych, zajmuje
stolica kraju, Budapeszt. Na terenie dzisiej-
szego Budapesztu jeszcze przed naszą erą
były osiedla ludzkie, ponieważ już wtedy
wiedziano, że na brzegu Dunaju, u podnóży
gór wznoszących się nad rzeką jest dosta-
tek wód. Ludy zamieszkujące te tereny (Cel-
towie i Awarowie) założyły tu osiedle,
w nazwie którego podkreślane było istnienie
wód. (Ak-ink-nek, celtycką nazwę miasta
możemy przetłumaczyć jako „Ziemia bogata
w wodę"). Na miejscu tego osiedla, czy też
miasta w czasach rzymskich powstało miasto
Aąuincum (czytaj: Akwinkum). Ruiny sta-
rego Aguincum, stolicy Pannonii są jednym
z ciekawszych zabytków Budapesztu. Do
znanych pozostałości z okresu kilkuset-
letniego panowania Rzymian należą między
innymi filary do zbudowanych z gliny rur
doprowadzających wodę, tzw. akwedukty.
Wykopaliska archeologiczne pozwalają nam
poznać 10 kąpielisk pochodzących z czasów
rzymskich.
Budapeszt tym się różni od wszystkich
innych stolic świata, że jest równocześnie
miastem wczasowym i sławnym uzdrowi-
skiem Źródła wartościowych wód leczni-
czych, usytuowane wzdłuż Dunaju i podnó-
ża Gór Budyjskich znane były przez Rzy-
mian, a potem w średniowieczu przez
Węgrów i przez Turków W czasie 150-let-
mej okupacji tureckiej zbudowano kąpie-
liska obok znanych już w czasach rzymskich
źródeł. Do dnia dzisiejszego u podnóża gór,
nad Dunajem pozostało kilka zabytkowych
kąpielisk pochodzących z czasów tureckich
Niezwykle różnorodny jest skład che-
miczny węgierskich wód mineralnych. Prze-
ważająca większość wód leczniczych zdat-
nych do picia zawiera siarczan wapnia
i magnezu Są to wody gorzkie. Na terenie
Budapesztu obecnie istnieją 123 źródła wo-
dy gorącej. Przeciętna temperatura tych
wód mineralnych wynosi od 40 do 60°C,
63
•III
«« bcju. rtiłr wMirc-Mse źródła dają
vaft o MB^r*aiUVM do 7b*C Wigk*«O*<
> wud aa >: .jecauirę akurat laka x»ka
wdarr «jt. Oa kąF»li tacaDtcreJ Wód tycb
a * pudfers'* wac dzięki czemu nie ira-
:< » teaciw imci kcsilnych Podsla-
* wvtt *4ua-'-. '- -rm * Ml termalnych* |*-sl
wa* aa : va le wody te M t •ditboktyw nr
T>-W Tir r*r-~ ♦ fcb irudoi kąpialiska i ho-
.acsr- za spetsuają ważną rolą w lecze-
; w«£r i uł bara« ’ S .twoczesBie wy-
ax w up 'M.c-Ł<p;r iska i«-czą chorych
ramryfll k na mne choroby organów
"ur*ui Prte*7ywa|t tu cborry n.e tylko wg-
paaacy ale i cwdcouancy
Wtaiaa wy^ajnoar 1 różna temperatura
wtal m żródal L»_UpMi"-enrtj'-h umożliwia
•ryk trryriywaaue ub c-e tylko do celów
leccnicryrti a> I do zaćpa’rvwar.it licznych
ckwanyc? kąpwiiaft i basenów Przyjemny
k.tMit Eh»apeuu — wronaa w juana upal-
na la’o i dtaga aicjswrrra jeswt, — pozwala
na s urystar .* f otwartych basenów przez
*» ąkw.a częsc roku kalendarzowego. Osoby
• al»ar. wane korzystają z otwartych bose*
row na«..?t । zumą Zimą sportowcy korzy*
Ktają • krytych pływalni, chorzy nato-
rr a* leczą sią w krytych kąpieliskach lecz-
niczych j
Ciekawy jest budapeszteński ogród zoolo
giczr y Zarowno dorośli jak i dzieci odwie-
dzają przede u .zyslkim basen, w którym
ryją hipopotamy Ciekawe, ze te sympatycz-
ne zwierzęta nadzwyczaj rzadko rozmnaża-
ją się w ogrodach zoologicznych W Buoa
peszcie natomiast w basenie hi papo tamo*
der często widzi się malutkie bipopota
tniąlka Jaka jest przyczyna £<? w Budapest
cle tak często rodzą się małe hipopotamy^
Basen ich jest zaopatrywany w wodę 2 P0"
bliskiego źródła leczniczego Widocznie ce-
pie uroda lecznicza. zawierająca kwas *f
głowy równie korzystnie wpływa na roz*^l
zwierząt
Kar.itc.«-«awe nsl In si arsa term aa
V. ,41k r| Kizsr.wt na kWc dnw Zr<M»a lega
refor.u t «we są od ubtmghrgo stulecia kw-
ity to tac ją prawa mi pcm.ukiwauid Ir.
tirł wady pitnej *s tym rejonie woda p •
.kiwi • • j dujr u t- banLro płytko M iw>.
mą a glt;b* k • C i 6 metrów V\ oda
b^u w tyth studniach zh erę*tu Mnte-
< jysacauna. ery nawet trum<a Dubią. wiro-
wą w-jdą aradni było ołrn^nai zr studni
ąiiibukn b na kilkaMft a nawet na ItMKł nw
iróu W < stu lal (w okic * xł roku
ttk-n cl i k oca I'*»>6| uyw-eji ono na -Mli.
dxi« około r/lerdzirstu lysufcy studni Czę
»i. jednak zamiast w<wly pine) re studni
liyakaln gorąia u Ju Ic .»t k dzięki ta
kioinu właśnie wiercr.-uu mała wiat w pał-
nocno-*>i i •• h u j iz- i Alfnldu Ha|iłu».zo-
boszh •siała sic. sUw ym uzdr >wigkicrn
Z trzeci’ zródot. t qiębci »*c i ponad liMM
metrów (ledna ze studni ma giębokoar
2032 m| tryska woda o temp < aiurzn ?0'C
yc h skarbów
firrał •vi*n*lrł
K\u<ło t«i zawiera ju«i i brum kąpielisko awa
Zbw 'owatMO taas nuwticw*- '•**
W|ł«t(?t' UJ-
> wc-Mwiaw*- tf:« itrj tbury<>« nowo-
wsny r n i larSy (Jh ,r,mw w»pQM
w k'lka hMMtów p rw»!ma jrsf <mJwk
"ir.a air I f i p nr] Wgg*G* a w pf’•
j»**ci ragr&T^- myt >
MlOld JW roWMKl 1 t»uQ*l *9 M »D
ropa nadawa gar OMSe y V» akii* po
• zukiwu.n ropy gg|i sMiw adaryw# taj
«wB HódU inr4h* t wjfca
zydujr Są g>^«p^«dai -wcatfuwai
np do (sgrarwarua : rpia-cu Joóryk wita
nur» w itoryt h upco- • -warrywa
Ofi/ewa się rówaaez ouMattarua M
dfie są równutt r -u tka t irt^ryrb 1-ysJta
woda o U*m^rator*» IŁ*C Jrdan lalha
zriMlbi dajr rorzr.w tyir rw-pia > naana
uzyskai pet) spalań,na wwQ a
kom lennego Zanów m> g ;ąrv .wa
rhdla wód l.-cn .o v« h '.o ir«l*rw - na * :«•
WiiYW kartarjwafy Prawd bu
aywi.-oae W p*$£nv
,w*< b*r • r**a»oairb parku )e*t stu
*UA Iw* «m Y lnu* N»**
»< »* y ryrwrt^uia Ihugę cwka
mw>t< wab pntiB.t । drzewo Rabindranatha
Taaw«« «ivww pci*ł> luaduakiwgo Na co»
taubi pMft.ka •xn') |«»l wtóra*, którym
piorta daM^««4 M 90^ I ,a luia<ie
U*wwb w* rtMdmt prze* Rabindi aoalha
na paar *«tM **-go *r właśnie w i\m uzdro
*«a^ •. , wrrył akt s r<«kie) choroby **™
Napuyrsur p.rv» u-drów t»k>rm w rejonie
lala u jeai >4rv.r Siawę lł<-vir tiunuKiyi
•<m ifMidBjBi yni uę lu największym
• t j- •?-- -płysa rroiwn Iwnmciyrn Sa-
rn Arialu jaat rsadkutog na skalę ł-wiato
w< T riotM* wi l«*| wyMępup tylko w No
*• . ZmmJ- fMo rt xa p»ictywa gruba
• 4 Uu •m •* »a->>wa tuiMu Woda w jr-
rie-» Ma k«; 1 yral iwlioakiywna
Te—owsi» a «M*iY |«<I ‘iralna dla kępfelł
** r;. .r.rk • 1 m*. 35*C tryli ma laaa-
pr^^ur •: bardaa ebbbnag dn t>mpKiatury
• udikMgt* Niawst w rrauH* naje < r%?e|
rmv a tor s woły a e pada pewniej
^4 < ZroUu tak otrf ** Mupatrup jrzioro
* m>i< *r » <m*w 7* godzin miumia się
•U /awa•' *» j*i- >*a Zatćwon woda jak
m*i *4 wi :*.,. wiak< iwv»< iactnot
d>K (Sobi e w raki w Larumtu tchcirzed
re-^&at ft»y ’ Hu* o 4W ur.alo» ium
aOK41(w|a prowadjap.^ kura* p lyaia* aro
P »’ v. www hodnin cm;m Węgiwr ta
1 ia*i SUh wnrrrc- ilr.llny idąc® *erpt»n
tymi dragi b>«irp potoki 1 cxynle ęciika*
powtrttc* aruwaH luryrtow i wtraaowT
rn w Wśród lrg«i malowni. n-go krajwbtora
|»i) kapo uku Miakolr Tapoha Woda »
lopol. a zawiera kwa* wolowy 1 |r>( I0
boaklywna 2r<ndlła U inona |ujt były w cia
*acb turwrkich 7trmpe 1 alura wody wynoat
41 C Z pt w dze? cni Ipc y «jg lu Cbotoby
'•* i< j I choroby »law(»wo W parku z.na|du
H ttq 1 edutf i» ?uako urutmah unr małymi
wy., pkami h rujiko to .'btetd wadę ze źró-
deł Godzinami r ina palrzei na niewielkie
qe|/<‘Ty wsdy 11 . .kajqcv ze zródel, na
pi pis p wHtajave w pziorze... Najbardziej
ir |»' i )<i • 1 p jnak baseny 1 plaża. Kćjpie-
ho . Mr.y Tapolca to kombinat mogący
P ; • % aaz<.wci kdka tysięcy osób.
Zn ' > kap t Itaka podkreśla laki, ze znaj-
r'U|«' Mę <<n>.< w rejonie przemysłowym I ze
v 'wuj/ku tym jest równocześnie ważnym
□trodkiefn wypoczynkowym
Na Wggrzach jest około 400 kąpielisk
»h i< yt |, W las- W4 rolę zaczęły spełniać
<iop»fo j> vy 'woleniu Przed wojnę z wód
łwznjcrycł) kortyalaby przede wszystkim
klasy uprzywilejowane Obecnie rozwijaia
ił i-., s •< »«• ..w i kępa-hsk umożliwia
korzy sianie . węd |et ri-r^yi h również 1 lii"
dz« ‘in pracy V\ i.ijierskie wody terzni* zr
staję nę rowruez coraz ba>dziej sławne I W
praijitę Wielu lutyUow i wielu (hoiycb
przyp zdza na Węgry wielokrotnie P< ?,J
wcidarni Ifciruc/ymi przyciąga ich gD*có*
nos 1 wrdacznosi z jdkg przyjmui# ra
^ęgncech guM I J zagranicy
Z wediarU Uu«' •<«?*
Ma;;aruM LacMreM 1 tłe^*^
Mr~na „MafywatOf o
gy>t9 vtt anatfa" irsa®^'
mupłł)
u Z MOBZA
Na c/ai nornorskim wybrzazu Bułgarii w
pobhzu miasta Porno r u • v» olśniewającym
słońcu skrzą się wysokie raalegie snieino-
białe zaspy — tym biotoze te odbijają od
seledynowej powierzchni mona
To po prostu sól. od wieków wydobywa-
na tu z wody morskiej najprustsrym, jaki
może byt sposobem — lak .starym jak stare
jest miasto Pomoru które zwału alg dawniej
Anhialo. co znaczy ,,w pobliżu snli ’
Sól zabiera się morzu pizy pomocy słoń-
ca Najpierw chwyta się masę wody i za-
myka w płytkim sztucznym jeziorze Potrm
wąskimi rowkami rozprowadza się wodę
w liczne mało, a płytkie baaemki Nagrzana
słońcem woda wyparowuje, a na dnie bose
nuw pozostaje cienka warstwa soli
Sol zbiera się i zsypuje w zaspy, a do ba-
senów doprowadza się nowe pori je wody
Proces parowania jednej serii trwa 10— M
dni a cały zbiór od maja do końca lata
Opisana metoda przetrwała wieki I wsryit-
kle burze dz -jo we No wczesna technika
me zjt. leniła istoty procesu produkcji, dała
ty ko lepsze narzędzia elektryczne pompy,
taśmy nośne traktory, samochody
Z solą Murza Czaroeę;> wuzaty 04 tiie-
)«* miasta Pomuric prarr (J*a r.szgclecu
Długa jest lista najeźdźców i rożnych epok
którzy otaczali i i dobywali póhcwp r lą-
du I morza Wpisali sję ra n»a K*r'ł.*«**
Aleksander Macodotuku władry rzywcy.
carowie Bułgarów, m»'mw<ki kred H rafyk.
pizywódca wyprawy krryx-wej i kliku Kii
tanów tureckich Po ich przejbc.u raiaitn
zmieniało się w ruinę, ale p*.odradzało
&ią Zycie i z portu odpty*«r> w ktermku
Dunaju łodzie z białym ładuj z k*re»»t
ny obładowane solą wędrowały proej rv
I doliny Półwyspu Bal kańskiemu
Sól I wino przywracały ty *
Wydobyta sol ice wy za Lr u h dal
szych operacji Służy ludi *n na edrowie
bez żadnych dunursjrk IM * Jrtir-ak * co-
raz większym stopniu staje M r’
przedmiote-m skompiitowaryet pr ><***• w
fiowoi zesnego przemyt-ój r'fCT‘';p~7
t • r d i i a t FV
n>r odAkorryl daleko ud prawrp ♦
rt*M n» ®« h* »Wr«l ntł ti*\ mitr w<>
4»a Łz-rw-a n*łH'W azrrukoarc lawy brzag
Urj wat zw»4<«r.y n.ctnal zwarć U potasdaM g<,
., m.i i kr/*wy Tt» i ówdi a tylko «*ó»łania
grw; rwanych labockrwaiL tu l
w;dx i d»>' Ka r»^4* *i^h-/4 bud<»wl^c» pro
utytła murowych k%.'t«tuch pnMRy»tOW*QO
ch« akt***> Prawi Ur*»g. tueoo wyMry, ra
gu.anu* mac- nk<ny Tui nart woda rnHtani*
v r «rtan । m-. ti.ry i o^h/jiy pas o wy»oki>
.,i iu eaatywetró*, w«tazu)<*
Iry. la pi-;: <«» wody rupio bywa w^zy
Lawy brzeg iaqodnw>n * w‘e!u m»e|»a»ch
.dsU^ia < en:rw? j> <a< * równo a»azuiHX|(»
iwtru. zalegającego tu używko rwki W kil-
ku nuc jscanh tpotyka s>t <Wto iakr»*wio-
nę wyspy
Na przcbirzeni kilku kliorastrOw spokó|
i cisza Rzadko na brzegu zjawia sic grupa
spacerowiczów gdnMuagdn* tylko wniar
Zupełne inaczej za »>«u«ex cw*jdxu-
nytn Juk tui przy b^i rir. ója tcyHj
l anden hmlz) prz*4 l< wr^fli »,dya«4w
nadbr żalnych r^wiaja iOww swgr
aturuwyrh meUJowyc^ <u< Tc xMVcxar»
w g^rt; tara-oca dtw^.a przypcMtjaa/t
u latnionui portu Moexy sapać * ryt larfo-
wrka Hdliogwjata kry .»| NŁngr^r U c»!ro
zwraca uwagę na c -li *?trj irxai gka^car-
< ry Ale zaraz potenr. zeta o»v m fwnoa-
*ŁT1 TAMI/t
r.»efJuxei ~
~ki Ludz- tb».M, J '’ ” tW!"'’"
Ml u„> PorozsUwane utn-
N , ? 5TW>tow F>too “* **’
MWM ilt _ *°<l1 * **“ P’”"'1
**,«. trłeL I Jek La«=“'.«*
rwJu “* diteko wbM>
<r*Pp u’, b^"3 ™ P™»inra lulka Ł*-
»“5t£L' Ł-~ -X
M.nska Na takiej roboczej ulicy nie nw
juz W dzisiejszej Warszawie Na wodzie ro-
raz więcej jednostek pływających
i Uatki krętą w toinę strony, stoją rui be-
jach i na kotwicach, rzędami nieraz gro®*
dzą wę przy nadbrzeżach A *ame nadbrze-
ża — ciemne, brudne, nieefektowne j*»
warsztaty pracy Na brzegu sstywoe. *uztr
we ściany hal fabrycznych i składowy^
Dziwaczne skomplikowane konslrukc*
urządzeń przemysłowych Stocznie, war<z^
ty. fabryki Co kilka kilometrów pooure
aywne budynki elektrowni dymiące pofę«?l
m» kominami. To sama rzeka, która '•Txr‘
przypomina elegancką promenadą, tu
de jak zgiełkliwe, zawalone podwórze *•*
m» ty tylko statki wycieczkowo węd’u4*-
pu tych zapracowanych wodai h u^rud ix
rykiwan-a syren i monotonnego gwaru me.
gafumiH Rzeka mija tak Gr^nwirh. Sllear
U.wn. Woolwich (czytaj Gnnld/ Sllwe
taun Łuhdk) Tak będzie ,
Lr.th Icrylaj Dtdtau, Urui tak bądfe
pt Tilbury i Gravesend * (czytaj THberi
Dziwne jednak ir w iym wielkim ruchu
me widać dużych statków uceaninnych
W iidumu, z- muszą byt W ladotno, zr
dopływają do centrum Londynu 1* przy
samy cu Towei Biidgr cumował no-gdys
Batory" Przyjęło się na rzeo- porzekadło
zc Londyn tyka statki, jak wielki magazyn
bele towaru, zc wędrujące na lali przypły-
wu jednostki gdzieś nacie znikają Odchłań?
Zapadnia?
Me gdzieś między budynkami daJako
w głębi widać barwny komin statku W in-
nym miejscu smukły mawl i siecią Im i pro-
porcem Gdzie indziej gęsty lasek starczą
rych dźwigów, a wśród nich kominy t białe
lśniące nadbudówki Bywa z» idąr zwyczaj-
nie zabudowaną ulicą widzi s>ę nagle iz ja
kiś budynek zaczyna «oę przekuwać — albo
ponad dachami hal fabrycznych wędruje
szeroki komin
Rzecz wy jamie się prosto Za którymi
zakrętem rzek; wśród kamiennego nadbrze-
ża otwiera się szeroka stalowa brama, a le-
M< y aad nią mctm łam » uą r,4 dw< crgact.
i ktoeyrr ia/la w aęr/ttam uMawia m<
w poryrp pmozwaj Otwarty kazali prsw
WM tlą/rk Story w jajęc fauępoą kra
tnę • Ciusą, wphwc r a Wody <!ł jgtog u tM
wnu. c^icxcŁ*ęo usrtęiai
przed którymi wMtwdy t kc<e«*ruk< r
dźwigów
WrdJuz na<.brrejr baa*r dwa r.cędy ma*
ków — ko-osow u **:. Ki . . ; ••»r<ro<ryr h
gro czule jeden przy yit tarao^toly
parkujące w dow claww w! <y 7 */
strony dwadzieścia tak h star idów : dr u
giej dwanaście Air jak k R xn* baadtry.
rożne flagi holi okrę’ wych Narwy porv?«
macierzystych i romyrb wy< .-.kow capy
(widio Nazwy Jatków r-^re t kos?'-*
podróżniczych, i ♦cTOKyarayrt powwacL
z opawiodań i repouały tearwr. jck piako
tnw i luksusowych pf\>»prkir w l.r • krgk»-
w yrh l biur podroży irjarr w prry-
ciosnych dla nich tia*r"4? h za
sygnał do następnej podróży '•cStoinici
Takich i lok zaprłnx>ny tww-'xw past
cola siW poza obu wyrbraotami rn-ti Pt>
łączona kanałom, tworzą w - li *i.j«»piłkr>
wany system wudn-, zna. zr.< pc* ększa
ląc y mozliwcrttci na* qac »jr.t^-pO ' ’jwe * ta-
niej rzeki ło jest wła*Cl* port da mars-
kich jednostek ~ slynn* rtdtnsk * dok;*
24 WIELKIE BULWARY (PARYŻA)
Gdy jesienią 1962 r. wyszedłem po przy-
jezdzie na spacer, to rzeczywiście najwięk-
szą nowością były dla mnie samochody —
wszędzie samochody Jezdnie zatłoczone,
ruch jednokierunkowy nawet na ważniej-
szych arteriach, np. na bulwarach wzdłuż
Sekwany. Tutaj mkną wozy ponad 80 km na
godzinę i tylko opony furczą na asfalcie.
Sekwana płynie jak dawniej — wolno,
pełna wody, ale kursuje po niej więcej ba-
rek, na ogół pojedynczych, motorowych, niz
przed wojną. Oba nadbrzeża rzeki pełne są
parkujących samochodów, parkuje się bo-
wiem w Paryżu nawet nad Sekwaną. Mimo
woli zacząłem szukać miejsc zacisznych,
które nie zmieniły się od dawnych czasów
Spokój ten znalazłem wokół starej, za-
bytkowej Wyspy Świętego Ludwika. Tutaj
najwięcej ludzi przychodzi z wędkami łowić
w mętnej toni nieliczne małe rybki, już tyl-
ko dla własnej satysfakcji sportowej. Koło
mostu na lewym brzegu starsi panowie
wśród samochodów zabawiają się rzucaniem
wędek do celu narysowanego na nabrzeżu.
72
P a I Y i
i Pala Elizejskie — najpiękniejsza aleja Paryż*
>rzv dawny Paryż z nowoczesnym
_ tjindio Notrc Damę (czyi Noli Dam). wspaniałe
~ Srio architektury gotyckiej
3 Louvre l«Y> Luwr). hU?ry"nJf m,o4U “*
dzlsi-l w nim Muzeum Sztuk Pięknych.
4 Cmentarz P*re-Lachaise Iczyi Pet Laszez) Pochu-
wono tu ciało Fryderyka Chopina (setce przywie-
ziono do kraju) Spoczywaj tu również genera-
łowie Jarosław Dąbrowski i Walery Wróblewski
5 Pomnik Adama Mickiewicza
. Wr.sal — zespół budowli w stylu barokowym,
budowany pi zez 50 lal za Ludwika XIV Budowę
7 Lasek Buloóskl17- pozostalołć po dawnym lasie
królewskim Przekształcony za Napoleona III w to-
fl WUiaPdElHelW— zbudowana przez Inżyniera EiHla
w latach 1887-89. była wówczas najwyższa bu-
dowla Świata Wraz z założonej w 1957 i dwu-
dziestoniclrowc) ant<*nq lelcwizv|nq nid 320 m wy-
sokości
9 Lotnisko Orły
10 Lotnisko Lo Bouiget l^zyt Ln Bur?e|
Taka ewolucja rybackiego hobby jest zro-
zumiała, skoro złapanie rybki zdarza się co-
raz rzadziej.
A potem powędrowałem do innych dzie-
lnic — na Wielkie Bulwary.
Patrząc na szczególnie wezbrane rzeki ru-
chu ulicznego na tych Wielkich Bulwarach
można łatwo zrozumieć, że obecne przemia-
ny Paryża rozsadzają przeważnie nie tylko
jego ulice i place, ale i tradycyjny francuski,
przez paryżan ciągle jeszcze uprawiany
tryb życia. Polega on na nienaruszalnych
porach dwóch głównych posiłków w ciągu
dnia tzw. śniadania o wpół do pierwszej
w południe i obiadu około wpół do ósmej
czy ósmej wieczorem. Łączy się z tym czas
pracy z przerwą w południe.
W czasie tej przerwy można było dawniej
wrócić do domu na posiłek, a nawet czasem
wypocząć trochę u siebie. Jedynie tylko pra-
cownicy gorzej uposażeni jadali swe po-
łudniowe śniadania na mieście w pobliżu
miejsc pracy Wśród nich charakterystycz-
ną grupę stanowiły młode dziewczyny, Pra‘
Najpiękniejsza aleja Paryża — Pola Elizejskie łączy
lalny na placu Concorde (czytaj Konkord)
stare dzielnice z nowoczesnymi W głębi Luk Tnum
cujące w tak licznych w Paryżu zakładach
konfekcyjnych. Ponieważ na ulicach i w re
stauracjach zjawiają się one w polu nie,
przeto od francuskiego słowa midi zosta y
nazwane „midinetkami".
Obecnie wobec trudności komunikacyj
nych Paryża, znacznie wzrosły zastępy lu
dzi, którzy nie mogą wrócić do swego domu
w czasie tej przerwy i muszą jeść śniadanie
na mieście. W ten sposób cały dzień są
w ruchu, zajęci poza domem, oczywiście
w ciągu pięciodniowego tygodnia pracy, któ-
ry we Francji obowiązuje w wielu insty-
tucjach.
Stanisław Berezowski. Pa-
ryż po raz trzeci „Poznaj
Świat" 1963 nr 7, s. 22
s. 22
73
25. POMYŁKA JEAN-LOUISA
TERAŹNIEJSZOŚĆ
Jean-Louis (czytaj Zan-Lui) niewiele wie-
dział o Tours (czytaj: Tur) po czterech la-
tach pobytu.
— Miasto jak miasto — powiedział. —
Dość ładne... wciśnięte między dwie rzeki...
Oni tam twierdzą, że najlepiej mówią po
francusku...
Ja, po czterech tygodniach, mogłem po-
wiedzieć znacznie więcej. Nic dziwnego On
zwyczajnie tam mieszkał, pilnując własnych
interesów. Ja obszedłem wszystkie ulice,
oglądałem, co było do oglądania, słuchałem,
co mówią starsi. Starsi zaś — urzędowi
74
kańcv arZe miasta' działacze i zwykli miesz-
mówili o nim z entuzjazmem.
kolpta Ur wJezdzać do nieznanych miast
DrzpdHi °Wanie na Przeciętnym placu
żadnvrhOrCOWyra nie dostarcza zwykle
Tmnr /TŻeń‘ TdkŻe 1 w Tours. Dla
ours jednak warto zrobić wyjątek. Ale tyl-
dla *eczoreni N*e dIa same9° miasta, lecz
nu °ary’ Ekspres Paryski od Orlea-
na r Zl WZdluż rzeki- Nocą rzeka jest czar-
brzem^T0 S<1 k^PY drzew otulające oba jej
skunicŁ- czerń Przerywają dość często
osipH) a $wiateł Pochowanych wśród drzew
roJ3 efektownie czerń nocy, ale
jeszcze nic. Co kilkadziesiąt minut
z ciemności przeciwległego brzegu wyłania-
ją się bardzo jasne kontury iluminowanych
zamków nadloarskich. Te świecące w czerni
perełki architektury — jak obrazki z uro-
czej bajki — pozostają pod powiekami na
całe życie
Reprezentacyjne wejście do miasta uzy-
skuje się jadąc ważną szosą Route Nationa-
le (czytaj: Rut Nasjonal) 10, która łączy Pa-
ryż z Bordeaux (czytaj: Bordo). Przecina się
kilka niedużych, starannie utrzymanych
miasteczek o dźwięcznych nazwach — imio-
nach średniowiecznych świętych — i wjeż-
dża się na przestronny most Wilsona. Nad
bulwarami Loary odsłania się panorama nie-
wątpliwie dużego miasta. Monumentalne bu-
dowle nowoczesne, katedra, stare kościoły,
kamienne tarasy. Reprezentacyjne kamieni-
ce tworzą szeroki wąwóz głównej arterii,
typowo wielkomiejskiej. To Rue National
(czytaj: Ri Nasjonal) — ulica „narodowa",
którą przez długie wieki nazywano „kró-
lewską", a później „cesarską". Jasne, że jest
jak okno wystawowe, najbardziej wystrojo-
na, ale trzeba dodać, że wspaniałością fasad
i wystaw zaćmiewa główne ulice wielu
miast, znacznie od Tours większych. Ba, na-
wet wiele ważnych ulic Paryża, z wyjąt-
kiem — rzecz jasna — Champs Elyses (czy-
taj: Szam-zelize). (...)
Poza siecią głównych ulic śródmieścia
miasto zabudowane jest bardzo różnie. Są
zwarte szeregi 3 i 4-piętrowych kamienic ty-
pu, jaki zazwyczaj przypisujemy secesji,
oraz przeciętnie przyzwoitych sklepów i ba-
rów. Są węższe uliczki dwupiętrowych ka-
mieniczek z niemal zawsze zamkniętymi
okiennicami. Są parki i niewielkie skwery.
Jest dzielnica staromiejska o krętych ulicz-
kach i uroczych starych kamieniczkach,
częściowo odbudowywanych. Są ścieśnione,
bardzo brudne domy bez żadnego wdzięku,
uliczki i podwórka z odsłoniętymi, brzydko
pachnącymi ściekami. Są domki jednoro-
dzinne z ogródkami i bez. Jest nieco ruder
1 trochę obdrapanych baraków. Są nowo-
czesne zespoły wielkich bloków, wśród któ-
Tours — stare miasto
rych sterczą wieżowce o dwudziestu kilku
piętrach. Nowe osiedla wyróżniają się śmia-
łymi założeniami. Są to w starym rozległym
mieście jakby odrębne nowoczesne miasta.
Szczególnie wyróżnia się budowana właś-
nie dzielnica, stawiana na dawnym bagnisku
północnego, prawego brzegu rzeki Cher. Na
drugim brzegu tej rzeki, gdzie najwięcej
miejsca zajmują dziś robotnicze ogródki
działkowe, rysuje się sztuczne jezioro peł-
niące funkcję ośrodka sportów wodnych.
Głównymi ulicami w ciągu całego dnia
krąży mnóstwo samochodów osobowych
i autobusów Na bocznych ulicach ruch,
zazwyczaj niewielki, wzrasta w okresie
przejazdów do pracy i z pracy Wówczas
75
zjawiają się ławico motorowerów Jridżą na
nich stany i młodzi. mężczyźni i kobiety
klórvm laki wrhlkuł ogromnie ułatwia za-
kupi Na głównej arterii po a Mcdnue-
scłem panuję w « ik.e jak domy ciężarówki
r równic wielkimi pnycrepami Takie dwa
pędzące prostopadłościany zbudowane z kil-
ku warstw znormalizowanych pojemników,
zapełniają s ę i opróżniają na placach wiel-
kich magazynów rozsianych wśród ulic
pnadmtesc
Dzisiejsze miasto daleko wyszło poza swe
rzeki Jean-Lou.s opuścił Tours w 1963 ro-
ku. gdy ; ale miasto rzeczywiście mieściło
się między Loarą a Cherem Obejmowało
woweras 1035 hektarów, liczyło 84 tysiące
mieszkańców XV następnym roku miasto
uzyskało nowe tereny na lewym brzegu
rzeki Cher zwiększając obszar do 1319 hek-
tarów a iczbę mieszkańców do 96 tysięcy
W roku 1965 trzy miasteczka lezące na pół-
noc od Loary zrezygnowały z. samodzielno-
ści po i ększając powierzchnię miasta do
2857 hektarów, a liczbę obywateli do 112 ty-
sięc’. Dalsza wchłonięta gmina i zakup te-
renów na południu w 1966 roku doprowa-
dź ty dc- powierzchni 3231 hektarów i 120 ty-
sięcy mieszkańców' (...)
XV zydn miasta biorą bezpośredni udział
przedmieścia Te najbliższe, najbardziej
z miastem związane, składają się wraz
z miastem właściwym na jednostkę określa-
ną przez planistów jako dystrykt miejski,
licząc-, łącznie przeszło 158 tys. mieszkań-
ców Nieco dalsze tereny zalicza się do
zespołu miejskiego Tours. Liczbę mieszkań-
ców zespołu ocenia się na 180 000
PRZ’! SZLUŚĆ
Gwałtowny rozrost miasta me może byc
celem samym w sobie To jeden z elemen-
tów, jedna z podstaw planowania przyszło-
ści. Większy zespół miejski zapewnia więk-
sze możliwości rozwoju.
Mocno lansuje się we Francji akcję deglo-
meracji Paryż i jego aglomeracja • pękają
76
w szwach Nie mogą wchłaniać nowych za-
kładów przemysłowych Stolica nie może
rozrastać się do nieskończoności Nowe za-
kłady coraz chętniej lokuje się poza tym
zbyt zagęszczonym, niewygodnym i drogim
regionem
W stosunkach kapitalistycznych lokaliza-
cja nowych zakładów nie zależy od central-
nych organów planowania Przedsiębiorstwa
poszukują najdogodniejszych dla siebie wa-
runków Władze terenowe nie mają po cu
kołatać do władz centralnych, te bowiem
nie przydzielą im ciepłą ręką golowej fabry-
ki O pożądanego lokatora trzeba usilnie za-
biegał Trzeba pokonać poważną konku-
rencję Innych miast i regionów. ।
Jakież atuty w tej grze ma Tours i oko-
lice?
Tours leży stosunkowo niedaleko Pary-
ża — o 235 kilometrów Do Nantes (czytaj
Nant) jest stąd 196 km, do Bordeaux 327
W promieniu około stu kilometrów leżą dość
duże, atrakcyjne miasta Orlean, Chateauro-
uge, Poitiers. Angers, Le Mans, Bourges
(czytaj Szatoruz, Puatie, Anżer, Le-Man,
Burzl Węzeł szlaków komunikacyjnych za-
pewnia dolną łączność kolejową, drogową,
lotniczą Pierwszorzędną szosę RN 10 zastą-
pi niebawem autostrada Paryż—Bordeaux,
która ominie ciasne śródmieście i przejdzie
łożyskiem dawnego kanału między Tours
a SI Pierre-des-Corps (czytaj Sę Pier-de-
-Kor). 1
Miasto leży w malowniczej, dobrze za-
gospodarowanej dolinie Loary, nie bez po-
wodu zwanej ogrodem Francji. Zapewnia to
całemu regionowu doskonale zaopatrzenie
w żywność Stwarza dobre warunki miesz-
kania, pracy, wypoczynku, dla przemysłu —
nadwyżki siły roboczej, ludzi zdolnych do
nauki nowego zawodu lub wykwalifikowa-
nych w odpowiednim rzemiośle Duże mia-
sto, wyposażone w szkoły wszelkich stopni
i wielu specjalności, ułatwia naukę Miejsco-
we tilie uniwersytetu w Poitiers rozrastają
się, mnożą i usamodzielniają Stopniowo
Tours staje się miastem uniwersyteckim
Tours — nowe dzielnice nad rzekq Cher Iczyla) Szer)
Działające tu instytucje gospodarcze, fi-
nansowe, handlowe, administracyjne i usłu-
gowe łatwo mogą rozwinąć się i obsłużyć
zarówno dynamiczne życie gospodarcze, jak
i potrzeby ludności.
W zwiększonym zespole miejskim wy-
dzielono siedem kilkudziesięciohektarowych
stref przemysłowych, z dostępem do głów-
nych dróg kołowych i kolejowych, wyposa-
żonych w sieć ulic wewnętrznych, światło,
energię elektryczną gaz, wodę pitną i prze-
mysłową Osiem dalszych takich strel przy-
gotowuje się stopniowo w miasteczkach sa-
telitarnych • na terenie departamentu *
Indre-et-Loire (czytaj Ędr-e-Luarl Na tere-
nie miasta zaawansowano powraznie budowę
11 nowoczesnych osiedli mieszkaniowych
Niemal w każdym z nich są różne typy
mieszkań drogie prywatne, sprzedawane na
własność lub wynajmowane; spółdzielcze —
własnościowe i lokatorskie wreszcie tzw
tanie mieszkania, dzięki poważnym dotacjom
Państwowym, dostępne dla ludzi skromnie
zarabiających Są dzielnice domków jedno-
rodzinnych różnej wartości, są bloki prze-
znaczone wyłącznie dla osób starszych lub
samotnych.
Widoczny rozwój przemysłu handlu,
usług, instytucji oświatowych i Kultural-
nych sprawia, ze znaczenie nowego Tours
wykracza poza granice departamentu Indrc-
-et-Loire Tours jest głównym miastem go-
spodarczego regionu centialnego kiory
obejmuje 6 departamentów’ i opracowuje
swe plany rozwoju. (...)
Jean-Louis wyraźnie me docenił możli-
wości rozwojowych miasta, w którym mie-
szkał. Przegapił punkt wyjściowy warunki
startu do bardzo wtedy bliskiej, dynamicz-
nej ekspansji ’ To oczyw iście nic ma żad-
nego znaczenia. w'yznam jednak, że pomył-
ka Jean-Louisa sprawiła mi pewmą przyjem-
ność.
Roman Diesla. Ij Po/ny/fca
feon-Loutsa „PosnaJ Swi«r.
196Ś nr 7 » 14—IŁ
77
Mn»ir*idam k|i.*y x morsami *ziok laglugt
n» Reno Prietlioda* tędy towary dla NRF.
Pratu p Ww4)(<irii i wla-»nc*qu n*|bhtwrq<<
a ; I’ tę:na arteria /^dala t>d portu
i*ytsowom pi o 2U km przed ujściem. jak
tu»fłwi<lu 1 bezpośredniej lqt/n>>wi z mu-
r’• n, ix*f»H’ny kuiai |\ipuwc Waterweg —
»* h*nrr KryU| Strurn. porwałajqcy wpły-
wa* tu ratkę tiałk-an a dudy na tonażu 1 za-
nuri< urn u-y^kai Pr.ttrrdam w roku 1R72
tur w Dafczym aiukat iu babry Curupy —
)«k w>nu by < k rekin mnogi klan boleń-
Otflhiukł w /i !»• >e-n(lun ii
derskich konstruktorów wodnych t*X
Mły 1 nurtem Nowe) Muzy ^n-
dzitsięciu basenów wyposażmy, h w dukt
1 urzgrtz.nia przeładunków* 1 «l<h
Waalhavcn gdzw na poktodn* M s **
fflbw przebywałem kilka dni * d *
Afryki Zachodnie). uchodzi w naiwigkr.zy
•ziuczny basen portowy w Łuropw |-l
Od spalonego przez Nirmcow aródmfrl*-
kiago trójkąta po Hoek vao Holland crylt
po UJKW Njtuwe Woh rweg |otolu - > km|.
reoetąga sur, daub jedmildy ob«zar portowy.
.Ii-go ł>*zpt»dredDV' przymorską P* **
Jrw i«no do nkmiugi ibsornikowco* ’ 0
przyległe tereny oddano raltra r < e- rop*
waflowej Niebezpieczne ładunki 1 na>
»ar cufwkoro do n>*m*’wrow •datki ’tłe
tr»ebu|4 wędrować • <lHb lądu. Roa*
t ftiló) zamierzaj* HołnodrtY wydrre<
riu tpory obszar p«>d budów* T_
zdotaych przyjmcwar olbrzymy o nosnoao
1$) ty*, tuct w końcowym rai etap^
towy Europor*u — tak bowiem °*x^w
tatmłMsra czgśc roUordn**^1-^0 wł*,°^
porowego — nawet do 170 ty^^Y*
Pud względom pnwładjaaow Ifa>i/*r4a»
|ux przed pięcm laty (dys*oa»ow«l V*y
Jork I Hy uiujl «n na cnHowe ateaK* •*
iwrecie |._|
Ol budo* a tsu*i<4 flM)eirv» Rr'» FTS ti
ślęty rrucnzkanców ^Miępuje w bnwj. Crn
irum RatU-rdamu dr'pw:o w ra«Mu I ** prx.
brało wygląd wteUtafen pa fk dj.n piar
pr/od OnłraaJ ’aiuwi • r!k» na ta
pfoporr|t> nuasU i CMJkzawtw bwc *• -
4 ’ak2r przylngł. «« »t«ęr»rWir
l pełne oto jardów Trwa Mlea hS
m ma byr nddawe *> ur/tz ur w tokc
IM. J.Ktna t prdOecsaych tom prw-ł.a^nw
p«d Mus*- l—l
W «a ałyrh dz:*-u>.cach a£icfl» r«*C%
brunatr<ocj»' wanycb d<ank« • o -wMe
pr.Hiych ringach I wyfl •mot« gabary t ♦ •
prjyptrtjunafc tnakrah- r parnnka fral-
oprzejiaae fortrsn-j okML Mewi i krawęwe
wrrytOw kat* nrytlec o ©cnaawmiac^ : lok
ru kiuryct oj> pcaMp^ bomy c -cwm-c
Z7 sn W1E2O* A sTOUCA
mych wian skalnych, nic 'kiedy ponurych
200 m wco <<-) kxrthrx- Na dnie kotliny wije
się VG Ha* ) Z • •.nr/ r n przez erozję* i dr-
r. j/ij. r * »• •’ ' 1 ‘ wykształciła w.mię-
roki MilcłłOt.w* dris miasto dzielnicami
• • ?r<*/n wan r m •'nar ikh rzi obsadziło
snych, dekoracyjnych — wapieni Ju/
•hioio wywołuje w gąszczu zabudowy M-
skdkującn elekty. ___
Ponure prawie czarna lśniąca skała ’(***
da urwisem w głąb i wsze rz rze ki, pr”,rY
wujgt regularna Imię kamiennego nabra
za Na wysokiej skale sterczą resztki
rów zamku, jaki lu M.ał na miejscu ndr't*f
sz< go grodu. Z-ilozy tu go legendarna k ^ę*
lawa gwiazd sięga mer Gród ów
/cluad — uslgjzil jednak mn» mu
książęcy — Hrad, przeniesiono na lewy
brzeg rzeki. oa wzgórz*- zwane Hradczany
I tak pozostało. Hradczany r Hrodcm i ka-
tedn| Sw Wita góriją nad panoramą cen-
tralnej części nua^ia U stóp Hradu powala-
ło malownicze Mał< Miasto fMała Stranal.
pi drugiej stronie rzeki leży Stare Miasto.
L^czy je gotycki, słynny Most Karola su-
rowy w założeniu i prosty, znacznie później
dopiero, w czasach umiłowania baroku, o-
zdobiony wymyślnymi posagami Ta właśnie
częsc miasta tworzy najbardziej charakte-
rystyczny I powszechnie znan) krajobraz
stolicy Czechosłowacji. [_)
Nie pozbawione uroku m takie centralne,
handlowe, bardzo ożywione place i ulice.
Główny plac miasta — to plac $w. Wacła-
wa — Vacldvskó Namtsli Choć nazywa się
placem, choć przed wiekami mieściło su* tu
targowisko, właściwie wcale nie jest pla-
cem. tylko dość szeroka, zabudowana wiel-
kimi kamienicami I ładnie zadrzewiona uli-
cą o silnym ruchu kołowym i pieszym. I ta
C^fyckj Mon Karola Uczy Hrad to Słarym Mi4»tem w ^adT®
* — Na wu4ijm l<4aM
81
centralna arbria ma dosc znaczny spadek,
li góry zamaka 14 walki trochę ponur>
gmach Muzeum \an lewego. W dole koń-
czy się na wąskich ulicrkach starego mias-
ta ale u dwu przeciwne strony wychodzą
z niej bardzo oxvwionc ulice handlowe roz-
jarzane podobnie jak sam niby-plac tysią-
cem suiatcl neonow i wystaw sklepowych.
K.t -h - ars. części śródmieścia przysto-
sowano do nowych zadań ruchliwego ccn-
rurr, przebudowano przede wszystkim pod-
uórk. bocznr uliczki, partery I piwnico do-
B w Tak stworzono labirynt pasaży, kry-
tych przrjst. gdzie pomieszczono dodatko-
wa w rlt sklepów sal kinowych i widowis-
k w vch. kawiarni 1 restauracji nierzadko za-
skakującyc j przechodniów nieoczekiwany-
mi w warunkach zwartej zabudowy, ogród-
kami Po tych wewnętrznych przejściach
< «wtr«ilny pl«r w Pt*d?e —
krążyć można niemal godzinami nie wy.
chodząc pod otwarte niebo. [...)
Praga jest wielkim węzłom komunikacyj-
nym. Dzięki położeniu nad Wełtawą i blis-
kości Laby ma dogodne połączenie wodne
Z Pragi promieniście rozchodzą się drogi
kołowe 1 kolejowe do wszystkich ważniej-
szych miast Czech 1 przejść granicznych
a także limo równoleżnikowe dążące na
Morawy I dale| na wschód — na Słowację.
