/
Теги: magazyn magazyn ilustracja polska
Год: 1934
Текст
Chińskie fotograf]e na poznańskiej wystawie
Otwarty ostatnio VIII MiądzYnarodowy Salon Fotografiki iv Poznaniu zgromadził mnóstwo ivspaniałych zdjęć ze
wSzYstkich stron świata. Oto prześliczne zdjęcie chińskie doktora K. C. Lu Siefug, z Szanghaju, zatytułowane:
"Mały policjant".
I'ieku,e zdjęciu amerykańskie z tej samej wystaw) reprodukujemy wewnątrz numeru na stronie 5-tcj,
STRONA 2 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - NUMER 26
UroczYstości żałobne
po ś. p. ministrze Bronisławie Pip-
rackim odbyły się Z udziałem naj-
wYższYch dostojników i tłumów
publiczności. Oto urzędnicy Mini-
sterstwa Spraw Wewnętrznych
wnoszą trumnę do pociągu na
dworcu Głównym w Warszawie.
Za trumną rodzina zmarłego, w
głębi widoczny PrezYdent RzeczY-
pospolitej.
Kondukt pogrzebowy przed ratuszem w Nowym Są-
czu, mieście rodzinnem ś. p. min. Pierackiego.
W Chicago
bawiący przejazdem generał Hal-
ler przYjęły był m. in. Z wielkie-
mi honorami na wystawie świato-
wej. Oto widzimy go w rozmowie
Z generalnym dyrektorem "Cen-
tury oj Progress ,1 R. Dawes em.
Uczestnicy XIV zjazdu Katolickiego iv Pleszewie,
który w tern starem, pięknem mieście wielkopołskiem odbywa się w dniach 28 i 29 czerwca b. 2.,
winni odwiedzić również położony idyllicznie na starem cmentarzYsku kościółek św. Florjana,
świadczący o tern, że mimo nowoczesnego wyglądu Pleszeu m. ;a . Lą długie wieki istnienia.
NUMER 26 -- ILUSTRACJA POLSKA 1934 - STRONA 3
Warszawa, w czerwcu.
.
Ił niedzielę przjjechał (io
Warszawy gen. Debanay, je-
den znajwybitniejszych
przedstawicieli generalicji
francuskiej i członek N aj-
wyższej Rady Wojennej.
Przybył jako reprezentant
sojuszniczej armji francu-
skiej, aby przestudj ować z
polskim sztabem generalnym
zagadnienia, związane z kon-
wencją wojskową. W kołacli
politycznych przypisują wi-
zycie gen. Debanay'a donio-
słe znaczenie, które niewąt-
pliwie przyczyni się do więk-
szego jeszcze zacieśnienia
więzów, jakie łą?zą nas z
Francją.
Dokończenie na 6tr. 15-tej.
Do Warszawy przybył generał Debanay,
członek Jrancuskiej Najtcyższej Rady Wojennej. Zdjęcie, dokonane na chwilę po opuszcze-
niu pociągu paryskiego, przedstawia od lewej: gen. Jarnuszkiewicza - dowódcę O. K War-
szawa, gen. Debanay, ambasadora Jrancuskiego Laroche 'a, gen. D. Arbonneau - Jrancuskie-
go attache wojskowego i gen. Gąsiorowskiego - szeJa Sztabu Generalnego.
Stanisławie Walasiewiczównie
wręczono w ub. czwartek w Warszawie wielką honorową
Nagrodę Sportową, którą zdobyła na własność. Nagrodę
wręczył dyrektor P. U. W F. płk. dypl. Kiliński,
Szermiercze mistrzostwa Europy
rozegrano w Warszawie w Dolinie Szwajcarskiej, z współudzia-
łem reprezentacyj 11 panstiv. Jednogłośnie podkreśla się wy-
soka klasę zawodników jak i wzorową organizację zawodów.
Szermierze polscy nie zdobyli poważniejszych sukcesów.
C ar n e r a
w 11-tej rundzie po lewe)
sędzia do Baera i ogłosił
Dramatyczny ten moment
kie przesłano nam
leżał na deskach
prostej Maksa Baera, gdy podszedł
go zwycięzcą przez techniczne k. o.
widzimy na zdjęciu, p ierwszem , ja-
specjalną pocztą Z Ameryki.
STRONA 4 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - NUMER 26
Dzielnica Clarence-Terrace iv Hongkong została prawie całko-
wicie zniszczona przez straszliwą eksplozją zbiornika
gazowni. Na wzgórzu widoczne zabudowania
Szkoły Przemysłowej zakładu Salezjan
kt
gamzo
\
--
.
Nagłówki reporta-
żu tamtejszej South
China Morning Post Z
opisem katastrofy. Po pra-
wej Jragment Z opisem boha-
terskiej działalności Salezjan,
a szczególnie ojca Wieczorka,
rodem Z Wielkopolski.
-
lotworne nieszczęscle, jakiem
była eksplozja zbiornika gazow-
ni w Hongkong, data osiadłym
w tein mieście O O. Salezjanom
sposobność do wykazania pięk-
nego bohaterstwa i ofiarnego
poświęcenia. Zakład salezjański,
w którym prowadzi się Szkolę
przemysłową, mieści się w są-
siedztwie miejsca katastrofy, to
też ojcowie byli pierwsi, którzy
rzucili się do płonących i na-
w pół zawalonych budynków, wy-
ciągając z nich rannych Chiń-
czyków. W katastrofie Ziginęlo
28 osób. wyłącznie Chińczyków,
60 dotąd jest zagubionych, a
180 rannych umieszczono w
szpitalach.
Salezjanie
polscy ratują
chińskie
dzieci z ognia
HEROISM OF PRIESTS.
Calmly Faced Danger To Save
Many Lives.
Most heroić of fhera aU was
Father Wieczorek. He rushed
into the burning floors and
brought out. at times on his" back,
a number who were injured or
u nab1e to he1p themse1ves. A
ten-year-01d boy 'in a terrib1e
condition was also brought out-
bu t he died.
Wychowankowie Szkoły Przemysłowej zakładu Salezjan w Hongkong, gdzie wybuch gazowni dał się odczuć, jak-
gdyby to było trzęsienie ziemi. Szyby gmachu wyleciały, a przed wejściem utworzyła się barykada Z wyrwanych
słupów i drutów telegraficznych, przez która ojcowie przedzierali się przy pomocy siekier. Strzałka wskazuje O.
Wieczorka, który z gruzów okolicznych domów sam wyratował szereg ofiar.
NUMER 26 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - STRONA 5
. #. ***»«»
WZRASTAJĄ POKOLENIA. PIĘTRZĄ SIĘ WYSIŁKI ...
Oto myśl przewodnia niezwykle pięknego zdjęcia fragmentu Nowego Jorku, nadesłanego na VIII MiędzYnarodowy Salon
Fotografiki w Poznaniu przez p. Edward K Alenius'a Rond Jamaira, w Nowym Jorku. Oryginalny tytuł fotografii brzmi:
"The Rising generalion" co znaczY: "Wzrastające pokolenie".
STRONA 6 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - NUMER 26
c
3
Kajak,
jacht
tych i
prywatny
dla boga-
biednych
.
N apisał i fotografował
Wacław Wytyk, Toruń
Pomorze ma
1280 jezior
U schyłku dnia kajaki szukają sobie dogodne-
go miejsca u brzegów jeziora RadoIno na Po-
morzu.
.
l a początku człowiek
w żmudnej pracy wy-
drążył pień zapomo-
cą siekierki kamiennej
lub ognia i w chwiej-
nem korytkii taikieni
wypływał na wody
rzek i jezior. Z kory
brzozowej klecił swe
wątle łodzie lub ze
skór. Indjanin przeby-
wał rzeki nawet na
skóracli swych nami o -
tów, rozpiętych na
szkielet z giętkich ga-
łęzi. Później, kiedy
rósł w doświadczenie
i doskonalił narzędzia,
spuszczał człowiek na
wody wyniosłe kora-
bie, w lotne żagle
zbrojne, i śmiało prze-
Aulor naszego artykułu (po lewej) wraz
Z towarzyszami w rozbryzganej śmiechem
i srebrną pianą kąpieli pod sztucznym ivo-
dospadem na Czarnej Wodzie.
Malowniczy "kanjon" Drwący w górnym jej
biegu, międzY Nowemmiaslem a Brodnicą.
mierzał dalekie odmęty mórz. Wreszcie
z rąk jego wyszły zbytkowne palące mor-
skie, śmigle parowce, dyszące od nadmiaru
nagromadzonej w ich kadłubach energji.
I znowu po latach, latach wysiłku i tru-
du, syt triumfów nad przestrzenią i cza-
sem, ogłuszony i znużony bukiem silników
i zawrotnym pędem stalowych swych two-
rów, człowiek zatęsknił za ciszą spokoj-
Przed powrotem do cywilizacji.
NUMER 26 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - STRONA
nycli wód i pól. w którejby
odnalazł ciszę własnej du-
szy, spokój i słoneczną po-
godę. I sięgnął wstecz po
łódź z przed wieków, pod-
patrzył podbiegunowych
Eskimosów. od których
oprócz wzoru nawet nazwę
zapożyczył, dołączył do te-
go własne zdobycze tech-
niczne i wyniki swych oh-
Śmigle lodzie w ramach hle r
kitu nód i zieleni drzitv
na jeziorze Schodno na Po-
morzu.
liczeń i stworzył współczesny kajak.
Jesteśmy obecnie świadkami, jak kajak
staje się bożyszczem tłumów, własnością
najszerszych mas Dostępny dla każdego
dzięki swej taniości, sam dociera do naj-
dalszych zakątków wodnych. Otwierają się
przed nim dzięki jego lekkości najmniej-
sze strugi wodne, które go lekko unoszą
na samotnej wyspie jeziora
Wdzydzkiego można urządzić
sobie ivspaniale letnisko.
Z pod sosny kaszubskiej patrzymy na, ..kaszub-
skie morze' czyli jezioro Wdzydzkie.
w głąb nie dostępnych do-
tychczas uroczysk leśnych,
położonych zdała od utar-
tych szlaków lądowych. A
przed kajakowcem otwiera
się zupełnie nowy świato-
pogląd. Z zupełnie innej
strony poznaje i przeżywa
krajobraz swojej ojczyzny,
intensywniej i jakgdyby od
wewnątrz. Rzeki i rzeczki,
jeziora, których dawniej
nawet z imienia nie z.iał,
stają się dlań skarbcem
niezapomniany cli wzruszeń
i wrażeń. Dnie na odleg-
łych, spokojnych wodach
płyną mu beztrosko, jak-
gdyby oderwane od reszty
czasu. Gdzieś daleko za
nim pozostaje powszed-
niość życia, a wagi nabie-
rać poczynają sprawy zgo-
ła inne niż w kamiennych
środowiskach miast.
Dokończenie na str. 15-tej.
Przeżycie, codzień śnieżę i codzień pożą-
dane: sjesta iv słonecznej samotni na bez-
ludnej wyspie jeziora.
STRONA 8 - ILUSTRACJA POLSKA 193-1 - JNUMER 26
A
CH
Co mówią ostatnie badania naukowe o życiu na naszym najbliższym sąsiedzie niebieskim.
z
dzieła
znanego
nowego
II.
Towarzysz ziemi, zmuszony silą ciężkości do
· wieczystego okrążania swej macierzy, mueiai prze-
cież posiadać w dziedzictwie pewną ilość wody i
powietrza. Lecz dzięki swej niewielkiej masie nie
mógł tych skarbów zachować. Zwolna powietrze,
a z niem i pary wód jego rozpraszały się w prze-
stworzu, aż do szczętu.
Zycie, które niewątpliwie musiało się krzewić
na księżycu, utraciwszy swe najważniejsze podsta-
wy, zaginęło. Musiał tam trwać przełomowy okres
tragicznej walki o byt. o istnienie. Zwierzęta i ro-
śliny - przypuścić należy, że podobne w zasadzie
do ziemskich - walczyły o resztki życiodajnej wo-
dy, którą wyżerał żar dnia i mroziła zimna noc.
Jednocześnie coraz bardziej brakło tchu płucom
i »krzelom, roślinie zaś węgla dla budowy swego
ciała, gdyż i powietrze wraz ze swym bezwodni-
kiem węglowym cinelo.
Nieprzeliczone stada Żyjących istot księżYcowych
wędrują w kraterze Eratostenesa Z chwilą nastania
dnia . ..
Przerażające eceny towarzyszyły temu zamie-
raniu całego świata, w którym miljony istnień
ogarnęła trwoga przed zagmbą. Twory, których or-
ganizm był wyżej rozwinięty, pierwsze musiały
paść ofiarą przeznaczenia. Stworzenia niżej sto-
jące na drabinie rozwoju, o ile nie umiały dość
szybko przystosować się do ciągle pogarszających
się warunków, zwolna również ulegały wyrokowi
fizycznej konieczności. Aż stal się księżyc jednem
wielkiem cmentarzyskiem swego niegdyś bujnego
życia.