Praga skupia kilkadziesiąt linii lotniczych
w komunikacji wewnętrznej 1 utrzymuje
ponad 40 połączeń międzynarodowych. Łą-
czą one przede wszyrstkim lotniska zacho-
dniej i południowej Europy z Bliskim
Wschodem i północną Afryką, ale również
z Kubą, Moskwą i stolicami państw skandy-
nawskich. W Czechosłowacji kursują tez
taksówki lotnicze. Wielki ruch na praskim
Dwa brzegi Wełtawy przepływai^cej przez Praqę łqczq mosty
lotnisku — Ruzynie iest tak interesujący, ze
codziennie niemal na tarasach nowoczesne-
go dworca lotniczego przebywa wielu mie-
szkańców Pragi, by obserwować go jak
atrakcyjne widowisko.
Czechosłowacja, choc pozbawiona bezpo-
średnio dostępu do morza, ma jednak flotę
morską złożoną z 12 statków. Zgodnie z
przepisami prawa morskiego portem macie-
rzystym tych jednostek jest Praga. Nazwa
ta figuruje na rufie każdego czechosłowac-
kiego statku. Praktycznie flota ta korzysta
z portow krajów sąsiednich — przede
wszystkim Szczecina. (...)
Nie wiem dlaczego o Pradze mówi się. ze
jest złota. Pewnie dlatego, że Czesi cenią ją
jak największy klejnot swego kraju. Nie ma
wątpliwości, że całkowicie zasługuje na
swój drugi przymiotnik — stuwdezowa. Nie
wiem czy tych wieź Jest akurat sto. ale
z każdego wyżej wzniesionego punktu wi-
dać ich co najmniej kilkadziesiąt. Niektóre
są dostojnie kopulaste, większość jednak
wbija się w niebo smukłymi iglicami roz-
błyskującymi w świetle słońca.
Roman Biaaada W kra /u
Ctcchow i Słowaków War
uawa 1968. PZWS, $ 15—
—20.
82
83
28. WOŁGA W... MOSKWIE
Rzekę oglądać można w różnych okoli-
cach. Na ogół jednak czynimy to w ustalo-
nych, znanych miejscach. Wiadomo, że
Wisłę spotkać można w Krakowie, Sando-
mierzu, Warszawie, Płocku czy Toruniu.
Rzeki płyną przecież w odwiecznych, usta-
lonych dolinach i łożyskach. Dlatego dzi-
wiono się czasem, kiedy mówiłem, że wody
Wołgi spotkać można w Moskwie. A jed-
nak to prawda.
Nie, Wołga nie płynie pod Moskwą.
Wszyscy wiedzą, że stolica ZSRR leży nad
rzekami Moskwą i Jauzą, Wołga zaś odda-
lona jest od Moskwy o dobrych kilkadzie-
siąt kilometrów. W tym układzie nic się nie
zmieniło. Ale inne zmiany spowodowały to,
że w rzece Moskwie płynie pewna ilość
prawdziwej wołżańskiej wody.
Sprawiły to poważne urządzenia wodne,
a mianowicie: ,,Moskiewskie Morze" I Ka-
nał im. Moskwy.
„Moskiewskie Morze", to popularna na-
zwa, która powszechnie przyjęła się w
Związku Radzieckim. Oficjalnie, sztuczny
zbiornik powstały dzięki zbudowaniu na 113
kilometrze od Kalinina tamy przegradzają-
cej Wołgę, nazywa się po prostu Wołzań-
skim Zbiornikiem Wodnym. Kanał im. Mo-
skwy łączy ów zbiornik z rzeką Moskwą.
Dzięki tym urządzeniom trzecia część
wołżańskiej wody wpływa do kanału, a
przez kanał do rzeki Moskwy, zaś pozostałe
dwie trzecie spływają Wołgą do następnych
zbiorników, a przez nie do Morza Kaspij'
skiego. Ta jedna trzecia wody odprowadza-
na z niewielkiej jeszcze Wołgi sprawia, że
istnieje... połączenie żeglowne stolicy ZSRR
z Wołgą. Właśnie dzięki wołżańskiej w0‘
84
Moskwa Skwer kremlowski schodzi nad rzekę Moskwę
dzie zatrzymywanej w „Mo-
skiewskim Morzu", Moskwa
stała się portem pięciu mórz
Woda nie może po prostu
sobie płynąc bez żadnych
obowiązków. Po drodze
wzdłuz kanału wprawia w
ruch osiem elektrowni wod-
nych, dźwiga na sobie barki,
tratwy i łodzie W mieście
zaś pełni mnóstwo dodatko-
wych, właściwych dla mia-
sta czynności. Użytkowana
jest zgodnie z potrzebami
mieszkańców miasta i zakła-
dów przemysłowych
Roman Biesiada Spotkania
z Wołgą Warszawa 1966,
PZWS, s. 10—11.
Moskwa. Stadion na Łużnlkach
85
O 5 km
29. NA SPOTKANIE SŁOŃCA
Na lotnisku Domodiedowo pawilon dwor-
cowy jest cały z betonu i szkła. Eleganckie
poczekalnie, ogromny czyściutki hol, w
którym zamiast ławek stoją... lekkie połowę
łóżka. Wszystkie zajęte przez śpiących pod-
86
różnych. No, cóż — nieraz trzeba czekac
wiele godzin az opadnie mgła, przejdzie bu-
rza nad docelowym lotniskiem. Nawet dziś,
w dobie radaru, lotnictwo jest najbardziej
°d pogody zależnym środkiem komunikacji-
W Centralnych Zakładach Lotniczych w Moskwie
nowy samolot pasażerski gol o w do drogi
Dyskretnie przyglądam się grupce pod-
różnych w egzotycznych strojach z tiubie-
tejkami * na głowie W tłumie od czasu do
czasu mignie jakaś twarz o rysach burłac-
kich *. Zatrzymujemy się na chwilę przy
transporterze wyrzucającym z podziem-
nych czeluści walizki podróżnych. Każdy
z czekających bierze swoją i przekazuje
kontrolerowi drugą połowę przymocowane-
go do'walizki kwitu bagażowego. Cicho,
spokojnie, bez tłoku
Odlatujemy punktualnie. ,,Nasze” TU-104
długo wędruje po lotnisku zanim dotrze do
I
pasa startowego Mijamy dziesiątki Iłów'
TU i ANow. Wreszcie samolot odrywa się
lekko od ziemi Jest godzina 0 30 Okrążamy
Moskwę. Widać oświetlone centrum, widać
odległe dzielnice, potem pobliskie miasta
Przebijamy się przez chmury i znowu wi-
dzimy światła Ziemi, tym razem już z wy-
sokości 10 kilometrów. Są wśród nich po-
jedyncze, silne, są i słabiutkie, rozproszone
Ale wszystkie razem tworzą nieprzerwane
morze świetlnych punkcików. Czasem roz-
błyskuje potężny strumień świateł miasta
Widać główną arterię, centralny plac Cza-
sem wzbijają się w górę ognie pieców hut-
niczych, czasem płomień palącego się gazu.
Nad Uralem liczba rozświetlonych zakła-
dów przemysłowych rośnie. Rozjarzone
elektrycznością drogi wspinają się na zbo-
cza. Wydaje się jakby zapalono światła na
kilku poziomach.
Na wprost okienka samolotu blednie
Wielka Niedźwiedzica Na wschodzie, na
linii horyzontu pojawia się niebieska smuż-
ka. Smużka wznosi się powoli, nieco rozpra-
sza. ustępuje miejsca wyzierającej zza ho-
ryzontu czerwieni Potom czerwień staje się
Intensywniejsza od dołu, a wyżej przecho-
dzi w pomarańczowy, dalej zielony, nie-
bieski od jasnego poprzez ciemniejszy, aby
utonąć w* granacie nocnego nieba. Brzask
staje się coraz intensywniejszy
D. nutfl Ucinskd
K7
» miksto-bohater
EłenHBty środowiska geogidticznego
wpływają na zajęcia I upodobania ludności,
kształtują niejednokrotnie oblicze miast
Dużą wpływ na charakter miasta mają rze-
ki Nadwołzanskie miasta są jak ich rzeka
długie, rozlegle, pozornie mało ruchliwe
Ale równocześnie tętniące rytmem wytężo-
nej pracy zgiełkiem motorów i ostrym
drwięka m sygnałów' środków transportu
"A ołgograd wszystkie te cechy przejął
w sUgx.ru spotęgowanym Jest to miasto-
•olbrzym Ciągnie się siedemdziesiąt kilo-
metrów — ud gigantycznej elektrowni wod-
nej do ujścia słynnego Kanału Wołzańsko-
-Donskiego im Lenina.
Wołgograd leży w tych miejscach, gdzie
Wołga najbardziej zbhza się do Donu —
przy wielkiej drodze wodnej z centrum na
południe i na wschód Wiązc dawne i nowe
rejony przemysłowe z bogatym spichrzem
zbozowrym kraju Drogi wodne łączą się tu
ze szlakami lądowymi, z węzłem kolejowym
i lotniczym, wreszcie z siecią energetyczną.
Wołgograd leży na styku kilku stref kli-
matycznych i roślinnych. Od północy i za-
chodu podchodzi do granic miasta bezleśny
step poprzerywany gęstą siatką wąwozów
i parowów To południowo-wschodnie stoki
Wyżyny Nadwołzańskie j opadającej stro-
mo ku Nizinie Nadkaspi jskiej Od południa
wkracza do miasta polpustynny krajobraz
Niziny Sarplńfikiej.
Od wschodu miasto graniczy z rzeką-
Wołga ma tu przeszło kilometr szerokości
i osiem do dziesięciu metrów głębokości
O kilkanaście kilometrów dalej na
wschód, równolegle do Wołgi, płynie lewy
jej rękaw — Achtuba Obie rzeki łączy z
sobą mnóstwo rękawów i kanałów, wśród
których wije się szereg podłużnych jezior ,
-starorzeczy Wszystko razem tworzy Wapd
ną Dolinę Wołzańsko-Achtubińską, n,cnłB
ca ości zalewaną. w czasie wiosennych
nu o- j °U Wyzsze grzędy urodzajnej zie-
J ereny sadów owocowych, basztanów
7 *-M e : arbuzami), a nawet winnic.
Uprawia się tu bawełnę i ryż Dolina Woł-
zańsko-Achtubińska to wspaniała oaza
wśród pustynnych obszarów Niziny Nad-
kaspijskiej, źródło ożywczej zieleni, szczod-
ry dar Wołgi dla mieszkańców tej surowe)
krainy
Surowe są tu zimy i upalne, znojne lata
Często są okresy suszy, pogłębionej wędru-
jącymi tu znad pustyń Azji Środkowej su-
chow lejami Średni roczny opad ledwo
przekracza 300 mm, ale są lala, gdy nie się-
ga stu Zimą temperatura dochodzi do —35
stopni przy silnych wiatrach i zawiejach.
W lecie nierzadko osiąga 40 stopni Wolgo-
gradzkie lato zaczyna się w maju i trwa do
września lub października Niemal przez
cały ten okres utrzymuje się słoneczna po-
goda przerywana krótkimi ulewnymi desz-
czami.
Ciężko jest chodzić po mieście w upalny
dzień letni wśród kurzu wielkich placów’
budowy Sytuację łagodzi świeży oddech
rzeki [...]
Północny kraniec [WołgograduJ zaznacza
się dziś szczególnie wyraźnie betonowa ta-
ma odcina od Wołgi ogromny sztuczny
zbiornik. Wolzańska Elektrownia Wodna
im. XXII Zjazdu KPZR — większa od kuj-
• >uiw„r nadbrzeżny w Wolgogr«»dzip
byszewukiej jest wmontowana w urzą-
d/erua lorny W elektrowni pracują 22 agre-
gaty Nad nimi na wielkich betonowych
wspornikach przechodzi nawierzchnia dro-
gi samochodową) i trolejbusowej oraz tory
kolejowe Pod lewym brzegiem Wołgi dwie
wielkie śluzy przepuszczają na raz po kilka
wołzanskich koi oso*, pasażerskich I barek
towarowych. [ |
Od tamy do ujścia Kanału VSołzansko-
-Dońskiego jedzie się 70 km wzdłuz miasta,
które w jednym tylko miejscu przerywa się
na
dłuższym
Przejeżdża się przez dzielnice północne,
wybitnie przemysłowe, ze słynną fabryką
traktorów i zakładami „Czerwony Paździer-
nik", przez dzielnice, stanowiące centrum
miasta, dalej dzielnicą kirowską — do dziel-
nicy krasnoarmiejskiej.
Ujście kanałów' znaczy niewielka latarnia
morska Nieco dalej, już w głębi kanału,
widać monumentalne bramy pierwszej ślu-
zy
Ustawione na kamiennych cokołach wie-
życzki czołgów wyznaczają pierwszą linię
historycznej wielkiej • obrony Cmentarze,
pomniki i domy przypominają pamięć po-
ległych bohaterów Patos bohaterskich dni
89
*• »* — c-.-w 10 • .łidtwył b Nilłicfei'1 woi^nnyi h
w rew* na uw^z? * codzienne życie mia-
«* M
Pto dnjęwj stronie rzeki jest płoza Zwiń-
r. Laiei CDutorowy odpływa na drugi brzeg
cx> idka mmut Na piaty tłumy Kąpią się,
ryy iają gra >ą w pdką. kobiety wyszywają,
odpac.ywaM rozmawiają Gości z zagrani-
cy ladze ja m^izy ^ibą. odstępują leżaki,
doradzają ak • .ę najwygodniej urządzić
Z p-ar. wrdac centrum miasta, bulwai
nadnorezsy z kolejką obsługiwaną przez
fc*:; pety z* mo,w । kwietników, monu-
mer.iaine »chodv wiodące do miasta i wiel-
kie diuc.c nowoczesne budynki admini-
•tracy ,»♦ i tr eszkaine Ludzie gawędzą
fw jpcdme. powo . ale często w rozmowie
nawiązują do dni wojny Opowiadają jak
wygiądai t#»n bulwar len budynek, ta ulica
wśród dymów i ognie jak ryli na linii fron-
tu ;ak rauŁeli upuszczać drogie im mia-
no (...)
Wieczorami chyba wszyscy a przy na j-
ca ta roiod/u-z schodzi Me na bulwarze
nadrti-crnyrn Nabieneznaja" — to letni
klub młodzieży Param p alkami dzieaiąt
karm obsiadaj tairiu. stopnie, balustrady
ón
Spacerują gwarnie i wesoło Kolorowe su-
kienki jasne koszule chłopców migają
w świetle latarń Słychać głośne rozmowy
l śmiechy Młodzi śpiewają, grają na har-
moniach i gitarach Grupki mieszają się
I zmieniają
V\ yslarczy usiąsc na ławce, żeby na
chwilę stłumić rozmowy Ale tylko na chwi-
lą. bo zaraz zaczynają się szepty i po chwili
ktoś trochę nieśmiało i bardzo grzecznie
pyta turystę skąd przybywa a po minucie
każdy obcy wciąga się w rozmowrę Mło-
dzież chce wiedzieć jak najwięcej- jak żyjc
się w innych krajach, jakie są warunki nau
ki, pracy, jak ludzie mieszkają ubierają się
ftp.
A kiedy juz czas wracac do domu odpro-
wadzają nowego znajomego całą grupą
I znowu pytają i opowiadają o sobie
puzdiawiają serdecznie znajomych i niezna-
jomych. zapraszają na spotkanie na jutro.
Na tę samą ławkę na bulwarze
Roman
Wo/gr
W isdza
—160
b*euada l
Włfiuwa P**
Powłze: hna *
ZWYCZAJE I OBYCZAJE
31 ŁAŹNIE FIŃSKIE
Jedną z pierwszych rzeczy która zwrata
uwagę cudzoziemca przybywającego do Fin-
landii, są łaźnie fińskie, czyli sauny Widać
je wszędzie. Na wsi nad brzegami jezior
stoją drewniane domki. w mieście są sauny
w każdym hotelu, w fabrykach, w szpita-
lach nawet w nowoczesnych domach czyn-
szowych Duże napisy wskazują na liczne
w miastach sauny publiczne Ocenia się. ze
prywatnych saun jest w Finlandii pół milio-
na — przy liczbie ludności wynoszącej oko-
ło 4,5 min osób Są okolice, gdzie jedna
sauna przypada przeciętnie na czterech
mieszkańców
Zasadą i celem sauny jest wypoczynek
i oczyszczenie organizmu Osiąga się to
przez rozgrzewanie l pocenie się, a potem
przez odpowiednie chłodzenie W przeci-
wieństwie do łaźni tureckiej czy rosyjskiej
powietrze w łaźni fińskiej jest suche Wil-
goć zjawia się tu tylko przez krotką chwilę
Prawdziwa sauna — w odróżnieniu do saun
miejskich wyłożonycii kafelkami i grzanych
elektrycznie, których nowoczesnosi psuje
właściwą atmosferę i skutecznotŁ — to do-
mek z surowych drewnianych pa ii si oją cy
nad brzegiem jeziora czy strumyka łub
c ho< by koło studni Niskie w»; jacie prowa-
dzi najpierw do sieni albo wprost do pogrą-
żonej w półmroku izby, w której na prymi-
tywnym palenisku ułożony jest st s ci»-r.-
nych okrągłych kamieni Pala.y s>ę pod
kamieniami ogień rozgrzewa je oo czerwo-
ności gorący dym krąży po izbie tempera-
tura wzrasta do 80 C Niektórzy uważają
jednak, ze to za mato i czują ną lespaej
w temperaturze 100. a nawet 110 C Można
ją wytrzymać dzięki temu że w sucbyiD po-
wietrzu łatwiej oddychać mz w Wilgotnym
Po drugiej strome izby stoi wysoka
drewniana prycza, na które f Mrdzą lub le-
zą kąpiący się Itr sytej, tym gorącej Bar
dziej wytrzymali potrafią prażyć się busko
godzinę Pot łoje się ciurkiem Obowiązuje
nastrój poważny. skupiony, nikt się me
spieszy ruchy są powolne leniwe Nie w-ol-
no głośno rozmawiać ani spit-wac. a gwizda-
nie byłoby wprost bZuznłrrMwem W sau-
Wnętrze sauny
nie zachowuj się jak w kościele" — poucza
fińskie powiedzenie.
Po pierwszym etapie rozgrzewania się,
rozluźniania mięsni i odprężenia nerwów
następuje drugi etap, czyli biczowanie.
Chluśnięta na kamienie woda wywołuje
kłęby pary, temperatura wzrasta do 138°C,
skóra czerwienieje, uszy i nos szczypią od
gorąca. Wtedy wiązkami brzozowych witek
umoczonymi w wodzie, biczuje się całe cia-
ło pobudzając krążenie krwi i wywrołując
jeszcze obfitsze pocenie Te brzozowe wilki
są nieodłączną właściwością prawdziwej
sauny. Zrywane w lipcu — podobno najle-
piej przy pełni księżyca — dzięki odpo-
wiedniemu moczeniu w wodzie utrzymują
przez całą zimę świeżość liści i specyficzny
aromat
Para po chwili znika, wchłonięta przez
drewniane ściany, i powietrze znów jest
suche. Po biczowaniu następuje mycie, po-
tem ponowne rozgrzewanie się na pryczy
i w końcu moment kulminacyjny — z naj
większego żaru skok do zimnej wody Pq.
dobno uczucie jest rozkoszne, żadnego szo-
ku ani utraty tchu. Znawcy powtarzają
przyjemność kilka razy w ciągu jednej
sauny. W zimie kąpią się w przerębli, tarza-
ją się w śniegu i znów wracają grzać się
na pryczy. W lecie pływają w jeziorze^ lezą
nago na trawie i stygną patrząc na zacho-
dzące słońce i tonące w przedwieczornej
ciszy lasy i wodę. Wtedy właśnie osiągają
pełnię zadowolenia i dobrego samopoczu-
cia. | ..]
Znane są sukcesy fińskich sportowców
Niewątpliwie regularne korzystanie z sauny
przyczynia się do ich znakomitej kondycji
fizycznej. Panuje pogląd, ze sauna ma do-
broczynne działanie zarówno przed, jak
i po wysiłku fizycznym; sportowcy fińscy
do tego stopnia przywiązują do niej wagę,
że w miasteczkach olimpijskich w Paryżu,
Berlinie, Londynie, Los Angelos (czytaj Los
Endzilis) i Garmisch Partenkirchen (czytaj1
Garmisz Partenkirchen) wybudowano dla
nich sauny.
Finowie nie mogą ż,rć bez sauny, gdzie-
kolwiek by się nie znajdowali, u siebie czy
za granicą. Fińscy emigranci utrzymują tę
tradycję, dzięki czemu sauna znana jest
w Szwecji, Ameryce, a nawet w ciepłych
krajach.
Język fiński prawie nie jest używany po-
za granicami Finlandii. Znane są tylko dwa
słowa sauna — fińska łaźnia i sisu — hart,
wytrzymałość. J
Być może, ze są one bardziej ze sobą spo-
krewnione, niżby się to na pierwszy rzut
oka wydawało
Teresa Chłapowska /-az”L
fińskie „Poznaj Świat" 19*
nr 2, s. 20—22
92
32. WITAJCIE W HISZPANII
O słońcu mówi się w Hiszpanii zadziwia-
jąco często i podniośle: el sol de Espana —
jak gdyby świeciło ono przede wszystkim
nad Półwyspem Pirenejskim, a resztą świa-
ta zajmowało się co najwyżej w godzinach
nadliczbowych. [...]
Powszechnie o turyście mówi się viajan-
te — podróżny, i w tym słowie zamyka się
duży ładunek hiszpańskiej życzliwości, któ-
ra wznosi się w szczególnych wypadkach do
stopnia, gdy samoczynnie z hiszpańskiej
tradycji wypływa gościnność bez rezerwy.
Dotyczy to przybysza zdrożonego, a musi
być zdrożony gość z daleka, czyli iorastero.
O przywilej iorastero nigdzie nie zabiega-
łem. Nic o tym nie wiedząc, uzyskałem go
dzięki „Osie". Skuter nie spotykanej marki,
objuczony bez litości bagażami niezbędny-
mi w drodze obliczonej na 8 tysięcy kilo-
metrów, a która wydłużyła się do 11 tysię-
cy kilometrów — kwalifikował mnie, chcąc
nie chcąc, na dalekiego, zdrożonego gościa.
Ale specjalną premię sympatii otrzymuje
sig w Hiszpanii za coś innego. Hemingway
miał rację twierdząc, że w tym kraju przy-
jaźń określa się stopniem znajomości języ-
ka. Jest to prawda dziś tym większa, że mi-
liony turystów wyparły język hiszpański
z muzeów, hoteli, restauracji, plaż i stacji
benzynowych. W dalekiej Andaluzji nawet
cyrulicy sewilscy i szewcy reklamują się
trójjęzycznymi szyldami. To wcale nie zna-
czy, że Hiszpanie nie są „jąkającym się"
narodem. Znajomość języków jest tu gor-
sza niż w Polsce; podręczników do nauki ję-
zyków obcych wydaje się o połowę mniej.
Poza tym opanowanie języków utrudnia
Hiszpanom fakt, że ich piękny język jest
ubogi w zgłoski Toteż nie mogą sobie po-
radzić z nieznanymi dźwiękami i jeśli nawet
mówią w innych językach — to bardzo
śmiesznie. Z jakąż więc sympatią przeciętny
Hiszpan słucha własnej mowy w ustach cu-
dzoziemca! Robiłem eksperymenty gdy pod
stacją benzynową mówiłem po francusku,
obsługiwano mnie, powiedziałbym, popraw-
nie, z należytą grzecznością i uśmiechem,
jak traktuje się w tym kraju los viajantes,
natomiast, gdy odzywałem się po hiszpań-
sku ___ wykazując niewątpliwe znamiona
93
> Iki Dourła tam również polska .O^a'
a S«cr '4<jr«vs r.j bezdrożach nieiaflępione *4 muh
cudzuziemskości w postaci dziwnego skute-
ra ze me wspomnę o akcencie — natych-
miast skracano wobec mnie grzecznościowy
dystans Stawałem się arrugo godnym kle-
pnięcia w plecy i rzadko obywało się bez
pogawędki przy kuflu horchoty — napoju
migdałowego, lub chociażby przy coca-coli
ASTLR1A ZIELONA
Izolowana od połnocy skalistym wybrze-
żem. a od południa potężnym masywem Gor
Kantabryjsktch, przez które jedyne przej-
ście wiedzie Przełęczą Ptasia [Puerto de Pa-
/arcsi, Asturia zachowała odrębność wobec
•nnych kram Hiszpanii Przemysł sku-
pił się w trójkącie Oviedo, Gijon, Pravia
Reszta kramy posiada swój naturalny, nie-
zmienny od wieków, sielski charakter Pod
względem geograficznym i gospodarczym
Asturia dzieli się na trzy części. Południo-
wy rejon wrysokogorski o ostrym klimacie
1 obfitych opadach śniegu, pozbawiony ko-
munikacji, zyje głównie z hodowli Rejon
nadmorski to ojczyzna ubogich rybaków
W ostatnich latach pod wpływem rozwoju
turystyki malowniczy krajobraz wybrzeża
ulega gwałtownym przemianom Natomiat*1
Asturia tipica to rejon centralny, z szeroki-
mi dolinami, o łagodnym, deszczowym kle
macie Trudno tu o kilometr kwadratowy
równiny Krajobraz Asturii — rozległe P3'
górki z konturami zatartymi przez mgi^1'
kę — przypomina zielone morze Soczy*13
zieleń dominuje absolutnie nad Asturią, wy*
ziera z każdego zakątka Urozmaica ją czcr*
94
wien dachówek kwadratowych i przysadzi-
stych domów
Domy asturyjskie są na ogól jednopiętro-
we. Na parterze znajdują się pomieszczenia
gospodarskie Z obszernej kuchni prowadzą
schody na piętro do pomieszczeń mieszkal-
nych Pośrodku piętra mieści się sala de fa-
milia — świetlica z wyjściem na werandę
Werandy i galeryjki są charakterystyczne
dla asturyjskiego budownictwa mieszkal-
nego
Na dosc wysokim poziomie stoi tu rol-
nictwo i hodowla Asturia jest ważnym do-
stawcą masła, mleka i serów dla całej Hisz-
panii Zajmuje trzecie miejsce w kraju
w produkcji kukurydzy, jest tez czołowym
producentem ziemniaków i buraków pa-
stewnych.
Charakterystyczne dla krajobrazu astu-
ryjskiego są campos de fabes — pola fasoli,
która jest narodowym przysmakiem Astu-
ryjczyków, oraz pumarades — sady jabłko-
we. Bez fasoli i cydru nie ma dla Asturyj-
czyków życia Pisarz asturyjskl Valentin
Andres stwierdza z gracją „Jeśli z powodu
jabłka utraciliśmy raj, to dzięki cydrowi
odzyskaliśmy go" Asturyjczycy piją ten
napój w ogromnych ilościach przy specjal-
nych okazjach — i tyle samo bez okazji.
Uroczystością na wielką skalę jest tu tra-
dycyjne święto pasterza obchodzone w dniu
sw Jakuba Tysiące pielgrzymów fromeros)
ściąga nad jezioro Enol w pobliżu Cova-
dongi z kobzami, bębenkami i namiotami
Całą noc trwają zabawy, śpiewy, tańce. Po
nabożeństwie w pustelni górskiej odbywają
się tradycyjne zawody pasterzy bieg na
szczyt góry, wyścigi czółen, ujeżdżanie ko-
ni, rzuty do tarczy Nie trzeba dodawać, ze
* przeddzień święta gromadzi się nad jezio-
rem ogromne zapasy cydru
Zdjęcie wykonane w jednej z w.osck AjtoriŁ Rolni-
kom pomagają w pracy woły, k'ore są urn zwie-
rzętami jucznymi
Na wsi asturyjskiej zachował się do dziś
zwyczaj wspólnego wykonywania czyn-
ności gospodarskich. Najpopularniejsza jest
osfoyaza — łuszczenie kukurydzy Każdego
wieczoru zbierają się sąsiedzi w kolejnym
domu, zwłaszcza młodzież, i pracują przy
śpiewie i żartach. Praca kończy się zbioro-
wą kolacją zwaną garulla, złozoną głównie
z orzechów, kasztanów; owoców* i oczywi-
ście cydru.
Najwięcej obyczajów ludowych zacho-
wało się wśród asturyjskich górali zwanych
vaqueiros Niemniej cała Asturia charak-
teryzuje się bogactwem obyczajowości lu-
dowej. Jest krainą wyjątkową, w której
cywilizacja przemysłowa koegzystuje na ra-
zie zgodnie z tradycją
Roman Dobrzyński H'szpo
ma r elementarza Ksijzka
I Wiedza. W-ikwm 1967
$ 5—6: Asfuno .Poznaj
Świat' 1970 nr 4, s. 21
250 km
25 km .
poln®
Chociebuż
NRD
POLSKĄ
NRF
CSRS
diisiun
Drezno
33. ŁUŻYCE. KRAJ NIEZNANY
KRAJ
Dzisiejszy obszar etniczny Łużyczan
o powierzchni około 12 500 km2 mieści się
w granicach Niemieckiej Republiki Demo-
kratycznej Jego zasięg ograniczają: od po-
łudnia granica Czechosłowacji, od wschodu
Nysa Łużycka i Odra, od zachodu Elstera.
Na poludnio-zachodzie Łużyce sięgają w
okolice Drezna, na północy graniczą z Bran-
denburgią w odległości 70 km od Berlina.
Ten maleńki kraj dzieli się na dwa regio-
ny, różniące się od siebie znacznie pod
względem fizjograficznym * i etnograficz-
nym: Górne Łużyce i Dolne Łużyce.
Górne Łużyce (dawne Milsko) rozciągają-
ce się na południu, są bardzo urozmaicone
krajobrazowo i dzięki swej malowniczości
stanowią przedłużenie tzw. Saskiej Szwaj-
carii. Im dalej na północ, tym wzniesienia
stają się łagodniejsze; tu i ówdzie wznoszą
się jedynie odosobnione bazaltowe wzgórza
wśród okalającej je równiny. Nad całą tą
częścią Łużyc królują szczyty licznych gor,
z którymi lud wiąże dawne legendy Mni-
śonc, Cornobóh, Hromadnik, Praśica, Lubin.
Z biegiem Sprewy kraj przechodzi w pła-
skie równiny, a na północy w bagnistą
i pokrytą łąkami nizinę dorzecza Sprewy
To właśnie Dolne Łużyce. Od licznych łąg
i mokradeł (łęgi ♦, ługi) wzięły podobno
swą nazwę Łużyce.
Smutny, melancholijny krajobraz Dol-
nych Łużyc znalazł odbicie w lokalnej
nazwie Błota (= błota). Dość gęste tutaj
lasy dały niemiecką nazwę tego obszaru —
Spreewald (...)
LUDZIE
Serbowie Łużyccy (niem. Sorben lub
Wenden) to jeden z narodów zachodnio-
słowiańskich, spokrewniony z Polakami,
Czechami, Słowakami i wymarłymi na Prze'
łomie XVIII i XIX wieku PołabianamL [-1
Nieznana jest dotychczas dokładnie liczba
Serbo-Łuzyczan Dawniejsze statystyk*
urzędowe były pełne celowo wprowadza
nych błędów. Przy sporządzaniu spis
urzędnicy pruscy i sascy posługiwali się
terrorem, wyśmiewaniem języka łużyckie^0
i pogardliwym stosunkiem do tych, którzy
mieli odwagę przyznać się do swego sio
wiańskiego pochodzenia. (...)
Dziewczęta łużyckie w strojach ludowych
język
Łużyczanie posługują się dwoma języka-
mi górnołużyckim i dolnołużyckim. Oba ję-
zyki należą do zachodniosłowiańskiej gru-
py językowej, przy czym górnołużycki jest
bardziej zbliżony do czeskiego, podczas gdy
dolnoluzycki wykazuje wielkie podobień-
stwo do naszego. Te podobieństwa wynikły
z bliższego sąsiedztwa Czech w odniesieniu
do Górnych Łużyc, a Polski do Łużyc Dol-
nych.
Języki łużyckie, jedynie poza polskim
> wymarłymi połabskimi, posiadają takie
litery jak /, ś, ń, ź, oraz ó. Mają również ć,
choć tą spółgłoską posługuje się także
serbsko-chorwacki. Tyle byłoby zapożyczeń
z naszego alfabetu. Z czeskiego natomiast
zaczerpnięto e, ć, ś, f, i Na tym jednak nie
kończy się bogactwo alfabetów łużyckich,
dolnoluzycki posiada bowiem jeszcze zmięk-
czone spółgłoski b', m', p', r', oraz w‘
Ciekawostką jest istnienie w obu języ-
kach tzw liczby podwójnej oprócz znanej
nam liczby mnogiej. Na przykład rybn
w liczbie mnogiej brzmi ryby, ale rybie,
jeśli są tylko dwie Podobnie i w odmianie
czasowników, piśu = piszę, pHomy = pi-
szemy, ale piSomej, jeśli piszą tylko dwie
osoby. (...)
ZWYCZAJE LUDOWE
Muzyka i pieśń ludowa były jednym
z ważnych elementów podtrzymujących du-
cha narodowego. Typowy zespół muzyczny
7 — N« wielkim |.|diie
96
i husle (kobza, dudy
nieliczne,
uroczyste
Część druga
W AZJI
Eligiusz i Henryk Ratajcza-
ko wie: Łużyce, kraj niezna-
ny. „Poznaj Świat". 1958 nr
5, s. 10—12.
to kozol, me cha w a
i gęśle), które dzisiaj oczywiście, podobnie
jak u nas, ustępują innym instrumentom.
Przy ich akompaniamencie śpiewa lud łu-
życki hrónćka — skoczne melodie przypo-
minające nasze krakowiaki, pieśni weselne,
tzw. wuźenjenja, i wreszcie reję. Reja (por.
polskie „rej wodzić”) to najpopularniejszy
i bardzo różnorodny łużycki taniec ludowy,
odpowiednik południowo-słowieńskiego ko-
la czy rumuńskiej hory, utrzymany jednak
w poważniejszym rytmie, podobnie jak nasz
chodzony.
Z bogatego niegdyś asortymentu zwycza-
jów ludowych pozostały tylko
Gdzieniegdzie jeszcze urządza się
wesela, którym jednak daleko do dawnej
świetności. Przędzenie lnu jest także okazją
do przypomnienia starych zwyczajów, p0.
dań i bajek. Zanikania obyczajów nie moż-
na kłaść jedynie na karb wynaradawiania
Łużyczan; zjawisko to spotykamy przecież
wszędzie wraz z rozwojem cywilizacji.
y\zja jest nie tylko największym konty-
nentem naszej planety, ale również kon-
tynentem największych kontrastów.
Tu znajduje się najwyższy szczyt świa-
ta — Czomolungma (Mount Everest) 8848 m
n.p.m i najgłębsza depresja kuli ziem-
skiej — Morze Martwe, sięgające 394 m po-
niżej poziomu morza. Na Oceanie Wielkim,
w pobliżu wschodnich wybrzeży Azji roz-
ciąga się największa znana głębia oceanicz-
na Jest nią Rów Mariański wypełniony po-
nad jedenastokilometrową warstwą wody.
Nigdzie na zamieszkanym lądzie (a więc
poza Antarktydą) słupek rtęci nie spada tak
nisko jak w Wierchojańsku i Ojmiakonie,
nigdzie też nie zanotowano większych opa-
dów niż w Czerrapundżi u stóp najwięk-
szych gór świata — Himalajów.
W Azji na północy są wieczne lody i tun-
dra ze skarłowaciałą roślinnością i stadami
reniferów, a na południu wiecznie zielona
dżungla z wyniosłymi palmami, pełna wrza-
skliwych małp, potężnych słoni i drapież-
nych tygrysów.
Również na tym kontynencie znajdują się
najludniejsze państwa świata: siedemsetmi-
lionowe Chiny, półmiliardowe Indie, czy
stumihonowa Japonia, której dorównuje
liczbą ludności wyspiarska Indonezja.
Jednocześnie obok bardzo gęsto zalud-
nionych miast i terenów rolniczych — roz-
ciągają się prawie bezludne pustynie, ste-
py, lasy, tundry... Człowiek atakuje je od
wieków, wkracza zwycięsko na trudne do
zagospodarowania obszary dzięki coraz
wnikliwszej wiedzy o środowisku przyrod-
niczym, postępowi techniki, doskonalszym
narzędziom pracy. W Azji Radzieckiej
„głodny step" zakwita bawełną, wartkie
rzeki posłusznie dostarczają energii dla ko-
losów przemysłowych i z dnia na dzień wy-
rastają miasta wśród strzelistych sosen
i modrzewi tajgi. Niektóre z tych miast, jak
na przykład Nowosybirsk, sięgają miliona
mieszkańców. Geolodzy i górnicy wydzie-
rają ziemi, skutej na dużych przestrzeniach
wieczną zmarzliną, skarby takie jak dia-
menty w Mirnym, złoto w Ałdanie, ropę
naftową w Tiumeniu...
Na Wyspach Japońskich z jedenastomilio-
nowej stolicy wyjeżdżają pociągi, które za-
licza się do najszybszych na świecie, w
stoczniach rodzą się transportowe kolosy —
statki olbrzymy sunące po morzach jak
ogromne „drapacze chmur".
W Indiach, na ulicach wielomilionowych
miast, ruch zatrzymuje „święta krowa", lu-
dzie umierają jeszczę z głodu. Jednocześnie
w tym samym kraju powstają już nowo-
czesne kopalnie i huty, przy których budo-
wie mają swój udział również polscy
specjaliści.
Azja jest krajem kontrastów.
101
Rozdział I
ZMIENIA SIĘ OBLICZE SYBERII
180*
50°
Omsk
l \ Jenisejsk
j Tomsk q
Nowosybirsk'\/\/J
Tajga na Nizinie Zachodniosyberyjskiej Wśród leśnych bezdroży w lecie 1 w zimie główna droqa
jest rzeka
34. SYBERIA — ZIEMIA OGROMNA
Spojrzałem w okrągłe okienko (samolo-
tu). Za nami rysowały się w dali szczyty
Uralu — „granicznego muru" Azji i Europy.
Tu zaczyna się więc Syberia — ziemia skar-
102
bow, potężnych rzek i ogromnych bu
dowli. [...]
Wielka ziemia; ogromna. Spośród wsZ^
kich drzew kuli ziemskiej — co trzecie r0
nie właśnie tu, na Syberii. 80% skarbów
mineralnych i energetycznych ZSRR kryją
w sobie ziemie i rzeki Syberii.
Właśnie tu, na Syberii, powstają najwięk-
sze na świecie elektrownie wodne. Prąd
z tych elektrowni poruszy setki nowych,
ogromnych fabryk, oświetli nowe miasta,
pchnie nowymi szlakami elektryczne pocią-
gi. Węgiel, diamenty, złoto, żelazo, nafta —
i drzewa, wielkie morze drzew. Potężna taj-
ga, którą coraz częściej budzą ze snu ma-
szyny.
Maciej Zimińskl. Osiem dni
w krainie niedźwiedzi. War-
szawa 1964, Nasza Księgar-
nia, s. 15—16.
103
35. W TUNDRZE
Najtypowsza tundra to podmokłe łąki i ba-
gniska z roślinnością złożoną w znacznej
mierze z mchów I porostów. Oczywiście nie
brak tam i roślin kwiatowych, lecz jest ich
niewiele. (...)
W zimie tundra jest pokryta cienką po-
włoką śniegu. Można po nim nie tylko łatwo
poruszać się bez nart, nie zapadając się po
kostki lub po kolana, lecz mogą jeździć po
nim również ciężkie samochody z dużym
Nieodłączna dla obrazu tundry arktycznej jest sylwetka renifera. Dzisiaj jest on zwierzęciem udomowio-
nym Na zdjęciu zaprzęg reniferów pędzący przez tundrę w pobliżu Morza Arktycznego
ładunkiem. Z takiego śniegu z łatwością da
ją się wycinać wielkie bloki, używane na
północy do budowania schronień dla ludzi
(igloo).
Olbrzymie przestrzenie śnieżne w tundrze
są tak jednostajne, a śnieg tak nieskazitel-
nie biały, że zatraca się zupełnie poczucie
odległości. Jeżeli dodamy do tego jeszcze
wyjątkową przejrzystość idealnie czystego
powietrza w zimie, zrozumiemy, dlaczego
oko ludzkie zatraca poczucie perspektywy.
Ma przykład wydaje się nam, że stercząca
skała lub wielki głaz, położone w rzeczy-
wistości o kilka kilometrów, znajdują się
dosłownie o parę metrów od nas. W po-
godną noc księżycową z nadzwyczajną do-
kładnością widoczny jest przeciwległy brzeg
jeziora odległy o 18 km. (...)
W lecie tundra czaruje człowieka bo-
gactwem kwiatów i życiem tętniącym nad
wodą. Na tle brunatnych mchów niebiesz-
czeją kobierce niezapominajek o wielkich
kielichach kwiatowych. Całe polany tworzy
biało kwitnący dębik ośmiopłatkowy. Na
cienkiej smukłej łodydze duma blado-
żółty mak polarny Goryczka, przetacznik
i setki innych kwiatów porastają tundrę.
Miejscami tulą się do ziemi drobne krzaczki
wierzby polarnej, pełza po mchach karłowa-
ta brzoza polarna. Morożka — malina roz-
pościera wachlarzowate liście, usiana deli-
katnym białym kwieciem. Góruje nad nią
borówka-czernica, a jeszcze wyżej rozpo-
starła swe gałązki wielka soczysta łochy-
nia.
W dole, tuląc się do ziemi w gąszczu
mchów, ściele się splątana sieć cieniutkich
niteczek zakończonych malutkimi liliowymi
dzwoneczkami, które w jesieni zamieniają
się w czerwone jagody. Dojrzałe jagody,
wielkie i ciężkie, lezą bezwładnie w wil-
gotnym mchu. To żurawiny. Jesień jest ich
„porą". Setki tysięcy, miliony jagódek otu-
lają kępki przemieniając je w widoczne
z daleka czerwone czapy.
Bogactwo jagód w tundrze jest tak wiel-
kie, że się ich nie zbiera, lecz — jak mówią
miejscowi mieszkańcy — „bierze". (...)
Z letniego ciepła i światła korzystają rów-
nież zwierzęta. Niech tylko temperatura
podniesie się powyżej zera, a już zjawiają
się pierzaści goście z południa. (...)
Komarów i innych dwuskrzydłych owa-
dów jest w tundrze w lecie tyle, że całe ich
chmary unoszą się w powietrzu zasłaniając
słońce i przytłumiając światło pogodnego
dnia. Jest tu więc prawdziwy raj dla ptac-
twa. Nie traci ono czasu ani sił na wyszu-
kiwanie pożywienia. Wystarczy, aby ptak
wdrapał się na jakąś kępkę lub pagórek
i zwrócił rozwarty dziób pod wiatr, a w jed-
nej chwili napcha go smaczny pokarm
„mięsny”. (...)
Nieodłączna od obrazu tundry arktycznej
jest sylwetka renifera Dzisiaj jest on zwie-
rzęciem udomowionym i w stanie całkowi-
cie dzikim zachował się w nielicznych za-
kątkach tundry. Wyjątkowo pięknie wyglą-
da dziki renifer w biegu: z głową uniesioną
ku górze, z rogami leżącymi na grzbiecie,
sadzi po tundrze z nadzwyczajną lekkością
zadziwiając doskonałą swobodą ruchów Re-
nifery są nadzwyczaj płochliwe. Siad samo-
chodu na śniegu tak przeraża renifera, że
nie odważy się go przekroczyć.
Renifer żywi się mchami i porostami wy-
grzebując podczas zimowych miesięcy po-
żywienie spod śniegu. Głównym jego po-
karmem jest porost zwany chrobotkiem re-
niferowym, mylnie nazywany nieraz mchem.
Typowym zwierzęciem tundry jest rów-
nież lis polarny. W zimie ma futro białe,
w lecie brunatne. (...]
Wiele innych zwierząt tundry ma białe
zabarwienie: biały niedźwiedź, biały wilk,
biała sowa, zając-bielak, pies-łajka.
Irena Gieysztorowa: W tun-
drze. „Poznaj Świat” 1961
nr 7, s. 7—10.
105
104
36. XA ROŻNYCH SZEROKOŚCIACH GEOGRAFICZNYCH
23—30 maja
Cztery doby pędził pociąg z Moskwy do
Omska wśród pól i lasów. Piątego dnia wy-
prawa jadąca w tundrę wsiadła na statek.
Biały, pasażerski statek zahuczał po raz
ostatni, zaterkotał kołami i niepostrzeżenie
odbiwszy od przystani popłynął w kierunku
kręgu polarnego, do Salechardu.
Suchy i palący wiatr przecinał Irtysz i hu-
lał po stepie. (...)
Płyniemy już kilka dni, a wokoło wciąż
woda, wciąż wierzbina na brzegach i łąki,
a za nimi tajga bez kresu i końca Niekiedy
zbliza się ona do rzeki i zatrzymuje na jej
brzegu wysokim i urwistym. W ciemnej
gęstwinie świerków, sosen i cedrów; gdy
statek płynie blisko brzegu, dostrzegamy
zielone igły, a na brzozach liście świeże
i lepkie. Biaie pnie brzóz wśród choiny rY
sują się ostro, są piękne. Jest ich niewiele
i może dlatego trudno od nich oderwać
oczy...
Pewnego razu uderzył nas cudowny obraz
wieczorem niebo na południu było mroczne,
a na północy, jakkolwiek bezgwiezdne, ja*
niało. Był to słaby blask dnia, który 0<^szee
na północ. Zbliżaliśmy się powoli do ni
9°- I -l ? po
Szóstego dnia, gdy płynęliśmy Ju
rzece Ob, tajga odsunęła się od nas, zro
się zimno. Zieleń znikła. Zeszłoroczna,
ciona trawa pokrywała rdzawe łąki-
natnych gałęziach wierzb dopiero PS
pączki. Łabędzie srebrzyły się na jeziorach
jak plamy śniegu, a pozostały gdzieniegdzie
śnieg bielał zupełnie jak łabędzie.
Klucze dzikich gęsi leciały ku zorzy po-
larnej, a po rzece kręciły się nieustannie
kaczki. Na wyspach widać było czumy, kry-
te korą brzozową — wychodzili z nich mali,
przysadziści Chantowie * z warkoczykami
i długo przyglądali się statkowi. (...)
4 czerwca
Wokoło z rzadka rozsiane karłowate mo-
drzewie, zamarznięte bagna, wśród nich wy-
sokie kępki, kotlinki gęsto zarośnięte krze-
wami brzozy polarnej i karłowatej wierzbi-
ny To lasotundra.
Na ośnieżonych wzgórzach wielkie czar-
ne przetainy. Na jeziorach koło brzegu
błękitne pasma wody.
Nocy prawie nie było Gdy wieczorami
niebieskie cienie padały na wiosenny śnieg
przepojony wodą, nabierał on barwy zie-
lonkawobłękitnej, we dnie lśnił w słońcu,
jakby promieniował wszystką wiosenną mo-
cą. I oczy bolą od tych świateł i serce się
raduje.
— Moje oczy nie mogą znieść tego, trze-
ba drewniane oczy włożyć — powiedział
Stiepan wyjmując z kieszeni drewniane oku-
lary z maleńkimi otworkami zamiast szkieł.
Włożyłem również ciemne, ochronne
szkła — śnieg przygasi i oczy odpoczęły.
— Ga... ga... ga... — z przestworzy dole-
ciał nas daleki, spokojny odgłos. I znów:
ga... ga-ga... ga...
Spojrzeliśmy w górę; to dzikie gęsi
ciągnęły nierównym, trójkątnym kluczem.
Leciały wysoko w kierunku zorzy. (...)
Nagle ujrzeliśmy na ziemi świeże ślady.
Było ich wiele. Jakieś wielkie stworzenie
przeszły tędy — na północ, ku zorzy.
— Szlak „kasłania” * — powiedział Stie-
pan wskazując na ślady.
Szliśmy dzień jeden, drugi — wciąż po
tych samych śladach, tajemniczym szlakiem.
Trzeciego dnia wśród tropów wielkich
zwierząt dojrzeliśmy maleńkie ślady — cał-
kowicie podobne do poprzednich. Widać
w drodze urodziły się małe.
Wczoraj stał tu czum, dziś wczesnym
rankiem przeszedł tam.
Stiepan wskazał na połnoc, dokąd prowa-
dziły ślady.
Wszystko zrozumiałem, to Neńcy pę-
dzili stada reniferów z zimowych pastwisk
leśnych na letnie — w tundrę — tam, do-
kąd leciały dzikie gęsi, ku morzu na pół-
nocy.
Noc nie zapadała Zamiast niej świeciły
dwie zorze złączone w jedną. Połowa nieba,
góry Uralu, cala tundra, gorzały różowym
ogniem. Na południu ziemia na wiosnę roz-
kwita wspaniale wszystkimi barwami, a nie-
bo jest w jednym tonie. W strefie polarnej
wiosna na ziemi nie jest kolorowa, ale nie-
bo zmienia barwę niemal co godzinę. O za-
chodzie słońca, po białym zmierzchu, przy-
chodzi błękitny wieczór, po nim różana zo-
rza i w ślad za nią następna, taka sama.
Między dwiema zorzami jest jedna chwila,
jakby wspomnienia nocy — nie przypomina
ani dnia, ani nocy, ani zorzy... Gdy dwie
zorze spotykały się ze sobą — w krzakach
poczynały nawoływać się głośno białe ku-
ropatwy. W tym momencie na koniuszkach
listków osoki pojawiały się krople rosy. Był
to znak — że tam, daleko na południu, za-
padła noc.
Dwie rzeki — Poluj i Ob — złączone
w uścisku, rozlały szeroko na dziesiątki ki-
lometrów i jakby zastygły. Zorza — sam
nie wiem — poranna czy wieczorna, świe-
ciła różowym blaskiem. Woda chciwie chło-
nęła jej światło. Wysepki i wierzby odbijały
się w rzece i same zdawały się tylko odbi-
ciem w porannym, wilgotnym, nasyconym
słońcem powietrzu. Az oczy bolą od tycn
blasków Niebo spadło do wody i woda sta-
ła się jak niebo.
107
106
Wokoło x rradku rosną karłowate brzozy. Las ustępuje miejsca tundrze.
Z pokładu kutra oglądaliśmy długo rozle-
wiska rzeki Przez polanę przemknął jakiś
zwierz — pewnie byl to wilk
Nagle w kutrze zepsuł się motor. Gdy
, przybiliśmy do brzegu, opadły nas całe roje
komarów Załoga rozpaliła dymne ogniska
Wziąłem broń, opuściłem na twarz siatkę,
włożyłem rękawiczki (też przeciw koma-
rom) i przez krzaki pobiegłem nad jezioro,
skacząc z kępki na kępkę. Połaziwszy po
wodzie i zabiwszy kilka kaczorów ruszyłem
z powrotem Komary, brzęcząc cieniutko,
, atakowały mnie nieustannie. Chmura, którą
utworzyły, była tak gęsta, że aż grzęzła
w niej ręka Dokądkolwiek bym poszedł —
komary lecą za mną. Siatka zahaczyła o ja-
108
kiś krzak i spadła mi z twarzy. Komary rzu-
> się na mnie. Trzepnąłem ręką po twa-
rzY — i ręka, i twarz stały się mokre. [...]
4 hpca
s'oPam|flcośOtwbaar9r|ni'? CZUJe się częsl° pod
Przebijając n ,e9°' JakbY kamień. Kij,
trzymuje sic °W rnc^ów, również za-
wiecznie C2Yniś twardym. Jest to
nie taję tak ziemia Okryta mchem,
pokrytych roślinności/11 m,ejscach
io ‘P^lym^ade/T 9<Jyby ŚW'C'
5 em> Ten grad to srebrzyste
puszyste kulki na małej roślince — weł-
niance, pokrywającej ziemię.
Niekiedy napływała (ala dusznego, moc-
nego zapachu dzikiego rozmarynu. Trawa
wszędzie niziutka i lak rzadka, że nawet
stopy nie zasłania. Wokoło rosnę krzaczki.
Zerwałem krzaczek pnącej rośliny wyso-
kości najwyżej dziesięciu centymetrów.
— Cóż to za trawa? — zapytał mnie Jew-
genij Nikołajewlcz.
— To nie trawa, tylko wierzbal [...]
Idziemy dzień, dwa, idziemy Już wiele
dni — oganiając się bez przerwy od koma-
rów wierzbowymi gałązkami. Naokoło doli-
ny i wzgórza, błota i jeziora i wiecznie jasny
horyzont. Nocy nie ma
Wciąż bagna i bagna. Gdy wyciąga się
nogę, słychać chlupotanie. Idąc, słyszy się
za sobą. — chlup, chlup — jakby korki od
butelek strzelały
W te pierwsze dni lipca tundra stroi się
w kwiaty i trawy. Pod wpływem gorących
promieni nie zachodzącego słońca obszary
jej niemal w oczach pokrywają się ziele-
nią. Rośliny rosną tak szybko, że różnicę
można zauważyć już po dwóch, trzech go-
dzinach. (...)
Zatrzymałem się i począłem kopać łopa-
tą dół — chciałem się przekonać, jaka tu
jest gleba. Łopata zadźwięczała na głębo-
kości osiemdziesięciu centymetrów — dalej
była ziemia nie rozmarzająca nigdy. Rozrą-
bałem glebę trochę głębiej i podniosłem na
łopacie zmarzniętą grudkę ziemi.
Jewgenij Nikołajewicz wziął z łopaty
bryłkę lodu, polizał ją i powąchał
— Pachnie? — zapytałem uśmiechając się
— Tak, pachnie tysiącami lat — odpowie-
dział poważnie mój towarzysz — Woda te-
go kawałeczka lodu zamarzła prawdopo-
dobnie w epoce, kiedy jeszcze nie było czło-
wieka na Ziemi.
A. Szachów Na różnych
szerokościach geogralicz-
nych. Wyd. li. Wydawnic-
two MON. Warszawa 1952,
s. 76—96
109
1
37 DO TAJGI PO SZYSZKI
Mo-
।
Ale
taka
nad Obią jest
leń świerka i jodły zaczęły przenikać
Tajga niedaleko Bracka. Dorodne strzeliste sosny lubią światło i dlatego nigdy nie tworzą gęstwiny
Im dalej, tym las stawał się mroczniejszy
i bardziej gęsty. Było trudno przedzierać
się, więc od czasu do czasu zatrzymywa-
liśmy się. Wówczas ogarniała nas martwa
cisza: mnie, mieszkańcowi środkowej stre-
fy ZSRR, ta martwota wydawała się dziwna.
Ani śpiewu ptaków, ani skaczącej wiewiór-
ki, ani jakiegokolwiek innego zwierzęcia.
My też poddaliśmy się milczeniu lasu, a na-
wet zawsze wesoły i rozmowny Misza szedł
milczący. Przewodnikiem był Andrej, miesz-
kaniec tajgi, który od dziecinnych lat towa-
rzyszył ojcu na polowaniach, posępny,
zamknięty w sobie wytrwały i odważny
młodzieniec.
— A czy ty dobrze nas prowadzisz? —
rzekł z powątpiewaniem Wania.
— Naturalnie — odpowiedział Andrej
idąc w dalszym ciągu przed siebie z taką
samą pewnością
Wkrótce las się zmienił. W posępną zie-
j inne
110
gatunki: wyjrzała strojna w swym jesien-
nym ubiorze jarzębinka, dwie—trzy czerem-
chy, nachylała się wierzchołkiem cienka
brzózka. Pod nogami już nie chlupało wi
docznie okolica była wyższa — drzewa wy
stępowały coraz rzadziej, pogmatwany as
skończył się i przed nami rozpostarł się zu^
pełnie nowy widok Wysokie, proste ce ry
wyparły gładkimi, wielkimi pniami inne ga
tunki tworząc w lesie jak gdyby
cedrową. Ich konary i gałęzie, zaczynają^
się bardzo wysoko nad ziemą, były s
odziane w puszystą zieleń igieł. P°CZ3
wo wziąłem te drzewa za sosny, ale
rzawszy się uważnie kolorowi pnia i
kości igieł, przekonałem się, że mam P
sobą cedr. x4’chat
— A gdzie szyszki? — zapyta*
zwracając się do Andreja. ^j.
Andrej w milczeniu wskazał w g r\nął.
sza podniósł głowę i wyraziście
Istotnie, szyszki były wysoko. [—]
Przecież to dopiero skraj lasu. Poszukamy
dalej.
Weszliśmy w głąb lasu cedrowego. Jego
czystość i wysokie, proste pnie z rozgałę-
zioną zielenią koron w górze pieściły oczy.
Ale opadłych szyszek było mało Nasze wor-
ki zwisały prawie puste. Nagle Misza przy-
śpieszył kroku i zobaczyliśmy, że często się
schyla — widocznie natrafił na dużą ilość
szyszek. Po chwili byliśmy obok niego. Rze
czywiście, pod ogromnym, starym cedrem
usiany był cały dywan z szyszek. W tej
chwili wydostaliśmy nasz duży worek, po
upływie kilku minut był już pełny, opar w
szy go o pień drzewa zaczęliśmy napełniać
drugi; napełniliśmy go już do połowy, g Y
nagle spadl na nas istny deszcz szysze
jący mocno po plecach Misza krzyknął o
skakując w bok i jakby w odpowiedzi
jego krzyk rozległo się z góry głośne pory
kiwanie. Podnieśliśmy głowy i na chwilę za-
marliśmy. W górze na grubym konarze
dział niedźwiedź. Rozgarnąwszy gałęzie
wsunął pysk między zieleń cedru i z wy-
raźnym oburzeniem patrzył na nas kradną-
cych jego szyszki Zerwaliśmy się z miejsca
lżej niż puch i drapiąc sobie o gałęzie twa-
rze i ręce zaczęliśmy uciekać. Oprzytomnie-
liśmy, kiedy byliśmy juz daleko Nic nie
zakłócało ciszy leśnej; było oczywiste, ze
nie mieliśmy za sobą pogoni.
— To rozumiem — zaśmiał się Misza —
A ja się zastanawiałem dlaczego to tylko
pod jednym drzewem leżą szyszki? (...]
Kiedy wydostaliśmy się już na gościniec,
dopędził nas ojciec Andreja powracający
skądciś próżnym wozem. |.„]
— No jakże? Piękna nasza tajga? — spy-
tał mnie — Podobała się?
— Nie. Wilgotno, las zanieczyszczony,
wszędzie suchodrzew. Nasze lasy pod
skwą są ładniejsze. Tylko cedrowy las
ładny.
— Tak. Tajga
.
Tajga nad Janą. Duża część tajgi jest podmokła, bez dróg. Latem grzęźnie się w torfiastym podłożu
i ślady stóp ludzkich szybko zanikaję
stoją w niej po pas kudłate i proste — i ką-
pią się w niej. Później woda spłynie, pozo-
stawi ił, a im jest przyjemnie. Między świer-
kami i jodłami gnieżdżą się wszelkie krze-
wy porzeczki, maliny, aż strach, ile tam
tego: Pnącza, brzozy — ani przejść, ani
przejechać.
— A czy tajga Wschodniej Syberii jest
tak samo martwa, jak ta? Ani ptaków, ani
zwierząt? — spytałem.
— Martwa? Nie, tajga me jest martwa
ani tu, ani tam, ona tylko wydaje się taka
Ptactwa nie doliczy się w mej, a grubszego
zwierza jest jeszcze więcej. Tylko, widzicie,
i ptaki, i zwierz gruby ciągną ku skrajom
lasu i ku polanom.
— A jakież to skraje? W tajdze jest ich
niewiele.
— Otóż, co do tego, to się bardzo myli-
cie Cóż, myślicie, że tajga ciągnie się zwar-
tym pasem? Nie. Zwarty las rzadko gdzie
bywa Wszędzie co 10—15 km spotyka się
duże bagna pokryte mchem albo łąki nad-
rzeczne lub nadjeziorne, albo tundry poło-
żone na wysokich miejscach, albo wreszcie
po prostu wysokie pasma skalne. Otóż tam
trzyma się w pobliżu i dzikie ptactwo i gru-
by zwierz Chociaż są w lesie, ale zarazem
blisko brzegu
Znowu umilkł nagle, jakby pochłonięty
wspomnieniami, dodał — Ech, bywało do-
brze! Rozpalało się ognisko, wypatroszalo
się zaraz kaczuchnę i oblepiało ją wraz
z piórami cienką warstwą gliny.
— Z piórami? Po co?
— A ot, posłuchajcie Oblepisz — i do
ziemi pod ognisko Tymczasem nabierzesz
w imbryk albo w kociołek wody z Wiluja
i narychtujesz ją nad ogniskiem. Ogień po-
trzaskuje. Siedzisz dookoła — pięknie,
a powietrze to już takie, że drugiego po-
dobnego nie znajdziesz. Sosna, jodła, cedr,
świerk — każde po swojemu pachnie.
A oto, patrzysz i woda już gotowa. Zdejmu-
jesz kociołek, przesuwasz ognisko na bok
i wygrzebujesz kaczuchnę. Cała glina po-
pękała. Zaczynasz ją oddzielać, a z nią od-
chodzą wszystkie pióra, przylepiły się do
gliny. A soczystość cała pozostaje w mięsie.
Żadna gospodyni tak nie upiecze. Najesz
się i patrzysz, a już wabią cię pyszne jago-
dy. Echl Nie umierać! Nie będę sobą, jeśli
jeszcze choć raz tam nie pojadę.
S W Czefranow, E. F Jó-
zefowicz, W A Rausz: Opo-
wiadania geograficzne. War-
szawa 1953, Nasza Księgar-
nia, s. 241—244.
gdybyście trafili nad Lenę! To dopiero taj-
ga! Tam jest modrzew. Co prawda, bardziej
ku północy jest on drobniejszy, ale za to
w kierunku Olekmińska drzewa mają 1,5 m
średnicy i do 27—30 m wysokości. Drzewo
w drzewo — do wyboru. Drewno twarde —
siekiera go nie bierze. Zdarza się i taki ka-
wałek, który tonie w wodzie — doprawdy!
Taki las stoi sobie 200—300 lat i chyba tyl-
ko wiatrowi się kłania.
— Daleko tam bywaliście?
— Uch! Przemierzyliśmy całą tajgę.
W kierunku Witima — tam lasy są wy-
rośnięte! jak tam las bujnie rośnie! Tam
mieszają się w nim wszelkie gatunki: olcha,
brzoza, topola, osika. Przejść wprost przez
las — nie ma żadnej możliwości Musisz iść
ścieżkami albo śladami zwierząt, inaczej
112
w żaden sposób się nie da. Pomilczał trochę
i znów przemówił. — Przecież każde drze-
wo lubi co innego. Powiedzmy modrzew,
szczególnie daurski, ten lubi słońce, dąży
do niego, bez silnego światła nie może żyć.
Najwięcej spotyka się go na suchych grzę-
dach i pagórkach. Nie znosi wilgoci, od ni-
zin i rzeczek stroni, boi się wody i z wielu
drzewami, powiedzmy, z brzózką, z topolą
żyje w przyjaźni. A oto sosna, ta trzyma się
bardzo osobno, tworzy czysty, jednolity bór
Na południe od Olekmińska jest jej też du
żo, ale najpiękniejsza jest w dolinie Wiluja
Na prawym brzegu Wiluja przeważnie wy
stępują żółte, lotne piaski. Tutaj właśnie
ona wolne życie. Nie bardzo też lubi niziny
Są to miejsca dla świerka i jodły. One
wody nie boją. Zaleje je wiosenna wo a
8 — Na wielkim Udzie
113
33. KLIMAT JAKUCJI
Choć kraj ten rozściela się na przestrzeni
68° długości i 22° szerokości, ma jednak
klimat dość jednostajny Zima na całym ob-
szarze zaczyna się prawie jednocześnie.
Na północy łagodzący bądź co bądź wpływ
Oceanu Lodowatego opóźnia jej pojawienie
się; na południu znów wysokie nad poziom
morza wzniesienie lądu przyspiesza jej na-
stąpienie W początkach września cała krai-
na zaczyna stygnąć i podmarzac, a w poło-
wie października powleka się jednolitym
całunem śniegu, który juź nie ginie (...)
Lecz nigdzie zima nie jest tak okrutna, nig-
dzie temperatura nie spada tak nisko, jak
w Wierchojańsku. Tam na stokach gór, w
dolinach zakrytych od południa, a otwar-
tych na północ, wznosi się tron podbiegu-
nowej zimy, tam zjawiska jej dosięgają ze-
nitu. Ciemno, cicho, sucho i lodowato. Mija-
ją tygodnie bez żadnych zmian. Noce wy
dłuzają się i ukrócają niespostrzeżenie.
wciąż te same gwiazdy i księżyc jarzą siQ
nad śniegami, słońce nie wschodzi
wschodzi na chwilkę, zimne, mdłe i sP*eS^
schować się wśród ciemnych mroźnych
manów Wiatry drzemią. Czasem P°W^0
lekki miejscowy sałgyr, na szczęście bar
słaby i nietrwały, gdyż inaczej lasy
przez mrozy na kryształ prysłyby Pocl
tchnieniem jak szkło i zwierz w najciep
sze odziany futro zginąłby niechybnie. Zmia-
ny temperatury następują nieznacznie i zi-
mno dnia nie różni się prawie od zimna
nocy. Nic się nie ruszy, nie zadźwięczy;
ptak nie przeleci; wszędzie białość i spokój
marmurowej kostnicy. Nawet sklepienie
nieba wydaje się utoczone z lodu, tak jest
przejrzyste i blade. [...]
Powietrze wydaje się zupełnie nierucho-
me i tylko drgnięcia pękającej od mrozów
ziemi są w ciągu długiego czasu jedynymi
ruchami wstrząsającymi zmartwiałą przy-
rodę, a barwne zorze wschodu i zachodu
jedyną jej krasą. Za kołem biegunowym,
gdzie słońce czas jakiś nie wznosi się zupeł-
nie nad horyzontem, te zorze zastępują
dzień. (...)
Do właściwości tutejszej zimy zaliczyć
Jakucja to w znacznej mierze kraj górzysty
115
" ypada zwiększone przewodnictwo dźwię-
ków; z odległości paru wiorst już łatwo
usłyszeć można skrzyp sań, kroki i głosy
W noce, szczególnie mroźne, lecą w prze-
stworza nieuchwytne — tajemnicze szmery,
które Jakuci nazywają „szeptem gwiazd”
(Kołymsk, 1883 r.J. (...)
W zimie polowanie zupełnie ustaje.
Wprawdzie Jakuci północnych płaskowyży
stawiają łuki-samostrzały w tym właśnie
czasie na lisy, ale w największe zimna, na-
wet ci dobrze odziani drapieżnicy niechęt-
nie się włóczą i nie wpadają w pułapki. Ry-
bołówstwo przerywa się, gdyż ryba śpi pod
lodem w mule, w głębokich odmętach. Wszę-
dzie cisza i nieruchomość zaklętego państwa
(zimy), (...)
Lato jakuckie w pierwszej połowie jest
114
Radneck.3 stacja badawcza za kołem podbiegunowym północnym
suche i skwarne. W ciągu czerwca, często
i lipca pada zaledwie parę deszczów, a cza-
sem nic nie pada zupełnie. Tymczasem pa-
nują prawdziwe afrykańskie upały. Termo-
metr w cieniu wskazuje nieraz +30°, a na-
wet + 37®C. [.. ] Noce krótkie, trwają za-
ledwie parę godzin; temperatura opada do
— 3C 4-4°, a często nawet do zera Nie ma
tez roku, aby lato upłynęło bez niespodzie-
wanego wśród największych upałów przy-
mrozku (...]
Roślinność jakucka rozkwita w całej pełni
w początkach lipca. Gdyby wówczas można
było z góry ogarnąć wzrokiem krainę, WY*
dawałaby się ciemnozielonym kobiercem
od gęsto pokrywających ją lasów. Las, prze-
ważnie modrzewiowy, rośnie wszędzie.
Opracowane na PodstdJJ'*
W. Sieroszewski DwanaW
lat w kraju Jakutów W
la, T XVII Kraków •
Wydawnictwo LHeracu’*
s. 31. 41, 64
^p'T
19. BADACZ ŚWIĘTEGO MORZA — BENEDYKT DYBOWSKI
Po upadku powstania styczniowego 1863
roku wielu jego uczestników zostało zesła-
nych przez rząd carskiej Rosji na długo-
letnie zesłanie lub ciężkie roboty na Sybe-
rię.
Było wśród nich wielu wybitnych uczo-
nych i podróżników Na terenach prawie
dotąd nieznanych Europejczykom przepro-
wadzali badania i organizowali pionierskie,
wymagające nadludzkich wysiłków, od-
krywcze wyprawy.
^kład naukowy Polaków w zbadanie Sy-
berii jest ogromny Mówią o tym liczne
nazwy geograficzne związane z imionami
najwybitniejszych z nich, a szczególnie
Aleksandra Czekanowskiego, Jana Czerskie-
go i Benedykta Dybowskiego oraz jego wie-
loletniego współpracownika w badaniach
Bajkału — Wiktora Godlewskiego.
Rząd Radziecki pragnąc uczcić zasługi Be-
nedykta Dybowskiego (1833—1930) nazwał
jego imieniem naukową stację hydrobiolo-
giczną, którą zbudowano nad brzegami Baj-
kału w latach 1930—1933. [Oprać. I. B.)
♦
W lutym 1864 roku za Benedyktem Dy-
bowskim zamknęła się brama cytadeli war-
szawskiej.
Po wielu miesiącach męczącego śledztwa
117
116
Bajs-al — najgłębsze jezioro światu Otaczają go wysokie góry. Różnica między najwyższymi szczytami
tych c >r ; największą głębią wynosi około 3 kilometrów W rejonie Bajkału często zdarzają się trzęsienia zie-
zapad! wyrok, kara śmierci zamieniona
w ostatniej chwili na 12 lat katorgi.
Warszawę opuścił 10 sierpnia 1864 roku
w 50-osobowej grupie zesłańców Podróż
trwała do wiosny następnego roku. Przeby-
to 8 tysięcy kilometrów rożnymi środkami
lokomocji, koleją, kibitkami i pieszo. | .]
Młody uczony nie tylko nie załamał się
w ciężkich warunkach katorgi, ale podjął
ogromny trud zbadania mało wówczas zna-
nej fauny i flory syberyjskiej. Po dniu cięż-
kich robót znajdował jeszcze dość siły, żeby
zbierać rośliny, łowić i preparować ptaki.
Swoje cenne zbiory sobie tylko wiadomymi
drogami w^ysyłał do kraju.
Po trzech latach katorgę zamieniono na
zesłanie Mając większą swobodę mógł te-
raz całkowicie poświęcić się pracy nauko-
wej.
„Swdęte morze” — Bajkał, najgłębsze je-
zioro świata, pełne tajemnic i legend, oko-
lone łańcuchem potężnych gór |. 1 Niewiele
podówczas wiedziano o tej olbrzymiej masie
wód o powierzchni 34 tys. km2. Badania do-
konane przez różnych podróżników wy-
dały się Dybowskiemu powierzchowne, nie
oparte na poważnej podstawie naukowej
Szcźegolne wątpliwości Wzbudziło w nim
twierdzenie, jakoby poza rybami nie hyło
w Bajkale żadnych innych żyjących orga
nizmów zwierzęcych Stąd na pewnym P°*
stoju etapowym zrodziła się myśl zbadania
Bajkału.
Dybowski wiedział, że porywa się *
przedsięwzięcie ryzykowne, ale była 1°
tura, która nie tylko łatwo zapalała się
nowych badań i odkryć, ale przy ich do ।
nywaniu nie szła na żadne kompromisy
Osiedliwszy się w Kułtuku Dybowski i 1
118
go przyjaciel, Godlewski, przystąpili do pra-
cy. '
Był to grudzień 1868 roku Bajkał był
ścięty lodem „Powierzchnia cała — jak czy-
tamy we wspomnieniach — jak okiem
sięgnąć była gładka tak, ze lod miał wygląd
kryształowej płyty. |...| Na te gładkie prze-
stwory puściliśmy się z rana przy jasnej,
cichej pogodzie Dno występowało z całą
dokładnością, jakby było prześwietlone od
spodu Czasami zdawało się, ze jakimś cu-
dem stąpamy po powierzchni nie zamarznię-
tej, jak gdybysmy me byli oddzieleni od
niej żadną twardą przestrzenią."
Pod lodem żył Bajkał. Burzył się, bunto-
wał, usiłując zrzucie z siebie zimową powło-
kę O taflę lodową z ogłuszającym hukiem
wściekle tłukły się fale. „Rzadko kto wy-
trzymuje tę kanonadę — opowiada Dybow-
ski — Trwa ona nieustannie to wzmacnia
się i imituje wystrzały armatnie, to przyci-
cha, a wtedy daje się słyszeć jakby daleki
gruchot karabinów, [ ] niespodziewanie wy-
bucha | | strasznym gromem, podobnym
do pęknięcia granatu lub bomby."
Już pierwsze obserwacje pozwoliły roko-
wać wielkie nadzieje. „Okrywszy głowy nie
przepuszczającą światła zasłoną, zbliżyliśmy
się do lodu To, cosmy zauważyli, napełniło
nas radością "
Badania Bajkału wymagały niezwykłego
hartu Dybowski i jego towarzysz tygodnia-
mi całymi zmuszeni byli przebywać na je-
ziorze podczas srogiej syberyjskiej zimy
nocując na saniach Kilofami wyrąbywali
przeręble i przy pomocy prymitywnych na-
rzędzi własnej konstrukcji wydobywali
z głębin jeziora coraz to nowe, nieznane
dotąd gatunki ryb, kiełzy i innych zwierząt
słodko- i słonowodnych Fauna bajkalska
stała się tematem kilku rozpraw Dybowskie-
go, w których uczony, na podstawie zebra-
nych okazów, udowodnił istnienie w jezio-
rze różnorodnego i oryginalnego świata
zwierzęcego.
Udało się też Dybowskiemu rozwiązać za-
gadkę małej rybki bajkalskiej, zwanej goło-
Ucncdykl Dybowski w roku 1883
do
zagadnień
się wyłącznie
mianką Dawniejsi badacze stwierdzili, że
w pewnym okresie fale jeziora wyrzucają
na powierzchnię tysiące martwych ryb
Przypisywano to trującym właściwościom
gazów na dnie Bajkału Polski uczony
słusznie rozumował, że gdyby przyczyną
smęcia ryb były gazy, ofiarą ich musiałyby
pasc nie tylko gołomianki Wytrwałe obser-
wacje dały wyniki rewelacyjne Okazało
się, że gołomianki należą do gatunku ryb
zyworodnych, które po wydaniu potomstwa
natychmiast giną. Odkrycie Dybowskiego
było wielkim sukcesem naukowym Nic
więc dziwnego, że napisał w swoim dzien-
niku: „Gołomianka, chluba Bajkału i moja"
Badania nad fauną Bajkału przyniosły
uczonemu sławę. Nie poprzestaje na tym.
Penetruje dorzecza Amuru i Ussuri, a po
uwolnieniu z zesłania, już jako wolny czło-
wiek organizuje wyprawę na Kamczatkę
Działalność Benedykta Dybowskiego nie
ograniczała
119
Oryginalny widok Bajkału z „groty" pokrytej soplami. „Grotą" jest statek „Wereszczagin" specjalnie przy-
stosowany do naukowych badan jeziora w okresie zimy
ściśle naukowych. Prace badawcze nie prze-
słaniały mu żywego człowieka Przeciwnie,
zbliżały go do ludzi, każąc stanąć w obro-
nie ginących plemion Kamczadalów i Ko-
daków * Dybowski zakłada szpitale dla
trędowatych, rozdaje lekarstwa, uczy
ogrodnictwa i uprawy roli, aklimatyzuje
woły, kozy, króliki — stara się dopomóc
ludności w walce z surową przyrodą. Może
najcelniej scharakteryzował jego d°r0^
profesor Jerzy Smoleński, obszerny arty
poświęcając „Człowiekowi, który Pr^ez 1111
łość dla Polski potrafił kochać świat
•Jadwiga Chudzikowska i
Ja ster: Ludzie wielkiej
przygody Warszawa I9S>
Wiedza Powszechna. *
241—254.
40. NA DIAMENTOWYCH POLACH
Gdy udaję się na lotnisko, niebo jest jesz-
cze pełne gwiazd. Dobry to znak. Prawdo-
podobnie pogoda nie zawiedzie i jeszcze dzi-
siaj będę jadł obiad w Mirnym.
W Mirnym I Przed niewielu laty nie istnia-
ło nawet takie pojęcie geograficzne...
To zagubione wśród tajgi nowe miasto sy-
beryjskie powstało niedawno. Lasy, bez ro
ża, wieczna zmarzlina, błota — długo bro
niły tajemnicy tych stron. Nawet śmia i
myśliwi syberyjscy zaglądali tu nadzwyczaj
rzadko.
Niegdyś założycielami pierwszych mias
syberyjskich byli kozacy Jermaka, a późnie]
Beketowa i innych. Dzisiaj, często są nim
geologowie. Ich odkrycia bowiem decyc ują
w wielu wypadkach o budowie nowyc y
beryjskich ośrodków. Oni też stawia i u
damenty pierwszych domów Mirnego
wego miasta radzieckiego w JakucKiej
Autonomicznej Socjalistycznej Republice
Radzieckiej. Właśnie tu odkryto diamenty.
Kimberlitowy * komin w Mirnym okazał się
jednym z najbogatszych diamentowych złóż
na świecie [...]
— „Diamentowe łowy" — opowiadała
Katia — rozpoczęły się w północno-zachod-
niej Jakucji na krótko przed wojną. Grupy
geologów * przemierzały dzikie i trudno do-
stępne okolice... Kimberlit nie zalega bynaj-
mniej w przyrodzie, tak jak wręgiel czy ruda
żelaza. Na ogół minerał ten wypełnia głę-
bokie, dochodzące nieraz do tysiąca i więcej
metrów kominy o dość regularnej formie,
najczęściej elipsy o przekroju 50—800 me-
trów. Często kimberlitowy komin przykryły
jest grubą wrarstwą torfów7 Tak, znaleźć
kimberlitowe złoże w morzu tajgi, wśród
bezdroży, bagien i walecznej zmarzliny nie
jest latwro...
121
120
zło-
z ogromną szybkością pornię-
NAJriERW WIERCI SIĘ DZIURĘ
,e-n- .• . hir- rii 'wych labryk w Mirnym Tułaj odbywa się proces oddzielania diamentów od kiniberhiu
Wiesław Iwanicki Złoto
i diamenty Jakucfi War-
szawa 1965, PZWS, s 40—
M1RNYJ
Budowę Mirnego rozpoczynano w nie-
zwykle trudnych warunkach. Miasto rozcią-
ga się bowiem na terenach objętych wieczną
zmarzliną Jeśli u nas ziemia zamarza do
metra głębokości, to tu na Północy, nawet
w okresie szczególnie upalnego lata, najwy-
żej na metr odmarza Dalej, setki metrów
w głąb, jest ona od tysiącleci zlodowaciała
Jeśli teraz na gruntach objętych wieczną
zmarzliną postawi się nieumiejętnie dom,
czy tez położy trwałą nawierzchnię ulicy,
to grunt zacznie się stopniowo ocieplać i ta-
jać. a dom zapada się i krzywi, zaś w na-
wierzchni ulicy tworzą się leje i rozpadliny.
W takiej sytuacji domy trzeba budować
bądź na palach lub na gruncie uprzednio od-
mrożonym Nawierzchnie ulic natomiast
trzeba budować na specjalnych „podusz-
kach". Układa się najpierw coś w rodzaju
grobli z kamienia, drewnianych bali, gałęzi,
następnie przykrywa się to mchem i znowu
miasto
pierwszy
się
się
122
Fragment miasta
tajga rozwinęło
] śnlst
rozP31'1
Czerni szew sk nad rzekg
kilkutysięczne
warstwą kamieni, gałęzi, bali. Teraz dopiero
można przystąpić do układania trwałej po-
wierzchni.
Jednym z najstarszych mieszkańców Mir-
nego, jest naczelny inżynier diamentowego
(zjednoczenia przedsiębiorstw) Jakutoal
maz — Zelabin Przybył on tu w lutym
roku, kiedy to w Mirnym stał tylko je en
jedyny dom geologów—zwiadowców ).-|
— W lecie 1956 roku — (opowiada) Po-
rzuciliśmy Leną do Muchtuji zaopatrzy
sprzęt, maszyny... W lutym 1957 ro'u
biliśmy obóz w Mirnym. Przez tajgę P
bita została zimowa droga, która
Mirnyj z Muchtują. W ogóle budowa^^
była zadaniem nr 1 i wcale niea
Grunt jest tu niepewny Wieczna zrn^arst^'
Trzeba było najpierw układać
drewnianych bali, kamienie...
w namiotach. Mrozy dochodziły _ ,njsZ
dziesięciu stopni. Spisz w wor u
zęby ktoś obudził
ogień w piecu...
— Przybywali wciąż nowi ludzie Ze
tych pól Jakucji, a także z Moskwy I Lenin
gradu Zwróciliście być może uwagę że
jedna z ulic naszego miasta nazywa sle
Moskiewską, inna znowu otrzymała nazwę
Jakuckiej Budowały je właśnie brygady
przybyłe z tych miast. ’ r
Niełatwe były narodziny nowego sybe-
ryjskiego miasta Niemało harlu i samoza-
parcia musieli wykazać ludzie, którzy pod-
jęli się tego zadania (...)
Nawet nie zauważyłem, kiedy przybyliś-
my na diamentowe pole W zasadzie nie
różni się ono niczym od kopalni żwiru czy
piasku Ma formę elipsy 350 m szerokiej
i 450 m długiej Cały obszar diamentowego
pola oznaczony jest chorągiewkami Ludzi
nadzwyczaj mało Wiele za to rozmaitego
sprzętu — mechaniczne wiertła, koparki,
dziesiątki wielkich samochodów-wywrotek,
lat temu porastała
20
miejscu, yd/ic
WilnJ w Jakucji. W
kursujących
dzy kopalnią a fabrykami Proces wydoby
cła jest bardzo prosty Najpierw w zielonka-
wo-niebiesko-żóltym kimberlicie wierci się
otwory, zakłada ładunek wybuchowy Te-
raz mogą przystąpić do pracy koparki
Urobek ładuje się na samochody, które
dzień i noc odwożą go do fabryk
Diamentowy komin w Mirnym sięga
1200 m w głąb ziemi. Ale przynajmniej przez
najbliższe lata złoże to będzie eksploatowa-
ne metodą odkrywkową Odkrywkę zamie-
rza się w Mirnym prowadzić az do głębo-
kości 240 m Gdy możliwości stosowania tej
metody zostaną wyczerpane, wówczas po-
wstaną prawdopodobnie kopalnie podziem-
ne. Ale to nic nastąpi tak szybko. Na razie
kimberlltu jest pod dostatkiem, niemal na
powierzchni ziemi
200 km
Budowa elektrowni w Bracka. Fundamenty tamy są głęboko osadzone w dnie rzeki
w głowie. Całą uwagę zajął mi olbrzym,
który o 200 metrów przed nami spinał brze-
gi Angary.
Znaleźliśmy się przy brzegu. Silnik ucichł
41. W TAJDZE ZABŁYSŁY ŚWIATŁA ELEKTRYCZNE
Silnik motorówki powarkiwał donośnie,
jechaliśmy więc prawie nie rozmawiając.
Kiedy motorówka wychyliła się zza zakrę-
tu, zaniemówiłem zupełnie. Dwa wysokie
brzegi Angary spinała betonowa klamra gi-
gantycznej zapory
Wyobraźcie sobie... Wśród tajgi płynie
Angara. Potężna rzeka, szeroka. Z jednego
brzegu na drugi — prawie kilometr. I oto
w poprzek rzeki wyrasta z jej dna wielka,
betonowa ściana Wysokość tej ściany wy-
nosi 127 metrów, czyli mniej więcej tyle, co
40-piętrowy drapacz chmur. Z jednej stro-
ny zapory — tam, skąd płynie rzeka — zbie-
ra się przyszłe morze. Z drugiej — u stóp
zapory — gmach wielkiej elektrowni, w któ-
rej spadająca woda porusza turbiny rodzą-
ce elektryczność.
— A czy wiesz, ile betonu zuzyto do zbu-
dowania tej zapory? — Tola zatrąbił mi pro-
sto w ucho — 5 i pół miliona metrów sześ-
ciennychl No, oblicz sobie gdyby z takiej
ilości betonu zbudować ścianę o wysokości
2 metrów i grubości pół metra, połączyłaby
nasz Brack z twoją Warszawą. Zgadza się?
Tola z tym obliczeniem na pewno miał
rację, ale mnie teraz nie rachunki były
Irkucka Elektrownia Wodna — pierwsza na
Szumiała tylko woda przelewająca się przez
upust zapory. I właśnie teraz inżynier
dotworcew odkrył przede mną tajemnicę
dowy tego syberyjskiego giganta.
Angara ma w Bracku wysokie skaliste
brzegi. Między tymi brzegami mia a
zapora. Ale jak pokonać potężną rze ą
zwyczaj na czas budowy jakiejś zap0^
pie się kanał, którym rzeka opływa u ow
Tu nie można było wykuć kanału w s
Radzieccy inżynierowie — po raz pień
w świecie — wykorzystali do pomocy
Najpierw zaatakowano Angarę o pr
go brzegu. Wyjechały na lód maszyn} *
częto w angarskim lodzie wycinać
ręble o wymiarach 8 m X 10 m- °
ciu od zwartego lodu każdą taką pY
sadzano w powietrze. A zimą gru
dochodzi do 3 m. .. na
Wycięto 42 takie wielkie prze ę
połowie rzeki. Potem zrzucono w n
me z piaskiem i [innymi skałami]. Skrzynie
osiadły na dnie i zaczęła powstawać prze-
groda. Usypano wał (...) W roku 1960 cala
Angara była już przegrodzona, a w roku
1961 jesienią — z brackiej elektrowni wod-
nej popłynął pierwszy prąd.
U stóp wielkiej zapory stoi elektrownia.
Przez 20 turbin przewala się masa wody.
Woda porusza turbiny * generatorów *, ge-
neratory tworzą prąd. Każdy z tych turbo-
generatorów mógłby być samodzielną, wiel-
ką elektrownią. W Bracku cała dwudziest-
ka pracuje razem. Ich łączna moc wynosi
4500 MW (1 MW = 1 milion watów).
Gdyby zbudować wielką drogę z Ziemi
na Księżyc, a przy tej drodze ustawić co 10
metrów latarnię, na każdej latarni zaś za-
wiesie żarówkę stuświecową — to całą tę
gigantyczną ulicę mogłaby oświetlić jedna
elektrownia w Bracku. [...]
— Tylko powiedzcie, czemu aż tak dale-
124
125
ko od Bajkału zagrodziliście Angarze drogę?
Przecież z Bracka do jeziora ponad 500 kilo-
metrów.
Inżynier Cudotwórców zmarszczył brwi
ze zdziwienia.
— Jak to? Zapomnieliście o irkuckiej za-
porze?
— A rzeczywiście! — ożywił się Tola. —
To od tego szumu wody człowiekowi w gło-
wie się myli.
— No to pamiętajcie o tej irkuckiej, pa-
miętajcie o brackiej i przygotujcie waszą
pamięć na nowe angarskie elektrownie, bo
ma ich być jeszcze cztery, czyli razem pół
tuzina.
— To Angara będzie teraz wędrować do
Jenisjeja po betonowych stopniach — przer-
wałem inżynierowi.
— Tak, po betonowych stopniach ogrom-
nych zapór. A jak już się połączy z Jenisje-
jem, razem będą pracować, bo na Jeniseju
powstają jeszcze potężniejsze elektrownie
wodne. [...]
Kiedy wieczorem wyszliśmy z domu, nad
Brackiem ciemniał już zmierzch, a granica
między granatowym niebem i ciemnozielo-
ną tajgą zatarła się. Tylko od strony zapory
jaśniało coś jakby zorza — to potężne re-
flektory oświetlały pracę trzeciej
montażystów. [...] zniiajiy
Usłyszałem wiele o przyszłości
czyli o tym, co będzie już niedługo
nowym syberyjskim mieście.
Bracka,
* lvm
— Przede wszystkim elektrownia wodn
Dzięki niej zbudować będzie można d-*
wielkie fabryki. Bracka huta aluminium b'"
dzie dawać tyle cennego surowca,
w 1960 roku dawały wszystkie radzierku
huty aluminium.
— Zanotowałem sobie: GIGANT!
— Już obecnie rozpoczęto w Bracku bu-
dowę kombinatu drzewnego. To właśnie sy-
beryjska tajga będzie dla niego surowcem
Rocznie będzie się tu przerabiać 4 miliony
metrów sześciennych drewna. Powstanie
z tego papier, karton i wyroby chemiczne
Zanotowałem sobie: KOLOS!
— Nasza elektryczność będzie poruszała
także ogromną kopalnię rudy zelaza w po-
bliżu Bracka i wielką hutę, z której popły-
nie stal.
— Zanotowałem sobie: SKARBY!
Ma :iej Zimiński Osiem
dni w krainie nicdiwiedn
Wcrszawa 1964, Nasza Księ-
garnia, s. 34—37, 39—41.