Jeżeli kiedyś dotrze tam z ziemi wyprawa na-
ukowa, znajdzie wszędzie bogaty materjal do stu-
djum tego zaginionego świata. Jakież zdumiewa-
jące niespodzianki czekają w tym wielkim grobow-
cu, na księżycu tych, którzy pierwsi napotkają na
skamieniałe kośćce tysiącznych gatunków o posta-
ciach, jakie naj śmielsza fantazja nie waży eię na-
kreślić.
austrjaekiego popularyzatora zagadnień
Autoryzowany
Jana
Kiłarskiego
astronomicznych,
Pappa.
przekład
Jednak nie możemy wykluczyć możliwości, że
coś przecież się dochowało. Nie wszystko musiało
wymrzeć. Odrobina wody i powietrza mogła się
by ta uchować w zaglębiekach owych kraterów, lub
w głębszych nieckach równinnych. A te ostatki
slarczyć by mogły niżej uorganizowanym żyjątkom
czy roślinkom do mizernej wegetacji. Wnosimy
więc, że jest przecież życie na księżycu, a jego re-
prezentantami są skromni epigoni dawnego buj-
nego życia, przyczajeni na dnie gór pierścienio-
wych, prawie obywający się bez powietrza.
Sławny amerykański astronom Pickering, któ-
ry setki razy przy pomocy teleskopu badał otocze-
nie dużego krateru Eratosthenesa, wielokrotnie
był świadkiem zagadkowych zjawisk, które ośmie-
lają do podtrzymania twierdzenia, że życie na
księżycu się utrzymało. Krater ten. którego ob-
wiedni wał górski mogliby objąć sobą kilka naj-
większych miast ziemskich, leży na południe od
księżycowego Apeninu, widzianego nie uzbrojone m
okiem jako ,.nos człowieka na księżycu'''. W tym-
to kraterze obserwował Pickering częatokrotnie
cienie zmieniające się w szczególny sposób. Przy-
czyny tego zjawiska nie umiał się dopatrzeć.
Oczom swoim nie dowierzał. Widać przecież
było wyraźnie duże ciemne plamy przesuwające
się w różne strony po dnie krateru, przyczem nie
zdarzyło się, by ten ruch przedostawał się poza
obręb ograniczającego górskiego wału. Tak dziw-
nie to wyglądało, że Pickering zrazu uważał to za
złudzenie, wywołane znużeniem pracującego wzro-
ku. Niecierpliwie więc wyglądał następnej nocy.
Panujący zwykle nad sobą obserwator nie zdołał
pokonać wzruszenia, gdy kierowa! rurę olbrzymie-
go teleskopu w głąb tajemniczego krateru, pełen
ciekawości, czy widowisko niepokojące znowu się
objawi. Mijały długie godziny oczekiwania. Nagle
Dezyderego
wychynęły skądś czarne cienie, przewędrowały po-
le dna krateru, doszły do jego ściany, zawróciły i
sunęły dalej wolno, jakby ostrożnie. Odtąd i w na-
stępne noce zjawisko powtarzało eię.
Z czeluści krateru Eratosthenesa, z odległego
świata otrzymał jeden z mieszkańców ziemi tajem-
niczy znak i nie umiał go sobie zrazu wytłuma-
czyć.
Czemiże mogły być owe w zamkniętej przepa-
ści górskiej wędrujące cienie? Może to jedynie
gra światła i ciemności, wywołana przez stale wy.
dtużające się cienie, rzucane przez bloki skalne?
To niemożliwe, bo w takim razie przy każdym
obiegu księżyca musiałyby zachować te same wiel-
kości i położenie, wykluczoną by więc była ciągła,
zawsze inna zmienność tych plam, a to właśnie
okazały częste obserwacje. Przyczyna tych ruchów
musiała być inna. To, co zadziwiało Amerykani-
na, zapewne było cieniem wielkich gromad istot
żyjących, które w niewiadomym celu znaetaniem
dnia księżycowego . przenosiły się z miejsca na
miejsce.
Mielibyśmy więc rozwiązanie zagadki: we wnę-
trzach kraterów żyją stworzenia z budowy podob-
ne do owadów, żyją społecznie, odbywają masowe
wędrówki. Zauważone w teleskopie ciemne plamy
są cieniami ich rojów. Poza obręb krateru nigdy
nie wychodzą, bo tylko w ich wnętrzu jeszcze ma-
ją konieczne dla życia resztki wody i powietrza.
Z chwilą, gdy promienie wschodzącego słońca po-
czynają ogrzewać skalną powierzchnię księżyca,
wykluwają się z jaj i w gęstych masach udają się
na poszukiwanie życiodajnej wilgoci w zakątkach
ojczystego krateru. Gdy zapada mroźna noc, kry-
ją się w szczelinach głazów i zaumierają, aż je
znowu do życia "''''wołają światło i ciepło nowego
dnia.
Powierzchnia księżyca, zdjęcie dokonane przy pomocy potężnych refraktorów. U dołu po pra-
wej widoczny wyraźnie krater Kopernik, u góry po lewej, prawie na brzegu ilustracji olbrzY-
mia okrągła płaszczyzna krateru Ptołomeus.
NUMER 26 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - STRONA 9
Nie da się zaprzeczyć, że takie tłumaczenie
owych błędnych cieni jest proste, a zarazem prze-
konywujące. Mniejsza o to, czy budowa tych stwo-
rzeń rzeczywiście w czemkolwiek przypomina na-
sze owady, może one podobne raczej do ptaków.
W takim razie należałoby przyjąć, że w przeci-
wieństwie do ptaków ziemi nie posiadają ciepła
wewnętrznego i że są przystosowane do zmian
temperatury miejscowej tak. że w ciągu czterna-
stodniowego naszego dnia Ż)dą w promieniach
słońca, a po zupełnie pozbawionym funkcyj życio-
wych śnie nocnym znowu do życia powracają. W
każdym razie są to twory uskrzydlone, prawdopo-
dobnie jedyni spadkobiercy pierwotnego księżyco-
wego życia. Stworzonka, których żywot od wscho-
du do zachodu słońca wyraża się w jednostajnym
rytmie podobnym do tego, jaki znamy u pewnych
malutkich pierwotniaków na ziemi, u niesporcza-
ków. Zaobserwowano wielokrotnie, że one zawsze
Dowcip dowódcy
floty Ludwika XN
Za czasów Ludwika
XIV dowódcą floty
francuskiej mianowa -
ny został syn rybaka
holenderskiego, Jean
Bart, który z proste-
go marynarza dzięki
swej waleczności wkrótce zaawansował na
porucznika. A kiedy iv r. 1697 .sam Lud-
wik XIV mianował go dowódcą całej floty,
Jean Bart za zaszczyt ten podziękował kró-
lowi słowami: "Dobrze uczyniłeś, Najja-
śniejszy Panie. "
Świeżo upieczonemu dowódcy fłoty
przypadła w udziale misja odwiezienia do
Gdańska drogą morską kandydata na tron
polski, księcia Conti, ivysuivanego na króla
przez stronnictwo Jrancuskie w Polsce.
W drodze statek Z księciem i jego świtą za-
atakowali Anglicy. Wywiązała się zacięta
bitwa. Sytuacja dla okrętu francuskiego
była już bardzo groźna. Lecz ostatecznie
waleczny Jean Bart odniósł zwycięstwo. Po
bitwie niedoszły krół polski (ubiegi go elek-
tor saski) dziękował Bartowi gorąco za wy-
batvienie od niewoli angielskiej. Dowódca
floty odpowiedział tylko: "Zbyteczne były
wszelkie obatvy. Na dole w prochoicni cze-
kał mój syn Z lontem w ręku, aby na pierw-
sze skinienie tcysadzić okręt iv powietrze."
Walecznego dowódcę floty sławi pom-
nik w Dunkierce, wzniesiony przed blisko
stu laty.
zaumierają, gdy im zabraknie koniecznej dla ich
życia odrobiny wody, i tylko pod wpływem oży-
wiającej wilgoci znowu zmartwychwstają.
Mo'że i jakieś rośliny eą na księżycu. Nie jest
to wykluczone. Mogłyby być zarówno swym ustro-
jem przystosowane do tamtejszych warunków jak
i te owady czy ptaki.
Istotnie to przypuszczenie zostało stwierdzone
licznemi obserwacjami. Już Gruitson, którego spo-
strzeżenia wywołały w swoim czasie duże zacieka-
wienie, zauważył, że zagłębienia wielu nizin księ-
życowych ulegają w ciągu czternastodniowego
dnia księżycowego zagadkowej zmianie swej bar-
wy. Przestrzenie te, bardzo rozległe, z nastaniem
dnia wyłaniają się z cjemności nocy, znacząc się
wyraźnie b;ało. W miarę, gdy słońce wznosi się
wyżej ciemnieją stopniowo, z jasnoszarych czynią
się ciemnoszaremi; niekiedy przybierają zielonawy
odcień. A gdy słońce staje w zenicie, pola owe zu-
pełnie ciemnieją, w pobliżu równika stają się na-
wet zupełnie czarne. Szczególne to zjawisko zmia-
ny barw było również przedmiotem częetych ob-
serwacyj wielu innych astronomów.
Wspomniany już Amerykanin Pickering, mając
pod niezmąconem niebem Peruwiańskiem wyjąt-
kowo dobre warunki, w obserwatorjum Arequipa
zajmował eię pilnie tą sprawą i znalazł jej wyja-
śnienie. Przedewszystkiem »bił przypuszczenie ja-
w upalne letnie dni. Zbawienne jest działanie wody
kolońskiej "LAD Y" po odbytej podróżY, uczucie
wyczerpanIa I znuzenIa ustępuje natychmiast
Woda kolońska "LADY" usuwa gruntownie
kurz I pot Z twarzy i działa orzeŹWia-
jąco. Przyspieszony obieg krwi nadaje
młodzieńczo świeży wygląd.
zludev "JLadLf
przYlega szczelnie do skóry
dania kremu. Użycie pudru
obmyciu twarzy wodą
kolońska "LADY" pod-
nosi kobiecy czar i przy-
wraca dobre samopoczu-
cie nawet po najbardziej
uciążliwej podróżY
koby to ściemnianie miało być potęgowaniem się
cieni, rzucanych przez nieduże wyniosłości. Bo
najsilniejezem zawsze bywało ono w chwili naj-
wyższego położenia słońca, więc wtedy, gdy w' są-
siedztwie równika przedmioty wogóle nie posia-
dają cienia.
Przyczyną więc zmiany barwy masiały być ja-
kieś rzeczywiste zmiany powierzchni księżyca w
tych miejscach. Wytłumaczenie narzucało eię nie-
odparcie: pod wpływem promieni słonecznych
ukazuje się pokrywa roślinna, wyrosła na ską.pem
zresztą pokryciu gleby i utrzymuje się w świetle i
cieple do zachodu słońca. Najsilniejszy i najbuj-
niejszy jej rozrost przypada na porę południową,
stąd największe natężenie ściemnienia o tej porze,
co etale zauważano w teleskopie. Gdy słońce po-
czyna się chylić ku zachodowi, warunki życia się
pogarszają, roślinność przestaje się rozwijać,
wreszcie ginie, niweczy ją zabójczy chłód nocy.
N astępny dzień zastaje te pola martwemi, i zno-
wu słońce budzi do życia nowe pokolenie roślin.
Mamy więc przed sobą jakby perjod czterech pór
bez podkła-
"LAD Y" po
roku w ciągu jednego dnia i jednej nocy księży-
cowej.
Ranek księżycowy jest wiosną mIeSIęczną, bu-
dzącą do życia swój ekromny świat zwierząt i ro-
ślin. Południe żarem swym stwarza lato. Teraz ro-
śliny przystosowane do panujących tam wysokich
temperatur mogą się rozwijać, a jednocześnie w
czeluściach kraterów buzują gęste roje skrzydla-
ków. Pod wieczór nastaje jesień. Maleje moc pro-
mieni słonecznych, poczyna być chłodniej, roślin-
ność więdnie w przeczuciu nieuniknionego zmro-
żenia, w kraterach zamiera ruch. Noc jest równo-
znaczna z zimą, wszelka żywizna zapada w sen zi-
mowy w mrozie i ciemności.
Wiosna, lato i jesień wiążą się tam w czterna-
stodniowy dzień, a po nich następuje czternasto-
dniowa noc-zima.
Jest więc życie na księżycu: świadczą o niem
krótkie przeloty owadów czy innych uskrzydlo-
nych zwierzątek w blaskach słońca - kres im kła-
dzie lodowata noc.
STRONA 10 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - NUMEK 2b
?* y n4 11
. II II B
.
la o C .mm mm
. .
. l
* OB I
« ł
- .
. *
'a ni/aBB
MBaTs i a aaa
, e e.aaa aaa
o c o tytuł naSzej najnOWSzej powzescz,
której druk rozpoczniemy w następnym numerze. Autorem jej jest młody poeta z literat Jerzy
Gerżabek, którego nasi czYtelnicy znają dobrze Z wierszy umieszczanych od czterech lat w Ilustracji
Polskiej, a podpisywanych pseudonimem "Ger". Fascynująca treść, utrzymująca czytelnika od
pierwszej do ostatniej strony w napięciu, sympatyczna postać bohatera-dziennikarza, aktualność
poruszonych zagadnień, a wreszcie dyskretny, cięty dowcip, ożywiający napół kryminalną, a napół
wesołą fabułę, oto wartości naszej nowej powieści. Już w numerze najbliższym czytelnicy
nasi zapoznają się Z pierwszym jej odcinkiem.
Drobiazgi
fIlmowe
CLARK GABLE U SZCZYTU POWODZENIA
Jedną z najtrudniejszych ról CIarka Gable, któ-
ry stal się ostatnio bożyszczem amerykańskiej pu-
bliczności zarówno męskiej, jak i żeńskiej, jest
ostatnia jego kreacj a we filmie ..Dwie Drogi"*
(Manhattan Melodrama), realizowanym dla wy-
twórni M. G. M. przez W. S. Van Dykea.
We filmie tym Clark Gable występuje w roli
młodego człowieka, żyjącego tylko i wyłącznie
dnie mbieżącym. Lekkomyślnego do ostatnich gra-
nic .nie cofającego się nawet przed zbrodnią, jeżeli
ta jest mu potrzebna do ułatwienia sobie życia.
A jednak potrafi on poświęcić dla przyjaciela na-
wet życie i nie załamuje się nawet wobec perspek-
tywy elektrycznego krzesła. Trudną i dramatycz-
ną tą rolą udowodnił Clar Gable, że należy do rzę-
du pierwszych artystów dramatycznych Ameryki.
Partnerami jego w tym mocnym filmie są Wil-
liam Powell i Myrna Loy. Oboje też nie mieli ła-
twych funkcyj. bo Van Dykę, to najbardziej wy-
magający reżyser w Hollywood. To człowiek, dla
którego nie istnieje zmęczenie, w czasie pracy nie
wie co to odpoczynek. Nie odpoczywa sam i nie
daje wypocząć artystom. Ale zato aktor, pracujący
przy tym reżyserze, ma pełną świadomość, że wy-
korzysta on wszystkie jego zdolności, że wyciągnie
HA XAJLEPSZr W WĄSATY
z niego ostatnią żyłkę, ale wydobędzie wszystko, co
dany aktor może dać ze siebie najlepszego. Wielką
kreację stworzyła też w tym filmie Myrna Loy,
która kocha dwu najbardziej od siebie różnych
mężczyzn.
Film "Manhattan Melodrama" bie-
gnie już na ekranach Ameryki, ciesząc
się bardzo wielkiem powodzeniem. Jed-
no z najpoważniejszych pism filmo-
wych - Motion Picture Herald - na-
grodziło ten film złotym medalem, ja-
ko naj ciekawszy obraz sezonu.
BUDOWA LOKOMOTYWY
Z PRZED 30 LAT
W jednem z atelier wytwórni Me-
tro-Goldwyn Mayer szereg mechaników
pilnie pracuje nad budową. lokomo-
tywy. Obok nich leżą dokładne plany,
szczegółowe rysunki i duże olejne obra-
zy, na których się wzorują. Lokomoty-
wa ta jest trochę dziwaczna. Niczem
nie przypomina dzisiejszych potworów
parowych, które z szybkością 100 km.
na godz. przebiegają międzykontynen-
tlne przestrzenie. Lokomotywa, którą
budują w studjo, przeznaczona jest dla
Maurice'a Chevaliera i ma zawieźć go
do Paryża do "Wesołej Wdówki", czyli
inne mi słowy do J eanette Mac Donald.
Lokomotywa ta "występuje" w naj-
nowszym obrazie wytwórni M. G. M. p.
t. "Wesoła Wdówka'" nakręcanej we-
dług słynnej w catym świecie operetki
Lehara. Ponieważ akcja odbywa się
około roku 1880 i ponieważ reżyserem
tego obrazu jest nie kto inny, jak Er-
nest Lubitsch, przeto wszelkie akceso-
rja i dekoracj e tego filmu muszą być
jak naj staranniej dostosowane do epo-
ki. A zatem lokomotywa musi być podobna do
tych potworków, jakie w owym czasie z szumem
i hukiem jeździły po szynach w Europie.
niezwykle precyzyjna, miniaturowa, kamera fotografiezsa
J j J jj 1 v A zapewnia najwyższą gotowość do zdjęć, nai-
bard«ei wszechstronne możliwości fotografowania!
LiJCilUA - idealne narzędzie fotografa uucznego,
reportera, sportowca, technika i artysty!
Do nabycia w składnicach fotograficznych!
- Wyczerpujące katalogi i prospekty -
BEZPŁATNIE
ERNST LEITZ
ZAKŁADY @PTYOZXK W WETZLAR
Jeneralna reprezentacja:
W A R S Z A W A, « - I I. VI I 1-: i, . V 4 4 7 $I / 5 .
Tg 43
. *.
STRONA 12 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - NUMER 26
będzie żakiecik z lśniących, czarnych
bratków. Jeśli znów suknia jest bardzo
pastelowa lub całkiem biała, wymarzo-
na poprostu będzie peleryna z barw-
nych polnych kwiatków.
Kwiaty ślicznie wyglądają jako za-
kończenie, a raczej obramowanie de-
koltu. W tym wypadku wybrać trzeba
kwiatki płaskie, niezbyt duże. Kwiaty
aplikuje się na kilka centymetrów sze-
rokości wkoło dekoltu, tą samą deko-
rację powtórzyć można w pasie i przy
rękawach. Przy sukniach stylizowanych,
ślicznie wyglądają kwiaty pojedyncze
czy girlandki rozrzucone po sukni, bądź
to maleńkie bukieciki przyczepione
przy ryszach. falbanach czy marszcze-
niu.
Do
wygląda
ślicznie
słomki,
sukienek
kapelusz
kwiecistych
z gładkiej
Kwiaty są modne: oto widzimy na rysunku uroczą pelerynką
Z kwiatów do sukien wieczorowych, dalej kapelusz koloru i>ista-
cji ozdobiony bialemi margeritkami* dalej pąk kwiatów jako ślicz-
ną ozdobą płaskich kapeluszy, żakiecik do ozdobnych sukien, cały
Z błyszczących czarnych bratkóic, wreszcie efektowną pelerynką
X czerwonych maków oraz kwiaty, strojące doskonale żakiecik
o płaskich, szerokich rewersach.
Elegancka suknia wieczoro-
lou Z czarnego satin. Bufia-
ste rękawy pokryte są nie-
zliczoną ilością narcyzów Z
białej organdxny.
Odpowiedzi
Pani Czesława K.,
Starogard. - Nie wiem
skąd ma pani informa-
cje o falbankach, w
każdym razie T o K e
panią zapewnić, że in-
formacje te sa nieści-
słe , gdyż wszelkie 1)'-
sze falbany itp. przy-
brania sa i beila na-
pew no modno do końca
lata. Nie wiem oczywi-
wiście. czy pozostaną
modne na karnawał.
tak dalece wiadomości
moje nie sięgają. Przy-
puszczam jednak, że
tak będzie.
O. T., Poznań. W
tym numerze już nie-
stety nie IIIOKe umie-
Scić modeli sukienek
tennisowych. gdyż na-
deszły za późno. W
przyszłym dam kilka
ładnych rysunków. Ma-
terial w paseczki nada-
je sie najwięcej na su-
kieki sportowe. Ba;dzo
ładnie wygląda sukien-
ka z materjalu w pa-
ski, ułożonego w różne
strony lub tylko w ukos.
S. z Tczewa. - Spód-
niczki plisowane sa
modne, przedłużyć ja
można materjalem z
bluzeczki. zostawiając
szeroki, prosty pas od talji do bioder.
Kasaczek z jedwabiu czerwonego bodzie
odpowiedni. Sukienka razowa, jak orjen-
tuje sio z rysunku, jest modna, jodynie
może pani zweży trochę spódnico, żeby
miała linje proste. Sukienkę czarna jed-
wabiem pika lub organdyna.
Basia L. Toruń. Na pocące sic dłonie
proszę spróbować moczenia rak w cieplej
-]l-odzie. do której wsyprć ałunu. Na każdy
litr wody łyżkę stołowa. Zielona sukienkę
przybrać materjalem ciemniejszym zielo-
nym, lub cz T y T . ]I dlaczego niechce
pani połączyć i przyrrać bialemV Te dwa
kolory sio-doskonale zgadzają.
Czesia K. N aklo. Każda wolna sie nie-
co wstępuje przy farbowaniu. Kadziła-
bym pani rozpruć wszystkie szewki przed
farbowaniem gdyż byłyby ślady w tych
miejscach w razie gdyby pani chciała
jedwabiu czy nawet filcu, ozdo-
biony girlandą, wieńcem, bukie-
tem czy aplikacją w kolorach i
-wzorze, dostosowanym do kwia-
tów sukni. Jeśli gotowych kwia-
tów odpowiednich dobrać nie
można w sklepach, to najlepiej
posłać próbkę materjalu z su-
kienki do zręcznej kwiaciarki,
która wyfabrykuje cuda, dobie-
raj ąc tak wzór j ak i kolory od-
powiednie do sukni.
Najmodniejsze kwiaty w tym
sezonie są stokrotki, róża ślazo-
wa, rezeda, gwoździki, gardenje.
maki oraz wszystkie kwiatki pol-
ne w najróżniejszych barwach
i wielkościach.
Kwiaty wieczorem są najlad-
niejszem wykończeniem fryzury,
be zróżnicy czy żywe czy z ma-
terjalu, w pęku czy pojedyncze.
Ewa.
Po leivcj suknia Z jedwabiu koloru jasno-lila, wykoń-
czona drutem u dołu, co powoduje lekkie uniesienie
brzegu jest bardzo modne. Kapelusz ze słomki w
kolorze fioletowym, ozdobiony kwiatami. Obok po-
wiewna suknia Z jasnej organdyny, Z kapelusikiem,
którego cala główka pokryta jest drobnemi kwia-
tuszkami.
suknię rozluźnić. Materja; na skombnm-
wanie sukni dokupić dopiero po ufarbo-
waniu, Tdyż niewiadomo, ile wełna się
skórczy i jak dużo będzie potrzeba ma-
terjalu innego.
Basia T. Rpwicz. Materjalu desenio-
wego nie TO; 'na łączyć z materjalem, któ-
ry ma choćby najmniej sza krateczkę. po-
nieważ suknia byłaby bardzo sztukowana
i nieelegancka. Biały filcowy kapelusz
jest odpowiedni do każdej sukienki.
Pani Paniusia II. Lwów. - Na wą-
gry na nosie i brodzie spróbować proszę
kuracji następującej: codziennie przed u-
daniem sie na spoczynek wymyć dobrze
twarz w wodzie ciepłej Następnie wziąć
łyżeczkę od herbaty czystej gliceryny,
łyżeczkę siarki i wody różanej 50 gram.,
razem zmieszać i miejsce, gdzie znajdują
się wągry, zmywać przez parę minut.
NUMER 26 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - STRONA 13
Sżrona
..
Kilka wzorków
z "Muchomorków"
o Karzełku Michałku i pudełku zapałek
I\..
o
zniżonej
cenie?
Karzełek Michałek
Co ujdzie kawałek
To rzuci pudełko zapałek.
Karzełek
Co ujdzie
To rzuci
Michałek
kawałek
pudełko zapałek.
Nie trzeba już narażać
swych włosów przez nieod-
powi ed n i e mycie głowy.
Obecnie cena Shampoonu
Elida została obniżona tak
znacznie, że każdy może
korzystać z tego najdosko-
nalszego środka do pielęg-
nacji włosów.
Lecz jego
Lecz jego
Lecz jego
I chociaż
zapałki nie wchodzą do paczki
zapałki to święte robaczki
zapałki to biegnq i lecq
nie tarle to gasnq to świecq
Pasikonik.
Konkurs
SHAMPOO
ELI DA
który rozpisaliśmy do was, dzieci, na temat słody-
czy, przyniósł nam bardzo dużo odpowiedzi. Naj-
obszemiejsza z nieb została nagrodzona, ale i inne
zasługują na wyróżnienie. W miarę miejsca za-
mieścimy i tamte. Wierszyk o małpie u doktora
w poprzednim numerze, był, jak się sami pewnie
domyśliliście, uzupełnieniem wiersza konkursowe-
go. Nadesłał nam go jeden z naszych czytelników,
lecz nie podał swego nazwiska. Oba wiersze wraz
z wszystkie mi odpowiedziami konkursowemi two-
rzą dopiero całokształt słodyczy, wszystkich, jakie
tylko można sobie wymarzyć.