42. SYBERYJSKIE ROLNICTWO
Nie wszystkie obszary Syberii nadają się
pod uprawę Są obszary, na których z
na długie zimy i niezwykle ostre, nierza
50-stopniowe mrozy, uprawy nie udają się
Ale Syberia to ogromna kraina ą «
i cieplejsze strony. Na wie
zwłaszcza w Kraju Ałtajskim, a
południo-zachodzie Kraju Krasno jars
można osiągnąć w rozwoju ro n
zwłaszcza jeśli chodzi o uprawę z o ,
i w hodowli — bardzo dobre wyniki, l-l
Na milionach hektarów, wśród
nych nigdy stepów wyrosły n0VL d_
socjalistyczne gospodarstwa ro ne dzie_
ko są to gospodarstwa o obszarze
sięciu tysięcy hektarów ziemi orne ,
cząc pastwisk. W naszych w*run ókolo
państwowe gospodarstwo ro ne _
tysiąca hektarów, uważane jes z
beryjski sowchoz (odpowiednik naszego
PGR), który ma dziesięć tysięcy hektarów
ziemi ornej, uważany jest za mały, a jeśli ma
dwadzieścia tysięcy hektarów, za przecięt-
ny Opowiadał mi kiedyś przyjaciel, który
mieszka w Ałdanie, w centrum jednego
z najbardziej złotonośnych rejonów Syberii,
ze w czasach jego młodości, w latach dwu-
dziestych, gdy dopiero odkryto ałdańskie
złote pola, wówczas warzywa, np. ogórki,
sprzedawano tu dosłownie na wagę złota
Na jedną szalę kładło się ogórek, na drugą
sypało złoty piasek... Obecnie Ałdan Jest na-
leżycie zaopatrzony w warzywa dzięki
ogromnie rozbudowanej sieci cieplarni. Sy-
beria, która dawniej dotkliwie odczuwała
brak zbóz, jest dziś, obok Ukrainy, ważnym
krajowym obszarem upraw pszenicznych.
Osiągnięcie to jest następstwem zagospoda-
127
126
Sowchozy i kołchozy rozrzucone na olbrzymich przestrzeniach tajgi komunikują się ze światem glow
nic za pomocą samolotów 1 helikopterów
43 [IRKUCK LtZYJ NA SKRZYŻOWANIU
Na początku XVII wieku podbój zachod-
nlej Syberii byl już zakończony i weszła
ona w skład państwa rosyjskiego. Rozpoczął
się nowy etap rosyjskiej ekspansji na
Wschód. Jej głównymi bazami były wznie-
siona w roku 1618 warownia jenisejska,
a następnie jakucka, powstała w roku 1632.
Zaciężne oddziały z Jenisejska i Krasnojar-
ska docierały w górę Angary, ściągając da-
ninę z koczujących w tych stronach Ewen-
ków.
Jednak do „ziemi braci”, jak nazywano
w owym czasie tereny zamieszkałe przez
Buriat-Mongołów, nie udawało się im do-
trzeć. Trudną do przebycia na owe czasy
przeszkodę stanowił przegradzający Angarę
poroh * Szamański, uniemożliwiający żeglu-
gę dalej w górę Angary. Udało się to do-
piero setnikowi Beketowowi, który dotarł
do ujścia dopływu Angary — Oki (w okoli-
cach tych powstała Bracka Elektrownia
Wodna) i pobrał pierwszy jasak ♦ od „braci”.
W kilka lat później, w roku 1631, zbudowa-
na została warownia nazwana „bracką”
i oddziały kozackie zaczęły docierać coraz
dalej w górę Angary.
Pewnego letniego dnia 1652 r. przybiła
niewielka flotylla ostrodziobych, zwinnych
AZJATYCKICH DRÓG
kozackich łódek do płaskiego brzegu nie-
wielkiej wysepki na rzece Irkut. Na brzeg
wysypał się oddział uzbrojonych ludzi. Nie
tracąc czasu zaczęli oni rozbijać obóz.
Wkrótce na małej rzecznej wysepce wy-
rosło umocnione ostrokołem zimowisko.
Wysepka okazała się jednak miejscem
nieodpowiednim dla nowej syberyjskiaj
osady. Zalewały ją wiosenne wody, niepo-
koiły zwały kry lodowej. Buriat — mongol-
ska nazwa rzeki Irkut, co znaczy: niespo-
kojna, okazała się jak najbardziej uzasad-
niona. Zaczęto rozglądać się za innym, bar-
dziej wygodnym i bezpiecznym zakątkiem.
Wybór padł na równinne łąki na prawym
brzegu Angary, do której wpada rzeka Ir-
kut A w roku 1661 syn jenisejskiego boja-
ra, Jakunka Pochabow, dowódca owego od-
działu rosyjskich wędrowców, mógł donieść
carowi Aleksemu..., że naprzeciw rzeki Ir-
kut nową warownię stawia, bo miejsce jest
tu lepsze i wygodniejsze, tak na pastwiska,
jak dla rybołówstwa i wszędzie stąd jest
blisko...
Tam, gdzie przed trzystu laty pięćdziesię-
tnik Jakunka Pochabow założył otoczo-
ne ostrokołem zimowisko, rozciąga się dziś
jedno z najpiękniejszych i najważniejszych
rowania w Związku Radzieckim wielu mi-
lionów hektarów nowych ziem. W okresie
lat sześćdziesiątych na Syberii, w Kazach-
stanie 1 w rejonach nadwołżańskich założo-
no nowe socjalistyczne gospodarstwa rolne
na obszarze liczącym ponad 50 milionów
hektarów. Dla porównania: obszar użytków
rolnych w Polsce wynosi około 20 milionów
hektarów. [...]
Syberia tętni dzrś bujnym życiem. Zadzi
wia i zadziwiać będzie coraz częściej.
Wiesław Iwanicki Anga'«
X
szawa 1964, fz.vvj,
—22.
Zabytkowa zagroda w Irkucku.
Domy drewniane artystycznie
zdobione — zabudowa charak-
terystyczna dla dawnej Syberii
9 — N# wielkim lądzie
129
Irkuck Powstdj^ tu nowoczesne dzielnice mieszkaniowe
niegdyś dla Irkucka zabudowy. Zmusza ją
do stałego odwrotu i coraz mocniej przytła-
cza swymi kolorowymi wielopiętrowymi do-
mami i gmachami.
Wypiękniał, zazielenił się l ukwiecił plac
Kirowa. Weselsza, bardziej sympatyczna
stała się wzbogacona nowymi elewacjami
główna ulica miasta, ulica Karola Marksa.
Rozrosło się miasto dzielnicami jednoro-
dzinnych domków, które wyrastają tu jak
grzyby po deszczu. Przybył staremu Irkuc-
kowi nowy piękny akcent, bulwar Gagari-
na, zbudowany nad brzegiem Angary. Przy-
było miastu asfaltowych, nowoczesnych ulic
i ładnych sklepów. Przybyło neonow, ziele-
ni i kwiatów, nie ma letniego dnia, aby
setki mieszkańców miasta nie uczestniczyły
w pracy społecznej przy zazielenianiu mia-
sta.
Wędrując ulicami Irkucka odnosi się wra-
żenie, ze większość jego mieszkańców sta-
nowi młodzież. Ale to nic dziwnego, bo
w Irkucku jest 88 szkół i 7 wyższych uczel-
ni kształcących specjalistów sześćdziesięciu
różnych dziedzin. Między innymi — Insty-
tut Języków Obcych, wielowydziałowy Uni-
wersytet Irkucki oraz ponad 20 średnich
szkół technicznych. Prawie jedna trzecia
mieszkańców miasta to ucząca się mło-
dzież. [„.)
Irkuck jest również ważnym ośrodkiem
przemysłowym. Istnieje tu ponad 100 przed-
siębiorstw przemysłowych rożnego typu,
m in. takie kolosy jak Zakłady Budowy Ma-
szyn im Kujbyszewa, których produkcja
znana jest również w Polsce, a także w wie-
lu innych krajach Europy, Azji, Afryki oraz
Ameryki Irkuckie maszyny, obrabiarki
i różnego rodzaju sprzęt eksportowany jest
do kilkudziesięciu krajów.
Od kilku lat Irkuck jest również ważnym
producentem energii elektrycznej. W roku
1959 zakończono budowę wielkiej elek-
trowni wodnej, pierwszej na Angarze z sześ-
ciu projektowanych, które stanowić będą
tzw angarską kaskadę energetyczną [A
przed kilku laty wzniesiono drugą na Anga-
rze, Bracką Elektrownię Wodną.J
Wiesław Iwanicki Angara
jedynaczku Bajkału. War-
szawa 1964, PZWS, s. 22—30.
miast wschodniej Syberii — Irkuck. Juz
w roku 1682 otrzymał Irkuck prawa miej-
skie i stał się centrum okręgu O jego szyb-
kim rozwoju zadecydowało położenie. Wa-
rownia powstała bowiem na szczególnie
ruchliwym skrzyżowaniu dróg azjatyckich
prowadzących na południe — do Chin, na
północ — do Oceanu Lodowatego, na
wschód — do Oceanu Spokojnego.
W połowie XVIII wieku w związku z roz-
wojem handlu powstały w tym mieście
specjalne ośrodki nauki języka mongolskie-
go, japońskiego, chińskiego, mandżurskie-
go. W Irkucku organizowały się ekspedycje
udające się między innymi na Wyspy Ku-
rylskie, na Kamczatkę.
Do dziś Irkuck stanowi miejsce spotkań
poszukiwaczy syberyjskich skarbów, ludzi
śmiałych, ofiarnych, którzy nierzadko zna-
czną część swojego życia spędzają w tajdze
i w górach; wykształciły się irkuckie uczel-
nie i instytuty. j
Pler™szej wizyty w Irkucku
nip 1 °v 2 ldt ZdawałobY się, że okres
D d aky w mieście, niemłodym
ez, mogły zajść jakieś większe zmia-
ny. A jednak... w
Pogłębiły się przede wszystkim
między starym i nowym Irkuckiem. Ten
wy me jest jednak jakimś miastem o r
nym, powstającym niezależnie od star
Rozrasta się zarówno małymi grupami
woczesnych budowli, jak też i całymi °s^.
lami, wśród ulic starej, drewnianej, typ0
131
130
Rozdział II
W STEPACH I PUSTYNIACH AZJI
14. STEP USSURYJSKI
Niezwykły widok przedstawiają rozległe
przestrzenie pokryte bogatą roślinnością
trawiastą, stanowiącą tak zwany Step Us-
suryjski. (...)
Z niecierpliwością oczekiwałem końca
podróży po lesie (opowiada Arsjeniew).
Dziś — las, jutro — las, pojutrze — las i tak
wiele dni z rzędu. Przez cały czas wyrasta-
ją przed oczyma tylko drzewa.
I nagle las jakoś od razu się skończył wy-
jechaliśmy na wysokie, otwarte miejsce.
Wszyscy mimo woli ściągnęli cugle.
Dal niezmierzona, przestwór nieskończo-
ny... Gdziekolwiek padał wzrok, od samego
horyzontu ciągnął się nietknięty, nieorany
step. Patrzyłem jak oczarowany.
Wszystkie odcienie zieleni, od żółtawozło-
cistej do błękitnawej i szmaragdowej, ukła-
dały się na przemian Na zielonym tle jas-
krawymi plamami tryskały kwiaty tworząc
zgęszczenie błękitnego, czerwonego i żółtego
koloru; oto mignęła biała ścieżynka — czy
to może rumianki? — wygięła się i zlała
z żółtą plamą; a tam poruszyły się liliowo-
różowe kitki.
Wydawało się, że step jest zdumiewają-
cym kobiercem utkanym ręką wielkiego ar-
tysty, który umiał stworzyć niezwykły rysu-
nek jaskrawy, żywy, niepowtarzający się.
Kobierzec ten był w ciągłym ruchu. Przy naj-
mniejszym wietrzyku trawy zaczynały się
poruszać i pochylały się według woli wiatru
łagodnymi falami, które szybko przebiegały
zagarniając wciąż nowe grzędy trawy; fale
biegły w dal i ginęły gdzieś daleko za linią
horyzontu. [...]
Mnie, jako myśliwego, ciągnęło niepo-
wstrzymanie w step, pozostawiwszy resztę
towarzyszy wziąłem strzelbę i udałem się
z moim przewodnikiem Dersu w dół.
Od pierwszego kroku ogarnęły nas ze
wszystkich stron bujne trawy Były tak wy
sokie i tak gęste, że wydawało się, że czło
wiek w nich tonie.
Na dole — trawa, z przodu — trawa, z bo
ków — trawa, z tyłu — wszędzie trawa. Y
ko w górze błękitne — błękitne niebo. Y°
dawało się, że szliśmy po dnie trawias eg
morza. Wrażenie to stało się jeszcze si nie^
sze, gdy wspiąwszy się na pagórek z0
czyłem, jak step falował. Nieśmiało i z o
wą zanurzałem się ponownie w zieleń tra
i szedłem dalej. W tych wysokich traw
było łatwiej zabłądzić niż w lesie.
S W Czelranow, E F Jo-
zefowicz, W. A Rausz: Op°-
^Jadania geogralJczne War*
szawa 1953, Nasza KsW
nla< s. 248, 254, 255.
45. W STEPACH MONGOLII
Mongolia, jeżeli odliczyć te drobne ileś
tysięcy kilometrów kwadratowych na góry
(zachód) I tajgę (północ) składa się głównie
ze stepu. Gobi, chociaż znaczy „pustynia",
jest raczej bezwodnym stepem, niż praw-
dziwą pustynią.
Step stepowi nierówny W Centeju wyglą-
da jak sfałdowana powierzchnia księżyca
Pod czojbałsanem jest piaski jak stół, trawa
na nim wysoka, co kilka kroków orły ciężko
zrywają się do lotu z przydrożnych kamieni,
a SWlstaki-tarbagany stają na dwóch łapach
1 krzyczą, jakby się chciały zabrać autosto-
pom Gobi zaś ma kolor srebrny i rudy od
kęp suchych, kolących zarośli i słonych je-
zior, wiatr gobijski rzuca ci w twarz garścia-
kamieni. Stada antylop-dzerenów ucieka-
ją w kierunku czarnych skał Gobi-Ałtaju,
gdzie na szczytach leży wieczny śnieg.
^le wszędzie step jest otwarty, nieograni-
^ZOny Europejczyk, który przejedzie nim
1 kaset kilometrów, czuje się tak, jakby
V już tylko zakurzonym workiem, rzuco-
nym przez samochód
WANH£PIE TE2 OBOWIĄZUJE dobre wycho-
Mongołowie powiedział mi pewien spe-
cJahsta bułgarski pracujący w Ulan Bator —
ludźmi bardzo miłymi i bezpośrednimi, ale
gruncie rzeczy postępują w myśl etykiety
plc mniej surowej niż protokół dyploma-
tyczny.
Kiedy w somonie * Erdeni, sto kilometrów
na wschód od Ułan Bator, przestąpiłem
pierwszy raz próg jurty, zachowałem się,
rzecz prosta, jak żłób i cham Przywitałem
się z gospodarzem jedną ręką, podczas gdy
on ściskał moją dłoń oburącz Również jed-
ną ręką przyjmowałem czarki z napojami,
podczas kiedy należy przynajmniej dotknąć
palcami lewej ręki przegubu prawej, trzy-
mając dłonie otwarte ku górze. Ponieważ
juz jako osesek nie lubiłem herbaty z mle-
kiem, i to słonej, grzecznie, ale stanowczo
podziękowałem za więcej niż jedną czarkę.
Okazało się potem, że była to prawie obel-
ga przestąpiwszy próg jurty, powinieneś
wypić wszystkiego po trzy kolejki herbaty,
kumysu i wódki, inaczej będą sądzili, ze gar-
dzisz gospodarzami. (...)
W stepie jest ciasno Co chwila omal nie
rozjeżdżasz stada baranów, które zachowują
się, oczywiście, Jak barany Tabuny kont
uwielbiają ściganie się z autem
Po stepie biegają także konie mechanicz-
ne.
W Mongolii było w roku 1957 sześć ty-
sięcy samochodów, motorów zaś chyba ze
trzy razy tyle Odkąd jawa kosztuje dwa
i pół tysiąca tugryków, wielu może sobie na
nią pozwolić Przeciętny zarobek pracowni-
ków najemnych siedemset tugryków Docho-
dy pasterzy-aratów są raczej niewymierne,
ale biorąc pod uwagę, że jedzenie mają oni
właściwie za darmo Dość że w stepie mi-
133
132
' js? po ihodit arnla galopującego na koniu.
>uk xa < ko a C?yng;s-chana i urala gna-
jącego na jaw iv w rozwianym chałacie i gog-
lach Wn k \\ v stepie pastuchy zagania-
ją stada na motorach.| .]
K TO CODZIENNOŚĆ MONGOŁA
Przeć ez koczowanie nie wojnami i po-
wstań ami b\ lo warunkowane, lo codzien-
ność Mongoła, która wynikała po prostu
z koi ecznosci zmiany pastwiska tam, gdzie
na jednego człowieka wypada dwadzieścia
p>ęv sztuk bydła ono dyktuje warunki ży-
cia
1 Lak az po dziś dzień araci — słowo to
pochodzi od ard — naród — zyją zgodnie
z powolnym ale upartym rytmem — rytmem
słońca Cztery razy do roku, wiosną, latem,
To jest Mongolia [...]
To prawrda Rewolucja pobudowała w ste-
pie miasta, kopalnie, szyby naftowe, kolej,
134
przed
pierwszymi
mrozami, od by-
_ ł *
R
jesionią
w a się w stepie wielka przeprowadzka Cla^
ną obozy rodzinne, wielbłądy z arbą * nd
której mieści się cały dobytek, rodzina za
od starców do dzieci, które ledwo nauczyły
się chodzie, hasają obok na koniach Stada
przepędza się na nowe pastwiska, gdzie
są się same, liczne jak gwiazdy na
i jak gwiazdy na niebie rozproszone.
— Ilu miasto liczy mieszkańców?
pytałem w Dałan Dzadagad
— To zależy, czy zimą czy latem
— ??
pa-
niebie
— Zimą około siedmiu tysięcy, a latem
pozostaje trzy tysiące. Reszta koczuje po
stepie
Obok jurt rozwija się nowoczesny przemysł
postawiła słupy telegraficzne, nauczyła ludzi
jeść chleb i prowadzić traktory, ale przez
trzydzieści siedem lat nie tknęła podstaw
życia nomadów • Była to mądra polityka
trzeba najpierw’ stwrorzyc warunki, sprzyja-
jące zmianom, a potem zmiany te przepro-
wadzić. Po trzydziestu siedmiu latach zde-
cydowano, że juz można. Po trzydziestu
siedmiu latach, to jest w 1958 roku Wtedy,
na słynnym juz XIII zjezdzie partii postano-
wiono przeprowadzić propagandę za kolek-
tywizacją i osiedleniem
Dziś juz wszyscy prawie araci są w „neg-
dc-lach" — zjednoczeniach pasterskich Arat
bywa konserwatywny opowiadano ml, że
zdarzały się wypadki rozbierania odcinków
torów, zęby pociągi nie płoszyły stad Ale
drat jest jednocześnie człowiekiem zdrowego
rozsądku Rząd obniżył podatki wstępującym
(’° sP°łdzielni, troszcząc się o paszę na zimę
1 Pomoc weterynaryjną, pomaga zakładać
elektryczność i budować standardowe dom-
kl M
Nasi ludzie — zapewniał mnie ktoś —
7ostali koczownikami nie z zamiłowania, lecz
2 Potrzeby. Kiedy zniknie potrzeba, zniknie
’ ^miłowanie.
A więc — ostatni nomadzi? W Ulan Bator
powiadają realistycznie, ze póki step jeszcze
stepem W’ starym znaczeniu, to znaczy, póki
gospodarka na nim nie zmieni się całkowicie,
trudno zupełnie skończyć z koczowaniem.
A co mówią sami ludzie stepu?
Pewien stary człowiek z okolic Kobdo
— Dawniej się koczowało do dziesięciu
urtonów (trzysta kilometrów), dzisiaj poło-
wę tego. Ludzie powoli osiadają na miejscu.
Pewien arat z okolic Karakorum
— Wybuduję sobie dom, bo rząd daje do-
godne warunki. Zamieszkam w nim na zimę
z żoną i dziećmi. Ale rodzicom obok posta-
wię jurtę", I latem dalej będziemy wędro-
wać razem Bo nasza jurta jest lepsza niż
wasze szklane domy: przez okrągły otwór
w jej dachu widać tam też błękitne mongol-
skie niebo, tylko ręką sięgnąć. A my w ste-
pie lubimy żyć wprost pod niebem.
Można powiedzieć, ze arat rozsmakował
się w europejskim domu tylko połową du-
szy; druga połowią należy do stepu Więc
może to jeszcze nie byli ostatni koczownicy,
ci, których wńdziałem?
.Jerzj Zielenski Sześciu
mędrców z . Bogalego Szczę-
ścia" Wjrttctwa L9b4. Iskry,
s 9—10, 11, 23—25.
135
46. GOSPODARSTWO W STEPIE
I KLIMAT TYCH STRON NIE N MEZ^ DO NAJPRZ\-
•EMMEJSZYCHl
Pociąg zbliza się do stacji Pietropawłowsk
nad Iszymem To już Kazachstan Tymcza-
sem widok z okna wagonu nie różni się od
mijanych poprzednio krajobrazów Niziny
Zachodniosyberyjskiej. podmokłe łąki,
świerkowe i brzozowe lasy. Jestem rozcza-
rowany
W Pietropawłowsku zmieniamy lokomo-
tywę z elektrycznej na spalinową i opuszcza-
jąc magistralę transsyberyjską robimy skręt
na południe. Za oknem zaczynają się zmia-
ny Powoli nikną lasy, zjawiają się bezkresne
trawiaste równiny. Step
Jest koniec lata, step ma barwę żółtawą
W mi' rę posuwania się na południe kolor
żółty staje się wypłowiały, brudzi się, zaczy-
na zblizać się do brązu Jest sucho, z każdą
godziną coraz bardziej sucho
Wysiadamy 120 km przed Celinogra-
dem [„]
Jedzicmy autobusem Dookoła lekko po-
falowany step, gdzieniegdzie wioski Wydaje
się ze test ich dużo, lecz to jedynie złudze-
136
nie Są rozrzucone o 15—20 km jedna od
drugie) Czyste, klarowne powietrze i całko-
wity brak lasów skracają odległość Osadv
są białe, mają regularny kształt kwadratów
lub prostokątów, jaskrawo odbijają od brud-
nożółtego stepu. Latem pada tu mało deszczu
W tym roku nie było go prawie wcale. So-
czysta trawa zamienia się w kępki zeschnię-
tych badyli,
Wreszcie jesteśmy na miejscu. Wieś nazy-
wa się Naumowka i leży w rejonie aleksie-
jewskim, w obwodzie celinogradzkim Właś-
ciwie trudno ją nazwać wsią w naszym po-
jęciu — jest to małe miasteczko rolnicze Tu
mieszczą się biura i zaplecze techniczne
wielkiego sowchozu „Chleborob" | 1
Klimat tych stron nie należy do najpny-
jemniejszych. Latem nad ranem jest kilka
stopni powyżej zera, w południe słupe
rtęci pokazuje regularnie +35°, a
dni, że sięga 45°. Zimy natomiast są ostre
Normalna temperatura w styczniu to min
15°, a zdarzają się mrozy dochodzące do m
nus 30°.
Przez cały rok wieją wiatry latem
wiele dni z południa, z nagrzanych Pust^fl
wieją gorące suchowieje; zimą, .
wiatru jest duża, hulają po stepie zamieC1
śnieżne zwane tu butan. Ale największe
szkody przynoszą burze pyłowe.
Tego właśnie dnia wiatr dął z niebywałą
silą.
Skryjcie się w domu — powiedzieli miesz-
kańcy wsi — Nadciąga...
Po chwili me było nic widać Słońce skryło
się za brunatną zasłoną. Słychac tylko szum
pyłu w powietrzu. Powietrze suche, trudno
oddychać. Pyl wciska się wszelkimi możli-
wymi szczelinami. Po godzinie wszystko
mija Znów wychodzi słońce Bury tuman
poszedł dalej. (...)
WSZYSTKO ZALE2Y OD WODY
Dopiero w roku 1954 rozpoczęto wielką
akcję zagospodarowania celinnych, tj dzie-
wiczych stepów Założono 584 sowchozy,
przy czym przeciętny obszar każdego wynosi
40—50 tysięcy hektarów. [...,(
Gdy w roku 1953 znajdowało się pod upra-
wą 6,6 min ha, a więc 11% obszaru kraju,
i to głównie w części północnej i środkowej,
w roku 1966 wykorzystano pod uprawę 23
min ha, tj. prawie 40°/o Zagospodarowano
zwłaszcza ziemie nad środkowym Iszymem
Ludność wzrosła prawie dwukrotnie (...)
Uprawia się głównie pszenicę Jej zbiór
wyniósł w 1966 r. 3,9 min ton. Na drugim
miejscu znajduje się hodowla bydła, zwlasz-
•j
cza w południowych, bardziej suchych ok
gach. [...]
Kazachowie już w latach trzydziestych
porzucili jurty i mieszkają w normalnych do-
mach. W każdym miasteczku elektrycznoś
radio, choc meble pozostały raczej trąd -
cyjne. Niziutkie stoły, dookoła których sia-
da się na dywanikach, żeby pić mocną her-
batę i kumys. Pozostali w większości wierni
swym dawnym zajęciom, są więc w sowcho-
zie pasterzami, strzygą owce, hodują byd-
Plony powinny byc wysokie, lecz wszyst-
ko zależy od wody. [...]
Rozwiązanie problemu wody jest trudne
Step jest tutaj wyżynny. Nie ma większych
rzek, skąd można by wodę doprowadzić. Na
obszarze gospodarstwa jest wprawdzie kilka
jezior, niektóre nawet dość duże, ale są zaso-
lone. Deficyt * wody staje się coraz dolkliw-
szy Tymczasem głęboko w ziemi znajdują
się duże baseny wody słodkiej, którą przy
pomocy studni artezyjskich można by użyć
w rolnictwie do pojenia bydła i zraszania
pól Myśli się już o tym w sowchozie i bu-
dowa pierwszej studni artezyjskiej jest spra-
wą najbliższych miesięcy
Ryszard Stefanowicz Gospo-
darstwo w stepie. „Poznaj
Świat" 1968 nr 4, s. 30—33
47. BAWEŁNA... BAWEŁNA..
FERGANA
Fergana Jest spokojnym, prowincjonalnym
miastem rolniczego okręgu zbu owa y
caratu przez rosyjskich archHek‘0^ Zyio
w nim bardzo duże skupisko
wpłynęło na jego charakter. (...)
Zieleń Fergany czerpie swoje soki z Ka
nału Fergańskiego, który jest zyc
źródłem tej doliny. Zdziwienie
widok wąskiego rowu długości w
demdziesięciu kilometrów, nap
brunatną, gęstą wodą, która sta a s
goslawieństwem ziemi i ^opało
Sto sześćdziesiąt tysięcy ludzi V
Kanał Fergański w ciągu czterdziest P
dnjadąc szos, przez Kotlinę Fergańsk, wi-
dzi się dopiero błogosławiens w
W. Z jednej strony dro?i_pUuSJawne pola
giej — jak okiem sięgnąć P rzemvSłową
Trzeba przy tym odróżni P
część Kotliny Fergańskiej i J
F E « G
czą W przemysłowej spotyka się od razu
nowe budownictwo mieszkalne. Przy zakła-
dach przemysłowych stoją szkoły z interna-
tami. Czasem w jednej wsi — z jednej stro-
ny drogi gliniane domki, z drugiej kołchoz
buduje murowańce. Tam, gdzie dziesięć lat
temu była tylko pustynia, stoją trzy fabryki
asfaltu, kombinat-tkalnia jedwabiu w Mor-
gelanie, kombinat bawełniany w samej Fer-
ganie, fabryka azotów. Gdzieś trzeba prze-
rabiać te góry leżącego na poboczach pól
białego puchu. Plan Uzbekistanu przewiduje
wyprodukowanie czterech milionów ton ba-
wełny rocznie. Tylko Ameryka wyprzedza
Uzbekistan w uprawie tej rośliny, przy któ-
rej trzeba pracować dwieście osiemdziesiąt
dni w roku. Bawełna zostawia człowieka
w spokoju tylko przez dwa miesiące.
Fergana jest zafascynowana cyframi i nic
dziwnego, to także spichlerz Uzbekistanu.
Stariki fergańskie w tradycyjnych chałatach
pędzą tu przez ulice na motocyklach. (...)
Ale za to w Margelanie można jeszcze zo-
139
138
'-OWA ZIEMIA — JANGIJER
jak
ale
baczyc kobiety zakrywające czarnymi
noc płachtami nie tylko brody i nosy,
całą głowę razem z twarzą. [ ]
zebranej bawełny Praco »<i *
Koia stopniu zmechanizowane
1
Jangijer leży nad rzeką Syr-Daną. Jej
spieniony, dziś rozlewny nurt brudnobeżo-
wego koloru przecina step. Pada deszcz, wo-
dy wzbierają, juz jesień w Uzbekistanie.
Syr-Daria i Amu-Daria to rzeki nieobli-
czalne, powie Uzbek Wczoraj ledwo wody
na dnie w suchym, spękanym korycie, jut-
ro — dzika powódź
Obcy pomyśli sobie w duchu, że i ludzie
tu nieobliczalni, skoro porwali się na bud
wę Nowej Ziemi w beznadziejnie nagie
pustce, obok nieobliczalnej rzeki, pod dev
czystym albo prażącym niebem w pyle _ I
lub w morzu stepowego błota.
Trzydzieści pięć tysięcy ludzi pracuje pr?v
budowie Nowej Ziemi. |...| W 1967 roku
kanał umożliwił zebranie pół miliona u»
bawełny z tej części ziemi, która została juz
nawodniona
Plan przewiduje nawodnienie miliona trzy-
stu tysięcy hektarów stepu, a wtedy zbiór
bawełny będzie wynosił milion pięćset ty-
sięcy ton | 1 Każdego roku odda je się pod
uprawę od dwudziestu pięciu do trzydziestu
tysięcy hektarów’ nawodnionej ziemi.
I właściwie me byłoby to nic nadzwyczaj-
nego przy stanie dzisiejszej techniki w ko-
paniu rowów wzdłuż i w poprzek jakiegoś
stepu i wpuszczaniu do nich wody z kapryś-
nej Syr-Darii, gdyby nie charakterystyczna
złośliwość stepowej ziemi. Glebę stepu do
dwudziestu metrów głębokości zalega sól
Wyobrażenie o zasoleniu tej ziemi dają tyl-
ko liczby — z jednego hektara wybiera się
od czterystu do tysiąc.i ton soli.
Jeżeli człowiek pole je ziemię wodą z gó-
ry, sól natychmiast podejdzie ku powierz-
chni i zmiesza się z wodą w kanale — znisz-
czy uprawę. Ażeby kanały spełniały swoje
zadanie, trzeba kłaść pod nimi sieć dziur-
kowanych rur na głębokości trzech —
trzech i pół metra.
Barbara Nawrocka Troiet-
basem
szawa
— 125.
1 MCI w * __
do Galaktyki War-
1969, PIW. s Hf-
że
48. SŁONA ZIEMIA
w mojej kroniczce odnotowałem,
opuszczając samolotem Sintng i mijając
jasnoniebieskie, miejscami seledynowe je-
z,oro Kuku-nor o tafli pomarszczonej jak
czoło starca, a potem zostawiając gdzieś pod
sobą nagie postrzępione zbocza górskie, zna-
lazłem się nad ogromną, martwą pustynią.
Pieśń ludowa mówiła o tej pustej krainie
„Na niebie ani ptaka, na ziemi ani trawki.
Żółtą śmierć niesie piasek i kamień. Dla zy
cia nie ma tu miejsca".
Tak rzeczywiście było, zanim na nią nie
wtargnęli chińscy uczeni, zanim nie prze
mierzyły jej ekspedycje naukowe Ziemia tu
nie kryła i nie kryje swych bogactw. Wy-
chodzi na powierzchnię fioletem ropy na
towej, złotem siarki, czerwienią rudy żelaz-
nej, bielą gipsu, czernią węgla. W tyc
piaskach odkryto juz 70 różnych kopa in
W 1955 r. wybudowano pierwszy szyb. Pus-
tynię przecięły drogi, wyrosły parterowe
osiedla, wystrzeliły kominy zakładów Prze
myślowych. Cajdam czeka teraz na tor o
lejowy, który wkrótce połączy go z resztą
kraju.
Opuściliśmy już kotlinę i szybujemy na
wielką równiną. Z obu stron samolotu ja
okiem sięgnąć gruzełkowata ziemia, ja Y
ogromnych rozmiarów placek ktoś posypa
kruszonką. Ale gdzieś na jego skraju, na
niieniącym się tęczą barw jeziorem w a
oświetlone miasto. Przywieram do o ien
samolotu Czyzby tak wspaniale
martwej, ciągnącej się i—
setkami kilomet-
rów równinie? Jeden z lotników, który wy-
szedł z kabiny pilota, wyprowadza mnie
z błędu To fata morgana * — mówi — zja-
wia się tu często i myli oczy lotników któ-
rzy tą trasą lecą po raz pierwszy.
Samolot idzie teraz w dół, gruzełkowata
ziemia narasta, olbrzymieje Po chwili lądu-
jemy. I oto przeżywam niezapomniane wra-
żenia. Stąpam po. soli, oddycham solą, pa-
trzę na drogi z soli i słone jeziora. Ani jed-
nego drzewka, ani jednej rośliny, ani jed-
nego owada. Nawet muchy na lekarstwo
Wszędzie sól, bezbrzeżna słona pustynia.
Oszołomiony tym niezwykłym zjawiskiem,
bardziej niż fata morgana, dowiaduję się.
według prowizorycznych obliczeń 600 milio-
nów ludzi mogłoby przez 20 tysięcy lat ko-
rzystać z zasobów szaropopielatego minera-
łu Osada powstała rok czy dwa lata temu,
jest mała i ładnie zabudowana. Wszystko,
od szpilki do włosów począwszy a na budul-
cu kończąc, trzeba przywozie na mułach
i osłach z miejscowości o setki kilometrów.
Źródło znaleziono w odległości 37 kilo-
metrów. Wprost trudno uwierzyć, że można
tu w ogóle żyć, choć słońce jaśniejsze jest
niz gdziekolwiek, a księżyc w pełni świeci
podobno jak lampa Aladyna Ugoszczono
nas obiadem. Na deser podano świeże man-
darynki
Bronisław Troński Na da-
chu świata Warszaw a 1960,
O
A
49. MORZE PIASKU
Od północnego krańca niziny leżącej nad
Jeziorem Aralskim aż na południe, wzdłuz
wschodnich wybrzeży lego morza, poprzez
pustynię Kizył-Kum i dalej, poprzez obszary
Kara-Kum do Afganistanu i podnóży Hindu-
kuszu, od podnóży Tian-Szania do wybrze-
ży i wysp Morza Kaspijskiego rozpościera
się ogromne, pokryte falami morze Ale nie
jest to morze błękitne, fale jego nie plusz-
czą, nie jest ono utworzone z wody. Morze
to mieni się czerwonymi, żółtymi, bądź sza-
rymi, lub też białawymi odcieniami. [...]
Skąd wzięły się te olbrzymie skupienia
piasków i co spowodowało powstanie ich
znieruchomiałych fal? ]
Długa była ich droga życiowa. Trudno od-
naleźć obecnie szczątki ich prarodziców
Ród ich wywodzi się od zniszczonych ja-
kichś dawnych grzbietów granitowych, któ-
rych resztki zachowały się po dziś dzień na
powierzchni ziemi w postaci dalekich g01
Mugodzarskich Ale od tego czasu piaski e
były wielokrotnie przenoszone i odkładan
przez rzeki i morza. [...] je
Nie bez powodu nazywają Kazachom
i Karakałpacy swoją największą Pust^0.
piaszczystą Kyzył-Kum, co znaczy «cze*
r.e piaski". Piaski jej mają w wielu °
cach rzeczywiście jaskrawopomarańcz
czerwonaworude, a czasem ce9*aslocZ^a^
ne zabarwienie. Skąd wzięły się te P°
piasku? Ze .zniszczonych górl
Niewysokie są obecnie dawne sZCZnCg0
we, na wpół zniszczone góry cent?
Kara-Kumu, wznoszące się na 600—-
trów nad poziom morza Przed mili°na
Wydma piaszczysta, czyh bar-
chan w centralnej części Kara-
•Kum. Wiatr sypie z czarno-
żolto-czerwonych piasków wy-
dmy sięgające 60 metrów wy-
sokości
były one znacznie wyższe, ale przez tyle
właśnie lat działały na nie niszczące siły
wiatru, gorących promieni słońca, nocnych
chłodów i wody.
Najbardziej wysuniętą na południe pusty-
nią ZSRR jest Kara-Kum Nazwę swoją —
„czarne piaski" — otrzymała ona dlatego
właśnie, ze piaski jej są ciemniejsze od pias-
ków innych pustyń. We wgłębieniach po-
między wydmami, gdzie są one odsłaniane
przez wiatry, zabarwienie piasków jest sza-
rostalowe, niekiedy błękitnoszare. Są to naj-
młodsze piaski w historii naszej planety
Skład tych piasków jest bardzo różnorodny.
Można w nich naliczyć pod mikroskopem
42 różne minerały. Znajdują się tam w po-
staci drobnych ziarenek granaty i turmaliny,
używane do wyrobu naszyjników i pierście-
ni. Gołym okiem widoczne są duże blaszki
błyszczącej miki, ziarenka kwarcu, różowe
i zielonkawe. Ziarenka te mają wygląd tak
świeży, jak gdyby dopiero co rozmielono
i przemyto granit. Ale tam, gdzie wiatr zdą-
żył przewiać te piaski, zabarwienie ich zmie-
nia się, przyjmując ton szarawożółty. Rów-
nocześnie zaczyna się stopniowo zmieniać
i kształt ziarenek z graniastych, charaktery-
stycznych dla młodych piasków rzecznych,
przybierają one wskutek działania wiatru
kształt zaokrąglony.
B. Fiedorowicz: Oblicze pu-
styni. Warszawa 1951, Książ-
ka i Wiedza, s. 63—65.
142
143
i^wk. }a r.dcsta i.wdtają "tę pi ret ma ją
' : <'n hodi4 w ró. , ^iro \ diogi kaiawa
••ow» Prr.nl stu ctahna . ąa^ąca vię aż do
W 1 pcu Hak w lycti okolicach wody
Rzek; kier, -t^.ftabuny b>ł> wyschnięte
do J a a w ka aloeb ryqacy inydi zamiast
w od\ w.t na dnu gęste bioto Wody
c -ak 7:v- pomlormowano. znajdują
« ę *u:ai <1 głębokości nic mniejsze | niż
sze-w.... —..}! metrów Herbata ma slonawy
- ak Dla pr>t prania bielimy otrzymalis-
tr> — 1 to po długich targach — zaledwie
dwa n ewiolkh dzbanki wody Przywieziono
M z daleka
Mimo suszy upał jest kleisty, duszący
P a* wody me pozwala na dokładne wyszo-
rowanie skóry, która wciąż jest podrażniona
1 puKryta warstwą kurzu Opuściliśmy juz
wyżynę 1 znajdujemy się w nizinie, połozo-
r. wnęce) mz 300 metrów nad poziomem
morza
rówri-ia, serc* kontynentu, daleko położona
m• । oceanów
Pustynia Gobi
jest to wielka srodkowoaz jatycka
145
Miałom okazję przez dwa lata obserwo-
wać wielbłądy, ich nawyki zachow mi.- się,
reakcję na obcowanie 7 ludźmi U
poatyiu* Ccbi
** ':el.» w. Ibląduw Uwug.irbnyrb. Kolebką wiolbl.jda dwogarboeT
wP»tn>
różnic zarysy kopuł meczetów krytych
żarów, dachy km awan-serajów i herb*- *
Na czarnym aksamicie nocy błyszczy
pojedynczych światełek. Są one r
zóltawoczerwone i w gęstym powiek
świecą słabo
W dole ulicą przeciąga karawana, wkrw
ce po niej - druga Wędrują nocami, ty
uniknąć palących promieni południowi
słońca Zewsząd dobiegają matowe dźwigi
dzwonków, zawieszonych na szyjach wiel-
błądów Czasami monotonne brzęczenie
dzwonków przerywają męskie glosy poci
niaczy Pokrzykują na objuczone zwierzy
Nie ma w tym zupełnie romantyzmu To jesi
tylko rzeczywistość. 1
Cala kultura srodkowoazjatycka rodziła
się 1 rozwijała na transporcie wielbłądzim
Karawan-seraje 1 prowizoryczne schroniska
lezą wzdłuż dróg w odstępach co trzy-
dzieści — czterdzieści kilometrów. Dzień
ny przemarsz wielbłąda jest tutaj mia-
Siedzimy przy balustradzie logu j
jemy się " czarne) przestrzeń Można
»_ — i
Kiari
/
rą geograficzną Wielbłąd — to przede
wszystkim środek transportu Jego obciąże-
nie jest ograniczone do mnie) więcej dwus u
pięćdziesięciu kilogramów Szybkość posu
wanin się niewielka Ale posuwanie sią to
jest wytrwałe, regularni- Wielbłąd o
na juz dopasował się tutaj do klimatu i przy
rod y.
Kiedy przekraczaliśmy przełęcz Sa za ,
przecięliśmy równocześnie granicę stre
wielbłądzich. Na południe od tej przełęczy,
a więc na południe od Hindukuszu, rozciąga
się strefa dromaderów, czyli wielbłądów
jednogarbnych Ciągnie się ona hen, u
Arabii i północnej Afryce Na północ o
Hindukuszu łozy królestwo wielbłądów c wu
garbnych Kolebką tego wielbłąda jest pus-
tynia Gobi Po ciągnących się setkami y
*iącami kilometrów dróg srodkowoazjatyc^
kich kroczą karawany tych dwugar ny
długowłosych 1 wytrwałych zwierząt. |
reakcję na obcowanie 7 ludźmi Uważam zc
są to zwierzęta mądre, doskonale dostoso-
wane do stawianych im zadań Wielbłądy,
bynajmniej nie stawiają oporu, me odmawia-
ją posłuszeństwa ludziom 1 jedynie nie po-
zwalają obciążać swego grzbietu ładunkiem
ponad Ich siły Szczególnie mądry- jest prze-
wodnik karawany, kroczący na jej czele [. |
Pozwól cywilizacji wvp>era w ilbłąda Sil-
niki spalinowe, pojazdy gąsienicowe i wiel-
kie ciężarówki okraczają na sraki który-
mi dotychczas kroczyły tylKO wielbłądy Ale
minie jeszcze wiele czasu a w ełbłądy będą
żyły dziko w pustym Gobi jeszcze przez
wiele lat będą przonosih na swych qrzbnk-
tach towary i ludzi poprzez pustynie 1 stepy.
!*r Myrdsl *»0 pc-.ldax»
foMM. Pn»*a/yl a> »xwrdł-
N<j*'u:ki W«r»ri-
l»kry
•I W SAMUkCII HIIMIS*
La? p-t już * palni V* zdłuz nowocww-
-r«i tau» »H*dęvy<h z krnmanu do Akaba
<,o Jt'tłoi0y C»> A <1x1 u u wyrosły długie
krmkl rrarnycb aacnuHow Z nadelaowm
ap*. - Bad*®.-'* dlaję **ę * pobhłu
trawat »«»rK Mojęce w aanicw słońce gasi
r orla * na puatyni mlzie spędzali nmę
Fcua ' i* : wi» Ik.eJ drogi jak l pańskiego
au»tau m»w tu< kapci* dla koczowm-
M
\io» r^rb serpentynach, którymi zjeżdża
•rę On d> preajl Jordanu zatrzymało nas prze
cnodra r pracz <h<^pt duir stado małych
cxa- . t> i •:? Opodal na wzgórzu stało kilka
nasunt^w arf ronuedlrj lu lodziny odłożył
m mu widok naręj • który kopcił na akra*
Bndwb * tryl wyrtoki o oatrych rysach
»:<;.•«• l*«*ry czpakowatej bród— od na-
ry » rodzaj L.ah-j tuz k. na którę nuaJ za-
rawOM bT«?' opufcrię w talu przcjMsa-
t«y skręconym pasem kolorowej tkaniny, n*
kiort go u \ stawała rękojeść krzywego sżh
l< tu Prrykmył palec prawej ręki do czotó
p.łt-FTł ao ust do serca, z lekka się łkłoa'
i rzeki — Ahlan wa sahlan (Czujne w
u nas jak rodzina l
Namiot był długim pięciometrowym F"
si(ikęłi*m otwartym na dzień z trzech su*
Pozostał dach i tylna ściana osłania RC1 **
wiatru StaJy tam dwa foteliki z drze*1*
w kształcie wielbłądzich siodeł wyło***
wzorzystym kilimem 2 frędzlami 1 x
my Szejk • tym<~rasem przykucnę! na
nad prymusem, zapalił i nastawił ,
tradycyjny napój arabskie) gow.inn‘ 1
Kilkadziesiąt metrów przwd nami
drogę modele najnowszych
amerykańskich, na które arabscy
przenieśli swę dawna milosc do
po raz pr/ejrzdzai błyszczał cliron>**
tobus wielkich międzynarodowych
róży wiozący turystów do JerozolH^f
tlejero | | Z połysku opasłych
gui*ibu* -'w ftedulu mógł Wytwarza*
jbrai twiata lud/i miejskich
(^mpodarr podał kawę wlowaj^r upm..,
1 buteleczki po km pil rótancj wcaty dp
t ran** Piliśmy więc prawią »ob * nadal
ę /acx?> *cl Wypicie kawy nadawało m*
wjfwdep gościa w b^dumskim rommianiu
dr wa N»e w.ilno się na mina gniewa'
woino mnie obiaiać nie wolno na mn»*«
k-k ręki gospodarz ręcry swym i un<.