0.45
$
s:I
Straszna
. "
opOWlesc
o
Jasiu
.
1
Brysiu
Nagrodę
Napisała Ciocia Jadzia - Ilustrował T. Lipski
w tym numerze otrzymał Zdziś Kiełpiński z Byd-
goszczy za spis łakoci, brakujących we wierszu o
małpie. Spis ten zamieszczamy obok. Redakcja
przyznała mu za to piękną ilustrowana książkę
Zofji Kossak-Szczuckiej pod tytułem "Topsy i Lu-
pus'-, którą mu wysyła równocześnie.
Spis brakujących łakoci
Pralinki, dropsy, cytrynowe, pomarańczowe,
malinowe, poziomkowe, czekolada tom, deserowo-
gospodarcza, migdałowa, marażki, okrągłe czeko-
ladki z kolorowym makiem lub bez. cukrem ob-
smażone skórki cytrynowe i pomarańczo« e, cu-
kierki eukalyptusowe. konfitury śliwkowe, mali-
nowe, jeżynowe, poziomkowe, z jagód, z porze-
czek, z agrestu, z wiśni, z truskawek, z borówek,
z brzoskwiń, chleb świętojański, śliwki, glubki,
cytryny jadalne, porzeczki, agrest, poziomki, ja-
gody, borówki, jeżyny, maliny, arbuzy, orzechy
ziemne, pierniki zwykłe, malowane, ocukrzone, z
migdałami, orzechy piernikowe, makaroniki, pącz-
ki nadziewane, chruściki, ciastka kruche, anyżo-
we, francuskie, wietrzniki z śmietaną, strucle,
makowce, placki z kruszynkami, z śliwkami, jabł-
kami, z wiśniami, z poziomkami, z serem, z ma-
słem i cukrem, baba zwykła, tarta baba, nadzie-
wana rodzynkami, obwarzanki.
Nadesłał Zdziś Kiełpiński Bydgoszcz.
Czy to zimą czy to latem
Wszyscy dobrze wiemy o lem
Strzeże domu Bryś kudłaty
W swojej budce tuż pod płotem.
Lat trzynaście służY zgórq
Nie lenił się u kominka'.
Zjadł już ząby zdarł pazury
Schrypł jak stara katarynka.
Wszyscy znamy jegomościa
Lubimy go bardzo wszyscy
Nosimy mu z kurcząt kości
A gdy upal - wodq w misce.
Jeden tylko Jaś sąsiada
Chłopię bardzo niespokojne
Nieustannie psa napada
Podjazdowq tocZqc wojnę
I wrzaskliwy jak panterka
Dokucza mu Z całej mocy
Oto dzisiaj wlazł na parkan
I w sam nos psa strzelił Z procy.
.Podziwiajcie mq odwagq!"
Krzyczy ivrzeszczy w ręce klaszcze
A wtem - traci równowagę
l psu spada prosto w paszczq !. ..
Noskiem w ziemią się zaorał
Pies go chwycił i tarmosi
n Hej. ratunku! Hej doktora!"
Krzyczq wszyscy co sil iv glosie.
Pan dozorca przybiegł Z batem
Psa odciągnqł za obrożq.
Hej! gdzieś zniknął Jaś bohater. .
Hej! pozostał Jaś - niebożę. . .
Buzia cala w sine pasy.
Ran na szczęście niema wielkich
Ale iv strzępkach sq majlasy
l w dwóch miejscach pękły szelki.
Ktoś jodynę szczerze radzi
Ktoś znów kolek dźwiga z plota
Bo - powiada - nie zawadzi
Dobrze Brysia wylomotać!. . .
Lecz - kto winien dostać baty
Powiedzcie mi - jak sqdzicie
Czy Bryś biały w czarne łaty
Czy leż raczej Jaś dręczyciel!?
Dla kanarka
Po całej defiladzie to p. weteran ze żonq po-
szli na obiad a panienka Titlembrum poszła ze
mną też na obiad żołnierski. Jedzenia było i picia
co dusza zapragła na zupq grochówka mięso Z ka-
]>ustq i kartoflami ze sosem piwa wypiłem 6 szklq-
nelc i zafasowałem na lewo" 7 kostek cukru. Co
prawda że mi jeden żołnierz pozwolił. Składam
cukier bo dostanę kanarka co będą chciał samca
lub samiczkq i ten cukier dla nich zostawiq.
Mile iwzdrowienie.
D . o
Bogus Bogusławski.-
STRONA 14 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - NUMER 26
Sól
Zgbów, to bólów ból -
.CHLORjIMrto past go iębów ttról.
$occ2:riPA& AA
'<POCZ.Ć<X!
Krysia Wierzch o Iska, Toruń. Bardzo ładnie, że
napisałaś te ełodycze wierszem, ale podałaś ich nie-
zbyt dużo, więc nagroda cię ominęła.
Zdziś Kiełpiński, Bydgoszcz. Otrzymałeś nagro-
dę za spis brakujących łakoci. Przedewszystkieni
dlatego, że podałeś ich najwięcej, ale także i dla-
tego, że pośpieszyłeś się z odpowiedzią. To ładnie,
że dostałeś promocję, książka będzie równocześnie
nagrodą i za świadectwo. Nie zapominaj o nas.
Boguś Bogusławski, Bydgoszcz. O mało co nie
wziąłeś nagrody za spis słodyczy, ale wyprzedził
cię Zdziś Kiełpiński, także z Bydgoszczy. Czy się
znacie? Ta Bydgoszcz, to musi być bardzo słodkie
miasto, »koro trzy najlepsze odpowiedzi są z tam-
tą-d. Wy dwaj, a trzecie miejsce ma Wandzia Mi-
o
CL
lewska ze szikoly im. Sienkiewicza, która przysłała
nawet epis wierszem. Bardzo nam się podoba twój
opie żołnierskiego obiadu. Pewnie wydrukujemy.
Fotografję zamieścimy.
Zbinio Płaczek, Sadki. Dobrze, że podałeś nam
adres, bo nie wiedzieliśmy, gdzie wysłać. Zamiast
obiecanej książki posyłamy ci "Przygody Mrucz-
ka". Też b. ładne. Pewnie już otrzymałeś książkę.
Czemu nie przysłałeś odpowiedzi na konkurs "sło-
dyczowy"?
Bolesław Broekere, Sadki. Owszem, bardzo du-
żo podałeś słodyczy, ale byli lepsi od ciebie. Dzię-
kujemy ci. że jesteś niejako zastępcą Ilustracji u
siebie w domu. bo czytasz ją młodszemu rodzeń-
stwu głośno.
Bożena Buchwaldówna, Jarocin. Owszem, bar-
dzo ładnie opisałaś wycieczkę do Wieliczki, ale
słodyczy podałaś mniej, niż inne dzieci, dlatego
nie daliśmy ci nagrody. Opis wycieczki zamieści-
my w najbliższym czasie.
Wandzia Milewska, Bydgoszcz. Bardzo ładna
odpowiedź, bo wierszem, ale jednak ilościowo nie
jesteś na pierwszem miejscu. Nie zrażaj się tem.
jeszcze ci się uda w przyszłości.
Rodoslaw Stokalski, Maniewicze. Brawo, cie-
szymy się, że zdałeś egzamin i do nas napisałeś.
Bardzo piękna twoja odpowiedź na konkurs i ob-
fita, ale nagrody nie dostałeś, bo inni podali wię-
cej. A co to są merengi?
Adam Czekański. Poznań. Odpowiedź dobra,
ale nagrody nie dostałeś. Przecież mogłeś podać
.
-1910
Oto jak wesoło spędzili czas nad
pięknem jeziorem, wśród lasów
wszyscy uczestnicy wycieczki, któ-
rą zorganizowała ostatnio Dyrek-
cja Poznańska Kolei Państwo-
wych pociągiem popularnym do
Chodzieiy.
Fot. Zielonacki
(Po prawej): Kilkaset dzieci bra-
ło udział w uroczystem święcie
lasu, które święcono niedawno,
nad samą granicą niemiecką, w
Morzewie. Oto zebrani uczestnicy
· tej uroczYstości.
, MIAFLOR" krem ipudermany
lilfirmie Rolskiej wyrabiany:
Jjto wiec kUfli - ten nie traci.
Sam zysKuje - kraj bogaci!
..
AmiQFLOR
FlI
UTRZYMUJE DELIKATNĄ \ PIĘKNĄ CERĘ
HENRYK ŻAK-POZNAŃ
wszystkie gatunki lodów przynajmniej. Pisz do
nas, i więcej podaj nam o sobie.
Zosia Piechocka, Poznań. Nie napisałaś nam
ani słowa o sobie, a tylko przysłałaś wierszyk, któ-
ry właściwie nie bardzo nam się podoba. Przecież
skowronki już bardzo dawno do nas przyleciały,
już wszyscy o tem zapomnieli, lato w całej pełni.
Popraw się na drugi raz.
Ludomir Piasek, Obrzycko. Otrzymaliśmy roz-
wiązanie konkursu, ale nie dostałeś nagrody, bo
inni twoi koledzy wyprzedzili cię. No i jak jiuż pi-
sałeś do nas, to trzeba było przysłać ten spis w li-
ście, no i dodać jeszcze trochę wiadomości o sobie.
Zawsze ciekawi jesteśmy, co się tam dzieje u na-
szych młodych czytelników, i jak piszesz, pracow-
ników. Zresztą nawet na kartce zmieściłoby eię
kilka słów o tem, jak ci się powodzi, co robisz z
wakacjami. A co ze świadectwem?
Krysia Ma ikówn a Z Katowic nie umie
wprawdzie jeszcze czYlać, ale Z wielkiem za-
interesoivaniem przegląda zawsze najnow-
szy numer Ilustracji, specjalną uwagą zwra-
cając na stronę młodzieiy
NUMER 26 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - STRONA 15
Dokończenie ze etr. 3-ciej.
Zwraca się przy tej okazji także uwagę, iż
preed kilkoma dniami bawił w Londynie w spe-
cjalnej misji gen. Weygand. Podobno wizyty gene-
rałów francuskich w stolicy Anglji i Polski mają
mieć pewien związek i dotyczą kwestji nowocze-
snej organizacji i metod pracy w wojsku. Warto
zaznaczyć, że gen. Debanay znany jest jako znako-
mity znawca powojennych zbrojeń niemieckich i
jako wybitny pisarz wojskowy.
Ostatnie dni notują duży ruch w sporcie. Wy-
bredna zazwyczaj warszawska publiczność, odno-
6ząca się z wielką rezerwą do wszelkich zawodów
z udziałem zawodników krajowych, miała teraz
przynajmniej okazję zaspokoić swe wymagania.
Oto do Doliny zwajcarskiej zjechali szermierze je-
denastu państw na mistrzostwa Europy. Zachwyt
ogarnia nielicznych - niestety -- widzów, gdy na
planszach stają tacy mistrzowie kling, jak Włosi,
Węgrzy, czy Francuzi. Tutaj można doprawdy
mówić o . .koronkowej robocie", o elegancji ruchów
i błyskotliwości wzroku, walki bowiem etoja na
· wysokim poziomie, odzwierciadlając w całej pełni
piękno tego prawdziwie rycerskiego sportu. Jest
co podziwiać - tylko, tylko, że niema kom u . . .
Już grubo większem zainteresowaniem cieszyły
eię występy zagranicznych kolarzy i motocyklistów
na torach W. T. C i ,.Legji'\ Emocji było sporo,
no i dużo satysfakcji, okazało się bowiem, że nasi
zawodnicy nie wiele ustępują renomowanym sła-
wom francuskim, belgijskim, niemieckim, czy wę-
gierskim.
Jedyny cień na ostatnie imprezy rzuciły mię-
dzynarodowe lekkoatletyczne mistrzostwa Warsza-
wy. Oproc3 Polaków stanęli na starcie Niemcy,
Finnowie i Łotysze. Wszystko było pięknie, zwła-
szcza naj piękniej udała się reklama zawodów, go-
rzej natomiast wypadła organizacja i wyniki, nie
mówiąc już o absencji wielu czołowych zawodni-
ków polskich. N a tych zawodach pokazała się po
powrocie z Ameryki Stasia Wałasiewiczówna. Po-
witano ją godnie, z całą eerdecznością, na jaką
zresztą w pełni zasługuje nasza płatająca ambasa-
dorka", czego dowodem wręczenie jej w ub. czwar-
tek wielkiej honorowej Nagrody Sportowej i to na
własność, zdobyła ją bowiem dwa razy z rzędu.
Wałasiewiczówna jest nietylko rekordzistką na
bieżni, nietylko fenomenem sportowym, ale zara-
zem żywym przykładem, że opowiadanie o . ,słabej
płci -, przechodzi do historji. Zdystansować dwu-
16
krotnie elitę naszej ..silnej pici", naj-
wybitniejszych polskich sportowców z
wszelkich dziedzin - to coś więcej niż
rekord, to satysfakcja, że w walce o
prymat pozostawiło się wszystkie! męż-
czyzn za sobą. I dlatego też koibiety w
rozmowach tak chełpią się Wałasiewi-
czówna . . . Lech.
Raj wodny na POInorzu
Dokończenie ze str. 7-mej.
Słońce wschodzi i zachodzi, gwiazdy
zapalają się i gasną nad nim na bez-
kresnem niebie, nie zacieśnianem przez
szczyty domów, nie zbrukanem przez
czarne smugi dymów. Wzdłuż drogi to-
warzyszą mu łąki rozlegle, szuwary, to
znowu brzegi wysokie i strome lub peł-
ne pierwotnego uroku ostępy odwiecz-
nych puszcz.
W Europie pierwsze nieśmiałe pró-
by zastosowania kajaka do wędrówek
wodnych spotykamy już około r. 1850.
N ajbardziej do rozpowszechnienia ka-
jaka przyczynili się Anglicy, którzy na
kontynent przybywali ze swemi kajaka-
mi typu Rob-Roy-Canoe i zwiedzali
głównie rzeki niemiecki. Pierwszym z
nich był dziennikarz szkocki John Mac
Gregor. Jeszcze dzisiaj na Mozeli kaja-
kowców nazywają "Anglikami'''' - "En-
glaender'" .
W samej Anglji sport kajakowy
dawno podupadł. Przyczynił się do te-
go brak rozleglejszego terenu wędrówek
wodnych i masowy zwrot ku żeglar-
stwu. O dawnej świetności sportu kaja-
kowego w Anglji, której punkt kulmi-
nacyjny przypada na lata 1880-1890.
świadczy dzisiaj tylko j e de n j e dny kI u b:
The Royal Canoe Club.
N IVEA
pasty d/y 3a6olfY
Pasta do zębów Nivea czyści zęby gruntownie i już po
krótkim stosowaniu przywraca piękny, biały połysk, podo-
bny do połysku prawdziwych pereł.
Łagodny i nadzwyczaj aromatyczny smak, który długo odświe-
ża jamę ustną, przyczynia s!ę do tego, że szczególnie płeć
żeńska i młodzież chwalą bardzo i Cenią pastę do zębów Nivea.
Warto się o tem przekonać!
Minimalny wydatek - maksymalna skuteczność!
PEBECO Spółka Akcyjna w Poznaniu
W Niemczech, obfitujących w liczne
piękne wody, eport kajakowy posiadał
wszelkie warunki wspaniałego rozwoju.
Już w r. 1914 powstał w Lipsku nie-
miecki związek kaj akowców, D KV, któ-
ry po wojnie szybko urósł w siły i znaczenie, tak
że obecnie na terenie międzynarodowym organi-
zacja niemiecka dzierży prym.
Przez długie lata kajak w wielkiej
rodzinie sportowej traktowany był po
· XvXvj;.' macoszemu. Patrzano nań zgóry, z po-
gardą, co nie przeszkadzało jednak, by
rozwijał się wspaniale, na uboczu, aż
pewnego dnia urósł do potęgi, z którą
należy się liczyć. Dzisiaj kajak spotka-
ło już pełne uznanie, które wyraża się
chociażby w tem, że został dopuszczony
do Igrzysk Olimpijskich.
Polskie wody dawno już roją się od
niezliczonej rzeszy kaj akowców. Wiel-
ką rewją polskiego kajakarstwa był ze-
szłoroczny spływ do morza, który w ro-
ku bieżącym niewątpliwie przybierze
znacznie większe rozmiary. Co się zaś
tyczy terenów wodnych, posiadamy
barwne bogactwo wód, w których wy-
bierać możemy dowoli. Istnem eldora-
do kaj akowem jest zwłaszcza Pomorze
z« swemi dosłownie niezliczonemi je-
ziorami i mniejszemi strugami. Któż
uwierzy, że samych jezior ponad 2 km 2
powierzchni posiada Pomorze około
1.280, nie licząc mniejszych jezior.
Rzeczki i rzeki, łączące te jeziora mię-
dzy sobą i z wielkiemi drogami spław-
nemi tworzą urocze szlaki wodne, wio-
dące przez najpiękniejsze pod wzglę-
dem krajobrazowym zakątki Pomorza.
Wda np. czyli Czarna Woda oraz Brda
w swej dalekiej drodze od źródeł do
Wisły to gubią się w rozległych jezio-
rach pomorskich, to znowu w niezli-
czonych meandrach torują sobie łoży-
sko poprzez gąszcza puszczy Tuchol-
skiej, za każdym zakrętem obiecując
coraz to nowe wrażenia.
min.......i......w
n
........nTM
-.........i i i H i i i i M i i i
Zdjęć na jednej błonie
czyni sport fotogra-
ficzny tanim!
Kamery precyzyjne
Voigtlandera
któremi uzyskuje się
16 zdjęć na jednej bło-
nie są to
rat KIM
16 zdjęć 3x4 cm.,
na błonach <*x6,5
cm. Siła światła
1:4,5 lub 1:3,5
VIRTUS
16 zdjęć 4,5x6 cm.
na błonach 6x9 cm.
Siła światła 1:4,5
lub 1:3,5.
Wbudowany samowyzwalacz. Celownik optyczny z auto-
matycznem pochylaniem, wyrównującem paralaksę.
Zarówno Perkeo, jak i Virtus posiadają słynne
precyzyjne wykonanie VoigtHindera: nastawia-
nie zarówno zamkniętej, jak i otwartej kamery,
sprężynowe otwieranie zapewniające najwyższą
gotowość do zdjęć, ślimaki dla przepływu po-
wietrza zapobiegaiące wessaniu błon itd.
Do nabycia w składnicach fotograficznych!
. Szczegółowe opisy i katalogi
na żądanie bezpłatnie!
Pozatem każda wycieczka kajakowa
jest wyprawą po złote runo słońca, po
zapach pól i lasów, po zapas nowych
sił do walki z życiem. A w całej drodze
towarzyszy kajakowi cień wielkiej przy-
gody.
Jeneralna reprez. :
T728
WARSZAWA Chmielna 47aj5
W KILKU SŁOWACH...
FALE ELEKTRYCZNE PRZECIW PRÓCHNICY
ZĘBÓW.
W laboratorjum fizycznem przy uniwersytecie
w Pittsburgu (A S. A.) dokonano szeregu doświad-
czeń z falami wysokozmiennemi w zastosowaniu
do pacjentów, cierpiących na próchnicę zębów.
Okazało się, iż fale długości 3.2 m. przy naświetla-
niu, trwającem od 5 minut do jednej godziny w
ciągu kilku seansów, zabijają mikroby, powodują-
ce próchnicę.
ZAMUROWANA SAMICZKA
Żyjący na wyspie Bornego tukan pieprzojad,
ptak o nieproporcjonalnie wielkim dziobie, zamu-
rowuje swoją samiczkę, gdy wysiaduje młode, tak,
że biedaczka przez cztery tygodnie nie może opu-
ścić gniazda. Rozumie się. przezorny małżonek zo-
stawia niewielki otwór i karmi przezeń samiczkę.
Dopiero, gdy wylęgną się pisklęta, tukan uwalnia
małżonkę z więzienia, by zpowrotem zamurować
wejście do gniazda. Oboje rodzice karmią pisklęta
przez pozostawiony otwór. Młode mogą opuścić
gniazdo dopiero wówczas, gdy tak podrosną, że mo-
gą już latać.
NIEWOLNO OBCHODZIĆ URODZIN.
Każdemu obywatelowi północnych Chin, dopó-
ki nie przekroczy 60 roku życia, nie wolno obcho-
dzić urodzin. Powodem tego osobliwego zakazu
jest przyjęty w Chinach zwyczaj obchodzenia uro-
dzin z wielkim przepychem i wystawnością. Nie-
mal zawsze uroczystość pochłania większe sumy od
przewidzianych w budżecie solenizanta. Rząd uwa-
ża więc, że lud ubogi niema prawa zadłużać się z
błaheg opowodu, jakim jest zaimponowanie zbyt-
kiem i rozrzutnością. Dopiero ci, którzy przekro-
czyli 60 lat, mogą sobie pozwolić na uroczyste
uczczenie ich późnego wieku.
STRONA 16 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - NUMER 26
ytjJwCo&nc U*. Out Atrs A -OCs Axi ACOC AoJCi
16)
Afc*<--
Tyle dobrego pani mi zrobiła, że zbrod-
nią byłoby z mej strony ukrywać nadal moją
przeszłość i tuszować w ten sposób mój nie-
takt przy pierwszem spotkaniu się naszem w
Gawłowie! Niech mi pani daruje i zapomni!
Miała pani rację, mówiąc mi kiedyś, ze jestem
moralnym tchórzem i oszustem! Nie przyzna-
łem się do znajomości z panią, ponieważ fał-
szywy wstyd nie pozwolił mi przyznać się do
nowego sposobu zarobkowania. Fakt, że je-
stem adwokatem, że miejsce moje jest w sze-
regach obrońców, sędziów i prokuratorów,
spowodował zamęt w poglądach moich na sto-
sunki między ludźmi i ich rzeczywistą war-
tość. Zbłądziłem i proszę o przebaczenie!
Panna Olińska podniosła nań oczy pełne
blasku.
Jestem bardzo szczęśliwa, że poznał
pan swój błąd i zrozumiał. Czy pan myśli, że
należę do tych pustych lalek, dla których
człowiekiem jest ten, który posiada złoto i tak
zwane stanowisko? Czy pan myśli, że nie
wiem o tern, ile ludzie naprawdę są warci i że
częstokroć najlepiej usytuowani i cieszący się
dobrą opinją, w wielu wypadkach okazują się
niegodziwcami i szkodnikami społeczeństwa?
Czy pan myśli, że nie wiem o tern, iż wam, lu-
dziom młodym i inteligentnym, odmówiono
prawa do życia i skazano na śmierć głodową?
Że musicie się imać jakiejkolwiek pracy, aby
utrzymać się na powierzchni życia i karmić
serce pełne goryczy nadzieją, że kiedyś bę-
dzie lepiej?!
Orkan poczuł Izy w oczach 1, przezwycIę-
żając wzruszenie, szepnął:
- To, co pani mówi, jest.
Prawdą! - przerwała panna Olińska,
wznosząc do góry głowę - prawdą, której nie
trzeba się wstydzić i nie wolno ukrywać, lecz
mówić o niej głośno, alarmować społeczeń-
stwo, wołać na cały świat i domagać się pra-
wa do życia! Wy przecież jesteście tem poko-
leniem, które siłą rzeczy poprowadzi ludzkość
do nowej ery i stworzy nową kartę w historji
świata! A gdyby was zabrakło, któż zajmie
wasze stanowiska? Co stanie się z kulturą i
cywilizacją? Nie wolno wam milczeć'
Wzburzona dziewczyna umilkła. Orkan
wchłaniał w siebie słowa i poił oczy prześlicz-
ną twarzyczką, której luna gniewu oblała
szkarłatem czoło.
- Panno Haniu! - rzekł wreszcie, nIe za-
uważywszy, iż po raz pierwszy zwrócił się do
niej po imieniu - zachwyciła mnie pani 1
upokorzyła! We wszystkie m przyznaję pani
rację! Jest pani mądrą i dzielną kobietą!
Szczęśliwy będzie ten, który uzyska prawo na-
zwania pani swoją żoną! Szczęśliwy będzie i
dlatego będę mu z całej duszy zazdrościł!
Młoda dziewczyna spojrzała dziwnie na
Orkana i poruszyła przecząco głową.
Nie wyjdę nigdy zamąż! szepnęła.
Orkan uśmiechnął się lekko.
- Dlaczego? Jest pani młoda, ładna i za-
można, nie widzę więc przeszkód w tym kie-
runku!
Oczy dziewczyny pociemniały nagle.
- A serce? - odparła głucho - zapomi-
na pan o sercu! Czy my, kobiety dwudzieste-
PP0,*\f
T S-p Ó Ł C Z E S N A
go wieku, nie mamy prawa do miłości? Czy
nie możemy wybierać sobie takich mężczyzn,
którzy nam się podobają? A ja właśnie ko-
cham takiego jak pan. wykołejeńca, lecz on
mnie nie kocha i dlatego. . .
Orkan drgnął i poczuł przejmujący ból w
sercu. J akto? Od szeregu miesięcy upajał się
wizją cudnej miłości, jaką ta dziewczyna mo-
gła go obdarzyć, a teraz dowiaduje się nagle
okrutnej prawdy, że uczucie jej zdobył ktoś
inny. Nieubłagany ten fakt tak silnie podzia-
łał na niego, że zbielał na twarzy jak płótno
i zachwiał się na nogach.