. m ta moi honor i moje brzpuc/rństwu
Ni» pisany kodaka pustynnego postępowania
Jromuowego nakazuj* by< gościnnym nawet
w<łbe*« Mmierlełnego wroga t*'4eli :|aw| uę
bezbronny u wejścia do namiotu
Zakłamanie' Nim Wychowanie puatypi
Wobec natuiy ludzie muMrę byi solidarni
Kazd> tuwniot na pustyni — swoi ny wro-
gi jest oazę życia Cóz znany największy
ludzki spói (uswet krwawy wnl>< burry
piaskowej rozdzierającej namioty, rasypuję
c< I źródła wody, zagrażającej śmiercią wszy
stkiemu, co na pustym zyweł
Słońce grzało mocno i czarna j^a» U ta nad
naszymi głowami stawała się nieinoanie gn-
ręca Wytłumaczono ml, ze norniol buduje
się 7 grubego wojłoku, nad którym rorwir
sza się czarne szmaty, noce na pustyni «ę
bardzo chłodne W zimie niekiedy nawet
nego ogrzewania
147
Dakth.i ud kilka *•’ w
— .. nvZ"?h P’••*%»* FM” r
** ,a **w P»*<* rziowwta «Łal rwa wy*
* /» «trbrn*“* * **
na । Wdała rtałym fint^Br \
il»». .-!’.<k-»mi M*xv W kilkuiui-ourtn-wy
rtjrwort^ nich cw»uM*nrtKfe»>
v vr. ;* lónkOH e * Mwdntot*
v»hi- ***ś • porta l< •’ ®ai‘X<ii i > <*••
, \ , 4 wurwarw ih^Iwm *
.tub* porwała)* «T>P*^u prrrpaMOr
gto «»Ai iialktt * orf razu W <i»©ę*
ie*ł*T l do tartpA Aroaryki Kap aby w
t .-, )<wić <m» ,• b wa
vrrii ropoDotoycH w ytoiMty •*«» potrw
bu)? nal«y l I
fTOLHA 5MŁŁKIŁ* NAfTT tABADAW
Kowuny piia^witum pr«« ^ropuarr
palm Wida< it x kia^ęo pu ktu • «»»<*
Ta warzywa* odmmfc«wi
eały za nim krok w kruk Tyto kie
dy puwłeje gorzcy chan-ua. gocor y puwiyn
rry wiatr kontury
t*< w chmurz** unoazat*1^'*1 * pmnrtrz®
piaa^u
Wiecwiem ur*»^a<J? m WY*' k?> kilka**
ów n*d ratinri *. i n*< ty gaina
wankki ugladane ( >amuiał»j »w*-rxa -i»ra
pnnmKn^ wtdok Pwrywada* t»a rT,r*! P°9*T'
fc«»e nu4te<'iua * pło^ao *t<7fc 4ia<ns
C®C» jakiemu* wmoe* Ha.*-<9it{ bdatwo
A bóstwu na no* •' Ahadan»« - l^l,°
1
Kuwejt — miasto z nafty wyrosłe Na każdych 500 obywateli przypada tu jeden autentyczny milioner No-
woczesne centrum kaźc chwilami zapomnieć, żo się nie jest w Europie. Wystarczy jednak zboczyć kilkaset
metrów, aby stanąć oko w oko z otaczajęcę miasto surowej pustynie}
dwa, dziesięć Stacje pomp z nazwami pól,
skąd, często z odległości setek kilometrów
płynie siecią rurociągów brunatne złoto.
Rytmiczny stukot liczników rejestrujących
każdą nową tonę.
Potężne zbiorniki, przedziwnych kształtów
konstrukcje stalowe Tutaj napływającą
z odległych szybów ropę naftową podgrzewa
się do temperatury 600 stopni Fahrenheita.
A potem przepompowuje do wysokich na
30 metrów wież destylacyjnych *. Końcowy
produkt rafinerii rozmaite rodzaje płynnych
paliw, m. in najwyższe gatunki benzyny
lotniczej
„FABRYKA WODY" W KUWEJCIE
Obok portu [w Kuwejcie] nieco z lewa, wi-
dać strzelające w niebo kominy rozbudo-
wany kompleks fabrycznych zabudowań. To
największy obok rafinerii nafty zakład prze-
mysłowy maleńkiego szejkanatu Najwięk-
sza tego typu fabryka na świecie: fabryka
produkująca wodę...
Kwestia wody nadal pozostaje dla Kuwej-
tu problemem nr 1. 1 nie jest to wcale prob-
lem łatwy do rozwiązania. Przez składające
się z pustynnego piasku terytorium szejka-
natu * nie przepływa jedna choćby rzeczułka
Wadi — tzw. rzeki sezonowe — wypełniają
się wodą tylko na kilka tygodni, w okresie
zimowych deszczy. Przez resztę roku icb
wysuszone koryta są puste.
Pozostaje kilka źródeł o mocno zasolonej
wodzie, które mogły od biedy zaspokoić P°
trzeby kilku czy kilkunastu tysięcy koczują
cych tu niegdyś Beduinów *, ale dziś st e
rozwijające się miasto potrzebuje 24 m
ny litrów wody dziennie. .
Przed kilkudziesięciu laty usiłowano
widować już wówczas silnie występuj
w Kuwejcie deficyt wody, sprowadzając^
na grzbietach wielbłądów z sąsiedmeg0^^]
ku, z odległej o przeszło L _
rzeki Szatt al-Arab. [...]
100 km wielki
potem przyszła era wielkich motorowych
tankowców *. Ale z biegiem lat wszystko to
okazało się niewystarczające Trzeba było
szukać innego, bardziej radykalnego rozwią-
zania. I to rozwiązanie znaleziono, urucha-
miając w Kuwejcie na początku lat pięćdzie-
siątych ogromną fabrykę „produkującą" wo-
dę |-1
Oglądałem dwa długie, na blisko 200 met-
rów wychodzące w morze pomosty wykona-
ne z rur o wielkim przekroju. Tędy codzien-
nie przepompowuje się miliony ton słonej,
morskiej wody, aby następnie poddać ją
procesowi destylacji *. Bo właśnie mórze
stanowi dla współczesnego Kuwejtu ten
ogromny, niewyczerpany rezerwuar * wody,
która po odpowiedniej przeróbce staje się
zdatna do picia. [...]
NAD SZATT AL-ARAB
Nie jest to już morze, ale i brzegów dalej
nie widać. Do burty statku podpływa moto-
rówka. Iracki pilot wchodzi na pokład Bie-
rzemy kurs na Basrę, port ponad sto kilo-
metrów oddalony od pełnego morza
Płyniemy szeroko rozlanym ujściem Szatt
z,ll°rniki ropy naftowe) w Abadanio
al-Arab, nieco powyżej Basry łączą swój
bieg Tygrys i Eufrat I stąd bierze początek
największa rzeka tego rejonu, słynna Szatt
al-Arab.
Stopniowo koryto zwęża się Na obydwu
brzegach gaje palmowe. Niewysokie, glinia-
ne groble przeciwpowodziowe Kanały i ka-
naliki starające się jak najdalej doprowadzić
życiodajną wodę. Ale pustynia jest już tuż
tuż Widać jej szarobrunatną płaszczyznę
prześwitującą przez pierzaste korony palm.
Pustynia ze wszystkich sił pragnie osaczyć
i zepchnąć do rzeki to wąskie pasmo zieleni.
Płyniemy środkiem największego na świe-
cie rejonu produkcji daktyli. W Iraku nad
brzegami Szatt al-Arab, a także w dorzeczu
Tygrysu i Eufratu, dorzeczu, które niektórzy
nazywają ziemiami Żyznego Półksiężyca,
rośnie 30 milionów daktylowych palm. Rocz-
nie oznacza to 150 tysięcy ton słodkich dak-
tyli — 22 procent światowej produkcji.
W tej dziedzinie Irak zajmuje nie zagrożone
przez nikogo pierwsze miejsce w świecie.
Zdzisław Marzec Opowieicl
Zatoki Perskie/ Warszawa
1968, Książka i Wiedza, s.
47—48, 70—71. 74—75, 92—
151
Rozdział HI
TAM, GDZIJ WHJĄ MONSUNY
53 ROK DZJLU sil; NA PORJ; SUCHĄ 1 DESZCZOWĄ
|W Wietnamie) rok dzieli się na dwie po-
ry suchą i deszczową Są one regulowane
wiatrami monsunu. Zimą wiatry przychodzą
z Azji Północnej do stref o niskim ciśnieniu.
Są to prądy zimne, suche, często gwałtowne,
które utrudniają żeglugę wzdłuż wybrze-
ży | ) Warunki żeglugowe jx>garszają czę-
sto tajfuny *. Tajfuny, te o szybkości docho-
dzącej do 40 km/godz, przynoszą ze sobą
niekiedy obfite deszcze, przerywając posu-
chę. Z drugiej jednak strony powodują cza-
sem olbrzymie szkody, niszcząc domy, oba-
lając drzewa. Niekiedy fale morskie pędzone
przez tajfun zalewają ryżowiska przybrzeż-
ne, uniemożliwiając uprawę na przeciąg kil-
ku miesięcy. Tajfuny występują najczęściej
w listopadzie. Latem sytuacja się odwraca
Począwszy od maja wytwarza się na Pacyfi-
ku wysokie ciśnienie. Wiatry nasycone parą
wodną zaczynają wiać od strony morza,
przynosząc ze sobą obfite deszcze. Stopnio-
wo opady maleją. W październiku prądy
powietrzne się odwracają, przynosząc znowu
suche powietrze kontynentalne. (...)
Zmiany monsunu wywierają olbrzym
wpływ na stan rzek Pod wpływem obfitych
deszczów letnich rzeki wzbierają. Przybór
wód w Rzece Czerwonej trwa od czerwca do
października. W tym okresie poziom wodv
może się jx)dnieść o przeszło 10 m. Przepływ
wody w tym okresie dochodzi do 30 000 e-
wody na sekundę (700 m’ w' okresie posu-
chy). W związku z tym wylewy Rzeki Czer-
wonej mogą być bardzo niebezpieczne i lud
ność zmuszona jest do budowania potężnych
tam na wypadek nagłej powodzi Mekor.g
natomiast — mimo ze przepływ wody do-
chodzi w nim nawet do 50 000 ms na sekun-
dę — jest mniej niebezpieczny. Jego wody
bowiem wzbierają mniej gwałtownie, dzięki
istnieniu na terytorium Kambodży natural-
nego regulatora, jakim jest Jezioro Wielkie
połączone z Mekongiem rzeką Tonie Sap
Adam Paszt Kraje U3O.+
chnięlego Buddy. Warsza-
wa 1961, MON s. 7—9,
M MONSUN NAŁK HODZ1
Od kilku dni panuje upał me do zun-sie-
, o basenów korć piet-ie wy-
,fl.^ Q swi'i<± cała wieś udaj<- się rad rze-
by naczerpać wody, umyć się i wykąpać
!<<z począwszy od godziny dziesiątej rano
do czwartej po południu nikt nie ma od-
wagi wyjść na dwór Uliczki są puste i ci-
che Ludzie szukają schronienia w świąty-
niach, które dzięki grubym murom zachowu-
ją pozory chłodu — śpią taro na wpół nago
na gołych płytach. Krowy kry ją się w cieniu
wielkich drzew brak im sił, by szukać po-
żywienia Jedynie bawoły. j>ławiące się w
Ławach wydają się całkowicie szczęśliwe
Jeżeli chodzi o bawoły, są to doprawdy
osobliwe zwierzęta Przekonaliśmy się. że
wytrzymują największe upały, lecz opadają
z sił, gdy odczuwają brak wilgoci, dlatego
też w okresie suszy chłopi starają się, by
ich bawoły zazyły codziennej kąpieli i zle-
wają je wodą, jeżeli zwierzęta muszą prze-
brać dłuższy czas na słońcu
Chłopi odpoczywają tylko kilka dni w ro-
ku, wdaśnie w okresie poprzedzającym mon-
sun Wieśniak hinduski nie zna niedzieli;
pracuje dzień w dzień od rana do wieczora.
W porównaniu z jego losem pod tym wzglę-
dem, nawet los krów godny jest zazdrości
gdyż nie wolno używać ich do pracy w po-
niedziałki Rolnicy czekając na deszcz prze-
zywają ciężkie chwile, wiedzą bowiem, że
jeśli monsun się opożni, wszystkie zbiory
im przepadną i będzie im groził głód.
Nagle na zachodzie, ponad górami, ukazu-
je się mała, biała chmurka, za nią druga
potem trzecia; od szesciu miesięcy nie wi-
dzieliśmy nawet jednego obłoku W po-
wietrzu zaczyna się gwałtowny ruch; unoszą
się kłęby piasku i pyłu, drzewa aż trzeszczą
W niecały kwadrans niebo pokrywa się
chmurami. Jakaś kobieta, przytuliwszy nie-
mowlę do boku, wpatruje się w chmury
L'ljca miasta w czaue ulews przyniesionej przez
letni monsun
z progu swego domu, czworo dzieci czepia
się z niepokojem fałd jej sari •. Na krótką
chwilę powietrze znów znieruchomieje, ab*
wnet jsadają pierwsze krople, ogromne kro-
ple gorącej wody, które w zetknięciu z roz-
palonym piaskiem natychmiast zamieniają
się w parę; dzieci wydają głośne okrzyki ra-
dości, niebawem juz nie deszcz, lecz stru-
mienie wody przesłaniają wszystko dokoła
Pierrc Rombach Z Bomba-
ju do Paltarkalu. Fkrprdy
cja W Goluha Przekł E.
Dunikowska Warszawa
1962. Iskry, s. 55— 57
153
152
I w górze bez przerwy. Z ogrodu
£*cijącego palac cIolatYwalY okrzyki,
onienle, krzyk, hałas i łoskot. Służba
"straż, ogrodnicy i żołnierze uderzali w pa-
olYty Nieustępliwie walczyli o ogród I sza-
55. SZARAŃCZA
aelest trwał
ol
lelnie, gongi, rondle i brzęczące metalowe
płyty Nieustępliwie walczyli o ogród I sza-
rańcza popędziła za obręb miasta, do ogro-
dów podmiejskich. Bo i kto by ratował przed
nią ogrody prostych ludzi?
ptaki rzucały się na szarańczę i dziobały
ją w locie i na ziemi.
Szarańcza, która siadła na torze kolejo-
wym, wstrzymała cały ruch pociąg mógłby
się wykoleić, gdyby wjechał w chmarę sza-
rańczy. Nazywają ją na Wschodzie golibro-
dą pól i sadów Goli wszystko, co rośnie,
pustosząc kwitnące tereny.
Przerażeni ludzie przystawali na ulicy
i patrzyli w niebo. Małe dzieci głośno pła-
kały ze strachu. Psy szczekały i podnosiły
pyski do góry, jakby czując ogrom grozy.
Szarańcza, spłoszona z jednego miejsca,
znów leciała ku miastu i sunęła nad doma-
mi Owady spadały na głowy przechodniów
na bruki, koło sklepów, do nóg koni i regu-
lujących ruch
Szarańcza wędrowna. Owad o ubarwieniu z.elonym
mb brunatnym, długości około 50 mm Je»l groźnym
łzkodrukiem niszczącym uprawy
Widziałem jak jeden człowiek deptał sza-
rańczę z wściekłością
— To wielka klęskaI — zauważył kupiec,
który wyszedł ze sklepu i spojrzał w niebo
osłaniając ręką oczy
policjantów
N Tichonow Opowiadania
o Pakistanie Warszawa
1952. Nasza Księgarnia, s.
84—85
Szliśmy po Alfinstone Street (czytaj. Elfin-
stoun Stritl w Karaczi, gdy niebo raptem
pociemniało Ale nie była to chmura To su-
nęła szarogranatowa mieniąca się kolorem
stali zasłona, która szeleściła i trzeszczała
bez przerwy Ten przyprawiający o melan-
cholię szelest napełniał dobrą połowę nieba
Przyjrzawszy się dokładnie, można było roz-
poznać miliony drobnych żyjątek, niby nie-
zliczone eskadry malusieńkich samolocików
Wydawało się. ze piloci tych mikroskopij-
nych samolotów bez przerwy strzelali z nie-
widzialnych. malutkich karabinów maszyno-
wych, a cała ta powietrzna flota niepowstrzy-
manie pędziła w jednym kierunku Od cza-
su do czasu setki samolocików spadały bez-
ładnie na ziemię jak zestrzelone, lecz pozo-
stałe me przerywały lotu. To leciała szarań-
cza ’.
Widziałem swego czasu zdechłą szarańczę
w Turkmenii. Przeszedłszy z towarzysza”
przez chwiejną kładkę na szerokim kanak
zobaczyliśmy krzaki, gdzie na kształt pan-
ków leżała zdechła szarańcza — ntlhocj
owadów wyglądających jak żołnierze w
lonych płaszczach z czerwoną podszetfU
Nadejście tej straszliwej armii zostało po-
wstrzymane przez turkmeńskich kołchoz
ków I
Ale teraz szarańcza, przelatująca zwyot
sko nad olbrzymim miastem, przedstawić
szczególnie złowrogi widok. Niby na di
sygnału cała chmura skręcała w bok. z®*
niała kierunek i rzucała się na ogrody, ki
znikały, jakby ich nigdy nie było, I
Widzieliśmy nagie, ogryzione do
gałęzie, widzieliśmy drzewa, które
ły jakby wichura zdarła z nich cale lid
aż do ostatniego listeczka
Szarańcza pędziła Jak oszalała i JCJ 0*°^ ।
155
154
56. „OGRODY INDII”
Tu, w „ogrodzie Indii”, jak nazwał Keralę
Nehru, wzrok nie napotyka na żaden znajo-
my element krajobrazu. Miłorzęby i palmy,
zbite kilometrami w nieprzejrzany balda-
chim, delikatne cienie bambusowych zaga
ników, ciężkie kwadraty hebanu lub drze,
tekowych, rosochate czupryny trzciny cui
rowej, tamaryszku i krzewów bananowyd
drć cha* Tc
p ut-zas swej odkrywczej wyprawy w 1492 roku
d nadto błękitne pasma górskie, nagle usko-
ki dróg przed lagunami, wieloramienne ję-
zora i nieoczekiwane połoniny w doli-
nach — przydają Kerall urody nie dającej
sl'ę z niczym chyba porównać Gdyby nie
mokry zar, kapiący z wysokiego nieba i od-
bijany przez gorącą wodę — keralski kraj-
obraz najbardziej by chyba pasował do wy-
obrażeń o biblijnym raju. (.. ]
To właśnie tego wybrzeża poszukiwał
Krzysztof Kolumb, kiedy odpływał na pokła-
dzie „Santa Maria" Od najdawniejszych
czasów, odkąd sięgają najstarsze zapisy, wy-
brzeże malabarskie dostarczało korzeni,
przypraw i wonności Przechowano tu dotąd
znajomość sekretnych zabiegów przy karda-
monie *, przemyślną sztukę suszenia kapryś-
nego pieprzu, skomplikowane metody upra-
wy imbiru, orzeszków ziemnych, cynamono-
wej kory. W nowszych czasach zadomowił
się tez malajski kauczuk, cejlońska herbata
I | | aromatyczna kawa.
Tajfun * zapachów napełnia rozedrgane od
upału powietrze, otwiera w pamięci węcho-
we archiwa sklepów kolonialnych Dwuko-
łowa arba *, załadowana korą chinową, wie-
zie kwaśny, gorzkawy, niemal dotykalny
obłok, plantacja kardamonu strzela strugą
cierpkiej słodyczy ułożone na łodzi worki
z kłączami imbiru wiercą w nosie ostro i ja-
dowicie
Plantacje od ściany palm do krańca ho-
ryzontu równo pocięte prostokąty drzew,
krzewów i bylin, starannie nawodnione, roz-
mieszczone na stokach Korzenie, ryż i ko-
kosy — to jedyne uprawy w Kerali. Pszeni-
Kanal w Keidlii
cy czy prosa nie opłaca się tutaj uprawiać,
szkoda nawet pół akra na zboża, kłoszące
się raz do roku.
Wiesław Górnicki. Podror
po garsc rytu Warszawa
1964, Iskry, s. 174, 176
156
j7 KASfY W INDIACH
Podstawowy dogmat hinduizmu — każdy
umiera tym, kim się rodzi — obowiązuje
wszędzie wsrod setek milionów mieszkań-
ców kraju Rodzisz się członkiem jednej z
trzech tysięcy kast" i podkast i musisz w
niej pozostać Nosisz nazwisko, które na
ogol określa twą kastę i miejsce urodzenia
i nazwisko lo jest zewnętrznym piętnem
Możesz także stać poza kastami, należeć do
pięćdziesięciu kilku milionów .niedotykal
nych", a wówczas jesteś w ogolę nikim
Konstytucja Indii zniosła „ntedotykal-
nośc". Ustawa z 1955 r zagroziła poważny
ml karami wszystkim, którzy innym zabra-
niają wstępu do miejsc kultu religijnego
pobierania wody ze zbiorników, studni lub
źródeł Ta sama ustawa nakazuje obsługę
wszystkich obywateli w sklepach, restaura-
cjach, hotelach, szpitalach, szkołach i miejs-
cach rozrywkowych
India Obrazek uliczny — zaklinacz
tłumem widzów
— - - IV —
wężów otoczony
Chociaż
ośrodkach
wości ulega nieustannemu sl(»pjaniu
na ogół minęły czasy, kiedy idaęJ
niedotykalny” uprzedzał wszystkich
o swym zbliżaniu się, a następnie chow*
za drzewo, by nie skalać innych swy?*
czystym cieniem — ekonomiczna i 4<X|e;’
dyskryminacja* Harijonów (czyh 4?
Boga”, jak niedotykalnych nazwał
głównie bezrolnych chłopów, trwa Strm
wy podział społeczeństwa na grupy ।
utrzymuje się w ogromnych obszarach 1®
Specjalna komisja naukowa stwierdzi,
jednej tylko wsi indyjskiej na południ
ju istnienie 25 kast
w wielkich miastach |
przemysłowych problem h?
Olgierd Dudrewic:
Jodrc U
MON » 47
WYKLĘCI 1
Poszliśmy gromadę na drugi koniec Da
gilthapur, do osiedla Hr ri Janów Jak w U'
dej wsi pariasi • mieszkają tu osobno I u
wszędzie ich ,,dzielnica’ jest najbiedrncp
Nora z trzciny oblepionej glinę. wy'*Ł
na metr — 1 mająca 4 metry kwadratu*
powierzchni. Jeden niziutki otwór sluri
drzwi wejściowe, okno — za ujście dla
mu Bo w zimie, kiedy padają deszcze 1 &
peratura przypomina nasz lipiec —
ludzie drżę z zimna 1 gotuję w cbac*T
tuję — to za dużo powiedziane. W
kęcie nory glina jest mocniej
i wgłębiona. Tu znajduje się Pa*enl*h*Lł
żeli nie ma drzew w pobliżu, chrust
opał Krowi nawóz — za pastę do
która dzięki temu nie rozsypuje
den — dwa gliniane garnku funkcję^^
spełnia sznurek, na którym wi»l '^a >
ba” — parę szmatj kilka wlasnoręcit^ »
cionych koszy do wszelkiego uzy
zbierania plonów — do kołyski ( 0
ot i cały ma jętek [...] flHMB
India Kołowroty nawadniające Tam gdzie rok dtteli pcię fBrhą i deszczowy
decyduje o plonach
Czasami obok nory rośnie drzewo owoco-
we - banan czy mango | 1 Czasami, bar-
dzo rzadko, jest też bawół, a to znaczy tro-
chę mleka, a nawet i odrobina topionego
masła, ghee Ale to sę wyjątki W ca o czę
cl zamieszkałej przez HariJanów sę y
cztery bawoły na 96 rodzin
Większość mieszkańców — to d2‘pr^'*^o
trzymają poletka wielkości 1.4 3 ° j_innlł
złej, bo nie nawodnionej ziemi lna'%0 n
obszarnik bezpośrednio sam e JJ>Vai.łlir
przy pomocy parobków) Jeden ta
daje 2 5-7 kwintali jaworu (n^rtosdo
we proso) rocznie. 2 czego Narząd
obszarnik Dawniej dostawał
trochę ograniczył t< nutę ♦, więc jest nieco
lżej zyc O ile lżej— obliczcie sami rodzina
którą odwiedziliśmy, otrzymuje rocznie net
to 2 2,6 ha około 400 kg proso czyli mniej
więcej 15 dkg dziennie na głowę 1 to wszy
stko. bo cl nie mają żadnych drzew ani
zwierząt domowych
Podobna nędza panuje zresztą 1 w „szla-
chetnej” części wsi Tylko, ze u Han jar ów
dochodzi dodatkowy moment ucisku kasta
SldUłUw toadlki !tQ 'y,
tmokl 1 ludne Rdle kierem
po Ar/i Warł.jwa 19 .H
książka I Wietlia t —
—103
158
58. KALKUTA
OLBRZYM WYROSŁY W DŻUNGLI
Delta Gangesu i Brahmaputry przypomina
wielki ogród tropikalny Przecina go ogrom-
na ilość kanałów, rzek i stawów; w ich roz-
lewiskach
r "* I
tanej sieci wód strzelają ku rozsłonecznio-
nemu niebu pióropusze palm i różnorodnych
egzotycznych drzew. Od soczystej zieleni
bogatej roślinności odcinają się pólka ryzo-
bagna Spośród sple-
Słome na szosach Indu w okolicach
rzę juczne, może unieść do 1000 kg
Kalkuty. Słoń
Indyjski łatwo się oswaja, bywa używany
jako
160
Iorzetykające dżunglę. W miarę posuwa-
się na południe, w stronę Zatoki Bengal-
I roślinność staje się coraz bujniejsza,
$ ludnienie — coraz gęstsze Wreszcie z te-
?d szaleństwa kolorów szmaragdu zieleni
Opalizującego szafiru wod i całej gamy barw
kwiatów wyłania się olśniewająco białe
: miasto - Kalkuta.
Kalkuta, stolica Bengalii, to największe
i miasto w Indiach, trzecie po Tokio i Szang-
haju miasto Azji, liczące 5 075 000 mieszkań-
ców (1968) To olbrzym wyrosły w dżungli,
o 140 km od morza, nad rzeką Hugli — za-
chodnim ramieniem delty Gangesu
Ewa Rudzka. Kalkuta. „Po-
znaj Świat' 1956, nr 4, s 3
(Olbrzym wyrosły w dżun-
gli)
ULICE NĘDZY I ŚWIĘTYCH KRÓW
Mgła. Zielony opar znad Zatoki Bengal-
skiej Skośne błyski w rozpostartych ramio-
nach delty Gangesu — rozlewisko iskrzy się
chmarą porannych ogników. Leniwiejące
owady milkną pod pierwszymi promieniami
słońca Senny zapach trociczek *, krowiego
łajna i chrupkich placków czapati. Daleki
jęk gongu Dzieci pierwsze wstają z cho ni-
ków; nagie, zaspane, pokąsane przez mos
YBrudnobiale kadłuby bez głów lezą jesz-
cze pod ścianami domów o barwie oc
lub kasztana to bezdomni z zasł°nięty™
twarzami. [ ) Dzieci, biegając w ry m
nych zabaw, trącają rozkudłane, suc
polano staruchy i starsze siostry, czarn
se, długonogie, zwinięte w kunsztowny
bek Pod ulicznym hydrantem po na^’
czyzna o najdoskonalszym profilu prze
zaropiałe od jaglicy powieki zdepta-
Daleki gwizd syren w porcie _
nym skwerze, bliżej centrum ra’7a’
domni wygrzebali się już z legowis
cy przystępują do P^^^^Tm^cz’
pole zamarkowane łupina pokon-
bambusowe pręty, zgnieciona p
serwach.
11 — N« wielkim Udil®
Kalkuta. Przed wejściem do Poczty Głównej wsrod
samochodów i tłumu przechodniów spaceruje z god-
nością „święta krowa”
Dzwonią pierwsze tramwaje, białe cielska
świętych krów falują niechętnie w stronę
śmietniska. Ach, cóż za rodzajowa scena,
tylekroć opiewana w relacjach zachwyco-
nych podróżników! Krowy są chude, tępe,
porosłe odwiecznym brudem, ich wymiona,
ziemiste jak plama trądu, zwisają puste i wy-
suszone. Ilość ich jest ogromna, ponad dwie-
ście milionów krów błąka się po Indiach;
największe pogłowie na kuli ziemskiej, nie-
mal tyle, co łączna ilość bydła w Stanach
Zjednoczonych i w Związku Radzieckim.
Część tylko tej ogromnej liczby służy do
celów hodowlanych. Reszta nie daje ani
mleka, ani mięsa, zżera paszę, niszczy skąpą
szatę roślinną na północy i zasiewy na po-
łudniu, tamuje ruch na miejskich skrzyżo-
161
Delta Gangesu i Brahmaputry przypomina wielki ogrod tropikalny
wantach, napastuje przechodniów Wszyst-
ko to dzieje się w kraju, gdzie każde źdźbło
paszy posiada nieocenioną wartość, gdzie
racjonalna hodowla, ubój i mleczność są po-
jęciami prawie nieznanymi. Jedyną racją ich
bytu jest to, że służą jako siła pociągowa
(niezbyt często) i dostarczają opału w po-
staci wysuszonego łajna Nieco za mało, jak
na ponad dwieście milionów sztuk
Przed kilku laty rząd wydzielił w Radża-
sthanie rozległą pustać i zorganizował trans-
porty świętych pasożytów, aby dokonały
tam, w spokoju świątobliwego żywota Hin-
duizm zakazuje zabójstwa każdego żywego
stworzenia, nie mówiąc już o naswiętszej ze
świętych — krowie. ]
Nawet jednak i ta forma ingerencji w ży-
woty świątobliwych krów spotkała się ze
wściekłym oporem ortodoksów * i rząd zo-
stał zmuszony do wstrzymania deportacji
krów na radzasthańską pustać.
Na rogu ruchliwej Chowringhee R°a
tam, gdzie pędzą rozwrzeszczane piętro*^
autobusy, skrzypią tramwaje i biegną
dzie — powstał zator. Krowa ułożyła s Q
poboczu szyn i żuje smętnie k°slr0Pale. _
cie Z zegarkiem w ręku obserwuję Prze
wydarzeń Po trzydziestu dwóch m’nU
krowa wstaje i wielkomiejski ruch 70
podjęty na nowo
Wiosiaw Górnicki
po garść ryżu V
1964, Iskry, s. '
podroż
154 I5«-
59. INDIO SIĘ UPRZEMYSŁAWIAJĄ
W ZAGŁĘBIU WĘGLOWYM
Wjeżdżamy do Biharu ] Jest to zarazem
jeden z najbiedniejszych rolniczo stanów
Indii i najbardziej uprzemysłowionych. Na
przykład skupia się tu znaczna część wydo-
bycia węgla, są całe rejony przemysłowe
Dużo obiektów budowanych przez kraje na-
szego bloku. [-.] .
Jedziemy obejrzeć w dzień to Indyjskie
Zagłębie [.. | Węgiel wydobywało się tu o
dawna, przez dłuższy czas właśnie systt mc
jakichś „biedaszybów" W rezultacie tru no
o bardziej smutny pejzaż hałdy i a '
porosłe koszmarnymi chwastami, wszys o,
co nie zabudowane, to chwasty i śmieci ,
„zabudowa” zaś dopasowana do tego
znakomicie, że czasem trudno odróżnić s e
tę blachy i dykty, pod którą mieś
dzie, od najzwyczajniejszej sterty s
Wszędzie handlują Ten handel* Kup'a
zonych okruchów ciasta, parę bananów, s
ta zielonych mandarynek. (1
W sporej świetlicy polskiego os edU
[w Sudamdih) zebrało się kilkudz cs
rodaków Są to wszystko wysoko
fikowani specjaliści, przeważnie ,nz^
wie, ale także majstrowie, technicy .
rzy. wykwalifikowani sPec|dl'st' „„„ojować
nia węgla na dole. W zasadzie
mieli i uczyc swoich indyjskich towarzyszy,
ale w praktyce często taki instruktor sam
bierze do ręki „marteaupicąuer" praca musi
być pilnie wykonana, inaczej plan leży...
Sam profil pracy sprawia, że większość
obecnych — to Ślązacy Patrzę na nich, sam
nie wem, wstyd się przyznać., z rozrzew-
nieniem. Blisko dwadzieścia lat temu, we
Francji, miałem do czynienia z pół milionem
Polaków, też zajętych rąbaniem węgla Ale
tam to byli przede wszystkim robotnicy do-
łowi ciężko pracujący dla niezłych zarob-
ków tam, gdzie się nie śpieszyło delikatniej-
szym tubylcom Tu — to są specjaliści, naj-
lepiej płatni, najbardziej wykwalifikowani
Nietrudno o przeciwstawienie ongi wywo-
ziliśmy siłę, ilość, surowce, dziś wywozimy
rozum, jakość, gotową produkcję, gotowe
całe obiekty przemysłowe. [..]
Przystajemy. Daleki rząd niebieskich pa-
górków — i to wszystko. Cala reszta poza
tym — to hałdy i hałdy. (Jesteśmy w Gidi.j
Jest tu duża kopalnia odkrywkowa, właśnie
na wykończeniu. Stoimy na szczycie wyko-
pu, ogromna, wielopoziomowa jama, jak
u nas w Turoszowie Na dole kręcą się spy-
chacze, ciężarówki, ekskawatory *, ale to tak
163
162
Obok nowoczesnych transporterów zatrudnia się jeszcze na budowach w Indii tragarzy-kobiety, które w le-
szach na głowie noszą materiały budowlane
daleko, że i hałasu prawie nie słychać. Do-
szli już do węgla
Ale Polacy w Gidi pracują przy budowie
płuczki Wydobyty z odkrywkowej kopalni
węgiel będzie tam sortowany przy pomocy
wody.
Jedziemy na tę budowlę Jej szkielet z że-
lazobetonu z grubsza gotów. Zaczęło się
montowanie taśmociągów [ ] Płuczka bę-
dzie w dużym stopniu zautomatyzowana
O, proszę — mówi kierownik, robi krok,
naciska guzik — i cały taśmociąg rozpięty
na paru piętrach natychmiast przystaje
Kiwamy z podziwem głowami i robimy pa-
rę kroków Ścian budynek jeszcze nie po-
siada, widzimy sąsiednią budowlę, gdzie się
jeszcze betonuje podłogi To znaczy, widzi-
my karawanę kilkuset kobiet, każda z nie-
wielkim koszykiem na głowie Wyprostowi
ne, zgrabne, młode, ale o posiwiałych wk
sach — o, to tylko kurz cementowy —*
ciemnych byle jakich sukniach po pW)
Idą spod odległej o pół kilometra betoniarz
każda wchodzi na pierwsze, na drugie
tro, podchodzi do robotników, tu się jej
muje koszyk z głowy, wywala parę kilo
tonu, które przyniosła Bierze koszyk, popj®
wia na głowie specjalną poduszkę,
ułatwia dźwiganie ciężarów, już 1
wrotem. Jest w tym coś z symbolu ®
czesny, zautomatyzowany obiekt bu
kim oto przedpotopowym sposobem
Jerzy Putrament Na
gach Indii Warszawa I®1
MON, s. 50. 56, 58,
60. PUSZCZA NA CEJLONIE
Kraj, który się przede mną otwierał [ ]
był tak czarująco piękny, że żadne gady nie
są w stanie odstraszyć od poznania go
Przede wszystkim... Słońce I
Jakie ono innel Jakie niepodobne do na-
szego miłego złotego, łagodnego źródła ra-
dości i życia I
Tam, pod równikiem, Słońce jest straszli-
wym ,,bezwzględnym żywiołem”, panem
świata, ,.smokiem ognistym' [ ] 1 nie tyle
dokucza gorąco, co blask światła Białe,
przejmujące, bezlitosne, przebija wszelkie
powłoki [ .]
— Prędzej ukryjmy się w cieniu!
Błogosławione niech będą drzewa, sprzy
mierzeńcy człowieka! Zagłębiamy się skwap
liwie w potężny bór wyssany z wnętrza Zie-
mi przez królewskie Słońce Przedarliśmy się
przez chaszcze i liany zewnętrznego poszy
cia, jesteśmy w piwnicach lasu w jego spich
lerzu Po piekle straszliwego blasku ogarną
nas brunatny mrok, prawie noc. [• 1
Niby w studzienkach błyszczą duże ka uze
wody lub błota Aha, więc to są owe rezer
wuary * wilgoci, którymi żywi się puszcza
w miesiące żaru i suszył Ostrożnie posuwa
my się dalej grzbietami korzenisk, czase
na czworakach, czasem skacząc Prze*
zbiory rojące się od pijawek i r° aC
Ale nic ciekawego wciąż ten sam run
zmrok, w którym wznoszą się. Ja
zajrzeć kolumny olbrzymich ciemny
zwykle chropawych, czasem kosmatych,
jakby w futra odzianych Szczyty ich nikną
w ciemnościach przetykanych grubymi lia-
nami Nigdzie promyka słońca, nigdzie ziele-
ni lub barwy jeno niekiedy rozgorzeje w
oddali zawieszona w górze na pniu koloro-
wa plama trupiobladego lub rubinowo-krwa-
wego storczyka Wokoło bezruch i cisza nie-
zmącona Czasem tylko zleci z góry liść lub
szyszka, gałązka i spocznie w swej wodnistej
trumnie Czasami gdzieś z dala, z góry do-
leci przejmujący wrzask ptasi lub małpi,
znak rozgrywających się nad tymi piecza-
rami lasu dramatów [...]
Uciekamy, gdyż malaryczne tchnienie
bagnisk wdziera się do naszych płuc wraz
z gorącą wilgocią leśnych oparów
Właściwie nie widzieliśmy lasu, choc by-
liśmy w jego rdzeniu u jego podstaw. Aby
las ten w całej okazałości obejrzeć, trzeba
udać się na brzeg pól uprawnych, albo od-
szukać rzadkie śródleśne łęgi, wreszcie pły-
nąć z biegiem rzek Wtedy dopiero widzi
się całą ich cudowną budowę i ocenia potę-
gę ich wzrostu Bo w dole nie ma życia, ży-
cie mieści się wyżej, gdzie korony wielkich
drzew liściastych gumusów ♦, mahoniów,
cedrów, drzew kamforowych, sandałów
magnolii i Innych tworzą pierwsze sklepie-
nie tak gęste, ze nie przepuszcza ani promie-
nia światła, ani słabych deszczów Przebić
go mogą jeno zwrotnikowa ulewa i piorun
165
164
udać się na brzeg poi uprawnych Na pierwstyra p *
Aby zobaczyć puszczę w całej okazałości należy
nie widać pola ryżowe
Ponad to sklepienie strzelają dopiero bardzo
godne, bardziej chciwe słońca odmiany
drzew, przeważnie palmy, których prześlicz-
ne pnie tworzą kolumnady drugiego piętra,
a szerokie, oplątane pnączami liście, jego
dach Dolne piętro śluzy im jak gdyby za
oprawę i rusztowanie, podtrzymujące i ra-
tujące od złamania przez wichry, te odziem-
ki drzew niesłychanie strzeliste i cienkie w
stosunku do swej wysokości Są to palmy
tak potężne w swym wzroście i tak lubujące
się w słońcu i przestworzu, że wybiegają
nawet ponad to drugie piętro — tworząc do-
piero trzecie — przewiewne, świetlane ko-
lumnady wznoszące się [wysoko] nad zie-
mią i ubrane już we wszelki przepych kolo-
rów i kształtów Tam kwitną liany, rzadkie
orchidee, tam rozwija — co trzydzieści lat —
swój kwiat do drzewa podobny palma VitlC
larzowa Tam wre życie puszczy, przelatuje
roje barwnych, jak motyle, papug i ptakó*
drobnych jak motyle na skutek oddaleni*
wysokości Gromady małp blją się, koczujA
zbierają pożywienie Tam pełza wąż
kając piskląt i jaj w gniazdach; laTn
cie żyje mnóstwo nie znanych nam
owadów, ptaków, czworonogów, które n
me schodzą i nie potrzebują schodź1
ziemię, gdyż nawet wodę znajdują w
winach liści lub owocach roślin
n<j
aw Sicrnae*'1
u*rud kosmatych I*”
1957
P,i^szechna, s 194-1^
fil archipelag dymiących wulkanów
PRZYBIJAMY DO BRZEGU
Od prawej burty wynurza się z morza wy-
raźnie widoczne juz wybrzeże Jawy Wita
nas złocistą plażą i gęsto porastającymi wy-
brzeże pióropuszami palm Nieco wyżej, na
zboczach, skłębiona masa zieleni poplamio-
nej brązowymi poletkami ryżowymi, nad
Kfajubr.u wulkanuna Ijwh-
tym fioletowe, na wpół ginące w chmurach
szczyty majestatycznych wulkanów Ten
wielki łańcuch gór wulkanicznych początek
swój bierze az na Sumatrze, biegnie poprzez
całą Jawę i kończy się na Małych Wyspach
Sundajskich Centralne miejsce w owym lu-
ku zajmuje Jawa
W miarę zbliżania się zachodu słońca
11.7
166
Palma kokosowa która mer udko rocLri 6 raty do
roku. Na zdjęciu krajowiec wspina się po orzechy
kokosowe
krajobraz nabiera niezwykle intensywnych
barw Okręt płynie cicho i spokojnie. Wido-
ki przesuwają się jak taśma filmowa Wszę-
dzie palmy, palmy i wulkaniczne wysepki.
Mijamy wystający z morza słynny Kraka-
tau. (...)
NA JAWIE ZIEMIA DAJE TRZY ZBIORY ROCZNIE
(Po wylądowaniu wsiadamy do samocho-
du ] Przecinamy w poprzek aluwialną • ni-
zinę północno-zachodniej części Jawy [..]
Jawa należy do najbardziej urodzajnych
obszarów na kuli ziemskiej. Klimat tutejszy
Jest niemal cieplarniany Pod szóstym stop-
niem szerokości geograficznej (.. ] upał trwa
od szóstej rano do szóstej wieczorem. Tłusta,
brązowa ziemia rodzi bogato. Na niedużym
skrawku ziemi można jednocześnie obser-
wować wszystkie stadia wegetacji roślin-
nej zagony ryżu stojące jeszcze pod
dą, zielone pęczki młodego ry2u
kilku centymetrów, które przebiły ju
wody i wreszcie, tuz obok, zrudzlaK^
wający ryz o ciężkich, bogatych w a**
kiściach Ziemia da je trzy zbiory ro'8^
Wymaga jednak wiele starań l pracy p^*
chłonna uprawa ryżu możliwa jest tylk^
krajach o gęstym zaludnieniu. Jawa w *
pełności spełnia i ten warunek. Zamieszki
ją ponad pięćdziesiąt cztery miliony |ud*
a więc sześćdziesiąt procent mieszkańców
całego Archipelagu [Malajskiego] Ze swy
mi czterystu mieszkańcami na jeden kilo-
metr kwadratowy to chyba najgęściej >
ludniony zakątek świata. (...)
Kraj zasobny i biedny, ziemia kontrastów
Wygląda z daleka jak zaciszny raj, w któ-
rym życie płynie, zdawałoby się, bez Wiei-
kich trosk Jest to jednak tylko złudzenie
Przy bliższym poznaniu warunków zyrj
mieszkańców nierzadko okazuje się, że wieś-
niak, właściciel skrawka gruntu, siedzi w kie
szeni kupca, Araba czy Chińczyka, który po
udzielonych kolejno kilku lichwiarskich po-
życzkach staje się faktycznie właścicielem
ziemi Chłopu zatrudnionemu na wielkich
plantacjach lepiej się powodzi. ( ) Mijamy
( ] plantację kauczukową. Popielate, krępf
pnic uszeregowane jak żołnierze Szeroko
rozłożone gałęzie tworzą zwarte sklepienie
Twarde ich liście zaczynają żółknąć jesien-
nie Z nacięć na pniu kauczukowego drze*2
wycieka w ciągu roku cztery kilogramy
texu — mlecznobiałej cieczy, natychmias-
twardniejącej na powietrzu [..]