A. KAWCZYHKI
sobie wybuch żalu i rozpaczy. Wydało mu SIę,
że nagle księżyc poszarzał, cienie drzew wy-
dłużyły się w kształty trumien i niechęć do
życia opanowała jego serce.
Wtem.. .
Czyjś płacz zabrzmiał nagle za nIm.
Orkan stanął jak wryty, obejrzał się, po-
czem jednym skokiem znalazł się przy pannie
Olińskiej.
- Na Boga! Pani płacze! Co się stało?
Odpowiedzi nie było. Wówczas Orkan
przytulił do piersi płaczącą postać dziewczęcą
i wyjąkał wzruszonym głosem:
- Panno Haniu! Czyżby pani.. .
Płacz trwał w dalszym ciągu coraz cichszy
1 wyczekujący.
Orkan doznał olśnienia. Zrozumiał wszyst-
ko. Z westchnieniem bezmiernego szczęścia
sięgnął do ust, czekających na pocałunek.
Tej nocy Orkan spał, rojąc sny o szczęściu
i miłości. N ad ranem obudziło go silne szarp-
nięcie. Niechętnie otworzył oczy.
Nad nim stał Chojcza blady i zdenerwo-
wany.
Stefek! Ubieraj się czemprędzej!
Orkan zerwał się z posłania.
Co się stało?
Stało się nieszczęście! Awantura w ogro-
dzie! Dymicz zranił kijem młodego Abrama!
Orkan machnął lekceważąco ręką.
Owa! U derzenie kijem nie jest krymi-
nałem! Denerwujesz się zupełnie niepotrzeb-
nie!
Chojca zaklął cicho.
Mój drogi! Nie rezonuj, a ubieraj SIę
szybko i chodź ze mną! Sprawa wygląda po-
ważniej, aniżeli przypuszczasz. Młody Abram
ledwo żyje! Dymicz uderzył go tak nieszczę-
śliwie w skroń, że prawdopodobnie nastąpił
wstrząs mózgu! Za chwilę ma przyjechać po-
licja!
Orkan wciągnął spodnie 1, wdziewając bu-
ty, zapytał:
O co 1m poszło?
Ja zaparzałem herbatę i nIe pozwoli-
łem ciebie budzić, boś smacznie epał. Tym-
czasem Dymicz wziął Niemoja i ruszył w ob-
chód po ogrodzie. Miał wrócić za kwadrans
na śniadanie. Kiedy znikł między drzewami,
usłyszałem nagle ujadanie psa, jakieś gniewne
okrzyki, trzask łamanych gałęzi, tupot nóg i
czyjś krzyk przeraźliwy. Kiedym się zerwał
i pobiegł do ogrodu, ujrzałem pod olbrzymią
czereśnią leżącego na ziemi młodego Abrama.
Lewą skroń miał zakrwawioną. Dymicz stał
nad nim bez ruchu, blady jak trup, trzymając
w ręku gruby, sękaty kij i patrząc nań w osłu-
pIenIU.
Czego szukał ten Żyd w ogrodzie?
Powiadam ci, to jest łobuz pierwszej
klasy! Wiesz, co on robił? Z zemsty za to, że
ominęła go dzierżawa naszego ogrodu, przy-
szedł z blaszankami nafty i podlewał drzewa.
W ten sposób około setki drzew zniszczył
kompletnie, ponieważ okazało się. że robił to
Od lat 55 udelikatnia cerę Afydlo bebe Siofmana
WYDAWNICTWO POLSKie
P O Z N A N a fe
Powieść współczesna, która druko-
wana w ubiegłym roku na łamach "Ilu-
stracji Polskiej" zdobyła wielką po-
czi/tność i wywołała duże zaintereso-
wanie, ukazała się obecnie w wydaniu
książkowem i jest do nabycia w cenie
2,50 zł w księgarniach oraz w Wyda-
wnictwie Polskiem (R. Wegner) Po-
znań, Słowackiego 8.
Spostrzegła to panna Olińska. W oczach
Jej zamigotał niepokój.
Co panu się stało? - zapytała cicho.
Nic! - odparł Orkan, usiłując pano-
wać nad scbą, - to przejdzie! Wyczerpany
jestem pracą przy remoncie stodoły! Już póź-
no! Pozwoli pani, że odejdę!
Młoda dziewczyna podała rękę zimną jak
lód i odwróciła się w milczeniu. Orkan wol-
nym krokiem ruszył przed siebie, dławiąc w
NUMER 26 - ILU bTK AC JA POLSKA 1934 - STRONA 17
@oUefc Or4
rekord techniki fotograficznej
Nowa kamera typu
Rolleiflexa, arcydzie-
ło techniki, rekordo-
wy wyczyn wzakresie
konstrukcji aparatów
fotograficznych!
Wyposażona w objektyw
Zeissa Triotar 4,5 daje
1 2 zdjęć 6 x 6
na błonie 6 x 9
Cena zł 2 3 5
Żądajcie prospektu M 25
Aparat wysokiej klasy, a
jednak w przystępnej cenie
FRANKE &HEIDEKE
Braunschweig
Tg511
Generalna reprezentacja:
WARSZAWA, Targowa 15 m 80
już dawniej. Kiedy Dymicz chciał mu odebrać
naftę i przyprowadzić za kark do dworu, Żyd
rzucił się na niego, Niemój , stanąwszy w obro-
nie Dymicza, dostał takiego kopniaka w
brzuch, że dogorywa gdzieś pod krzakami.
Z kolei Orkan zaklął szpetnie 1 podążył
szybko na miejsce wypadku. Było mu strasz-
nie żal psa i nurtował go głęboki niepokój o
los Dymicza, rozumiał bowiem, iż nieszczę-
snemu doktorowi filozofji groziło więzienie.
W ogrodzie zgromadziło się kilkanaście
osób przybyłych ze dworu i ze wsi. Pan Oliń-
ski był wyraźnie przygnębiony i zgłębokiem
uczuciem ściskał rękę Dymicza. Kilku gospo-
darzy oglądało z ciekawością młodego Abrama.
leżącego wciąż bez przytomności.
Jeden rzut oka na rannego Żyda przekonał
Orkana, że obawy Chojczy były słuszne. Spra-
wa komplikowała się o tyle, że każdej chwili
Żyd mógł umrzeć. Rana była ciężka i odpowie-
dzialność za ten czyn wyrażała się w sześciu
latach więzienia.
Opodal z pośród krzaków agrestu i malin
dochodziło słabnące wycie zdychającego psa.
Orkan poszedł naprzód, rozchylił gałęzie i uj-
rzał leżącego na ziemi Niemoja. Wierny kun-
del wił się w paroksyzmach bólu. Ujrzawszy
Orkana przestał wyć, uniósł łeb do góry i kil-
kakrotnie uderzył ogonem po ziemi. A kiedy
młody prawnik, tłumiąc wzruszenie, wyciągnął
doń rękę z pożegnalną pieszczotą, oczy Niemo-
ja zmętniały nagle i ciało wyprężyło się w
gwałtownej męce.
Był martwy.
Orkan podniósł się z oczyma pełnemi łez i
podszedł do Dymicza. Ten ostatni przywitał
się z Orkanem, poczem zapytał zwidocznem
wzruszenIem:
- Czy... Niemój zdechł?
Orkan skinął głową w milczeniu.
Chojcza, stojąc na uboczu, wybuchnął:
- Psiakrew! Ścierwo żydowskie! Takiego
kundla zm.rnować!
Wtem na drodze zaturkotał wóz chłopski.
Przyjechali policjanci z komendantem poste-
runku na czele.
Śledztwo potoczyło się zwykłyu trybem.
Przedewszystkiem nieprzytomnego Abrama
przeniesiono do czworaków, skąd po nałożeniu
idealny środek
do prania ujszelklch tkanin
w IMIĘ WŁASNEGO INTERESU I WYGODY!
1I1I11I1I11I11I11I11I1I11I11ł1l1l11l11l11l1l11l11l11l11l1l11l11l1 inillllllllllllllllllllllllli nilllllllllłlllllllllllllllWlllllllłllllllltlllllłlllllli nillllllllllłllllllllllllllll
były zaopatrzone
Wymagajmy, aby
na letniskach 1
składy apteczne i drogerje
miejscowościach uzdrowiskowych
w
MYDŁA PRZETŁUSZCZONE, PUDRY
KREMY
TK 741
.
I
M. MALINOWSKIEGO
LAB. CHEM. FARM. WARSZAWA, ULICA CHMIELNA 4
DO NABYCIA WE WSZYSTKICH OR05ERJACH
opatrunku, odesłano go do szpitala w miastecz-
ku. Następnie komendant posterunku przy-
stąpił do spisywania protokółu, przyczem był
zdumiony, a nawet zdezorientowany, kiedy
okazało się, że dzierżawcami i dozorcami ogro-
du są: inżynier, adwokat i doktór filozofji.
Zwłaszcza ten ostatni, jako główny sprawca
zajścia, swą dziewczęcą figurą i łagodną twarzą
zyskał sobie mimowoli sympatję wszystkich
policjantów. A kiedy dowiedziano się, że wła-
da biegle pięcioma językami, zdumienie ko-
mendanta posterunku osiągn'ęlo szczyt kulmi-
nacyjny. Nieomal z honorami wpakowano Dy-
micza na wóz i pod eskortą odwieziono do wię-
zienia śledczego.
Sprawa Dymicza nabrała dużego rozgłosu
ze względu na osoby występujące w tym pro-
cesie. Wszędobylscy reporterzy poumieszczali
w swych pismach artykuły na temat oryginal-
nego zarobkowania na życie doktorów praw i
filozofji. Mimo sympatji wszystkich do Dymi-
cza los jego zdawał się przesądzonym, ponie-
waż młody Abram zmarł w szpitalu, nie odzy-
skawszy przytomności. Pociągało to za sobą
konsekwencje prawne z artykułu o zabójstwie.
Chojcza chciał bronić wszelkiemi siłami towa-
rzysza niedoli, lecz z powodu braku pieniędzy
musiał przyjąć ofiarę Orkana, który podjął się
bezinteresownie obrony Dymicza, będąc jak
najlepszej myśli. Chojcza obawiał się jednak,
że obrona nie będzie dość rzeczowa i mocna,
ponieważ młody prawnik od szeregu lat nie
utrzymywał kontaktu z sądem, a szczególnie ze
sprawami karne mi.
Nadszedł wreszcie dzień procesu. Na godzi-
nę przed rozpoczęciem sala była już zapełnio-
na publicznością. W pierwszych ławkach sie-
dzieli państwo Olińscy z córką i synem. Orkan,
wypożyczywszy sobie dzięki uprzejmości pew-
nego adwokata togę, zajął miejsce na ławie
obrończej pełen skupienia i powagi. Naprze-
ciw niego zasiadł prokurator.
W oznaczonej godzinie dzwonek oznajmił
zgromadzonym, że sąd rozpoczął posiedzenie.
N a rozkaz przewodniczącego wprowadzono
Dymicza. Po ustaleniu personalji i odczytaniu
aktu oskarżenia, wobec braku świadków zaj-
ścia, przewodniczący udzielił głosu prokurato-
rowi, który, trzymając się litery prawa, jadał
APTEKACH w POZNANIU.
szesclu lat więzienia za przekroczenie obrony
koniecznej i nie umyślne zabójstwo człowieka.
Z kolei sąd udzielił głosu Orkanowi. Młody
prawnik podniósł się i utkwiwszy płonący
wzrok w krucyfiksie, stojącym na stole, jął
mówić:
Wysoki Sądzie! Gdyby Ten, którego
ukrzyżowano i który jest tutaj pomiędzy nami,
oderwał skrwawioną prawicę od swego godła
męczeństwa, aby sądzić zamiast was, sędzio-
wie, rzekłby wówczas, zwracając się do oskar-
żonego: niemasz na nim winy! Albowiem ra-
mieniem tego człowieka kierował ślepy los!
N ie miał zamiaru zabić, nie miał zamiaru
skrzywdzić, jeno bronił mienia, powierzonego
jeg opieczy! A że los, dla którego życie nasze
jest igraszką, sprawi! inaczej, trudno winić na
szego towarzysza niedoli i żądać odeń pełne
odpowiedzialności! Oskarżony jest czlowie
kiem gołębiej łagodności i dobroci. Koniecz
ność życiowa zmusiła go do zarobkowania w
ten sposób na gorzki chleb codzienny, aczkol
wiek miejsce jego winno znajdować się na jed
nym z uniwersytetów świata, gdzieby mógł
władając biegle pięcioma językami, nauczać
wszelką młodzież i prowadzić ją ku Dobru
Prawdzie . Nastąpiło jednak przewartościowa
nie pojęć w sferach rządzących tym światem
oraz zjawiła się tragiczna w skutkach nadpro
dukcja łudzi z cenzusem. Jedną z pierwszych
jej ofiar jest właśnie oskarżony. Dziesięcio
krotnie redukowany skutkiem zmian kursu na
szej polityki wewnętrznej nosił się z zamiarem
samobójczym, nie mogąc zaczepić się o cośkol-
wiek, byle żyć. Współtowarzysz jego niedoli,
inżynier Chojcza, zajmujący się od kilku lat
dzierżawą ogrodów owocowych, przypadkiem
natknął się na niego w kulminacyjnym punk-
cie depresji psychicznej i uratował go, ofiaru-
jąc doktowi filozofji miejsce dozorcy ogrodo-
wego. Konkurent pana Chojczy, młody Żyd
Abram, z zemsty za nieprzyjęcie go do udziału
w zyskach, postanowił zniszczyć nasz warsztat
pracy, podlewając drzewa naftą. Była to
zbrodnia, tembardziej, iż właściciel danego ob-
szaru, pan Oliński. został również narażony na
ogromne straty. Nieubłagana chciwość grosza
i zawiść popchnęły naszego konkurenta rrq ta-
ką właśnie drogę. Niestety, młody i głupi Żyd
jest już na tamtym świecie.
(Dokończenie nastąpi.)
STRONA 18 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - NUMER 20
lI@2lIqrNgllIlI <Ol III A3lI@Ng>a
867.
KRAKOWIACZEK TROPIKALNY.
Kukułeczka w borze
Trzecia pierwsza czwarta,
Parno dziś na dworze,
Skapacbv się warta.
*
Pierwszej drugiej s u c h o ,
Więc o deszczyk prosi,
Powiem Ham na ucho,
Że byłem u Zosi.
W bok mi 'Zośka dala
Trzy cztery pierwszego,
Śmieje się dziś cała
Wieś z despektu mego.
868.
NOWY TYP ROZKŁADANKI.
1. Dziurka od guzika u surduta. 2. Duża mał-
pa. 3. Biuro komendanta.
A. Każde z powyższych trzech określeń proszę
zastąpić jednym wyrazem
B. Każdy z tych trzech nowych wyrazów pro-
6zę przez odpowiednie przestawienie głosek (liter)
rozłożYć na nowe wyrazy o następującem zna-
czeniu:
1. a) Zredukowali mu żony. b) Nieszczęśliwa
królowa tebańska.
2. a) Wykrzjknik. l» Fałszywa, szczera, smu-
tna, «csola. swojska, rzewna, c) Waga aptekarska,
1/20 część skrupułu.
3. a) Powoduje ziewanie, b) Chodzą, jeżdżą
po nim ludzie - bez pozostawienia śladu! c) Cza-
eem stanowi całość, a czasem tylko jej część.
C. Początkowe głoski wyrazu, oznaczonych
wyżej pod a), czytane z góry na dól. mają wydać
dźwięk.
KĄCIK SIICIOMI
Pod redakcją R. G.
J. Scheel.
Czarne: K e3, W fi, S al; p.: a 7. d 6. e 2. 12.
g 2. g 3. h 7.
'III P i
li Ul
m?A mm.
91ii «
m5lK
.
a b c d e t g' h
Białe: K a 8, H d 5. G a 5. G e 4. S c 3.
Mat w trzech posunięciach.
(Trzychodówka 10 + 5 = 15) .
Rozwiązanie zadania z numeru 25.
Końcówka A. Rossolino.
l) h 7. W - h 6; 2) K - h 5. K - h 3; 3)
K - c 5. K - c 3; 4) K - d 5. K - d 3; 5) K -
e.'>, K - e 3; 6) K - f 5, K - f 3: 7) W - f 8!.
W X h 7. 8) K g6 + i białe wygrywają.
Partju grana w 11 turnieju
stwo Polski w Katowicach
drużYnowym
1934 r. u-
o mistrzo-
maju.
Otwarcie nieregularne .
Białe: Najdorf (Warszawa.
Czarne: Regodziński (Łódź).
l) S - f3. S - f6; 2) d4. h6; 3) c 4. G -
h 7; 4) K 3. c 5; 5) d 5, d 6; 6) G - g 2, g 6; 7) b 3,
Ułożył
Marjan
Fontana
869.
KRZYŻÓWKA.
Proszę narysować kwadrat 9 X 9. bez czarnych
pól tj. o 81 białych polach i oznaczyć kolumny
pionowe u góry kwadratu literami od A do I, a ko-
lumny poziome z boku kwadratu cyframi od l
do 9."
Znaczenie wyrazów poziomych:
l A) Imię męskie czytaj wspak.
2 A) Nasz poeta zwał się tak (2 wyrazy).
3 A) J eden gram - królewski dar.
3 D) Polskie ziele albo ,.czar".
3 H) Który rok, to wskaże skrót.
4 A) Jego ..Flisa" śpiewam z nut (inicjały).
4 C) Smakołyki w sklepie ma.
5 A) Sport jednoczy ich i gra.
6 A) A ich szamipion tak się zwie.
6 C) Nuchim Cap tu kryje się .
6 E) Znów poeta, jak pod 2 (inic).
6 G) Toruń to wskazówka ma.
7 A) Tak podpisze wice-szef.
7 C) Dama - ma prześliczną brew.
7 F) Maryś nuci sobie wciąż.
7 H) Damjan Szpak. Barbary mąż.
8 A) Z czeskiej to opery swat.
8 F) Imię od tysięcy lat.
9 A) Lud tak zwie młodzieży kwiat.
Znaczenie wyrazów pionowych:
A l) Czule zwana to stolica.
B l) Nieraz wzorem swym zachwyca.
C l) Napełń ją, gdy ma być walka.
D l) Nieśmiertelna jego "Halka" (inic).
D 3) Z przodu - z tyłu - to zaimek.
D S) Otwórz okno. bo jest dymek.
E l) Wspak zielenią ołtarz wieńczy.
E 4) Mickiewicza wiersz młodzieńczy.
E 7) Spóinik w mowie naszej znany.
F l) Pieśniarz, krytyk zawołany (inic).
F 3) Wspak ułańska broń na wroga.
F 8) Znów zaimek, liczba mnoga.
G l) Z przodu, z tyłu żeńskie miano.
G 5) Tak pierwiastek ten nazwano .
G 7) Wspak to imię ładne wcale.
H l) W cudnych Włoszech toczy fale.
H 5) W gwarze śmieszna to figura.
II) Był ministrem. Koniec - Hurra!...
870.
DLA ODMIANY NOWY TYP!
Proszę odgadnąć 8 wyrazów o polanem poni-
zej znaczeniu.. Wszystkie te wyrazy mają ivspólną
środkową zgłoskę, (sylabę):
l) Lubi swoje cztery sClany.
2) Włosom połysk da cacany.
3) To jest ludzi cały rój.
4) Był w Raguzie przysmak mój.
5) Dym z cygara to icłi plaga.
6) Małopolski zdrój - pomaga!
7) Miasto pod Lublinem wprzód,
8) A na koniec w Syrji gród.
ROZWIĄZANIE ZADAŃ Z NUMERU 25:
861. Łańcuszek magiczny: A) Akrobata, kieł-
basa. Halina. B) Akr, 01. Bata, kieł. bas, ah!, Ali-
na. C) A. K., ro, bat, a, kiełb. a. Sahalin. a.
862. Dobrane małżeństwo: Otto Anna.
863. Przymusowy odpoczynek: Kwa-ran-tan-
na (Natan, Natan, kwa, ranna. tan. Nana).
864. Zagadki sezonowe: Krynica. Szczawnica,
Mentona.
865. Z meczu piłki nożnej: Katalog, gol-atak.
866. Dla Początkujących: Medard (era. mama,
dar, me, Ema, Ada, mer, rad, ara, rada, Rea,
rama) .
)l(AClK BHiDQE'OxMT
Pod redakcją J. A. Lisieuskiego
Rozwiązanie
z a d a n , a b r i d-
g e'o w e g o z nu-
meru 25.
Qil..'!
i&fialttft
Wv
l) B-lO trefl,
walet trefl. 4 trefl.
4 kier - l AC.
2) C - 9 pik. 2
pik. 4 pik. 3 pik
- 2 AC 3) C
6 pik. 5 pik. 10
pik. 2 kier - 3
AC. 4) A - 2
karo. 7 karo. as
karo. 3 karo - 4
AC. 5) C - król
trefl. 5 trefl. 7
pik. 2 trefl - 5
AC. 6) A - 4
karo, walet karo,
król karo, 5 karo
- 6 AC. 7) C -
dama trefl, 7 trefl,
walet pik. 9 trefl
- 7 A C 8) A -
6 karo. 3 kier. da-
ma karo. 9 karo
- 8 AC 9) C -
as trefl, walet kier. 5 kier. 8 trefl - 9 A C 10)
C-lO karo. król kier, 8 karo. 6 kier - 10 A C
11) C - 3 trefl, 8 pik, dama pik, 7 kier - 11
O O O 01
O O I
O O O O ;e!. + *. <.
+ *.
O O 0\ i* + *. *. ]
O O
O O O. ; . -i- . [. .j.
· O O
O O O. [+
G - g 7.8 ) G - h2 O - O. 9 ) O - O Sb - d 7.
, " , ,
10) H - c 2. b 5; 11) S b 2 - d 2. H - b 6; 12)
e 4, S - e 8; 13) G X g 7, S X g 7; 14) S - e l!,
Wf - 1>8; 15) S - d 3. G - c 8; 16) f 4. S -
f8; 17) h3, a5: 18) a4. b X c4; 19) b X c4,
G - d7; 20) g4, h5; 21) G - f3, h X g4; 22)
h X g 4. e 6: 23) K - g 2, c X d 5; 24} e X d 5,
f6: 25) H - c3, H -- d8; 26) e5, f X e5; 27)
f X e 5, d X e 5; 28) H X e 5, H - e 8; 29) H -
f4, S - b7; 30) Wa - el, H - c8; 31) d6,
*
*
O
*
4» 4»] r4*1
*
* *
*
1£> <3
1£> <3
.
A C. 12) A - as pik, 9 kier, 6 trefl, król pik
12 A C 13) A - 8 kier. dama kier. 10 kier, as
kier - l B D .
G c 6: 32) H - f 7 + !L K - f 8; 33) S - e 5,
G X f3 +; 34) W X f3, czarne poddały e:ę.
Wiadomości ze świata szachowego.
Leningrad. Turniej pokazowy w domu "Kra-
snoj Armj i" dał następuj ący wynik: I. G. Stepa-
now 12'A p.. II. i III. Guldin i Arsz po l 2p., IV.
Dus Chocimirski 11 p., V. - VI. Zeh i Basiliew
po 10 pkt. (16 uczestn.).
/
NUMER 26 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - STRONA 19
r_AL AJILV r __ n A _ A _ _ p
*
&
.Takto, pan pije piwo?
Przecież należał pan dotych-
czas do związku przeciwal-
koholików!
Tak, ale nie mogłem
dalej opłacać składek.
* *
I naprawdę, panie dy-
rektorze, la mumja jest taka
stara?
Naprawdę, proszę pa-
ni ... Pani jest przy niej
dzieckiem.
* *
*
Fi, mężczyźni to dla
mnIe powietrze. . .
Czy się nie boisz, że
ci taka częsta zmiana powie
trza zaszkodzi. .?
*
*
*
Przestań, łobuzie jeden, nie doku-
czaj biednemu zwierzęciu... Dlaczego
ciągniesz tego kota za ogon?
- Ja nie ciągnę. To on sam. Ja tylko
trzymam . .
*
*
*
Nie weź mI za złe, że cię zapytam:
czy nie lepiej byłoby, żeby twoja żona go-
towała zamiast jeździć na motocyklu?
O nIe, nigdy, niechże lepiej już
jeździ.
*
*
- N o, panie dyrektorze, - mówi mło-
dy aktor do potentata teatralnego. - Co
pan sądzi o mojej sztuce "Tajemnica"?
- Hm, musi ją pan zachować dla sie-
bie . . .
JIaHce... jjtorty,... iDoda...
NAJWŁAŚCIWSZE DRA LUSTRA
KREM "ULTRAsOL" OLEJEK "NEGRITA 1rI
.. Sprytny Leonek znalazl .Sie. w kropie
Westchnienie redaktora, popraWIaJące-
go manuskrypt: - Chciałbym być redak-
torem w Babilonie, w czasach, kiedy je-
szcze pisali na cegłach. Mógłbym sobie
z kosza redakcyjnego wybudować ładną
willę...
*
Jegomość wpada do drogerji: - Niech
pana djabli wezmą. . . Dal mi pan strych-
niny zamiast chininy . . .
Drogerzysta: - Dobrze, że pan przy-
szedł. . . Musi pan dopłacić 30 groszy. . .