Wjeżdżamy z kolei na przedpole P°^J
nych masywów wulkanicznych, ( 1
szących się ponad dwa tysiące metrów'
bliskie zbocza górskie pokrywają
ciemnozielone krzewy herbaciane,
z odległości przypominają do złudzeni® ®
ko falujące morze Herbata lubi wilgo,nl
wyzsze regiony, dlatego też jej plantac je.
dobnie zresztą jak i plantacje drzewa C1
wego, umiejscowiły się na wysokości o
ciuset do półtora tysiąca metrów
168
Ulica w Djakarcie — trzymilionowe) stolicy Indonezji
PALMY KOKOSOWE
[Podczas podróży po niewielkiej wyspie
Laut] prosimy o coś do picia Obok stojący
krajowiec bez namysłu przewiązuje krótki
sznur wokół kostek, niczym małpa wspina
SIQ na wysoką, wiotką palmę i odcina koko-
sowy orzech, który z hukiem ląduje na zie-
mi Wywiercamy dziurę, doskonałe mleczko
9asi pragnienie Po rozłupaniu słodki miązsz
orzecha służy nam za drugie danie.
Palmy kokosowe, których dosc dużo jest
,u nad brzegiem, rodzą sześć razy do roku
Za każdym razem dają niecały tuzin dużych
złocistych owoców' Gdy się koło nich mc
zabiega, nie nawozi tak, jak to się dzieje na
Laut, wówrzas żywot ich jest krótszy i ro-
dzą owoce tylko do siedemdziesięciu lat
Palmy kokosowe lubią słone i wietrzne wy-
brzeża Na Archipelagu najwięcej ich można
znalezc na wyspach Sulawesi, Molukach i w
zachodniej części Jawy.
Wojciech Dworc/yk Arrh
pefag dymiących * alKc
now Warwawa 1961 MON
s. 12—13, 22—24. 27 50—51
169
skrętow żmii, ani kleszczy wżerających sip
w ciało, ani niespodziewanego ryku tyorysa
Zdarzają się tylko motyle o niebywałych
wzorach na skrzydłach. Dżungla jest obok
Ale chyba tylko udaje. że pogodziła sie
7 obecnością drogi. Po czerwonych zboczach
przekopów chyłkiem ku niej wysyła zwia-
dowcze plutony powojów
Nagle jedno poletko, drugie... Mijamy cha-
ty na palach: wieś Toów * Przy płocie leży
wielka zwinięta mata przenośne klepisko
na którym młóci się ryż, bijąc niewielkimi
wiązkami o pochyło położony na macie ka-
mień lub deskę. Od potoku idzie kobieta
z bambusowymi stągwiami na nosidle- po
każdej stronie nosidła trzy bambusowe „ko-
lana1’ mieszczące w sobie po cztery litry
wody.
I znów dżungla. Znów wieś na palach.
Chłopak w stożkowatym kapeluszu prowadzi
Wietnamska dziewczyna
bez obawy, ze mu gdzieś umkną w gąszcz.
Bo gąszcz zaczyna się o kilkanaście kroków
za wsią.
62 DŻUNGLA NA PÓŁWYSPIE INDOCHIŃSKIM
Wszędzie zieleń, nic oprócz niej, całe mo-
rze splątanej zieleni w różnych odcieniach
Jednak nie tylko W gęstwinie naraz pło-
mień, jeden, drugi, trzeci... Są jaskrawe, jak
gdyby w ciemności za jarzyły się naraz głow-
nie. Rwą oczy swoją nieoczekiwalnością [ .]
Wypadam z wozu, wskakuję w gąszcz, (...)
gramolę się w kłębowisku gałęzi, potykam
o liany, właściwie tylko kilkanaście kroków
dzieli mnie od tego czegoś, co się tak czer-
wieni wśród liści, przybliżam się jednak z
żółwią slamazarnością. Wreszcie jestem na
wyciągnięcie ręki. Kwiat... wielki, podłużny
i ciężki jak pocisk kwiat... Dziki banano-
wiec (...)
O karoserię gazika znów łomocą przydroż-
ne trzciny, po obu stronach pleni się dżungla,
z rzadka sterczy w jej gęstwinie bezlistne
drzewo pokryte wrzecionami gniazd termito-
wych Niemal spod kół wozu wzbija się, ło-
mocąc ciężko skrzydłami, ptak wielkości cie-
trzewia czarny z brązowymi skrzydłami
biem-biep, łowca wężów i myszy (...) W bród
przejeżdżamy przez potoki — tuż obok pre-,
rzuconych nad nimi mostów. Bo mosty
dla pieszych, nie udźwignęłyby ciężaru auta
Budowane przede wszystkim z mat, wspiera
ją się na filarach, do których konstruowar
służą maty — robi się z nich coś w rodzaP
koszy czy beczek wypełnionych kamienia17 .
Natłok dzikich bananowców niknie. ustę |
puje miejsca intensywnym rozbłyskom. I
się mrużą od tego blasku Można by
śleć, że słońce odbija się w tysiącach
rek poustawianych na okolicznych z oC^
To płaskie, okrągłe korony palm
jak gdyby je ktoś pociągnął warstwą
nego lakieru i wypucował do glancu
Bliska na krok dżungla pokazuje si^
inaczej Widziana z drogi wyglą a
dym razie tak uroczo, jakby chcia a
ze nigdy nie miała nic wspólnego'
wszystkimi plagami, które dla bazu^
oddziałów (wojskowych) slan?\ękii m0-
wszechną udrękę. Na drodze ani
skitów niosących malarię, ani bezsz
170
63 (POCIĄGIEM PRZEZ CHINY DO DEMOKRATYCZNEJ REPUBLIKI WIETNAMUJ
(ZMIENIAJĄ SIĘ KRAJOBRAZY)
Jechaliśmy zrazu zachodnim skrajem Ni-
ziny Chińskiej, mając po prawej ręce, na za-
chodzie, góry Taihang, a po lewej słynną
Nizinę Góry z daleka przypominały Pieniny,
niekiedy Tatry, tylko że były całkiem bez-
leśne. [...]
Nizina Chińska, po lewej stronie, wywoły-
wała czasem uśmiech i osłupienie, bo miej-
scami tak przekornie podobna była do ziemi
łowickiej wypisz-wymaluj — ta sama płas-
kość przez dziesiątki kilometrów, te same je-
sienne pola po ukończonych żniwach, dziw-
nie swojskie miedze, ani na lekarstwo lasu,
za to liczne drogi, porosłe równymi szerega-
mi drzew bardzo podobnych do naszych to-
poli.
Tylko tu i ówdzie pola bawełny mąciły po-
172
dobieństwo nie zebrane jeszcze białe pąh
na krzewach wyglądały z daleka jak białe,
śliczne kwiaty. I całkiem nie polskie były
dwukołowe arby ciągnione przez koma
i osła. A chaty tutejsze? O ileż lichsze niż na-
szych chłopów w Polsce, lepianki-kurniki ra-
czej niż siedziby ludzkie. Ludzie zaś ubodzy
kiepsko odziani o tej porze roku, w pażdzier
niku, mało co pracowali na polach, natomias
tysiące ich wędrowało drogami i ścieżkann
Na swych ramionach dźwigali nosidła, o
wieszone przeróżnym towarem.
Wschód to wciąż jeszcze kraina tragarZ^"
szybkie, krótkie kroczki i ciała uginaj4ce
pod ciężarem, to najpospolitszy tu
niemal symbol. [...]
PO przebyciu rzeki Jangcy-ciang — Nie-
bieskiej Rzeki — pociąg pędzący dotychczas
wprost na południe, zboczył nieco na zachód
| । wszedł w kraj górzysty, tak charaktery-
styczny dla całych południowych Chin Zni-
kały szybko chłody północy i smętnośc kraj-
obrazu, słońce było coraz mocniejsze, a wraz
i i ciepłem wszystko nad podziw piękniało.
Czerwona ziemia rodziła zieleń soczystą
I drzewa zamaszyste — zarosła pleniły się
popędliwiej i strumienie były weselsze, na-
wet chaty zdawały się tu zamożniejsze, ogro-
dy bujniejsze, a ludzie mniej przygarbieni
Gdy zbliżaliśmy się do Zwrotnika Raka
i i prowincji Kuangsi, mijaliśmy gdzieś kolo
Hangczou krainę tak urodziwą, że dech nie-
I ledwie zapierało człowiekowi, z ryżowisk
nizinnych wystrzelało tu mnóstwo stromych
gór wapiennych, niby kilkusetmetrowych
wieź skalistych, oblepionych w swych zała-
mańcach szaloną zielenią Wszystko to ra-
zem łagodne ryżowiska, buńczuczne skały
I i przytulone do nich słoneczne chaty, i nie-
I bo czarujące, wszystko to stwarzało obraz
jakiejś niewysłowionej pogody i szczęścia
I — Pięknie tu, prawda? — zapytał Chiń-
I czyk, mój znajomy z wagonu restauracyjne-
I go. Widać było, że cieszył się z mego podzi-
wu dla krajobrazu
I — Ludzie muszą tu być szczęśliwi — od-
powiedziałem — Szczęśliwi, szczęśliwi, —
l potwierdził z lekkim przekąsem. — Czy nie
! są szczęśliwi? — zdziwiłem się. — Nie wszy-
scy byli tu szczęśliwi — odparł i opowiedział
rai o losach powabnej ziemi. Dawniej, kiedy
to jeszcze były dzikie kresy południowe, ce-
sarze chińscy zsyłali tu za karę licznych poe-
tów i malarzy, którzy popadli w niełaskę
u dworu Tu powstawały arcydzieła poezji
chińskiej, opiewające piękno przyrody, lecz
tu także wsiąkały w ziemię łzy goryczy
i zwątpienia zesłańców, pożeranych tęsknotą
za utraconą na północy ojczyzną (...)
były to tropiki
Natomiast, gdy następnego dnia zawitaliś-
my do ostatniej chińskiej stacji granicznej
To juz Wietnam. Po drugiej stronie gor leży Chiń-
ska Republika Ludowa Wśród bujnej roślinności wi-
doczne są okazale hscie bananów
Pingsiang, zapisałem tam sobie do notatnika
trzy ważkie słowa z radosnym wykrzykni-
kiem Nareszcie przepych tropikalny! ♦
Tak, były to tropiki! W powietrzu unosił i
się gęsty, znamienny zapach dojrzałej ro- ,
ślinności. Ludzie, chociaż tak samo Chińczy-
cy, byli tu powolniejsi, jakby więcej czasu i
mieli niz gdzie indziej Wilgotne, parne ciep-
ło żywo przypominało mi Madagaskar
i Amazonkę i było takie, ze rano poiło czło-
wieka kuszącymi marzeniami, w południe zaś
męczyło jak klątwa — ale najdobitniej
uświadomiły mi wejście w inny klimat mo-
tyle. ;
Pomimo jesiennej pory— bo i w tropikach
przecież mocno zaznaczają się pory roku — I
w Pingsiang nagle zaroiło się od mnóstwa
motyli i wszystkie były zupełnie odmienne I
od tych nielicznych gatunków, jakie widzla- i
łem jeszcze dzień, dwa dni temu. (...) 1
W Pingsiang nastąpiła przesiadka na po- I
ciąg wietnamski i kilka kilometrów dalej
przebyliśmy w górzystym (jakżeby Inaczej) '
terenie granicę między Chinami a Północnym |
Wietnamem Tędy szedł także dział wód mię-
dzy dorzeczem chińskiej Sikiang, która za na-
mi została, a zlewiskiem Zatoki Tonkińskiej (
przed nami Więc odtąd zjeżdżaliśmy stale
w dół wzdłuż górskiego strumyka, który
173
ŻÓŁTEJ RZEKI
Huang-ho bierze początek
Pikowanie rozsady ryżu na zalanych wodą polach
wnet stał się rzeką całą gębą i wił się w do-
linie o czarującym znowu pięknie po bo-
kach urwiste góry z tropikalną puszczą, na
dole obok toru kolejowego, ryżowiska A
każda piędź ziemi ornej wykorzystana do
ostateczności, jak w doniczce. Właśnie były
żniwa Ludzie na polach ścinali dojrzały ryż.
Ludzie przeważnie już w stożkowych kapelu-
szach wietnamskich i w brązowych kafta-
nach. Brąz to kolor wietnamskiego chło-
Tak oto zjeżdżaliśmy słynną doliną noszą-
cą nazwę Bramy Chińskiej, przez którą od
tysięcy lat parły z północy na południe nie-
zliczone hordy surowych wojowników, ale
płynęły także zapładniające fale cywilizacji
chińskiej. [...]
175
174
Pociąg nasz po kilku godzinach kręcenia
się w ryżowych dolinach, wśród gór coraz
niższych i łagodniejszych, wypadl wreszcie
na Deltę Tonkińską. Przewiewna, płaska
równina jak okiem sięgnąć; tysiące pólek ry
żowych, poprzedzielanych miedzami-tama111
i setki wiosek w kępach jakichś ^rzeW'^
przeważnie wysokich bambusów Ta
Wietnamu, podobnie jak Nizina Ch ns
o fantastycznie żyznej glebie, należy do n
gęściej zaludnionych na ziemi dolin
Arkady Fiedler
nany. U bujnych
i męinych Nco. 11—I3,
1967, Iskry, s. o
16.
64 UJARZMIENIE
[Żółta rzeka — Huang-no __
na północnych stokach gór, obrzeżających
Wyżynę Tybetu. W górnym biegu, aż do
miasta Lanczou jest typową rzeką górską,
płynącą wśród urwistych skał i wąwozów !
KRAJOBRAZ LESSOWYCH CHIN
Na wschód od miasta [Lanczou] zmienia się
gwałtownie krajobraz. [...jSzare groźne ska-
ły ustępują, a na ich miejsce pokazują się
monotonne szarozółtawe góry Są najczę-
ściej zupełnie nagie, nie porośnięte ani la-
sem, ani nawet niekiedy trawą. Mają zbocza
miękkie i łagodne, postrzępione jednak nad
rzeką w głębokie kaniony o prawie prosto-
padłych ścianach Wyglądają trochę jak
wielka bryła osełkowego masła, którą nie-
udolny sprzedawca pokroił w nierówne
schodkowate kawały. Wpływamy w krainę
lessu W bryłę tę wrzyna się wielka rzeka
z całą siłą i rozmachem, jakiego nabrała spa-
dając w swej dotychczasowej, liczącej ponad
2000 km podróży z wysokości 4460 m n.p.m.
u źródła, aż do 1550 m n.p m przy Lanczou.
Spadek wyniósł więc prawie 3000 metrów.
Jest to spadek duży: 1,5 m/km. Nasza Wisła
na przebiegu liczącym w całości 1068 km
traci około 1000 m. Spadek wynosi więc za-
ledwie jedną trzecią spadku tego odcin a
Rzeki Żółtej.
Za Lanczou rzeka głęboko wrzyna się
płaskowyż lessowy Less to porowata, dająca
rozetrzeć się w palcach glinka o żółtawej
barwie Powstała głównie z osadzenia się py-
łu kwarcytowego naniesionego przez wiatry
Tworzy ona w dorzeczu Huang-ho olbrzymią
pokrywę łatwo poddającą się erozji • Rzeka
żłobi w tej glince głębokie urwiste wąwozy
Porywa przy tym olbrzymie ilości lessu i me-
sie na [niziny] W ten sposób powstał ów
bajeczny krajobraz lessowy. Z jednej strony
wiatry rzeźbią tu pagórki w łagodne miękkie
wzgórza o niewielkiej wysokości względnej
Z drugiej strony każda dolina rzeczna staje
się głębokim urywistym kanionem *
jest glebą bardzo urodzajną Jest on
_ardzo przepuszczalny dla wody Na lesso-
wych glebach wyrastają trawy i małe drzew-
ka. Wkrótce jednak pokrywają je nowe na-
wiane warstwy lessu Pozbawione dostępu
powietrza rośliny giną i butwieją pozosta-
wiając w ziemi Jakby pionowe kanaliki W
wyniku tego opadające deszcze nie zwilżają
dostatecznie lessu, lecz woda szybko przesą-
cza się w głąb ziemi Dlatego tez tam. gdzie
~ na-
less - _
turalnej żyzności —
Less
bardzo przep
X ---
w sprzyjających wa
warstwa I.
uprawiać zboża i inne
i
t
zalega grubą warstwą — mimo jego na-
J powstają dosyć trudne
warunki dla rolnictwa Natomiast tam, gdzie
warunkach klimatycznych
lessu jest cieńsza, można doskonale
____ , _ 11 rośliny, pod warun-
kiem oczywiście dostarczenia glebie *
tecznej ilości wody. [„.]
dosta-
DLACZEGO 2ÓLTA RZEKA
[Rzeka I jej dopływy porywają z terenu
lessowego olbrzymie ilości materiału,] Płynie
więc woda pół na pół wymieszana z żółtym
lessem Teraz nie ma już wątpliwości, że
nazwa rzeki w pełni odpowiada stanowi fak-
tycznemu Jest ona żółta i błotnista [...] Ba-
dania naukowe wykazały, że cała Nizina
Chińska, przez którą rzeka płynie, zbudowa-
na jest z osadów rzecznych. Półwysep Szan-
tuński był prawdopodobnie niegdyś wyspą
skalistą na płytkich morzach przybrzeżnych.
Nie jest to fantazja W ciągu ostatnich stu
lat delta Rzeki Żółtej posunęła się w głąb
morza o ponad 20 kilometrów. [...] Rzeka Żół-
ta jest to więc potężny transporter, który
przy pomocy wody przerzuca olbrzymie iloś-
ci ziemi z centrum kontynentu na ocean, [...]
ZCaitó;' RWzeM0'>'°n'’ “ P'Zy i,0dk0wym b1^
K, . rzeką Huang-ho powstały pien^
laik! państwa chińskiego. | ] Cztowtek
S do tego, by go żywiła. Ale
, me od razu dała się ujarzmię o*
orzynoslla co roku z wodami j»^
SZ olbrzymie ilości iyznego, bogaty
dTYX wcale nie zamierzała dla ludzh.,
m av zrezygnować ze swych obycap,
wygody « r» WYlewala i zmieniała swe
‘ hWCÓ «-.dług własnych upodobań.
koryto sę brzegów osady i chaty sja
T1PrWęskanp°wodzi' ZÓlle WZbU'“ne
dała klęsa P wieloletniej pracy ols
P°T ^ooTch przejścm żółty -zyzny-
wieka, a P°'Pzjelone jeszcze 1 niedojrzale
pokrywał idu wjelkl dobroaw
zasiewy W ten P msKIVoe.
stawał się jednocześnie o—
lem
Człowiek stanął więc w sytuacji przymu-
sowej Nie mógł uciec od rzeki, gdyż tylko
lu znajdował w dostatecznej dla siebie ilośa
niezbędną wodę oraz żyzne namuły rzeczne
Nie mógł jednak pozwolić na to, by owoce
jego wieloletniej pracy narażone były na
ciągłe niszczenie. Pozostawało mu jedno
wyjście. Podjąć walkę z rzeką Walkę t?
prowadzi do dziś. Nieraz ponosi w niej po-
rażki. [...] Główny problem polegał na tym
że wpływając na [niziny] i tracąc siłę ora:
szybkość, rzeka osadzała na dnie swego ko-
ryta olbrzymie ilości mułu Koryto w ten
sposób spłycało się i Huang-ho szeroko wy-
lewała zatapiając wszystko wokół Oczywi-
ście prymitywny stan techniki sprzed wielu
tysięcy lat nie pozwalał człowiekowi na po-
głębienie dna rzeki Pozostał mu więc jeden
tylko sposób Sypać wzdłuż rzeki wały W
ten sposób, gdy stopniowo dno rzeki podno-
siło się coraz bardziej, również rosły wzwy*
i brzegi rzeki — umacniane wałami
rzeki — w sposób naturalny. Brzegi lkJ
ki gigantycznej pracy pokoleń ludzi.
tego, jakie możemy obserwować
przedziwne. W dolnym biegu Huang ^n8.
nie jak gdyby w olbrzymim otwarty^. po-
le wysoko ponad otaczającymi ją P° I
budowane kanały na-
pozwalaję zwiększyć
pól 1 zagospodarować
iniensywnio
tfadniaj4cc
wydajn°ść
odłogi
ziom wód znajduje się nieraz o
trów wyżej niz otaczające je r0W™ _
obraźmy sobie olbrzymią rzekę i P
cą wiele tysięcy metrów sze®cl®"n^ech pję-
na sekundę płynącą na wysoko
Łatwo sobie wyobrazić, co się stam . j^
żeli na skutek ludzkich zaniedb^ana\vały
ludzkiej złośliwości przerwane z masy
ziemne w takim miejscu. trzech
wody walą się wówczas z wysoko
pięter na otaczające pola i ^'os_ . gospo-
Jednym z najważniejszym i Republika
darczych, jakie realizuje ujarzmienia
Ludowa, jest wieloletn P ówn0 wzno-
Rzeki Żółtej. Plan przewiduje lowanie
szenie walów ochronnyc » środko-
rzeki, jak I zabezpieczenie zboczy
12 — Na wielkim hdsle
wego biegu rzeki przed erozją oraz stwo-
rzenie wielkich systemów nawadniających
i uzyskanie z rzeki energii wodnej, a także
przystosowanie jej do potrzeb komunikacyj-
nych Jest to plan gigantyczny, zakrojony
na kilkadziesiąt lat W ogólnych zarysach
jest juz sformułowany, a pierwsze prace zo-
stały rozpoczęte i nawet w niektórych miej-
scach poważnie zaawansowane. (...) Koryto
rzeki przegrodzą potężne zapory wodne któ-
re przekształcą Huang-ho w „rzekę kaska-
dową". Zapór takich ma być 46 Częsc z nich
pozwoli utworzyć w korycie rzeki wielkie
zbiorniki wodne
Jerzy Lobman Ujarzmienie
Rzeki Zoile) Warszawa
1965, PZWS. $. 12—14, 16—
—18. 21—22, 75, 78.
176
05. PEKIN
Ulice zatłoczone rowerami To jest pierw-
sze wrażenie z Pekinu Rowery są różne
zwykłe riksze osobowe, towarowe oraz
dziecięce Riksza dla dzieci to następujące
urządzenie: rower i duże pudło, jak gdyby
kareta, w której mieści się sześcioro lub oś-
mioro dzieci w wieku żłobkowym Rano taka
riksza objeżdża poszczególne domy, skąd
zabiera dzieci do żłobka. Wieczorem tą sa-
mą drogą powrót.
Drugie zaskakujące spostrzeżenie wielu
przechodniów w białych maseczkach, które
zasłaniają usta i część nosa. Nosi je chyba co
dziesiąty przechodzień [...]
Wędruję po mieście. Ulice bardzo szerokie,
a przy nich nowoczesne gmachy, podobne do
naszych biurowców z Kruczej, albo wąziut-
kie najwyżej na jeden samochód, bez chod-
ników Wzdłuż takiej ulicy, nic tylko dwa
W od C2asu
• i _ . C2a$Ł
długie mury. _____
wejście na podwóreczko. Wokół p0(j - 1
ka parterowe domki mieszkalne Kazd
domek zawiera jeden pokoik, co n
dwa Taki komplet domków wraz
reczkiem jest mieszkaniem rodziny chS^
To znaczy tak było ongiś, gdy w Pekinie 1 ।
było problemu braku mieszkań NietnidT
się zorientować, zajrzawszy do pierwszej
lepszego podwóreczka Pekinu, że i tutajj^
w Warszawie, istnieje problem dokwatero-
wywama i upychania kilku rodzin w jednym
komplecie domków
Dużo tramwajów i autobusów Ciężarówki
i auta osobowe Dwukołowe wozy, ciągnione
przez osły. Osły mają pod ogonami przy-
wiązane woreczki na kupki. Jest regułą, że
wózek ciągnie jeden stary osioł, a obok
idzie w uprzęży me pracujący miody osio-
Pekin Nowe osiedle
tek Chińczycy mówią o tym ma y
„On nie pracuje, ale on się uczy
Pekinu jest park, a w parku sztucznie
pana góra zwana Górą Węglową
wspaniały widok na miasto. 1
Szyby w moim hotelowym P° 0
wprawione w metalowe ram\ Jest o
okno szczelnie zamykające się • im
powrocie do hotelu zauważam warsQ0
tego pyłu lezącego na blacie sto u s
przy oknie To pył mesiony "‘^cieje od
styni Gobi Wciska się wszędzi
niego niebo nad Pekinem ( 1 e
Jest godzina czwarta w nocy Jes^
śpię. Według czasu warszaw s ie^
chwili zaledwie dziewiąta wiec j^u-
więc nic dziwnego że me mogę będę ch0.
szę się przyzwyczaić do wstawał
dzlć spać o piątej P° P° wjedM, „y roi
O pierwszej w nocy Dia łem środ-
się to uda Nigdy jeszcze ni
ków nasennych i chciałbym uniknąć tej osta-
teczności.
Spacer popołudniowy zawiódł mnie na
ulicę wiodącą wzdłuz muru okalającego Pe-
kin. Jest to potężne, ponure murzysko cał-
kowicie odmienne od tego co ja - zapewne
i inni Europejczycy — skłonni jesteśmy
uważać za „starodawne murv miejskie" [ ]
Stojąc przy murze pekińskim przede wszy-
stkim stwierdzam ze ciągnie się on idealnie
prostą linią całe kilometry w dal Mniej wię-
cej co sto metrów w murze tkwi czarna basz-
ta W niektórych z nich w\kuto współcześ-
nie bramę dla przeprowadzenia asfaltowej
;ezdm Wysokosc muru dochodzi do osiem-
nastu metrów’ Ogólna długość murów oka-
lających Pekin wynosi 17 kilometrów’
i wszystkie do dziś dochowały się w bardzo
dobrym stanie, mimo ze stoją od roku 1420
W obrębie murów Pekinu żyje dziś trzy
miliony mieszkańców Wewnątrz tego ob-
179
178
Ulice nowego Pekinu bardzo szerokie
szaru znajduje się kilka jezior, olbrzymi plac
parad, kilka rozległych parków, a wreszcie
teren Pałacu Cesarskiego, który jest tak wiel-
ki jak śródmieście Krakowa. Dopiero ostat-
nie lata przyniosły rozbudowę Pekinu poza
obręb murów Powstają tam najzupełniej no-
woczesne bloki mieszkalne, biurowce, gma-
chy instytutów naukowych i wyższych
uczelni.
Jeszcze jedna czekała mnie niespodzianka
zwiedzenie Pałacu Cesarskiego. Jego usytuo-
wanie można by narysować kwadrat i to bę-
dzie śródmieście Pekinu otoczone murami
W środku łrwadratu drugi mały kwadrat i to
będzie Pałac, również otoczony murami Po-
jęcie pałacu kojarzy się zwykle z jakimś jed-
nym gmachem który co najwyżej może mieć
dodatkowe boczne skrzydła lub przybudów-
kę Pekiński pałac jest czymś najzupełniej
odmiennym Składa się on z długich szarych
dziedzińców różnej wielkości Każdy z nich
jest obudowany ze wszystkich czterech
stron parterowymi domkami różnej wielko-
ści. Każdy z domków ma w zasadzie jeden
pokój lub jedną większą salę. Z dziedzica
na dziedziniec przechodzi się pod brama®*-
które mają romantyczne nazwy: Brama
biańskiej Czystości, Brama Doczesnego Spo-
koju itd. [ . ] Pewną część terenu zajmują
my, w których mieszkali ministrowie
z rodzinami. (...] Jakże świat się 201
Główną bramą wejściową na teren P8^
zwaną Tien An Men, znamy z "le
grafii wykonywanych przez rep°
z okazji chińskich współczesnych sv,1^cZf
tyjnych i państwowych Ta brama, a
okalający ją balkon stał się dziś
trybuną, z której władze przyjmują
180
66. W KRATERZE (WULKANU ASO)
o° ciynne wulkany
Wyspy japońskie (...) tworzą środkową
częśc luku wulkanicznego, ciągnącego się
wzdłuz wschodniego wybrzeża Azji. Jego
południowa część to wyspy Riukiu część
północną stanowią Wyspy Kurylskie wraz
z Kamczatką Prócz lego otaczają Japonię
od południa, południowego wschodu 1 pół-
nocy trzy łańcuchy wulkanów podmorskich,
które wybuchają w głębi oceanu. (...)
Japonia to środek krateru Archipelag ist-
nieje dosłownie na podłożu z ognia i oto-
czony jest dodatkowo z trzech stron ogni-
stym wałem Gorąca lawa z 54 czynnych je-
szcze dzisiaj wulkanów gromadzi się pod
malowniczą ziemią japońską, wnosząc niepo-
kój w ciszę krajobrazu i harmonię życia
mieszkańców' Współczesny człowiek w pew-
nej mierze potrafi już osłonie się przed gro-
tego żywiołu (...)
Kolejny w'ybuch Asama uniemożliwił mi
vvcjscie na jego wierzchołek. Nie mogłem
Pogodzie się z myślą, że wyjadę z Japonii,
nie zajrzawszy do któregokolwiek z czyn-
nych kraterów Wybrałem więc Aso na wy-
spie Kiusiu. Gdy stanąłem u wejścia do tego
jednego z największych na świecie krate-
r°w — którego gigantyczny lej ma 22 km
średnicy — oczy moje uderzył niezwykły
widok. Dawrno już wygasły Aso rozciąga się
na olbrzymiej przestrzeni. Jego przeciwległa
ściana ledwo jest wiuoczna Z dna krateru
wyrasta pięć stożków wulkanicznych, które
uformowały się w różnych okresach czasu
Cztery z nich drzemią pokryte bladą roślin-
nością Piąty, zwany Nakadake, nadal jest
aktywny, z jego gardzieli dobywa się brunat-
ny dym Temu właśnie stożkowi zawdzięcza
wulkan Aso stalą uwagę, jaką poświęcają mu
japońscy wulkanolodzy.
Niecka krateru kształtowała się w ciągu
tysięcy lat na skutek kolejno następujących
eksplozji, obrywów i zapadnięć Dzięki temu
ogromnemu łożysku, które przez wieki za-
trzymywało i gromadziło lawrę. częste wybu-
chy nie niosły zniszczenia dalej położonym
terenom. Dno jego pokryte jest gęstym kożu-
chem zieleni Usadowiły się tu zagajniki leś-
ne i pólka ryżowe Zyje tu kilkadziesiąt ty-
sięcy ludzi. Urodzajna gleba tufowa przycią-
ga rolników, mimo ze miejsce jest niebez-
pieczne Bardzo niedawno, w 1955 roku na-
stąpił nieoczekiwany wybuch Nakadake w
wyniku którego postradało życie kilkadzie-
siąt osób
W drodze ku dymiącemu stozkowń miną-
łem jedną z kraterowych wiosek Nie zasłu-
giwałaby może na wspomnienie, gdyby nie
oryginalna uroczystość, odbywająca się w
mej corocznie W okresie od 19 sierpnia do
16 października trwają tu obrzędy ku czci
boga wulkanu którego posąg przynosi się
z odległej świątyni. (...)
W miarę zbliżania się do stożka Nakadake
181
Wulkan A«o na wyspie Kiusiu (1592 m. npm| jest
łednyiŁ z 54 czynnych dzisiai wulkanów Japonii
słychac było coraz wyraźniej głuchy po-
mruk wzmacniany hukiem eksplozji. Nagi,
szary stożek wyglądał jak blizna na kwit-
nącym, zielonym ciele kaldery * Stada czer-
wonych krów pasły się spokojnie, obojętne
na przejeżdżające autokary Z majestatycz-
nego wulkanu Aso Japończycy uczynili
atrakcyjny ośrodek turystyczny; w czasie se-
zonu kilkadziesiąt luksusowych autobusów
kursuje codziennie między stacją kolejową
a podnóżem Nakadake
W Hondo kończy' się szosa 1 roślinność.
Stąd tolejka linowa wywozi zwiedzających
na sam wierzchołek wulkanu Dla obieży-
światów natomiast stoi otworem bezpłatna
str >ma ścieżka Wspinaczka trwa godzinę.
Dobijałem do szczytu Osiągnąłem wyso-
kość ponad 1500 metrów nad poziom morza
i tu musiałem się zatrzymać, aby nabrać nie-
co tchu w płuca Oparłem się o żelbetonową
płytę, która stanowiła część ściany *4.
Podziemne schrony, całkowicie ber ;
ne • I zaopatrzone w urządzenia
umożliwiają wulkanologom przebyw^0*
bliskim sąsiedztwie kraterów, nawet *
erupcji • W wielu punktach Wysp
skich zainstalowano najrozmaitsze nn*
dy kontrolne sejsmografy*, magnetyk
wagi i sygnalizujące wybuchy wuikJJ
grawimetry * Uczeni starają się wydziel
przyrodzie jej groźne tajemnice Przyr^
kontrolne i alarmowe, rozmieszczone dota
la wielu niebezpiecznych kraterów,
biec mają katastrofom spadającym niesp”,
dzianie na wioski i ludzi Gdy i te srodr
ostrożności okazują się niedostateczne, wui
kanolodzy zapuszczają się w głąb kraterów
by tam szukać wskazówek i dokonywać ob-
serwacji ______
Odpocząwszy chwilę, począłem zblizacsię
ku tej potężnej czeluści Nakadake, popycha
ny wzmagającym się gwałtownym wiatrem
Wreszcie znalazłem się u kresu wędrówki -
nad brzegiem odchłani krateru. Przeciwległo
krawędź ginęła we mgle. Jeszcze niedawni
drżałem z zimna i wilgoci, teraz ogara;1
mnie żar Przede mną rozwarła się potężna
gardziel, gigantyczny kocioł o stromydi
ścianach W samym środku widniała aktyw
na studnia, z której wzbijał się słup dyrav
Duszący zapach siarki przesycał powietne
Gdyby me dmący od Pacyfiku wiatr, trudno
byłoby tu wytrzymać. Przerzedzone wichrefl’
kłęby dymu opadały białoszarymi strz^*
mi ku dolinie | .] Podchodziłem coraz
żej do krawędzi, lecz w pewnej ch
trzymałem się nie mogąc postąpić a
ku f. ] Grunt pod nogami poruszał się
omal się nie rozpadał. Góra stękała. 9°
ziemia na przemian to rozprężała się.t0 *
czyła Bulgocący wrzód otwierał 3
oczach, aby zawrzeć się znów po c vl‘‘
stawiając po sobie tylko bliznę za9°
ziemi
Dworczyk Spa'-
v a rs zd j 966, Czytf**1
67. TAJFUN • ELIZABETH
W czasie naszego pobytu w Tokio mówiło
się codziennie o tajfunie Informowało o nim
japońskie radio, każdego dnia na pierw-
szych stronicach czasopism widniał komuni-
kat o zbliżającym się huraganie. |..)
Tajfun Elizabeth XI ma, jak każdy j^ęo
poprzednik i następca, imię i numer Są one
ponumerowane i chrzczone tworzą po pro-
stu całe dynastie wiatrów Mają regularne
pory nalotu, nieprzewidziane są raczej ich
kierunki i grymasy
Tajfun, czy może raczej tajfumca, Eliza-
beth była dla nas tym bardziej denerwująca,
źe w^ybrała się na przechadzkę po Pacyfiku
wtedy, kiedy za kilka dni mieliśmy odbyć lot
powrotny na trasie Tokio—Filipiny—Sy-
jam—Indie, a więc nad krajami którym lubi
zawrotnej siły, z jako dn, tu.
przód stosunkowo powoli ,.cnip Oki-
szomu z F.Up.n jest dopiec>-
nawie, gdzie burzy wszyst c , spy we-
je Dopiero po uporządkowań innemu
dług swoich zamierzeń zwróci się q
celowi na północy W oMatec^ybycia taj-
cie możemy się spodziewać dosjownł?
funu dopiero za trzy dni, cZ^ mojot
W przeddzień naszego odi przyp1151'
wtedy me poleci, trudno je EUibiety
drugi dzień po wizy ,
czać, by i na ___________
miała być sielanka w powietrzu [ ]
|WreszcieJ Elizabeth juz tnła na Kmsiu
Przewróciła kilka tysięcy dom om. r.a w vbrze-
zu, porwała kilkadziesiąt obar w i^dziarh
1 posuwała się ku skalistym brzegom wysp-.
Sikoku Dopiero w ostatni dzień prze . na-
szym odlotem wykręciła z nagła swoje szyki
na zachód ku Pekinowi posyłając na Tokio
tylko swe prawe skrzydło
Według komunikatów prasowych rriaio
ono nadejsr na stolicę Japonii dokładna
o godzinie osiemnastej
Tego dnia po południu byliśmy na Gmia-
-street, by załatwić ostatnie sprawunki przed
odjazdem Powietrze miało gęstosc wat> nie-
było czym oddychać Panowała dosłownie ci-
sza przed burzą, wiatru me było ani siadu
Ledwo żywy wskutek gwałtownych zm>an
ciśnienia chodziłem po sklepach w k:ó-
rych — nawiasem mówiąc — było pustawo
Pół godziny przed szóstą w olbrzymim ma-
gazynie na Ginza-street bytem jedynym
klientem, który najwyraźniej zadziwił cał>
sztab sprzedawczyń gotujących się do wyj-
scia.
Jak gdyby czytałem w ich oczach ostrze-
żenie .Tajfun za pół godziny a ten Europej-
czyk nie wie. ze o tej porze każdy powinien
byc w domu”
Szybko cos kupiwszy wyszedłem na ulicę
Zauważyłem że niemal z każdą minutą zni-
kają auta z jezdni pospiesznie zmykając do
garaży Z każdą chwilą topn ał tłum przo-
s. 60—64.
183
182
chodn.ów u sełomiltoBowrgo miasta. umyka*
'ących w rozumnym «1..ponytn j»pi'*<hu
Miasto piutocsalo lak ouew larygodnłe siyt>
ko ar g,)> kwadrans prmi szóstą zbliżałem
i< du hole u I* noku bvlsm na ulicy sam
Rsdre jak pahrc | |
Mi®o nr obok orw byt mur hotelu, w
k.ÓTAm m*» *nło moje achronieiao. dozna*
hem n/ork reatczsrgo uc runa wywołanego wi-
dokieoi tej pustki tak tri wrażeniem zupel-
n» p-uru Dmłuww rut- było powietrza
M* tta । m ts-c ja rt wilg w spotęgowanej sile
i gęatnac*.
U łrdrsrj chwili lunął i nieba deszcz, ule-
wa, no raji^Bttu oberwanie chmury Niecałą
toirtę byktm pod wpływam pierwszych ob-
jawów la-?u.nu nawet nie tajfunu, a j<*qo
Ur ,-nfła zaleczonego nad stolicą Japonii ale
i ta cbw la wystarczyła abym przemókł do
m tu Naiwny człowiek — przed chwilą my*
Galeas ae star ery czasu, by obiec skrzydło
hoCt j dopaść frontowego wejścia gdy
t y-nacureem nie można było ujść nawet kilku-
nastu kroków Na szczęście w skrzydle bu-
dynku znajdowało się wejście do sklepów
podŁw-mnycb hotelu Wpadłrm w nie mokry,
adyntny zarazem szczęśliwy, ze moqę la-
btrrr.tasi podziemia dostać się do mojego
pokoju
Gdy juz sk-dz;ałem naprzeciw’ wirującego
c ezmordował.je wentylatora spojrzałem na
minut
zegarek była godzina szósta mtnu(
o zatem punktualna jest Elizabeth Xi ***
Teraz dopiero zaczęły się igraszki torfo-
wego skrzydła. Telepały sig drzwi i
złowróżbny zgrzyt i szelest wydobywaj
przez całą noc z tekturowych pr^mg.*?
pokoju Wszystkie urządzenia zdawaj/*
dygotać jak w febrze Jedyne drzewo sto^
cc poza balkonem zgięło się prawie pod
tam prostym i tak juz trwało do samego r«
na. porywane nieustannym prądem
wietrzą.
Noc spędziłem bezsennie Nic nie pomogły
prysznice, wentylatory, manewrowanie dr«-
binkową zaluzją przy drzwiach Tej doby od.
czuwałem pod 36 szerokości geograficzne,
północnej znacznie silniejszy zar i tropik ou
niedawno pod zerem stopni na równikowym
pasie Ameryki
Nie wiem, jak wygląda prawdziwy tajfun
który tego dnia poszedł na Pekin Musi byt
-wielokrotnie silniejszy, skoro w jedną noc
przewraca tysiące domostw, topi okręty
i w rzuca do morza czteromotorowe maszy-
ny lotnicze Wiem tylko, że obok trzęsień
ziemi jest to największe nieszczęście tego
kraju i ze mądrze przeciwdziałają mu miesz-
kańcy Wysp Japońskich.
Michał Rusinek Ko,oTC'^
podróże Warszawa IW
Ludowa SpóidzitiaiS
dawrucza. ». 222—231.
184
pora-
trUwur
a TOKIO
z*?
Pierwsze chwile no bruku tokijskim
wn p»ę< zmysłów u tym tłumie ludu, pu-
lardów* towarów nie widzi się niczego w
g*lku. szumie i hałasie — nie słytzy Mę
władnego głosu Dopiero po kilku dniach
przychodzi opamiętanie | j
J»s| stołka Japonii oceanem parterowych
i jednopiętrowych przeważnie drewnianych
domów, na którym od czasu do czasu wznosi
uę wyspa szkła I betonu kiedy płynie «ję
samochodem przez ten ocean, całe kilometry
M-si prowincjonalnie, nijako, podmicpko-wil-
towo-osledlowo, po czym wpada się nagle
w kawał miasta z prawdziwego zdarzenia,
gdzie błyszczy od stali, światła I neonow
Aluminiowe budynki sąsiadują z feudalnymi
chatami, dzielnice rezydent.tonalne * .r dum
sami * Ogromna większość domów ma cha-
rakter tymczasowy, prowizoryczny | |
jui na»i4 ru*b IWyw^iU^ .raaz-
rano i
W T 'Ki' ' I l;.' i ml m yja nazw
Po ostatniej wojnie okupanci amerykańscy
usiłowali nadać niektórym ulicom cyfry j Ib
•pry, ale Japończycy me raczyli tego zauwa-
żyć Potem w związku z Olimpiadą • nami
gospodarze nazwali kilka ważniejszych ar-
ii rii — te nazwy także uszły uwadze miesz-
kańców ą w użyciu mają je tylko cudzozlem
Skutek jest taki. z< Judzie biegają po mie-
SC!e z obłędem lub rezygnacją w oczach,
r ‘'kajq w garści zmięte kartki z planem ja-
k»egos kawałka dzielnicy wszyscy pytają
wszystkich [ | Ab> sprecyzować adres, na
'V ustahe następujące rzeczy nazwę du-
tel Części miasta ku” dzielnicę ,.cho", ob-
tj?dF bloku . chnme' numer domu Ale czę-
^ł° ^wa lub trzy domy w tym samym cho
wyspie Honsiu
Ciecz ludzka
me” mają ten sam numer. (- I
W wielkim mieście na
ciągle płynie się w tłumie - ralkoWlCie
staje się niekiedy tak go5 - wszyStko »’
tężeje, a wówczas na m0*e " vch dochcz
miera Do sytuacji najtrudniej Y
Stare 1 nowe budowle w Tokio. Konstrukcja „dra-
paczy’ jest elastyczna, gdyż w ścianach znajdują się
granitowe płyty poprzekladane poduszkami z synte-
tycznego kauczuku Dzięki temu budynki te nie są
niszczone podczas wstrząsów, a przecież w Japonii
ziemia drży nieustannie
ny, że parkowanie r-
żej pomysłowości Widział
środku Tokio, na
Ginzy, właściciel
centracjl ludzkiej doszło w tym miejscu kuli
ziemskiej Na głównych stacjach kolejo-
wych — które najczęściej pełnią rolę dwor-
ców kolei podziemnej i nadziemnej — tłok
uniemożliwia jakąkolwiek swobodę ruchów.
Tłok panuje także za cienkimi ścianami do-
mów Pod tym względem jest gorzej niż
żle — około 4O°/o rodzin uzytkowuje miesz-
kanie wielkości pięciu tatami ♦ (mata do spa-
nia).
Ścisk na jezdniach, po których krąży blis-
ko półtora miliona pojazdów’, jest tak ogrom-
186
Sam0Che°mdU *
-em, jak w sam
J^nej z głównych
pewnego sklepiku pod;it
swój mały lokal na połowę i w jednej cz
handlował, a w drugiej garażował samodS’
W Tokio żyje więcej ludzi niż w Austrah
lub w Szwecji i Norwegii razem wzięty^'
Jedna dzielnica Tokio, Setagaya-ku, większa
jest od Wiednia.
Okręg wokół miasta Tokio nazywa sip
Kanto. Z każdym rokiem krystalizuje się tu
szersze pojęcie geograficzno-administra™.
ne, wylania się przerażająca
konurbacja * miejska i
ten, zwany Tokaido, (. ] sięga aż po... mia-
sta Osaka, Kobe i Kioto, i
milionów ludzi. Dzięki koitiui
cji kolejowej i lotniczej, i coraz lepszym
som, Tokaido zyskuje na jednolitości Ten
niewielki w stosunku do całego kraju obszai
produkuje juz 70 procent wszystkich Japon
skich dóbr przemysłowych (samo Tokio -
ponad 20 procent).