*
*
*
Pańskie córki są niedysponowane?
Tak, i co za pech: tę, która śpiewa,
boli palec, a ta, która gra na fortepianie,
ma zapalenie gardła. . .
Pan ISiedorajdek rozwija dywan ,
To trudno, mimo, że
lekarstwo jest takie niedo-
bre musi je pan zażyć...
Niech pan sobie wyobrazi,
że to jest piwo. . .
Hm, panie doktorze,
czy niemóglbym wypić piwa
i wyobrazić sobie, że to jest
lekarstwo . . . ?
Przyjaciele spotykają SIę.
Gdzieżeś był?
Na kureie samarytań-
skim.
Czegóż tam uczą?
U dzielania pomocy na-
tychmiastowej w nagłych wy-
padkach.
Czy nie mógłbyś mi
wobec tego natychmiastowo
pożyczyć 10 złotych . . . ?
*
:\-
- Kanapa, którą pan zamówił, ma być
wyścielona trawą morską, czy włosiem?
- Trawą morską. Jestem jaroszem
*
e:-
Pewien jegomość stara się
sadę. Pryncypal patrzy na
chwilę, a potem pyta:
- Pan jest żonaty?
-- Nie, panie dyrektorze.
panie, to z golenia.
o nową po-
nIego przez
A to zadra-
*
*
- Niecli sobie pani wyobrazi, mOJ sio-
strzenic spadł niedawno z motocykla i mu-
siał leżeć dwa tygodnie . . .
- Aj, jej, to okropne. Czyż nie by łn
przez tak długi czas w pobliżu nikogo, kto-
by mu pomógł wstać . . .
*=3
STRONA 20 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - NUMER 26
Fukier
sprzedaje wina do
Ameryki
Najstarsze wina z tej znakomitej piwni-
cy warszawskiej pochodzą z 1 606 roku
Kamienica Fukierów "Dom pod Okrętem" przY RynJcu Starego Mia-
sta - "Strona Kołłątaja" nr. 27, w którym przez 324 lata mieści sią
najstarsza w Polsce firma warszawska " T. Fukier".
Warszawa,
w c z e rw c u 1934.
Nastrojowy obrazek Z sieni starodawnej jukierowskiej kamie-
nicy, robiący raczej wrażenie dekoracji do historycznego fil-
mu, niż współczesnego zdjącia. WSzYstko tutaj wygląda pra-
wie tak samo, jak w owych czasach, gdy Zagłoba opowiadał
przY gąsiorku swe przYgody zdumionej "braci-szlachcie' po-
wołując na świadka Rocha Kowalskiego
· Je dnem z cie-
kawszych wyda-
rzeń stolicy jest
eprawa kupna
przez zagranicę
części słynnej
"Piwnicy Het-
mańskiej" Fu-
kiera. Rokowa-
nia, jakie się to-
czą w tym wzglę-
dzie między tem
najstarszem nie-
wątpliwie w Pol-
ecę i znanem sze-
roko przedsię-
biorstwem han-
dlowem, a przed-
stawicielami "su-
ch ej" doniedaw-
na, obecnie zaś
po zniesie-
niu prohibicji -
spragnionej cał-
kiem już legalnie
Ameryki, zwró-
ciły uwagę na
Omszałe butelki w t. zw. "Piwnicy
Hetmańskiej" zawierają wina poważ-
nie już "leciwe' gdyż niektóre po-
chodzą aż Z roku 16061
NUMER 26 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - STRONA 21
starą tę firmę, istnie-
jącą już nieprzerwanie
i w tem samem miej-
scu, w tym samym na-
wet lokalu, cale 324
lata.
Chodzi przytem o
objekt nielada gdyż
przedstawiający war-
tość miljona przeszło
złotych.
Wśród rozległych
swych piwnic, ciągną-
cych się pod 3-ma po-
sesjami przy Rynku
Starego Miasta w War-
szawie, posiada firma
,. Fukier" unikat niela-
da w postaci wspom-
nianej , .Piwnicy Het-
mańskiej" , obejmują-
cej siedem tysięcy bu-
telek najstarszych win
węgierskich i staropol-
skich miodów, wśród
nich niejednokrotnie
pochodzące aż z ro-
ku 1606! Cena czę-
SCl przeznaczonej na
sprzedaż, wynosi oko-
ło miljona i stu tysię-
cy złotych. Prócz ame-
rykańskich trustów al-
koholowych ze znanym
"International Brewers
Supplies Inc." na czele,
ubiega się o nabycie
powyższego o bj ektu
również jeden z ary-
stokratycznych klubów
angielskich.
Sala herbowa "Gospody
ków Dyplomacji i Rządu,
Firma" T. Fukier w
Warszawie jest naj-
starszą tego rodzaju placówką nietylko w
Polsce, ale i na świecie, gdyż założona zo-
stała w roku 1610 i istnieje od tego czasu
nieprzerwanie - zawsze w tym samym na-
wet lokalu, malowniczej, starodawnej ka
mienicy przy Rynku Starego Miasta w War-
szawie - aż po dzień dzisiejszy. Tu zbiera-
Beczki
z winami węgierskiemi i staropo łskiemi
w obszernych piwnicach firmy Fukier,
towarzyskiej '
otwartej w
dynnej firmy
mzejsce zebrań najwytworniejszego towarzystwa Stolicy oraz człon-
roku 1927 w odświeżonych i ze smakiem odnowionych lokalach
"Fukier" w jej starodawnej kamienicy.
ła się szlachta przed sejmami i elekcjami,
tutaj schodzono się w czasach porozbioro-
wych dla omawiania spraw bieżących czy
planowania powstań.
Wobec faktu, iż najzdrowszym napojem
alkoholowym jest jednak, jak się okazało,
wino, zamierza "Fukier" zorganizować
miodami, od
przedstawiają
trzech stuleci przechowywane
wartości milionowe.
Stylowa sień w kamienicy Fukiera,
zwanej "Domem pod Okrętem" od
modelu statku Z roku 1561, zawie-
szonego tutaj jako godło firmy,
która przez cały czas swego istnie-
nia, od samego założenia w roku
1610, a więc przez 324 lata mi "'ici
się w tym lokalu.
w najbliższej przyszłości masową sprze-
daż win gronowych. Mają w tym' celu
być założone na prowincji filje, do któ-
rych masowo rozwożonoby z centrali
właenemi samochodami ciężarowemi za-
pasy wina. o
STRONA 22 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - NUMER 26
Nieodmiennym "czarnym charakterem"
amerykańskiego filmu jest sympatyczny
skądinąd William Po we li, którego wi-
dzimy tu Z Z ulubionym i bardzo dzii
modnym pieskiem.
Dużo prawdziwie kobiecego powabu i czaru posiada piękna i posągowa Florina Mac
Kinney, amerykańska aktorka sceniczna, która przeszła do filmu i wystąpi w szere-
gu obrazów wytwórni Metro-Goldwyn. Jakże daleko typ jej odbiega od "girls'ow' wi-
dzianych w tylu filmach.
Wyeinki
1 celuloidowej
taśmy
(Po lewej): Nowym
"vampem' czYli kobie-
cym "czarnym charakte-
rem" i zawodową uwo-
dzidelką jest piękna Isa-
bel Jewell Z wytwórni
Metro-Goldwyn.
(Po prawej): Rzut oka
za kulisy filmu: oto zna-
komity charakteryzator
Z pensją ministra, Cecil
Ho lian d, przYgotowuje
popularną gwiazdę Jean
Harlow, aby w świetle
jupiterów nie było na
jej twarzY ani jednej
zmarszczki, ani jednego
niepożądanego cienia.
Dziełu swemu przYgląda
się dla kontroli przez
niebieskie szkło, dające
eJekt bezbarwnej Joto-
grafii.
NUMER 26 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - STRONA 23
Nieśmiertelną sztukę Tadeusza Rtttnera grają artyści warszawscy w teatrze pomańskim
1 jmJSn? *jfjb* *
Marja, żona doktora, tragiczna postać, której dzieje do głę-
bi przejmują widzów dramatu, jaki się rozgrywa "w ma-
łym domku ' i inżYnier, budowniczY mostów, nieodzowna
"ten trzeci". (Mira Zimińska i Karol Benda).
Doktora o wielkich aspiracjach a małomiasteczkowej
duszY gra znakomicie Adwentowicz, którego widzimy
na zdjęciu w dyskusji z sędzią (Roslan). Mimo tylu lat,
które upłynęły od czasu napisania "W małym domku"
przez Tadeusza Rittnera, minio iż przeżYliśmy całą
epokę i świat się przeobraził, tragedia, jaką przeżY-
wają bohaterzY sztuki, jest zawsze żYwa i zdarza sie
po tysiąckroć na całym świecie do dzisiejszego dnia.
Gościom warszawskim sekundował doskonale zespól
Teatru Nowego w Poznaniu. Fot. Floryan
Całą Polską wstrząsnęła pot iv orna zbrodnia,
jakie) dopuścili się dwaj młodzi malarze, studenci krakowskiej Akademji. wspólnie Z przYjacielem-dorożkarzem. Nie chcemy tu re-
produkować raz jeszcze ich twarzY, które znane są Z licznych podobizn w pismach codziennych: dajemy tylko dwa przYczYnki do
sprawy krakowskiej. Oto, po. lewej, dom przY ulicy Andrzeja Potockiego 12, gdzie 14 maja Bobrzecki, SzenkirzYk i Doniec dokonali
morderstwa rabunkowego. Trzema krzYżYkami naznaczone okna mieszkania dr. Nuesselfelda, gdzie rozegrała się potworna scena
mordu. Po prawej niemy ale jakże przejmujący świadek procesu: mogiła biednej służącej Garncarzówny na cmentarzu podgórskim
w Krakowie. Fot. A. Kolek.
STRONA 24 - ILUSTRACJA POLSKA 1931 - NUMER 26
elOe
Zeszłoroczna podróż małej
żaglówki "Dal", która wyru-
szyła z Gdyni do Ameryki, by-
ła jednem pasmem tryumfów
człowieka nad groźnym żywio-
łem. Bohaterscy żeglarze do-
stali się w sam środek tajfunu,
który zerwał im ożaglowanie
wraz z masztem. Dotarli wresz-
cie do Bermudów, gdzie pod-
czas kilkumiesięcznego pobytu
naiprawili poważne uszkodze-
nia. Stąd jeden z nich powró-
cił do kraju, dwaj zaś pozosta-
li, Andrzej Bohomolec i Jerzy
Śmiechowski, wyruszyli w kie-
runku Nowego Jorku, dokąd
przybyli niedawno. Na pra-
wem zdjęciu "Dal", malutka
łupina, która zwyciężyła Atlan-
łyk.
'Go było silniejsze, niż wSzYstko,
3 takie ludzkie:
"50 było spokojnym wieczorem
4 O- zatoce A Buckiej...
APrzeszło coś przez nas, przewiało,
£[ak wiatr przez drzewa,
9 odtąd już nie przestaje
'W nas całych śpiewać...
śBłękit nam ręce na sercu
Milcząc położYł,
D\a uszach nam szumem zawisło
Wiórze. . .
4S)aliły w nas fale l gromy
ABurzliwej sfory.
Wyjrzały słoneczne Z pod morza
40idma - Sizory ...
CZy nasza łupina wytrzyma,
CZy nam się uda,
£Po długich miesiącach rozterki
Stanąć w A Bermudach .. ?
CZy nam tajniki zielonych
Qłębin otworzY
A Jednakie tu i na SKelu
9\lorze.. ?
4J3yrosty Z morza szparagi
DKamienic - wieżYc;
Szczęśliwy, kto w porcie po burzach
Spokojnie leżY...
9Xto zu obcym, potwornym Zftlewjorku
Stanie i powie:
'Gq łódką ocean przebrnąłem
SKizerny człowiek ...
SVfe zetrą mnie wichry północne,
'Gajfun nie zmoże,
Srtój najwierniejszY sojusznik:
Morze... Qer.
Wychodzi co tydzień. - VC \daivniclwo: Drukarnia Polska n. lI. w toznamu. - Redakcja: Poznań, iw, Marcin 70. - Redaktor naczelny i odpowiedzialny:
Antoni KawczYński w Poznaniu. - Telefony: 1476, 3307, 3524, 3525, 4072. 4461. - Przedpłata kwartalnie: w ekspedycji i agenturach zł 4,-, r adno-
, szeniem do domu zł 4.65. na poczcie zł 4.39, pod opaską zl 6,-, zagranica pod opaską zł 7,50. - Ogłoszenia: jednołamowy milimetr na stronie piecio-
· łamowej 30 gr, - cala strona 470,- zl, pól strony 235,- zł, ćwierć strony 118,- zł. - P. K O. Poznań 200 149. - Ogłoszenia do numeru bieżącego
q przYjmuje sie do piątku godzin \ 13-lej.
Kolportaż