Tokio, które narodziło się w 1457 roku (do
1868 roku istniało pod imieniem Edo), nie
rosło w warunkach cieplarnianych i tym
większy podziw budzi jego nieustanny roz-
wój. 144 razy padało ofiarą zniszczeń, w tym
25 razy było unicestwiane. Tokio przewodzi
w światowym rejestrze trzęsień ziemi i P0’
żarów. W 1923 roku trzydniowe wstrząs}
skorupy ziemskiej pochłonęły prawie 100 ty-
sięcy ofiar,- w ciągu kwadransa na jednym
tylko placu zmarło wówczas, spaliło się u
zadusiło dymem 40 tysięcy ludzi. W latać
drugiej wojny światowej zginęło tu
miliona obywateli, połowa domów Przes 8
istnieć, ludność miasta spadła z 7,4 mi10
do 3,5 miliona
__________________- r-^wę i w jednej czkc
handlował, a w drugiej garażował •
lub w Szwecji i Norwegii
TnA*-*- -1—* ' v *
jest od Wiednia.
w swej skali
przemysłowa Obszar
1 •
i liczy ponad 40
sprawnej komunika-
szo-
Podstawą komunikacji miejskiej
stolicy Japonii nadziemna kolej elektrYc^
przewożąca co dnia z górą 5 milionów' ?
żerów, podobnie jak tokijskie autos r
z braku miejsca
’ wietrze — przeważnie przebiega po estaka-
(dach i wiaduktach na wysokości 15—20 me-
trów nad powierzchnią ziemi.
Ściśle z tym systemem powiązane są kole-
' je podziemne, niekiedy wyłaniające się nie-
spodziewanie na powierzchni lub wspinające
się ponad ziemię — na niektórych stacjach
f wsiada się do metra na drugim lub trzecim
piętrze. (...)
Wszystkie ważniejsze stacje kolei miej-
skiej w Tokio są równocześnie ogromnymi
domami towarowymi Niekiedy — jak w To-
kio Centrum — są to gigantyczne narośla,
niby pasożyty przyssane do obcego ciała. Te
domy towarowe, prowadzone przeważnie
przez przedsiębiorstwa transportowe, stano-
wią dodatkowe źródła dochodu. Pasażerowie
przechodzą prosto z peronu do sali sklepo-
wej, co jest wygodne choć ryzykowne dla
kieszeni W Ginzie, gdzie krzyżują się trzy
linie metra na trzech poziomach, którędy
przebiega w ciągu doby około 2 tysiące po-
ciągów i przepływa 600 tysięcy ludzi, duża
część sklepów ulokowała się pod ziemią. Na
stacji w Shinjuku (3 miliony ludzi dzienniel
61 444 metrów kwadratowych powierzchni
użytkowejI Pięć poziomowi) działa 250 skle-
pów i placówek usługowych, jest tam nawet
muzeum i urząd stanu cywilnego
W pobliżu stacji kolejowej Słribuya, w
środku jednego z najruchliwszych tokijskich
subcentrów *, stoi wysoka wieża pomiarowa
hałasów Na widocznych ze wszystkich stron
trzech dużych ekranach wyskakują co kilka
sekund świetlne cyfry, obrazujące stan nasi-
lenia dźwięków w tym punkcie miasta. To
tutaj odbywa się — rzec można — pomiar
tętna stolicy Japonii.
Długo,bardzo długo obserwowałem zmie-
niające się cyfry — przeważnie było to ,,74 ,
.76”, „80”, „82”. Tyle fonów odbierała wie-
ża. Medycyna stwierdziła, że hałas o sile po
nad 80 fonów stanowi niebezpieczeństwo dla
°rganizmu człowieka (...)
Wiele instytucji tokijskich, m. in. szkoły,
urządza pomieszczenia dżwiękoszczelne, po
dobnie jak coraz więcej urzędów, zakładów
wykorzystuje ona
i osób prywatnych izoluje się od świata ze-
wnętrznego klimatyzacją.
Właśnie, co dzieje się z powietrzem w To-
kio, ze tak go ludzie unikają? Niektórzy za-
kładają na nos maseczki z gazy — czasem
z powodu kataru, innym razem z nadmiaru
spalin w kanionach * ulicznych. Ktoś przed-
siębiorczy zainstalował na ulicach automaty,
które za 50 yenów * wyrzucają tlenową ma-
seczkę, inne automaty pozwalają na chwilę
oddechu powietrzem nasyconym tlenem
Wiele ludzi cierpi i choruje. [„.]
A wszystko to wymyślono i dano lu-
dziom do użytku, by mogli opanować ży-
wioł miasta Na obszarze 2 procent całej po-
wierzchni Japonii skupiło się 20 milionów
ludzi, co roku przybywa 300 tysięcy nowych
mieszkańców Puchnie coraz bardziej ten
świat murów*, sieci przewodów elektrycz-
nych i kanalizacyjnych, potężnieją siły
przedmiotów martwych Powietrze nasilone
jest elektrycznością, hałasem, spalinami Na
falach eteru nie ma już kawałka miejsca
Miasto, które stanowi szczytowa osiągnięcie
cywilizacji, oddycha z największym trudem.
Olgierd Budrewicz Tokij-
skie ABC Warszawa i 070,
Iskry, s. 13—18, 20—33.
56—57.
187
Pomnik ofiar Hiroszimy
69. HIROSZIMA • 1 NAGASAKI •
Spadła 6 sierpnia bomba atomowa na Hi-
roszimę W trzy dni później inny bombowiec
lotnictwa Stanów Zjednoczonych zrzucd
bombę A na Nagasaki. Otóż błędem byłoby
sędzic. ze naloty na Hiroszimę I Nagasaki są
juz skończone, że alarm odwołany Owszem
odleciały do swych zamorskich baz „latające
superfortece” typu „B-29", które są juz dziś
przestarzałymi samolotami Owszem, nie wy-
ją juz dziś syreny alarmowe nad miastami
Japonu - ale skutki nalotów atomowych me
tylko ze nie mają się ku końcowi, ale nawet
7 roku na rok zwiększa się zastraszająco
dosc !zachorowań na ..dolegliwość atomo-
w Nagasaki mieszkańcy miasta, którzy
przeżyli nalot wystawili kosztem 20 mllio-
now jenów pomnik tym siedemdziesięciu ty-
s>ącom ollar, które zabiła bomba. Rzeźbiarz
Kltamura zbudował dziesięciometrowy Dosaa
7. szarego kamienia na białym cokole [. j
188
VVokół pomnika jest międzynarodowy park
pokoju, gdzie jeszcze tu i ówdzie zachowa-
no celowo resztki ruin zburzonych podczas
nalotu domostw. Bawię się tu dzieci, pstryka-
ją aparaty fotograficzne ściągających z dala
turystów [ ..]
Myślę, że i w tym roku zachowana będzie
w Hiroszimie tradycja z lat ubiegłych. Ty-
siące ludzi niosących wieńce, kadzidła ora?
skrawki białego papieru, misternie złożone
w symboliczne żurawie, podążą w skupieniu
do pomnika upamiętniającego 71 379 osób,
które poległy w ułamku sekundy po zrzuce-
niu bomby. Zatlą się kadzidła, wieńce spocz-
ną u stóp pomnika, zagrzmi dzwon, który
wezwie przybyłych do zachowania minuty
ciszy. Ale cisza nie będzie zupełna — plaCZ
kobiet, wspominających tych, którzy zrnie"
ceni zostali z ziemi podmuchem bomby*
dzie jak co roku wstrząsającym podkład#
dźwiękowym tych obchodów. Nieco P^n,eJ
cisza zostanie jeszcze zmącona hałasem pta
sich skrzydeł — to zerwie się do lotu 800 go-
łębi, wypuszczonych z klatek przez burmi
strza miasta, który tak czci pamięć sur^ 1
zabitych współobywateli Potem zies ę
buddyjskich kapłanów w czarnych sza, ac*
rozpocznie uroczyste, i—
lobne ich melodie, nie zmienione od setek
lat. będą się niosły po Hiroszimie. zanim
słońce zniknie
na
horyzoncie.
Lucian Wolanowski Zwicr
eimllo bog.n, ««««->
1961. Czytelnik. v 120—Ul
monotonne śpiewy ża-
70 PAŃSTWO BOGACI SIĘ
To co się stało w ciągu dwudziestu kilku
lat z krajem, który przegrał wojnę, przeżył
szok bomby atomowej i stracił 25 procent
majątku narodowego, graniczy z cudem. Cyf-
ry publikowane w prasie, informacje napły-
wające spod góry Fuji (czytaj Fudżi), brzmią
coraz bardziej sensacyjnie
Japonia jest pierwszym na swiecte krajem
w produkcji okrętów, tworzyw sztucznych,
nawozów mineralnych, motocykli, aparatów’
fotograficznych, aparatów filmowych, ma-
szyn do szycia, drugim — w produkcji sa-
mochodów, radioodbiorników i telewizorów,
włókien sztucznych, zegarków Przyrost
dukcji przemysłowej w latach f
nosił w USA 2,5 procent, w Anglii 3*6
, Pro-
1953-6j vy.
cent, we Francji 8,2 procent, w Japonh
procent.
Armia 49 milionów kobiet i mężczyzn
pońskich, armia ofiarna i zdyscyplinowan
wywalczyła już w 1950 roku ósmą pozyęi
w świecie. W 18 lat później, w roku 19®
Japonia wyprodukowała 70 milionów ton
stali, spuściła na wodę 8 milionów BRT stal-
ków, zbudowała 4 miliony samochodów Ay.
mia jest cierpliwa i zdolna do wyrzeczeń
400
Potężny tankowiec „Nisseki
J.poon mi lwem oslwW* “ m
DWT diugołć S‘"°
raj. który ma najnowocześniejsze hutnic-
tw° na świecie i najwyższą dzienną wydaj-
ność z wielkiego pieca, legitymuje się naj-
niższym udziałem płac robotników w kosz-
ach produkowania jednej tony stali kraj
•^paniałego budownictwa okrętowego może
sprzedawać swoje statki po bardzo niskich
fanach, ponieważ stawki robotników’ są naj-
nizsze na świecie, a koszty robocizny ocenia
l(> na zaledwie 20 procent ogólnych kosztów
budowy
W1<?c znamy juz jedno źródło japoń-
skiego cudu- tania i sprawna siła robocza.
^nnym źródłem są azjatyckie wojny — 2 mi-
jardy dolarów zarobili Japończycy na kon-
’kcle koreańskim, już z górą miliard przy-
Ha
, .] — Japonia nie
służby wojskowej, a tyl-
* -
ko 1 procent jej
niósł Wietnam I wreszcie [..]
ma obowiązkowej służby woH„._____
ko 1 procent jej budżetu przeznacza się ofi-
cjalnie na obronę.
Państwo bogaci się szybko, obywatele
znacznie wolniej Japonia znajduje się na 22
miejscu w dochodzie rocznym na głowę
mieszkańca. Pełno tu smutnych paradok-
sów’ drugi w świecie producent samochodów
ma żenująco mało dróg o nawierzchni ulep-
szonej (na Jednego mieszkańca przypada 0,2
metra, co stawia Japorię na 55 miejscu świa-
towej listy).
Iskry. *• ii'—1”
191
190
71 "IBLKI STRACH
lEkSPANSIA GOhPODARC. \ JWONHl
Pan Rodzima i ji-cjo podróżujący koledzy
sq żołnierzami u elki< j anonimowej armii ja-
ponsk.ego handlu Jej straże przednie docie-
ra M stałe do naibardzie| odległych punktów
świata oferując japońskie towary i skupia-
ne t<- co i-st atrakcyjnego do nabycia Po-
‘a grzecmośc.ą i wiecznym uśmiechem |a-
192
pońscy handlowcy mają co sprzQd_ k
się. ze my ciągle jeszcze n|e bardzo < M>'
sobie sprawę z potęgi przemysłowe, *i *
której ofensywa na rynku świata ’ aP°"“
nym z najbardziej dramatycznych , W M
jących zjawisk naszej epoki Nastr WSJtin“'
mętnego Europejczyka w stosunku dń*
sklej ekspansji handlowej są często r*1*
we Piętno wyciska na nich albo
itrach", czyli zabobonna wiara w nadludzki
charakter japońskich poczynań, która para-
ttfUje wszelką konkurencję — lub wyświech-
tane poglądy o japońskiej tandecie, która za-
leca rynki świata Prawda wygląda inaczej,
„as obala dawne poglądy.
Legitymacją reportera do wypowiedzi na
len temat jest osobiste poznanie Widziałem
w Tokio taśmową produkcję aparatów foto-
graficznych bijących wyroby niemieckie
przede wszystkim jakością Byłem w naj-
większej w święcie fabryce termometrów,
której wyroby docierają i do Polski Zwie-
dzałem wielkie browary w Sapporo na wys-
pie Hokkaido, wędrowałem po terenach
stoczni okrętowych w Hakodate i Osaka,
wiele godzin spędziłem w „wylęgarniach" te-
lewizorów i ladioodbiormków tranzystoro-
wych w Osaka i Tokio Byłem na giełdzie
w Osaka i widziałem w zatoce Ise ten prze-
dziwny twór japońskiej przedsiębiorczości,
jakim jest hodowla pereł Mikimolo
Byłem w kopalniach węgla na wyspie Kiu-
siu i widziałem, jak o świcie japońska flota
rybacka dostarcza swe połowy wprost do hal
targowych stolicy — największego targo-
wiska rybnego świata Starałem się zgłębić
tajniki „Daimaru" — największego domu to-
warowego Japonii, który oferuje do sprzeda-
ży spory asortyment polskich towarów’ Spot-
kałem japońskie wyroby i japońskich hand-
lowców w Anchorage na Alasce i w Reyk-
javik w Islandii, spotkałem w Hammerfest za
kręgiem polarnym i w spiekocie Pakistanu
O — N« wiotkim Hdile
ponieważ tylko fakty mogą byc osnową
przekonywającej opowieści, więc zestawi-
łem sobie doniesienia z kilku zaledwie dni
lutego 1960 roku. Oto kilka wieści z pola
bitwy o japoński eksport (z l%0)
Koncern Mitsubisi wygrał przetarg na do-
stawę lokomotyw do holowania statków w
Kanale Panamskim, bijąc na głowę konku-
rencję amerykańską Najnowsze japońskie
„mózgi elektronowe" są znacznie lepsze od
amerykańskich [...]
Nowa kamera Zeissa, która pojawiła się w
cenie 149 dolarów na rynku USA, ma juz od-
powiednik w postaci aparatu japońskiego
równorzędnej wartości, ale kosztującego
119 dolarów |. j
Czy obecny poziom eksportu japońskiego
się utrzyma — trudno przewidzieć [ .)
Dziś Japończycy konkurują przede wszyst-
kim jakością, tanią robocizną i automatyza-
cją produkcji. ]
Ciekawe, że nowoczesna technika nie
przyniosła zagłady rzemiosłu — wręcz prze-
ciwniel Owszem, fabryki wyrabiaią miliony
metrów tkanin z włókien sztucznych, ale w
bocznych uliczkach mieszczą się w tej samej
Osaka warsztaty, gdzie tka się ręcznie jed-
wab natuialny stosując technikę paznok-
ciową". której sekret zna zaledwie dum stu
ludzi w Japonii
Luc|an Wolanowski Zwjer-
ctadln bogi”' War®***1
I9f-1 Cnrte tu*, s 134—135.
137 140
193
Rozdział IV
NA SZCZYTACH I U PODNÓŻY GÓR
72. BURZA NA SZCZYTACH KAUKAZU
Od północnego zachodu szła burza, szła
z dolin. Zalegające te doliny mgły, tak po-
tulne dotąd i łagodne, skłębiły się, zawiro-
wały, zakotłowały się jak w diabelskim
garnku. Po stronie południowo-wschodniej
nadal świeciło słońce, błyszczała „lodowa
ściana Bezingi", świeciły się śnieżne czapy
odległych szczytów, ale na północy i na
zachodzie cały widnokrąg zawaliło ciężkie
cielsko ołowianych chmur. Ciemną ich masę
rozdzierały zygzaki piorunów, słychać było
pomruki dalekich grzmotów Grzejąc się
w promieniach słońca, braliśmy w prostocie
ducha te odgłosy za huk lawin śnieżnych
Nie ulegało wątpliwości, będziemy mieli
potężną burzę i to wkrótce, i to zarazi Szła
od północy, a jednocześnie podnosiła się
z głębi dolin W zbałwanionych u naszych
stóp mgłach błysnęło raz I drugi, zagrzmiało
194
i rozpoczęła się kanonada Niezapomniany
widoki Tam w dolinie, nawet w tak niedale-
kim Misses-Kosz leje deszcz, może pierze
gradem albo krupą śnieżną, biją pioruny A
tu — na szczytach spokój, świeci słonko, nie
ma najlżejszego wiatru I Spokój — ale Przed
burzą. JM
Jeszcze przez chwilę mamy słabą nadzie
ję, że nawałnica nie tyle ominie nas, co
przejdzie pod nami, nie zahaczy o najwy2
sze szczyty. Prędko jednak porzucam?
myśl. Głównym wrogiem są nie te chmurY
i pioruny w dolinach, ale ta ciemnoszara
la nadciągająca z północy Jak dojdzie
— to 0°'
nas, połączy się z tą burzą „dolną
piero rozpęta się prawdziwe piekło
Na śnieżnych czubach sąsiednich sZCZ^j)£>.
zakwitły białe pióropusze, małe jasne
rągiewkl. Doleciało do nich widać p*e
kiego z polami lodowymi i Jęzorem spływającym
W środkowej części gór Kaukazu znajdują się wielkie lodowce. Na zdjęciu główna grań grzbietu kaukas-
iego z polami lodowymi i Jęzorem spływającym do doliny
uderzenie wiatru i porwało, zakręciło śnie-
9>em i drobnymi kawałkami lodu. Pióropu-
SZe rosn<b potężnieją, długimi językami za-
wisają poziomo u szczytów To już nie pro-
porczyki, to już wielką chorągiew rozwinął
huraganI
Raptem zapanowała kompletna cisza, cisza
Przejmująca, groźna Powietrze jakby na
chwilę zastygło, znieruchomiało. Po chwili
2aszumiało w turniach. Nadleciał wiatr Ude-
rzyl raz, drugi, trzeci. Coraz mocniej, coraz
uporczywiej. Zrobiło się ciemno. Pędzące
7 niewiarygodną wprost szybkością chmury
zakryły słońce. Od dołu doszły nas mgły, za-
burzyły w swojej szarości Rozpętało się na
°bre. o znalezieniu jakiego bądź schronie-
Oslony — naturalnie mowy nie mai Zła-
Ral° „to" nas na gołych, bardzo stromych
P ytach. Wyczyniający dziwne skoki ane-
roid • wskazuje wysokość około 4800 m,
a więc jesteśmy na poziomie najwyższego
szczytu Alp, Mont Blancl Do wierzchołka
Dych-Tau pozostaje tylko 400 m różnicy
wzniesienia To „tylko" brzmi ironicznie, zło-
ści! Na Kaukazie staraliśmy się potem tego
wyrazu w ogóle nie używać. Przynosił nam
najwyraźniej pecha!
Pośpiesznie szukaliśmy w spękanych gra-
nitowych płytach odpowiednich szpar i wbi-
jamy w nie cały szereg haków Wiążemy
się do nich, wiążemy też czekany, plecaki,
raki (...] Miejsca jest tak mało, że nie mo-
żemy całą czwórką zebrać się razem
Nie pod nami była już burza 1 nie nad na-
mi Znajdowaliśmy się akurat w jej środku,
w samym kłębowisku chmur. Mówiąc obra-
zowo _ pioruny „rodziły się" tuż, tużl w
naszym najbliższym sąsiedztwiel Grzmoty
195
przedzielane początkowo pewnymi pauzami
zlały się UTeszcic w icdcn nieprzerwany
akord Huczało tak. że dziwię się, jak nam
bębenki w uszach nie popękały. Pioruny
musiały bic we wznoszące się obok ostre
turnie. Powietrze nasycone ozonem • i na-
ładowane elektrycznością niczym butelka
lejdejska Poszczególne bloki kamienne —
syczą, iskrzą sięl Sami zresztą czujemy, jak
takie elektryczne mrówki przelatują po
biodrach, kłuią końce palców.
Ale to wszystko jeszcze głupstwo, dzie-
cinna zabawka w porównaniu z wiatrem. Po
prostu zwariował! Najwyraźniej chce nas
zdmuchnąć, oderwać od skał [ ] Napada
gwałtow’nie, jakby skokami; przyczai się,
chwila ciszy, a potem uderza ze zdwojoną
wściekłością Trzeba stale pilnować, żeby
nieprzemakalna płachta jak najściślej owi-
jała ciało. Wystarczy aby był mały luz, aby
podniósł się balon, szarpie tak, że ledwo,
ledwo potrafimy utrzymać. (..]
Płyną długie godziny. Zdrętwiali w bez-
ruchu. skuleni w najdziwaczniejszych pozy-
cjach, powoli zaczynamy zapadać w stan
kompletnego zobojętnienia. Mamy tylko jed-
Jerzy Wojsznis. Polacy no
szczytach świata. Warszawa
1966, Sport 1 Turystyka, j
271—273 (załączony fra-
gment napisał W. Ostrow-
ski!.
no gorące pragnienie, aby za wszelka
przetrzymać, nie dać za wygraną Dr
kac burzę i wejść na szczyt! (...) Cze’
Burza przeszła tak nagle, jak się ro
częła. Nawet w oddali zamarły grzw^
Widocznie wyładowało się wszystko na '
szym „szpikulcu” Dych-Tau • spełnił n^.
jako rolę piorunochronu. Przykre było tylko
to, że musielismy akurat znajdować się na
nim w czasie pełnienia przez niego tej za-
szczytnej funkcji.
Burza przeszła, ale nie znaczyło to zupeł-
nie, że wiatr ucichł. Złagodniał, owszem,
spadł nawet do siły zwykłej wichury, prze-
stać jednak wiać, jakoś nie miał zupełnie
ochoty. Pada śnieg. Chmury, jak i przedtem
i z góry, i z dołu, i naokoło. Inaczej mó-
wiąc — siedzimy wśród chmur. Aczkolwiek
zegarki wskazują, że do zachodu słońca ma-
my jeszcze co najmniej godzinę, otacza nas
juz przykry półmrok. -)
73 WYSPA NA STALOWYCH PALACH
Bad” znaczy podobno po prostu — wiatr;
„Ku" - miasto. „Badkuba” - Baku - mia-
sto wiatrów. Opowiadają, że jeszcze lat te
mu 20 w wietrzne dni brodzić trzeba by o
po kolana w piachu, nawiewanym z półpus-
tynnych przestrzeni Półwyspu Apszerońskie-
go. W położonych wyżej dzielnicach ( a u
tarasami spada ze wzgórz ku morskiej zato
ce) — zachowały się jeszcze maleńkie om
ki — każdy otoczony wysokim kamiennym
murem, mającym chronić przed pias ową
zamiecią... . . .
Za parę lat już pewnie ich tutaj me ę-
dzie — tereny te przeznaczono po
dzielnice mieszkaniowe . .
Baku jest teraz czwartym pod
liczby mieszkańców miastem
Moskwie, Leningradzie, Kijowie...
Zbliża się Północ, gdy kolejką zębatą H
dujemy na wzgórzu u stóp olbr^ 9rolasta;
nika Kirowa. To najwyższy PunK _ lak
jak z Wezuwiusza panoramę eaP
stąd ogląda się panoramę Bakvi M
Nieoczekiwany jest dla przy $
miasta, które zasłynęło w świeci zieckini
boi ropy naftowej W Związ u „ । slo-
Przez lata całe między słowem .. równania,
wem ..nafta” stawiany był zna paku.
Baku — to była nafta, nafta —
na kształt wieży wiert-
Jeszcze bezpośrednio przed wojną Baku do-
starczało 87.1 procent ogółu wydobycia
ZSRR Lecz rozpoczęta na Apszeronte tus o-
ria nafty radzieckiej potoczyła się dale)
nurtem burzliwym 1 pełnym niespodzianek
Smukłe trójkąty - na kształt wieży wiert-
niczej - pokrywać zaczęłymapy w.eUad>
Obszarów między Wołgą
ska i Tatarska Republika Autonomiczną. re-
, Kuibyszewa i Wolgogradu dawać za-
częły lwią część radzieckiej produkcji ropy
6 S tednym z najbogatszych osrod-
przysz 7qrr Skutecznie zaczyna
k6w naftowych A nte_
konkurowa Mchodnim Kazachstanie
dawne odkryć bardzo konkrctnle
wydobycia ropy......Baku"..
35 milionów ton. Rok 1959 7"
KON . 1962 — 185 milionów
130 _ 328 milionów ton —
ton. 7*
prZyp. red.) I-I
Ą wszystko
bazy '-. „ .....
„Trzecie"......Czwarte
Rok 1950 — -
ton. (W toku !969 "
to rozpoczęło się tutaj, na
19?
196
na głębokość do trzydziestu metrów
Na Morzu Kaspijskim kilometrami
setki
urządzenia
szybów
ponad tym wszystkim
przemysłowe, elektrownie ! cale osiedla" mieszkaniowe ŁOnS,n,kcJe “^9’hce
I
Jan Danec.1 i Czify punkly
na mapie War -jwa 1962.
MON, s. 131. 141. 144. 151—
—152.
Widoczność była tak dobra, że już z da-
leka objąć mogłem spojrzeniem cel naszej
podróży.
Widok, zaiste, był nieoczekiwany. Kilo-
metrami ciągnie się stalowa konstrukcja,
która dźwiga na sobie ze trzy setki szybów
naftowych, urządzenia przemysłowe i ele-
ktrownię, no i całe osiedle mieszkaniowe
dla 4,5 tysiąca osóbl
Domy o dwóch kondygnacjach, otynko-
wane na kolor jasnoszary i różowy. Stalo-
we wysepki na palach i estakady — długie,
łączące je w jedną całość mosty,
rych -----11
po któ-
ciężarówek
powoli
pełzną dziesiątki
120 km estakad... A _
wznoszą się wieże wiertnicze i dwie Pol^(
baterie lśniących srebrzyście rezerwuar^
ropy naftowej o wysokości najmniej 1
nastu pięter.
Przed laty w tych miejscach ofiarą
wodnych skał padał niejeden statek ze
jący po Morzu Kaspijskim. Więc naW któ-
rzy starali się omijać dziwne karnieI?e<ryC|]
re ledwo można było dostrzec, a od
wiatr niósł przenikliwy zapach nafty 0
tach 1949—1951 u skał tych znów P0^
na dno 7 okrętów. Te jednak t0
świadomie złożona przez człowieka
Ktare kutry, trzeba je było w specjalny spo-
sób zatapiać). Dały początek temu jedyne-
mu w świecie miastu zbudowanemu na peł-
nym morzu, na stalowych palach.
Oczywiście chodziło o naftę. Poszukiwa-
nia geologiczne udowodniły, że dno morza
jest nie mniej w nią zasobne niż ląd.
Sześć następnych okrętów zatopiono u naf-
towych skał w 1951 roku, one to stworzyły
sztuczną przystań — pierwszy przyczółek w
natarciu na morskie bogactwo.
Odkrytą ciężarówką wybieramy się do od-
leglejszych wież wiertniczych. Estakada za
estakadą — to jakby wielokilometrowe mo-
la, zawieszone, bez żadnego oparcia o ląd
stały, na pełnym morzu Pod kołami ciężkie-
go wozu lekko uginają się rzucone na esta-
kady deski Trochę to dziwne mimo wszyst-
ko uczucie — jechać tak godzinami wąską
kładką ponad otwartym morzem... [.. ]
Po drodze kilka przymusowych postojów
Ruch kołowy jest ożywiony, a mijanki —
tylko na „taborecikach". Tak nazywają tu
niewielkie platformy, na których rozmiesz-
czone są szyby. ,,Taborecik" taki — wyso-
kości co najmniej pięcio- sześciopiętrowej —
gotowy już przywożą z lądu okręty-dżwigi,
a potężne dieslowskie * młoty wbijają „nóż-
ki na głębokość do trzydziestu metrów
Potem przeciąga się estakady — i tak miasto
na palach coraz bardziej wydłuża się i roz-
gałęzia [...]
Zwiedzamy okazały gmach elektrowni
Opowiadają nam, jak barka za barką zrzu-
cały tu w morze piasek, kamienie, cement,
cegłę — aż póki nie narosła cała sztucznie
usypana wyspa. Na takim to przedziwnym
usypisku stoi dziś elektrownia, która całko-
wicie zabezpiecza potrzeby Naftanych
Kamni.
Jedziemy dalej i dalej. Zaczyna mi się
podobać ta jazda ciężarówką po otwartym
morzu. Wieżom wiertniczym nie widać koń-
ca — Kto wie, może dojdą do samego Kras-
nowodska — mówi któryś z morskich naf-
towców — Morze Kaspijskie bogate jest w
naftę.
Krasnowodsk leży „naprzeciw" Baku —
na przeciwległym, turkmeńskim brzegu tego
największego jeziora świata Stan.tąd też
wieże wiertnicze wychodzić zaczęły w mo-
rze...
199
198
w
74. OD DŻUNGLI DO LODOWCÓW
Alpinista podążający ku górom trafia w
najniższych dolinach na roślinność tropikal-
ną. Gęsty las typu podzwrotnikowego za-
myka widok do ciasnego kręgu najbliższych
metrów. Szczyty gór są niewidoczne
można zboczyć z wąskiej ścieżki, gdyż
raz za nią zaczyna się niemożliwa do
bycia plątanina krzewów,
IWOIIH 1 lldl..
W rzadko zwiedzanych dolinach gubią się
przetarte szlaki i trzeba sobie torować dro-
gę nożem czy siekierą. Ciężkie, przegrzane,
duszne i pełne zarazem wilgoci powietrze —
plaga much, moskitów oraz pijawek uprzy-
krzają życie do reszty Na szczęście rejony
te rychło pozostają w dole. Karawana wy-
Nie
za-
. —..w kiidiio4iiwa go prze-
bycia plątanina krzewów, roślin i lian.
11? —
7bmr herbaty na
slokach Himalajów Plantacje her-
baty najlepiej udaj^ się na wysokości od 500 do
1000 m n.p.m. India jest największym producentem
l eksporterem herbaty na świecie, drugie miejsce zaj-
muje Cejlon
200
dostaje
którymi
wielkim -------------une wielokrotnie
w dół, na dno dolin, aby znów wspinać się
bystro na przeciwległe stoki. [...]
W tych wysokościach wkraczamy w re.
jon strefy umiarkowanej, gdzie gospodarka
ludzka wywarła wybitne piętno na kraj-
obrazie Na wysokości pomiędzy 1500 a
3500 m [n.p.m ] przedgórza himalajskie są
gęsto zamieszkałe. Jest to pierwotna kraina
lasów dębowych i iglastych, które jednak
zostały w największej części wycięte Tylko
przy klasztorach albo na stromych zboczach
zachowały się jeszcze rezerwaty wspania-
łych jodeł, cyprysów osiągających 20 do
40 m wysokości, a wreszcie najwspanial-
szych drzew himalajskich — cedrów, strze-
lających nawet 60—80-metrowyml pniamlku
niebu. Obszar większości lasów zajęły od
dawna pola uprawne. Na rozległych zbo-
czach widnieją jak okiem sięgnąć zbudowa-
ne w c „żkiej, wiekowej pracy tarasowate
stopnie podparte murkami z kamieni Na
tych wąskich poletkach, wijących się zgod-
nie z rzezbą zboczy, uprawiają górale swój
mizerny jęczmień, tsampę (rodzaj karłowa-
tej kukurydzy) oraz ziemniaki. W niektó-
rych okolicach sięgają pola uprawne nawet
powyżej 4000 m n.p.m
Z bezleśnych zboczy przedgórzy uzyskuje
się pierwsze widoki na skalno-lodowy świat
wysokich szczytów Ilekroć ścieżka wypro
wadza na grzbiety, z każdej przełęczy r0Z
tacza się daleka panorama łańcucha ,nia
lajów. Można podziwiać śmiałe kształty tur
ni i niedostępne zerwy lodowe, mieniące si
błękitem, seledynem lub płonącą czerwie
zachodu słońca aje
Nieco powyżej dolnej granicy las°^raina
jeszcze w ich zasięgu zaczyna się
najcharakterystyczniejszych dla kraj,
roślin — różaneczników. Są one najr^uZ,,ch
sze — od małych krzewów aż do
form drzewiastych sięgających 10-" ‘ z0
rów Rosną dosłownie wszędzie, P°)e aj.
drobnymi grupkami, lub też tworząc
się na
zwykle
górom.
pierwsze grzbiety
wiją się szlaki
Schodzą one
górskie
Wi0<bce ku
wreszcie pokrywając,
nlkJ, a
strome zbocze Szczęśliwy podróżnik, klóTC
traf, na wtosennę porę ich kwitnienial S
W^-J^jszych barw jest olbrj
jak las, całe
r
?--J
trafi na wiosenną porę ich kwitnienial Ilość
kwiatów najróżniejszych barw jest olbrzy-
ma — od białych i bladoróżowych do ciem-
nokrwistych, o bogactwie tonacji czerwo-
nych, od jasnosłomkowych, jaskrawożółtych
do ciemnoszafranowych... Wiszą pojedynczo
i w pękach po trzy, pięć, albo całymi bu-
kietami na jednej gałęzi. Zwarte poszycie
różaneczników kończy się na wysokości
3500 m, ale pojedyncze okazy spotyka się
znacznie wyżej, ponad 4000, a nawet 5000 m
Powyżej 4000 m wkraczamy jednak w re-
jon hal i łąk wysokogórskich. Stałe siedzi-
by człowieka pozostały już w dole. Dookoła
wznoszą się bezpośrednio nad głowami tur-
nie, pokryte w górach lodem, trabanty * wiel-
kiego pasma, sięgające już ponad 6000 m.
Tak jest w górze; a pod stopami, na tle
szmaragdowej zieleni traw, szeroko rozpo-
ściera się kobierzec kwiatów górskich. Pa-
ręset gatunków roślin kwiatowych znajduje
możność życia aż do linii wiecznych śnie-
gów, a nawet powyżej, na morenach lodow-
ców, oczyszczanych zupełnie ze śniegu przez
palące, letnie słońce. Główny ton kwieciu
tutejszemu nadają liczne rodzaje pierwiosn-
ków i maków, naradek i skalnic, anemonów
i jaskrów
W rejon hal schodzą już lodowce. Wpraw-
dzie granica wiecznego śniegu na południo-
wych zboczach Himalajów leży na wyso
kości między 5000 a 6000 m [n.p.m.], ale dłu-
gie języki lodowców spływają tysiąc i wię- ]
cej metrów niżej, okolone potężnymi wała
Mi moren. [...]
Lodowce wprowadzają już w świat s^ras^
iiwej grozy i nieograniczonego działania s
Panorama Himalajów od południa. Na pierwszym
planie widać wspaniałe cedry himalajskie
przyrody. Ze ścian skalnych gruchoczą bez
przerwy lawiny, rzeki lodu spływają prze-
rażająco potrzaskanymi zerwami, a nad ni-
mi piętrzą się tysiące metrów skał i śnież-
nych stromizn, pionowe niemal ściany, ko-
miny i rynny, cyzelowane w lodzie wystroje
podniebnych grani — wszystko w nadludz-
kich wymiarach. Tu alpinista staje wobec
największych zadań, jakie może na tej zie-
mi napotkać.
Jan Kazimierz Dorawski.
Człowiek zdobywa Himala-
je. Kraków 1957, Wydawn.
Literackie, s 18, 20, 21.
201
N« wiMklni Udilo
i iiwfl
I
'•OJ
'w
ipj?
rfn
»W< Cw
1\iuk*
W MH0UK
IM/ JllfOÓw
J *2f
1 4*14*0*1*
fi«V
rmiMire
iwv
MOUNT EV[R(.$T
ClOUOLUNOtSA
CM oru 9B18 m LHOTSE
Bi99m 9501 m
KĄNGa^D20N^
MAKAlU
w
r>M
ZWYCIĘSTWO NAD CZOMOLUNGMĄ
Mnisi ze świątyń buddyjskich u podnóża Himalajów
kroków w dół Stali chwilę bez
203
*ioo
toco
75 ZDOBYCIE NAJWYŻSZEGO SZCZYTU ŚWIATA
Z HISTORII WYPRAW
202
u
-?j wyprawy,
do czerwca dokonano
topograficznych po-
Czomolungma (Mount Everest) najwyższy
szczyt na Ziemi 8848 m n.p.m., Jeżący w Hi-
malajach Centralnych na pograniczu Nepalu
i Chin (Tybetu) został zdobyty po raz pierw-
szy 23 V 1953 Dokonała tego ekspedycja an-
gielska. którą kierował płk J. Hunt. Na sam
szczyt weszli nowozelandzki alpinista Ed-
mund P. Hillary (ur 1919) i góral z Nepal
B. Tensing (ur 1914), Podczas te
która trwała od marca
podstawowych badań
— *00q
OSJ
—---------fleoc
------ J4C0
* 4
1^— H0Q
łudniowej ściany Czomolungmy
Ziemi, jak ją nazywa miejscowa
Od 1921 r. podejmowano próby
Everestu. Uczestniczyło w tej akcJ*
praw, w tym 9 angielskich W
prawach osiągnięto wysokosc 400 m *
szczytu Niestety, uczestnicy wr®ca^ 7jyc*
wodu krańcowego wyczerpania, 4
warunków atmosferycznych. PrZ^aine, lłX
szczytu broniły strome ściany
dowce górskie, rozrzedzone PoV,|r
Każda próba zdobycia szczytu P
na była żmudnymi przygotowań
damem obozow pośrednich, wynoszeniem
sprzętu I zapasów na coraz wyzsze wvso
kości Kierownik zwycięskiej wyprawy \
1953 r. płk J. Hunt mówi: ‘
„Nie każdemu mogła przypaść w udziale
próba zdobycia szczytu, co dla niektórych
musiało być gorzkim zawodem, zwłaszcza
jeżeli czuli się na siłach ją podjąć. Jednakże
każdy wierzył słusznie, ze ma do odegrania
ważną rolę w dziele umożliwienia przynaj-
mniej dwóm członkom zespołu dotarcia na
wierzchołek I w tym też duchu każdy wy-
konywał swoją robotę". [Oprać. I B.J
Byli oto sami w obliczu groźnej góry, zda-
ni wyłącznie na własne siły [Edmund Hilla-
ry i Tensing Norgayj. [ ] Po zachodzie słoń-
ca położyli się do snu [„.] Mały zapas tlenu,
jaki mieli do dyspozycji, pozwalał im tylko
na czterogodzinne oddychanie nim w nocy
Hillary podzielił tę ilość na dwie porcje,
jedną zuzyli od godziny 9—11, a drugą mię-
dzy 1 a 3 nad ranem Kiedy korzystali z tle-
nu, drzemali zupełnie przyjemnie, lecz gdy
wyczerpał się, ogarniało ich uczucie silnego
zimna 1 depresji Temperatura spadła nocą
d° —27°C, lecz wiatr z wolna uspokajał się
1 nad ranem była już zupełna cisza. [...]
Ostatecznie o godz 6.30 wypełzli obaj
z namiotu, rozprostowali członki i wladowall
sobie nawzajem na plecy czternastokilowe
aparaty Parę głębokich wdechów tlenu —
byli gotowi Przodem ruszył Tensing. Żłobiąc
końcem buta w śniegu prowadził długim
trawersem • z powrotem na grań, której
ostrze wyzłociło już słońce stojące po dru-
9>ej stronic Niebo było bezchmurne i po-
goda bezwietrzna — wszystkie więc atuty
w rękach wspinaczy Nadspodziewanie pręd-
ko doszli do śnieżnej buli w grani, tej właś-
nie, której nie zdołali osiągnąć dnia poprzed-
niego. Powyżej grań stawała się coraz węż-
sza.
Prowadzenie przejął teraz Hillary Na
ostrzu gram leżał śnieg, miękki i niepewny.
co skłaniało do trzymania się raczej stoków
zachodnich, na których był on ubity wia-
trem, a zatem twardszy Skorupa szreni za-
łamywała się chwilami jx>d ciężarem nóg
wspinaczy Wznosili się wolno, ale bez za-
trzymań — nie odczuwali jeszcze trudności
w oddychaniu. [..]
Wkrótce gran rozszerzyła się znacznie, ale
równocześnie silnie spiętrzyła, tworząc sze-
roki i stromy stok śnieżny. Wyprowadzał
on wprost na Wierzchołek Południowy
Śnieg nie zmienił konsystencji w ciągu 3 dni
od pobytu Toma • i Charlesa — był tak sa-
mo niepewny i niebezpieczny Ale me mieli
wyboru, muslell ryzykować. Zaczęli teraz
zmieniać się w prowadzeniu co jedną dłu-
gość liny W pewnym miejscu większa par-
tia śniegu oderwała się pod ciężarem Hilla-
rego od podłoża i osunęła wraz ze wspina-
czom o kilka kroków w dół Stall chwilę bez
W dr< zze na Czomolungmę (Mount Everest)
ruchu potem Hillary zwrócił się do Tensin-
ga .Idziemy dalej w tych warunkach?”
. Jak pan chce” — odparł Tensing Hilary
ruszył więc bez słowa w górę.
Jakby w nagrodę za tę heroiczną decyzję
zaraz powyżej śnieg zaczął- twardnieć. Nie-
bawem można już było wybijać w nim stop-
nie uderzeniem buta, jeszcze wyżej — iśc
wyłącznie na rakach, aż do Południowego
Wierzchołka Stanęli na nim o godz. 9.
Mieli przed oczyma grań szczytową, zna-
ną im z opisu towarzyszy dokonujących
pierwszego ataku. Widok był groźny i spra-
wna! głębokie wrażenie zabarwione nawet
czy-mś w rodzaju przerażenia Na prawo wy-
biegały poza linię grani szeregi ogromnych
nawisów- wyglądających jak rozcapierzone
palce nad fantastyczną przepaścią doliny
Kangchung Na lewo stromy stok podgra-
niowy opierał się o skalny posad potężnej
ściany zachodniej. Jedyna możliwość posu-
wania się tą granią — to pójście pasem śnie-
gu między nawisami a skałą Wszystko za-
leżało od konsystencji śniegu jeżeli będzie
twardy — sprawa wygrana, jeżeli okaże się
miękki i lawiniasty — stracone nadzieje.
Tuz pod czubem Wierzchołka Południo-
wego wyżłobili wspinacze w śniegu małą
na odpoczynek
[• •) Wo.
platformę i usiedli
bec przepaścistej drogi i wpłyWu
wysokości, konieczna była wzmożonT^
strożnosć (...) °*
Po godzinie drogi od Wierzchołka POhjd
niowego doszli wspinacze do skalnego sto
ma zamykającego grań. Wiedzieli o je£
istnieniu z fotografii lotniczych oraz z ob
serwacji grani przez lunetę z Thyangboche
Ale co innego wiedzieć, a co innego zoba-
czyć z bliska Grań tworzyła tu uskok wy.
sokości 12—15 m. Zupełnie pionowa, gładka
skała pozbawiona stopni i chwytów nie była
możliwa do pokonania, chyba nawet w wa-
runkach alpejskich, a cóż dopiero w rejonie
8800 ml Co za cios dla ich nadzieiI Ale nie
chcieli się z tym pogodzić. Zaczęli szperać,
kombinować. Na uskoku skalnym wspierał
się potężny nawis. I oto stwierdzili, ze mię-
dzy skałą a lodem nawisu ciągnęła się przez
całą wysokość uskoku wąska szczelina wy-
topiona ciepłem słońca nagrzewającego ska-
lę Szczelina — coś dla wspinaczaI świtała
więc jakaś nadzieja Hillary nie zwlekał —
wcisnął się w szczelinę Chwytów nie miał —
ale zapierając się plecami o skałę, a nogami
o lód, wyzyskując siłę tarcia i zahaczając
kolce raków próbował windować się ku gó-
rze. W tej chwili błysnęła mu myśl: „Sza-
leńcze, przecież ty odrywasz lód od skały —
a jeżeli spoiwo jest słabe, jeśli nie wytrzy-
ma, polecisz na lodowiec Kangshung, 3000 m
w dół" Ale szczelina stanowiła jedyną moż-
liwość — nie było czasu na refleksje. Sza-
lonym wysiłkiem rozparł się w niej i Pcha*
ku górze, cal po calu. Nie zdawał sobie spra-
wy z tego, jak długo to trwało. Nie móg
spojrzeć, jak daleko jeszcze do końca. Nage
głowa wydostała się ze szczeliny, a
lę reszta ciała Hillary padł bezsilny na sze-
rokim stopniu i leżał długo, pasując s,ę
z brakiem tchu i skaczącym jak szalone ser^
cem. Ale równocześnie po raz pierwszy
pełniła go niezachwiana pewność: „Nic n
już nie może odebrać Everestu”.
Odzyskawszy siły usadowił się dobrze
półce i krzyknął Tensingowi, że może 1
iść-
Historia powtórzyła się i gdy Tensing wy-
lądował obok towarzysza, padł również bez
ducha, „jak ryba wyciągnięta z morza po
straszliwej walce". Ale juz po chwili uśmie-
chnął się i wskazał ręką ku górze „Możemy
jst" Czas znów płynął monotonnie, a zmę-
czenie coraz bardziej dawało się we znaki.
Szeregi nawisów następowały jedne po dru-
gich Nie widzieli przed sobą Wierzchołka —
każdy garb nawisu wydawał się szczytem,
a po dojściu doń wyrastał nad nimi drugi —
wyższy
Nagle, zupełnie niespodziewanie, z jedne-
go ze śnieżnych garbów ujrzał Hillary w
dole Przełęcz Północną i lodowiec Rong-
buk Wzniósł wzrok trochę w lewo wąska
grańka śnieżna wychodziła na mały stożek
śnieżny. Parę uderzeń czekanem i stall Juz
na nim*
To był wierzchołek Czomolungmy
Uczucie, jakie ich ogarnęło najpierw, to
ogromna ulga już me trzeba się wspinać,
nie trzeba rąbać stopni, nie tfzeba omijać
nawisów Ale kiedy spojrzeli na siebie, wy-
zwoliła się nagle szalona radość Chwycili
się za ręce, a potem Tensing objął Hillarego
ramionami i zaczęli się nawzajem bić dłoń-
mi po plecach, aż do utraty tchu. I ] Hillary
zdjął aparat tlenowy i wyjął aparat fotogra-
ficzny, który niósł pod koszulą, aby uchro-
nić go przed zamarznięciem. Szybko — fo-
tografie dokumentalne Najpierw nastawił
obiektyw na Tensinga stojącego ze wznie-
sionym czekanem, na którym powiewały
Hagi Wielkiej Brytanii, Nepalu, Narodów
Zjednoczonych i Indii. Następnie widoki pa-
noramiczne. [...]
Kontrola zapasu tlenu kazała skrócić pobyt
na szczycie | .) Czas przebywania na wierz-
chołku trwał 15 minut (. )
PO ZWYCIĘSTWIE
Zaraz za Namche Bazar usłyszeli alpiniści
buczenie silników lotniczych i dojrzeli wy-
soko w przerwie chmur wielki samolot le-
cący w kierunku Everestu [ .] Samolot wy-
startowawszy 6 czerwca o 8 rano z lotniska
w Bihar, dosłownie w przeddzień monsunu.
okrążył z bliska masyw- Everestu Plonem
lego lotu, czwartego w historii, była wielka
llosc zdjęć fotograficznych i lilmowych (. )
Monsun dopadł czołową grupę wyprawy
na drugi dzień, przy wyjściu z doimy Dudh
Kosi I odtąd już lał deszcz az do Katmandu
Mimo forsownych marszów szybko wracali
wspinacze do normalnej formy fizycznej ( .]
Wyprawa kroczyła drogą powrotną w nie-
ustannym festynie Mnisi w Thyangboche
urządzili na jej cześć rytualne tańce. Przy-
brani we wspaniałe 1 bajeczne kolorowe
jedwabie, w przerażliw-ie brzydkich maskach
na twarzach kręcili się bez końca w dzi-
wacznym korow-odzie przy monotonnym
rytmie trąbek i cymbałów. (...)
Był to dopiero początek długiego szeregu
powitań, owacji i odznaczeń, spotykających
wyprawę wzdłuż całej drogi powrotnej przez
Indie, a potem w Anglii.
Jan K Dorawskj Walka o
tzcivt świata Warstaw.i
I95Ó. Iłkry 4. 209—214. 219,
220—221
205
204
76 U TYBECIE
Jeszcze pełni jesteśmy wrażeń lotu, a tu
na lądzie przesuwają się juz przed nami nie-
powtarzalne krajobrazy [ .] Czysty błękit
opiera się o ośnieżone szczyty Słońce na
nich igra gamą kolorów oświetlając mgiełke
pary, która z wartkich potoków wzbiła się
Tybet Po drodze spotykaliśmy stada
jaków
206
ku nagim granitom Szare, rdzawe i fiołkowe
grzbiety gór, jak gdyby rozsadzając prze
stworzą, przechodzą w łagodne zbocza za-
ciągnięte mchem niczym pokrowcem i w
soczystą zieleń regli z rozsianymi gdzienieg-
dzie kępami kosodrzewiny Miejscami piar-
Tybet Lhasa — widok ogolny
gi wypełniają żleby i rozszerzając się ku d
łowi wciskają się szerokim klinem w zi
hale [ ] .
Samochody suną wąską drogą, raa^C
jednej stronie nagą, sztucznie ściętą s
piaskowca, na której wymalowano sie
ze skrzyżowanymi nogami postacie
po drugiej stronie — brzeg rwącej rze
Stada czarnych jaków, zwierząt po o
do bizonów, o sterczących rogac na
gęstej sierści, podnoszą zdziwione
dźwięk motoru ór dężkie)
Wspaniałe to zwierzęta Np . p0
masywne, wytrwale i zwinnie pn . tań.
górskich ścieżynkach Dostar"^ej mleka.
czykom wełny, skóry, masy rg> potrzebuj<i
no i mięsa Dla siebie n
prócz trawy, którą hojnie obdarzyła tybetań-
ska przyroda hale i regle, a także wody, któ-
rej tu nie brak — podobnie jak słońca Nie-
raz widywałem łódki z jaczej skory Tybe-
lańczycy korzystają z nich przy przeprawach
przez rzeki Są lekkie, zwrotne, a mogą po-
mieścić ponad tonę towarów
Droga wije się ocienionymi wąwozami
w których odczuwa się chłód, to znowu bieg-
nie szeroką doliną zalaną słońcem Omija
szałasy, ogrodzone bryłkami torfu i plastra-
mi jaczego łajna Wysuszony nawóz służy
jako opał Pali się prawie bez dymu, dając
dużo ciepła Napięte na drewnianych ko-
złach świeże skóry parują Na koczowisku
tuż przy drodze krzątają się przy watrach
Tybetańczycy Na wzniesieniach stoją dago-
207
by — małe f _ ___
Pękatych buh lek W ich i ______-----,
M rmęcirnj pielę ;>mi tygodniami wędru-
Ntcy i dalekich stron do Lhasy Zia załomów
skał ur.asta^ r'v>5xxhjvwanie chaty chłop-
skie kamienne proste budowle. otoc7one
badds -skir kapliczki podobne do
__i cieniu odpoczywa-
ne Y i dalekich stron do Lhasy Zza załomów
skal wv.aslaj4 cespodziewanle chaty chłop-
v.w»----------proste budowle, otoczono
'i skim nieregularnym murem, na którym
Mcroa rogi jaków t kotłów (...)
»est tuz tul Objuczone osły i muły
tX'’łOdTT»» i gjflMSB —-
, - - -- “r>« " u ycII poiacn
" idąc ludzi u kapeluszach o wywiniętych
rondach i ludzi w mundurach To chińscy
zolmerze pomagają chłopcom w pracy
•UU2 się w wąskie uliczki Lhasy
e co uderza, to zapach Swąd wiszą-
pounetrzu dymu, źle spalonego tłusz-
Na ryneczku stoję objuczone jaki j jlźa
mienie. Obok rozłożyli się pasterze
szerokie skórzane pasy wsunięte są m’
skie noże o kościanych rękojeści ’ *’
przed sobg skórzane woreczki,
nigdy nie rozstają.
drewniano miseczki. ., IH uu mc
tę prażonej mąki jęczmienne), dole
ka kropel wody i gniotą palcami, c
utworzą się grudki. Jest to główne
nie Ty be tańczy kó w .1__,uu ,c
gają kubki z którymi się również
lozstają. nalewają herbatę. Herbat
ska nie ma jednak nic ’ 2
w naszym rozumieniu Gęsta, mdła,
rze przypomina kakao z mlekiem.
rvoeczku stoją objucion. , M.
1 pasterze. Za ic*
SI#toW. skórzane pasy wsunięte
z którymi się
wyciągają z kieszeni
wsypują do nich szczyp
w a Ją kil-
dopóki nie
j porywie.
— dzamba Teraz wycią-
nigdy me
a tybelań-
wspolnego z herbatą
w kolo-
Bronisław Troński Na do
rhtt •-* - ’“
MON,
chu świata Warszaw
MON, s 70—28.
4 1960
PRZYPISY
Aq| om c t a c |ó — duże skupisko ludności i U-
budowy miejskiej na stosunkowo niewielkim
obszarze |np. aglomeracja warszawska) Gdy
aglomeracja miejsku i przemysłowa zbytnio się
rozrasta, powoduje to roinorodne trudności go-
spodarcze. np w zaopatrzeniu w wodę. żywność]
zwiększa się zanieczyszczenie powietrza Hp
Wówczas występuje dazeme do tzw deglomo-
racji, czyli przenoszenia zakładów produkcyjnych
i ludności do mniejszych ośrodkow miejskich
i terenów słabiej zaludnionych
Akumulacja — gromadzenie materiału skalne-
qo przez wodę. wiatr, lodowiec.
Aluwla — osady rzeczne Itwir. piasek, mul)
transportowane przez rzeki I osadzane w o
nactl J
Aneroid — barometr metalowy, przyrząd do m
rżenia ciśnienia atmosferycznego i wyso
n.p.m. ___ iat.
Antropogeniczne formy terenu
my terenu powstałe na skutek działalno c
wieka
Arba — prosty woz dwukołowy
Bałkan — nazwo pasma górskiego.
wiła się potno, dopiero w XVII wie u.
słowiańska nazwa brzmi Stara P amn<l
używana w Bułgarii ru.zkirską
Baszkirzy — naród zamieszkujący Ro.
Republikę Autonomiczną wchodzącą w
syjskicj FSRR (stolica Baszkirii I
Bazalty, trachity - bar wceJ
które powstały z ostygłej lawy. WW
» wulkanu na powierzchnię Zl«nt
Bedulni - mieszkańcy pustyni.
ardb,CY kuli ziemskiej, na
Biegun zimna- obs^ lemperatury P°‘
klórym występują najnizs P" * Oj.
wietrzą. Na półkuli północnej _ w Wier*
miakonie (—70°C) Dawniej uważa .
chojansku Mdrzewiona,
Bulwar — szeroka ulica m । bulwa^T
o charakterze spacerowym. P CzburJOnych
powstały w Paryżu na miej
row obronnych.
BuridCł - zamieszkują rui połodaia j wschód od
jeziora Bajkał fta tWMdc AdeBoe-ra*, Rcpubb-
ki Burłackiej (webodn w skład R-rryjsfcjej FSRRi
oraz na terenie .Mongolii N<l«ą r4$v mon.
golskiej. Moją płask, do,- szeroki w wysiane
kości policzkowe czarne oczy t czarne prosto
włosy.
Cedr — chodzi lu me o prawdrwr ced.-. kiiry
obecnie występuje bardzo rzadko lecz o sybe-
ryjską limbę, tworzącą na Sybazu cała lacv Jej
orzeszki znane pod nazwą orzeszków cadrowyrh
są jadalne.
Celtowie — lud indoeuropojski. ktzry zac^ązk.-
wal środkową Europę przed naszą erą w epoce
brązu I ze! a za Znane są wędrówki Cellow w Eu-
ropie | Azji Mniejszej Stworzyli wysoką kuPtsrę.
Do języków celtyckich zarcza s*ę r_ In język
irlandzki, szkocki, bretoński
Cbantowie — grupa narodowościowa zamiesz-
kująca północną Syberię
Chwaiyriskie Góry i Dziewicze Gi-
ry — me są w istocie rzeery goriuni. lecz kra-
wędzią wyżyny, stromo opadającej ku Wołdze
Cumować — przymocowywać luunu (reaaa.l
statek do przystani.
Cysterna — zbiornik w kształcie wilca używa-
ny do przechowywania płynów np ropy nafto-
wej.
Deficyt — brak, ni ?dobór. w rym przypadku wo-
dy
De f la c ja — wywiewanie drobnych cząsteczek
piasku, pyłu i gleby przez wiau
Denudacja — wyrównywanie nierówności tere-
nu przez wodę, wiatr 1 Inne czynniki
Departament — jednostka administracyjna we
Francji.
Deportacja — zesłanie t» przymusowy pobyt
do określonej miejscowości.
Destylacja — rozdzielanie mieszaniny kilku dal
przez kolejne ogrzewam* i skraplanie Np z ro-
py naltowei otrzymuje się produkty pochodne,
jak benzyna I mne
Diesel — silnik spalinowy pracujący na ciekłym
paliwie, np. na ropie naftowej.
Dok. — urządzenie w stoczni do naprawiania pod-
wodnej części kadłuba I do budowania nowych
statków.
Dolomit — skala, w skład której wchodzi wapń,
tlen, węgiel i magnez. Używany w hutnictwie ja-
ko topnik w budownictwie do wyrobow materia-
łów ogniotrwałych.
D r y 1 i n g — (wyraz pochodzenia niemieckiego!
trojlufka, myśliwska broń palna, trójlufowa.
Dwururka — powszechnie używana broń myśliw-
ska o dwóch lufach.
Dybowski Benedykt — polski biolog i lekarz
Rząd ZSRR pragnąc uczcić zasługi wielkiego uczo-
nego nazwał jego imieniem hydrobiologiczną sta-
cję naukową zbudowaną na południowym wy-
brzeżu Bajkału w pobliżu miejscowości Listwien
na ja w latach 1930—33.
Dych-Tau — szczyt w środkowym Kaukazie na-
leżący' do najwyższych (5203 m n.p.m.J, zlodowa-
cony Jeden z lodowcow zsuwających się po jego
zboczach — to Bezingi. Zdobyła go polska wy-
prawa w 1935 roku złożona z 7 alpinistów
Dyskryminacja — prześladowanie i ogranicza-
nie w prawach jednostek ze względów narodo-
wościowych, rasowych, religijnych. W tym przy-
padku chodzi o ograniczenie praw ludzi żyją-
cych w Indiach i znajdujących się poza kastami)
czyli tzw. pariasów. Patrz: pariasi.
Edaficzne wymagania — wymagania rośli-
ny, np. co do ilości wody
Ekskawator — nazwa ogólna maszyn wykonu-
jących prace ziemne Ekskawatorem np. jest ko-
parka
Ekspansja — działalność skierowana
wnątrz; tu — rozwój terytorialny
Erozja — tu: żłobiąca, niszcząca działalność wody
bieżącej.
Erupcja — wybuch wulkanu.
Fatamorgana — zjawisko optyczne polegające
na złudzeniu, przy którym przedmioty bardzo od-
ległe są widziane jako obrazy proste, odwrócone
lub zniekształcone. Najczęściej występuje na pu-
styniach, na morzu, na obszarach pokrytych śnie-
giem. Zjawisko polega na załamaniu promieni
świetlnych w warstwach powietrza.
Fizjografia — zbiór wiadomości o pewnym
obszarze lub kraju, obejmujący informacje ogól-
noprzyrodnicze (m. in. wiadomości o ukształtowa-
niu powierzchni, o rzekach, jeziorach, roślinno-
ści itp.j.
Gabaryt — tu kształt budynków lub ustalona
przepisami budowlanymi granica wysokości, do
której budynki powinny być przystosowane.
„ w lym przypadku urządzenie
przetwarzające energię mechaniczną
prąd elektryczny.
Gencrator
ktrowm
biny na
na ze-
- — — «
— w tym przypadku urządzenie
ele-
tur-
Geolog — zajmuje się badaniem składu
skorupy ziemskiej. Jednym z zadań
jest poszukiwanie bogactw mineralnych
Geofizyka — nauka zajmująca się fj
właściwościami Ziemi i badaniem budo
szych jej stref. Badania geoiizyczne p0'
w poszukiwaniu złóż mineralnych potna9aH
Grawimetr — przyrząd do badania siły cieżk
stosowany przy badaniach geologicznych
Granica Azji i Europy _____________ jest
umowną długości około 3000 km Przeto^
wschodnim podgórzem Uralu, wzdłuż rzeki
1 na północ od Kaukazu (obniżeniem Kumy i M V
nyczu) W tak przyjętych granicach powierzchnia
Europy wynosi 10 140 000 km2, a powierzchny
Azji 43 300 000 km2 (w tym 16 800 000 km1 stano-
wi azjatycka część ZSRR)
Cra v esend, itd — autor wymienia kolejno mi-
jane dzielnice i osiedla podmiejskie Londynu.
Gumus-gumiak — roślina strefy tropikalnej
dostarcza żywic, garbników, substancji trujących.
Hermetyczny — szczelnie zamknięty.
Hiroszima — port japoński, liczy ok. 360 000
mieszkańców Zrzucono tam pierwszą bombę ato-
mową w 1945 roku. s/j miasta zostało zniszczone,
80 000 mieszkańców zabitych, a 200 000 zmarlo
do 1954 roku na chorobę atomową.
Jakucja — Jakucka Autonomiczna Republika Ra-
dziecka, 3203 tys km2 powierzchni i około 500 tys
mieszkańców. Wchodzi w skład Rosyjskiej FSRR
Leży w strefie tajgi i tundry Na znacznej części
jej terytorium występują góry.
J a sa k — danina w naturze ściągana w XVII wie-
ku od ludów Syberii przez rząd carski w Rosji
Jeep — (czytaj dżip), lekki osobowy samochód
nadający się do jazdy w trudnym terenie.
Jurta — kopulasty namiot kryty wojłokiem.
K a 1 d e r a — krater wulkanu w kształcie kotła, roz-
szerzony na skutek wielokrotnych wybuchów.
Kanał Królewski — W latach trzydziestych
ubiegłego stulecia zaczęto budowę kanału, kt ry
miał łączyć najkrótszą drogą Warszawę ^Vl5^
z Bugiem i służyć do spławu drewna. Pr0^ze
ostatecznie nie zrealizowano pozostawiając
reg rowów noszących nazwy kanałów: ro
skiego, Królewskiego 1 Nowego. Po 11 W^af.
światowej zbudowano nowy kanał łączący
szawę z Bugiem — Kanał Żerań Zegrze doWja-
on głównie do transportu materiałów
nych dla Warszawy. .
Kanały podwodne na Morzu orskjego
chodzi tu o podłużne zagłębienia dna m0
Kanion — głęboko wcięta dolina rzeCtn*
dzo stromych zboczach. Tu użyto w P ^bylina),
oaząca ż >n 1 . u
do celów lekarski^
Grawimetr —
Gumus-gumiak
barnem sklado ,
9e°logoK
— autor wymienia kolejno mi
Kardamon — roślina pochodząca z
służąca jako przyprawa i u_
l^asta — Indiach) zamknięta grupa społeczna,
Członków kasty łączą prawa obowiązujące tylko
wewnątrz danej kasty oraz tradycja i rodzaj pra-
cy Przynależność do kasty jest dziedziczna.
Kimberllt — skała magmowa zawierająca do-
mieszki diamentów, wypełnia kominy wulkanicz-
ne. Pierwszy raz złoża kimberlltu odkryto w Po-
łudniowej Afryce koło miasta Kimberley.
Koncern — połączenie kilku przedsiębiorstw przez
jednego właściciela lub grupę kapitalistów Są
one kierowane centralnie. Koncern może skupiać
przedsiębiorstwa tej samej gałęzi produkcji (np.
rafinerie ropy naftowej) lub przedsiębiorstwa, któ-
rych wyroby służą do produkcji jednego towaru
(np. szyby naftowe, rafinerie, fabryki chemiczne
itd.).
Kombinat — połączenie kilku zakładów prze-
mysłowych tak, że produkty z jednych są su-
rowcem lub półfabrykatem dla innych.
Kulis — tragarz, prosty robotnik we Wschodniej
Azji.
Konsorcjum — spółka przedsiębiorstw kapitali-
stycznych.
Kontrkurs — morski kurs statku o kierunku
przeciwnym do danego.
Konurbacja — zespół miast mniej więcej jed-
nakowej wielkości. Konurbacja występuje na te-
renach uprzemysłowionych.
K o r i a c y — lud mieszkający w ZSRR na Kam-
czatce. W 1959 roku liczył około 6000 ludności.
Konacy zajmują się hodowlą reniferów, myśli-
stwem, rybołówstwem
Lingwistyczne umiejętności — tu: umie-
jętności posługiwania się językiem obcym.
Łęgowy las — las na terenach zalewanych przez
wodę, np nad rzekami. Charakterystycznymi ga-
tunkami drzew tworzącymi łęgi są: olchy, topo-
le, wierzby, wiązy i jesiony z bogatym podszy-
ciem i bujnym, wysokim runem.
M a s z k a — drobne muszki, których mnóstwo jest
w tajdze i tundrze. Tworzą cale „obłoki brzęczą-
ce" i tną dotkliwie ludzi i zwierzęta.
Misteria — w starożytnej Grecji obrzędy reli-
gijne dla wtajemniczonych.
Monokultura — wytwarzanie przez gospodar-
stwo rolne jednego tylko artykułu, bądź roślina
uprawiana na dużych obszarach.
Morena boczna — zwały skalnego gruzu, któ-
ry usypał na bokach doliny ptzesuwający się
jęzor lodowcowy
Nagasaki — port japoński, ponad 300 000 miesz
kańców Zniszczony drugą bombą atomową zrz
coną, podobnie jak na Hiroszimę, przez Amery li-
nów w 1945 roku Zginęło wtedy 75 000 mie a
ców.
Nargile — przyrząd do palenia tytoniu, rodzaj
tdjki. Dym wciągany przez rurkę gumową prze-
chodzi przez naczynie z wodą
Nawigacja — dział wiedzy fachowej o prowa-
dzeniu statku morskiego lub powietrznego. W tym
przypadku możliwości nawigacyjno-portowe to
możliwości manewrowania statkiem w porcie.
Nomadowie — koczownicy
Obwód — Jednostka administracyjna w Związku
Radzieckim. Odpowiednik polskiego województwa.
Olimpiada w Tokio — w 1964 roku odbyły
się XVIII-letrue igrzyska olimpijskie, w których
brały udział 94 państwa.
O p u n c j a — roślina z rodziny kaktusowatych. Po-
chodzi z Ameryki Południowej, hodowana jest
w krajach śródziemnomorskich.
Ortodoks — tu: człowiek ściśle trzymający się
nauki swojego kościoła
Ostrogi — wartownie obronne budowane na Sy-
beru przez Kozaków, którzy poczynając od XVI
wieku zajmowali tereny na wschód od Uralu
w imieniu władzy carskiej, np. Tobolsk, Jakuck.
Irkuck i inne.
Ozon — gaz powstały przez połączenie trzech ato-
mów tlenu. Wytwarza się po gwałtownej burzy,
ma charakterystyczny zapach
Parias — (w Indiach) człowiek uciśniony i wy-
dziedziczony, nie należący do żadnej kasty.
Plazma — 1) gaz bardzo silnie zjonizowany
i wskutek tego dobrze przewodzący prąd elek-
tryczny, występuje m. in w atmosferze gwiazd,
2) osocze krwi, płynna część krwi. Autor używa
tego wyrazu w przenośni.
Płonne warstwy
rające poszukiwanego minerału lub zawierające
go w zbyt małej ilości.
P o m p e a — miejscowość w południowych Wło-
szech, położona u stóp Wezuwiusza. Przed blisko
dwoma tysiącami lat zniszczona w czasie wybu-
chu tego wulkanu. Odkopana w XVIII wieku do-
starczyła wiele cennych dla nauki wiadomości
o jej dawnych mieszkańcach.
Porfiry, sjemty — skały magmowe, bardzo
twarde.
Porohy — progi skalne występujące na dnie ko-
ryta rzeki.
Poziom wód — mowa
którymi nasycone są warstwy luźnych skal lezą-
cych na powierzchni. Z wód tych korzystają rośli-
— warstwy skał nie zawie-
tu o wodach gruntowych,
ny.
Purga — bardzo silna zawieja śnieżna na Syberii
Rezerwuar — zbiornik do przechowywania cie-
osób zaj-
Rezydencja —
mujących bardzo wysokie
miejsce stałego pobytu
stanowiska
211
210
S a r i — suknia upięta z kilkumetrowego płatu ma-
terii. Strój kobiet Indii, Cejlonu, Indonezji.
Satelitarne miasteczka — małe miasta le-
żące w bliskim sąsiedztwie aglomeracji miejskiej,
silnie z tą aglomeracją związane gospodarczo.
Sejsmograf — czuły przyrząd zapisujący drga-
nia skorupy ziemskiej, np. podczas trzęsienia
ziemi
Slawistyka — dziedzina nauki obejmująca ba-
danie języków I literatur słowiańskich.
Slums — (po angielsku, czytaj slamz) dzielnica
nędzy w dużym mieście.
Słupy Herkulesa — tak nazywali starożytni
dwa naprzeciwko siebie lezące skaliste pół-
wyspy w Cieśninie Gibraltarskiej. skałę Abyla
po stronie afrykańskiej i Gibraltar po stronie eu-
ropejskiej Przed naszą erą, we wczesnej staro-
żytności, mieszkańcy wybrzeży Morza Śródziem-
nego uważali, że poza Slupami Herkulesa nie ma
już lądów, tylko wielki ocean. Tu więc kończył
się antyczny (tzn starożytny) świat
S o m o n — jednostka administracyjna Mongolii, od-
powiadająca powiatowi
Spitsbergen (Szplcberg) — nazwę nadał
żeglarz holenderski Barents (Spits — koniec,
berg — góra). Nazwa odnosi się do archipelagu
wysp położonego między 10’30' i 27°45' długości
, J r -I — - ~ * — —
— tak nazywali starożytni
— góra). Nazwa odnosi się do archipelagu
A. 1 — — - —
--
wschodniej oraz 76’27’ 1 80°49' szerokości północ-
nej. Używa się również starej norweskiej nazwy
Svalbard, przyjętej dla Spitsbergenu 1 Wyspy
Niedźwiedziej po włączeniu Ich do Norwegii. Naj-
większa z wysp archipelagu nazywa się Spitsber-
gen Zachodni. Nazwę Spitsbergen czytaj Szpic-
bergen.
Stalaktyty, stalagmity — naciekowe for-
my skalne, jakie tworzy wapień osadzający się
w jaskiniach. Woda podziemna przepływająca
przez skały wapienne rozpuszcza wapień, a na-
stępnie osadza go w innym miejscu. Gdy woda
kapie ze stropu, wapień osadza
sopla (stalaktyt) oraz w
311
lagmit). Bywa, że po długim czasie stalaktyt
i stalagmit połączą się, tworząc razem kolumnę.
Stara Pianina — patrz objaśnienie nazwy Bał-
kan.
Studia socjologiczne — prace naukowe,
które mają w tym przypadku na celu zbadanie,
jak przystosowuje się człowiek do nowego śro-
dowiska i do pracy w nowych warunkach.
Studia urbanistyczne — prace naukowe,
któro mają na celu zbadanie, w którym miejscu
i Jak należy zabudować obszar miasta
Sub contr um — Tokio składa się z szeregu dziel-
nic, które po straszliwych zniszczeniach drugiej
wojny światowej, rozbudowały się przeważnie
w jaskiniach. Woda podziemna
się w postaci
postaci słupka (sta-
w sąsiedztwie stacji kolejowych. Każda
dzielnic posiada swoje własne centrum
we — rodzaj śródmieścia. Subcentruni
rzędne śródmieście.
Sudandih — miejscowość, w której grUp
skich specjalistów przystąpiła wiosną |962 rP°‘‘
do budowy nowoczesnej kopalni węgla
kończeniu budowy w 1971 roku kopalnia ma T
wać 2 miliony ton węgla rocznie. Jest to jed *
z pierwszych, rzeczywiście nowoczesnych obiet
tów górniczych w Indiach.
arańcza wędrowna — owad, żyje w ciep-
łych okolicach Eurazji 1 Afryki, gdzie występuje
nieraz masowo. Groźny szkodnik, niszczy wszelką
zieleń. Wielkie naloty szarańczy mają charakter
cykliczny. Owady te przenoszą się z miejsca M
miejsce chmurą około 70 km długą 1 40 km sze-
roką. Ze względu na zagrożenie wielu krajów,
walka z szarańczą musi opierać się na współpra-
cy, którą kieruje międzynarodowa organizacja do
spraw wyżywienia 1 rolnictwa (FAO). W Radziec-
kiej Azji Środkowej zdołano opanować tę plagę.
S z e r p — Szczep Szerpów pochodzi z Tybetu,
obecnie liczy około 100 000 osób.
Szeik — naczelnik plemienia arabskiego.
Szlak „kas lan la" — szlak wędrówki reniferów
Sztormówki z kapiszonami — nieprzema-
kalne bluzy z kapturami.
Święte Morze — tak nazywali Bajkał miesz-
kańcy Syberii. Jest to najgłębsze jezioro świata
(1740 m) i największy zbiornik wody słodkiej.
Tajga — pierwotny las iglasty, występujący we
Wschodniej Europie, na Uralu 1 na Syberii. Skła-
da się głównie ze świerka, modrzewia, sosny,
jodły i limby, zwanej często cedrem
Tajfun — silny, groźny wiatr typu wirowego (cy-
klonu), występujący w Południowo-Wschodniej
Azji w okresach zmiany kierunku monsunu.
Ta jo wie — naród zamieszkujący góry Demokra
tycznej Republiki Wietnamu.
Tankowiec — patrz: zbiornikowiec.
Tatami — (po japońsku) wielkość odpowiadaj^
powierzchni 90,9 cm na 181,8 cm.
T e n u t a — czynsz dzierżawny.
Terma (lub cieplica) — źródło o tempery
rze wody wyższej niż średnia roczna po*ic
w danym miejscu. Wody termalne wo y
chodzące z ciepłych źródeł, z cieplic.
T e r m i k a — chodzi tu o temperaturę wody * &
nych częściach Morza Śródziemnego i na r0
głębokościach. rOZbudo-
Terytorialny rozwój miasta
wa i włączanie do miasta nowych terenów.
dotąd miały charakter osiedli podmlejs ic
wsi.
z
handlo-
^ugo-
tych
Sz
Bourdillon i Charles Evans —
czasie próby wejścia na szczyt Czomolungmy
dnia 26 maja 1953 roku osiągnęli jako pierwsi
Południowy Wierzchołek
Trabant — żołnierz straży przybocznej monar-
chów panujących w średniowieczu.
Trawers — podchodzenie po linii ukośnej w sto-
sunku do stoku góry.
Trociczki — pałeczki kadzidlane palone w świą-
tyniach na cześć bóstwa.
Turbina — urządzenie mechaniczne w elektrowni
wprowadzające w ruch wirnik generatora. Turbi-
ny mogą być: parowe, wodne i inne.
Wielka obrona — Jedna z największych bitew
w czasie II wojny światowej (bitwa nad Wołgą).
Wojska radzieckie po zaciekłej i bohaterskiej
obronie miasta, przeszły w listopadzie 1942 roku
do natarcia, okrążyły i w ciągu kilku miesięcy
zlikwidowały okrążone zgrupowanie armii hitle-
Tom
w
rowskiej.
Wikingowie — rozbójnicy morscy, którzy
w VIII—X w. nękali najazdami wybrzeża krajów
Europy Zachodniej. Dotarli również do Islandii.
Yen (jen) japońska Jednostka monetarna równa
100 senom.
Zbiornikowiec, tankowiec — statek przy-
stosowany do transportu materiałów płynnych
Obecnie są to jedne z największych statków, słu-
żących głownie do transportu ropy naftowej.
Zorza polarna — świecenie cząsteczek silnie
rozrzedzonego powietrza wyższych warstw at-
mosfery. Można ją obserwować przede wszystkim
na terenach polarnych W okresach silnej ak-
tywności słońca pojawia się również w średnich
szerokościach geograficznych
Żuławski Wawrzyniec — ur 14 lutego 1916
roku w Zakopanem Był kompozytorem, pedago-
giem i krytykiem muzycznym, ponadto zapalo-
nym alpinistą 1 autorem reportaży oraz więk-
szych prac z dziedziny alpinistyki (Wędrówki al-
pejskie. Niebieski krzyż i in.). Poniosł śmierć
w dniu 18 llpca 1957 roku w akcji ratunkowej,
zasypany lawiną na Mont Bknc du Tacul w Al-
pach
Tlubletejka — rodzaj nakrycia głowy
212
ZESTAWIENIE LITERATURY
wykorzystanej w wypisach geograficznych dla klasy VII
Achmatowicz-Olok Anna 1 Otok Stanisław Węgry wczoraj I dziś. Warszawa 1968
PZWS, s 57—59.
Berezowski Stanisław: Paryż po raz trzeci „Poznaj Świat" 1963 nr 7, s 22.
Biesiada Roman Spotkania z Wołgą. Warszawa 1966. PZWS. s. 10—11. |
Biesiada Roman Nad Morzem Śródziemnym. Warszawa 1970, PZWS, s. 105—110
Biesiada Roman Pomyłka Jean-Louisa. „Poznaj Świat" 1968 nr 7, s. 14—16.
Biesiada Roman Trzy twarze Tamizy ..Poznaj Świat". 1964 nr 12, s. 23—26
Biesiada Roman »V kraju Czechow i Słowaków Warszawa 1968, PZWS, s. 15—20.
Biesiada Roman Z biegiem Wołgi Warszawa 1964, Wiedza Powszechna, s. 124—125,
14B—160. >
Brodzkl Stanisław Pagody, smoki i ludzie Reflektorem po Azji. Warszawa 1958, Książ-
ka i Wiedza, s. 100—103.
Budrewicz Olgierd Tokijskie ABC Warszawa 1970, Iskry s. 17—33, 56—57, 157—159
Budrewicz Olgierd Wrogie słońce. Warszawa 1963. MON. s. 47.
Burchard Przemysław Pomarańczowe żniwa. „Poznaj Świat". 1965 nr 2, s. 20—31.
Burchard Przemysław Wiosną po żaby. „Poznaj Świat". 1967 nr 2, s. 18—23.
Chłapowska Teresa. Łaźnie fińskie Poznaj Świat". 1958 nr 2, s. 20—22.
Oludzikowska Jadwiga i Jaiter Jan Ludzie wielkiej przygody Warszawa 1955, Wie-
dza Powszechna, s 241—254.
Czekanów S W„ Józefowicz W. A.. Rausz A. Opowiadania geograliczne, Warsza-
wa 1953, Nasza Księgarnia, s. 241—244, 248. 254—255
Dobrzyński Roman. Hiszpania z elementarza. Warszawa 1967, Książka I Wiedza, s.
Dobrzyński Roman: Asturia „Poznaj Świat" 1970 nr 4. s. 21
Danecki Jan Cztery punkty na mapie Warszawa 1962, MON, s. 131—152.
Dorawski Jan Kazimierz Człowiek zdobywa Himalaje Kraków 1957. Wydawnictwo
Literackie, s. 18—21.
Dorawski Jan Kazimierz. Walka o szczyt świata. Warszawa 1955, Iskry, s. 209
Dworczyk Wojciech Archipelag dymiących wulkanów. Warszawa 1961
Dw- reryk Wojciech: Spacer wśród kwitnących wiśni. Warszawa 1966. Czytei01
5. 60—64. ।
Dy! kowa Anna Zwycięska walka Holendrów z morzem. „Poznaj Świat 19
s. 31—32, oraz 1968 nr 2, s. 26
Fiedler Arkady Dzikie banany'. U bujnych Tajów i mężnych Meo Warszaw*
Iskry, s. 6—16 1
Fiedorowicz B Oblicze pustyni. Warszawa 1951, Książka i Wiedza, s. 63—65
Fuksa Janusz Tajga Uralu. „Poznaj Świat" 1960 nr 8. s. 3—6.
Cworgiew p Jaskinia lodowa. „Poznaj Świat*. 1964 nr 9. s. 34—35
C.;evsztorowa Irena. W tundrze „Poznaj Świat", 1961 nr 7, s. 7—10.
' •rn.cki Uiesław Podróż po garść ryżu. Warszawa 1964, Iskry, s. 154—174 |Ot
HeHrtytukl Stanisław Wyspa Wikingów Warszawa 1965, Iskry, s. 9*
118—119.
Wiedza Powszechna, s. 61—77
Makarewicz '____
s. 131—133
Marzec
—48, 70—75, 92—94
Myrdal Jan i
w a 1964, iskry, f 96—98
Nawrocka Barbara:
Paszt Adam i
Passendorler Edward
s. 44—51
Prorok Leszek W na
Putrament Jerzy I.
Iwanicki Wiesław Angara - L
Iwanicki Wiesław Złoto I diamenty Jakuni^^ W’rM,*d » 20-» 3
Kunłer< lun tloKa j,* ”« «*«. »
Kremky-Selon, Jen.ne Hmu„,ille ' 1 *' ’• •
Lob,n.». Jerzy, 2ol„. ?'*'*” ”7' PZWS
le/nbne/, dc, ErdAunde . T* P/WS ’ ,2~K-
Lldnske) * B*'lm » « Ulua-m. D.euu
U^ycey prm Hu(f ,
Jadcusr I Tred.cU,U R„ma„ Hqte. ipKAt„n Wmm
Zdrislaw Opewert Zen,*, WirsŁ,„ KuwU ( _
J—ra, 'iż—
Na poddaszu świata Przełożył » szwedzkiego Witold Nowicki Wariza-
f. s VÓ—
Odia: rrolejbusem do galaktyki Warszawa 1969. PTW, t 116—125
Kraie uśmiechniętego Buddy. Warszawa 1961 MON i 7—9
Ao skalnej drodze W ĄtsiawA |96fi Wydawnictwa Ceologiczar
' największym porcie globu. „Poznaj Swla« 1987. ar 9 <. B—37
• ... Na drogach Indii. Warszawa 1967, MON. t. 50—65
Rumbach Picrre Z Bomba/u do Pattarkalu. Ekspcdycia W Gohtha Frzekl E Duni-
kowska Warszawa 1962, Iskry, s. 55—57.
Ratajczakowie Eligiusz i Henryk Łuiycc, kraj nieznany Poznaj Swuf 1968 nr 5,
s. 10—12.
Ratajski Lech Kolega i millenium „Poznaj Swiał" |96» nr 10. s. 17—(8.
Rudzka Ewo Kulkula — olbrzym wyrosły w dżungli Poznaj Swwt** 1956 u 4. i 1
Rusinek Michał Kolorowo podróże Warszawa 1964, Ludowa Spufctetehna AyduwEirza
s 224—231. . _/*
Sieroszewski Wacław Dwu iascie lat w kra/u Jakutów Dzieła 7 XVII Kraiow 1961.
Wydawnictwo Literackie $. 39—48, 64, 100
Sieroszewski Wacław Wsrod kosmatych ludzi. Klucz Dalekiego Wschodu Cepon naj-
piękniejsza wyspa \yschodu. W&tszówh 1957, Wiedza Pou*zechna s ,34 198.
Stefanowicz Ryszard Gospodarstwo w stepie Poznaj Świat 1953 v 4. s. 30—13
Stolarek Zhjgniew Podroż do wielkiego polata Warszawa 1961 Iskry. » 175-1
Szachów A Na różnych szerokościach geograficznych Warszawa 1952. MON.
Tlchonow N Opowiadania o Pakistanie Waisowi 1952. Nasza k.ięcłarrua s 84-85.
i—
5 27J |275| n Hokad oczy poniosę Warszawa 1958 MON *. 2v6-214
Wolanowski Lucjan Dokqd o } P Czytelnik, s. 120—140
Wolanowski Lucjan. Zwierciadło og n • _ iTczęscia Warszawa 1961. Iskry
Zieleńskl Jerzy Sześciu mędrców z ..Bogatego srctescrar
$, 8—25.
Zimłńskl Maciej Osiem dni w
ma, s 15—41
Żuławski Wawrzyniec Sygnały
S. 200—210, 263—264
» 1964 N*«M» Koca1”’
biedzi w«rs»*«
krainie m^iedt
ic
215
SPIS TREŚCI
Wstęp .............. 3
Część pierwsza — W EUROPIE ... 5
Rozdział 1 Różnorodne są krajobrazy europej-
skie . 8
1 Wyspa Wikingów (Islandia) ... 8
2. Halo, Spitsbergen 12
3. W starych górach Bretanii (Francja) 14
4. Wędrówki alpejskie 16
5. Balaton (Węgry |............................ 20
6. Jaskinia lodowa (Bułgaria) 23
7. Boka Kotorska (Jugosławia) .... 25
8. Morze Śródziemne . 27
9. W delcie Dunaju (Rumunia) 32
10. W krainie stepów (ZSRR) 36
II. Tajga Uralu (ZSRR) ..........................38
Rozdział 11 Co nowego w rolnictwie? . 41
12. Zwycięska walka Holendrów z morzem 41
13. W drodze do Lipska (NRD .... 45
14. Pomarańczowe żniwa (Wiochy) ... 47
15. Na bałkańskich halach (Bułgaria) ... 49
16. Podróż przez stepy Bariganu (Rumunia) 50
Rozdział III Skarby wydarte Ziemi . 52
17. Bardzo dziwne miasto (Szwecja) ... 52
18. O krajobrazie zadecydował węgiel (NRF) 55
19. Żelazne serce (Luksemburg) 58
20. Księżycowy krajobraz (NRD) ... 60
*^21 Węgry, kraj wód leczniczych ... 63
22. Sol z morza (Bułgaria) ......................67
Rozdział IV W wielkich miastach Europy 68
23. Trzy twarze Tamizy (Wielka Brytania) 68
24 Wielkie bulwary Paryża (Francja) 72
25. Pomyłka Jean - Louisa (Francja) ... 74
26. W największym porcie globu (Holandia) 78
27. Stuwiezowa stolica (Czechosłowacja) . . 80
28 Wołga w Moskwie (ZSRR) 84
29. Na spotkanie słońca (ZSRR) 86
30. Miasto-bohater (ZSRR) 88
Rozdział V Zwyczaje 1 obyczaje ... 91
31. Łaźnie fińskie 91
32. Witajcie w Hiszpanii . . .93
33. Łużyce, kraj nieznany (NRD) . 96
Część druga — W AZJI 99
Rozdział I. Zmienia się oblicze Syberii 102
34 Syberia — ziemia ogromna (ZSRR) 102
35. W tundrze (ZSRR) 104
36 Na rożnych szerokościach geograficznych
(ZSRR) ... 106
37. Do tajgi po szyszki (ZSRR)
38. Klimat Jakucji (ZSRR)
39 Badacz świętego morza — Benedykt Dy-
bowski (ZSRR)
40 Na diamentowych polach (ZSRR)
41 W tajdze zabłysły światła elektryczne
(ZSRR) .....
42. Syberyjskie rolnictwo (ZSRR)
43. Irkuck leży na skrzyżowaniu azjatyckich
dróg (ZSRR)
110
114
117
121
124
127
129 *
Rozdział II. W stepach 1 pustyniach Azji 132
44. Step Ussuryjski (ZSRR) . . .132
45 W stepach Mongolii......................... 133
46. Gospodarstwo w stepie (ZSRR) 136
47 Bawełna... bawełna (ZSRR) . 139
48 Słona ziemia (Chiny) . . . .141
49 Morze piasku (ZSRR) ... .142
50. Wielbłąd — okręt pustyni (Afganistan) . 144
51. W namiocie Beduina (Jordania) . 146
52. Nad Zatoką Perską..........................148
Rozdział 111 Tam, gdzie wieją monsuny 152
53. Rok dzieli się na pory suchą 1 deszczową
(Półwysep Indochiński)
54. Monsun nadchodzi (India) ....
55 Szarańcza (Pakistan)
56. „Ogrody Indii'1 ...
57. Kasty w Indiach ....
58. Kalkuta (India) ......................
59. Indie się uprzemysławiają
60 Puszcza na Cejlonie . .
61 Archipelag dymiących wulkanów (Indo
nezja).............................. •
62 Dżungla na Półwyspie Indochińskim (De
mokratyczna Republika Wietnamu)
63. Pociągiem przez Chiny do Demokratycz
nej Republiki Wietnamu
64 Ujarzmienie Żółtej Rzeki (Chiny) .
65. Pekin (Chiny)......................
66. W kraterze wulkanu Aso (Japonia)
67. Tajfun Elizabeth (Japonia) .
68. Tokio (Japonia) ...................
69. Hiroszima 1 Nagasaki (Japonia)
70 Państwo bogaci się (Japonia)
71. Wielki strach (Japonia)
Rozdział IV: Na szczytach 1 u podnóży gór
72 Burza na szczytach Kaukazu
73. Wyspa na stalowych palach (ZSRR)
74. Od dżungli do lodowców (Himalaje) •
75. Zdobycie najwyższego szczytu świata •
76. W Tybecie (Chiny)
Przypisy
Zestawienie
sach
152
153
154
156
158
160
163
165
167
170
172
175
178
181
183
185
188
190
192
194
194
197
200
202
206
209
214
literatury wykorzystanej w wVPl
'25 24
EURAZJA
Numery zamieszczone na mapie
wskażq Ci czytanki, których treść
dotyczy interesującego Cię miasta,
krainy geograficznej, opisywanej tra-
sy podróży, gór, w których zdarzyła
się przygoda
Otwórz książkę i przeczytaj
to największy
kontynent
świata