Текст
                    Chińskie fotograf]e na poznańskiej wystawie
Otwarty ostatnio VIII MiądzYnarodowy Salon Fotografiki iv Poznaniu zgromadził mnóstwo ivspaniałych zdjęć ze
wSzYstkich stron świata. Oto prześliczne zdjęcie chińskie doktora K. C. Lu Siefug, z Szanghaju, zatytułowane:
"Mały policjant".
I'ieku,e zdjęciu amerykańskie z tej samej wystaw) reprodukujemy wewnątrz numeru na stronie 5-tcj,


STRONA 2 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - NUMER 26 UroczYstości żałobne po ś. p. ministrze Bronisławie Pip- rackim odbyły się Z udziałem naj- wYższYch dostojników i tłumów publiczności. Oto urzędnicy Mini- sterstwa Spraw Wewnętrznych wnoszą trumnę do pociągu na dworcu Głównym w Warszawie. Za trumną rodzina zmarłego, w głębi widoczny PrezYdent RzeczY- pospolitej. Kondukt pogrzebowy przed ratuszem w Nowym Są- czu, mieście rodzinnem ś. p. min. Pierackiego. W Chicago bawiący przejazdem generał Hal- ler przYjęły był m. in. Z wielkie- mi honorami na wystawie świato- wej. Oto widzimy go w rozmowie Z generalnym dyrektorem "Cen- tury oj Progress ,1 R. Dawes em. Uczestnicy XIV zjazdu Katolickiego iv Pleszewie, który w tern starem, pięknem mieście wielkopołskiem odbywa się w dniach 28 i 29 czerwca b. 2., winni odwiedzić również położony idyllicznie na starem cmentarzYsku kościółek św. Florjana, świadczący o tern, że mimo nowoczesnego wyglądu Pleszeu m. ;a . Lą długie wieki istnienia. 
NUMER 26 -- ILUSTRACJA POLSKA 1934 - STRONA 3 Warszawa, w czerwcu. . Ił niedzielę przjjechał (io Warszawy gen. Debanay, je- den znajwybitniejszych przedstawicieli generalicji francuskiej i członek N aj- wyższej Rady Wojennej. Przybył jako reprezentant sojuszniczej armji francu- skiej, aby przestudj ować z polskim sztabem generalnym zagadnienia, związane z kon- wencją wojskową. W kołacli politycznych przypisują wi- zycie gen. Debanay'a donio- słe znaczenie, które niewąt- pliwie przyczyni się do więk- szego jeszcze zacieśnienia więzów, jakie łą?zą nas z Francją. Dokończenie na 6tr. 15-tej. Do Warszawy przybył generał Debanay, członek Jrancuskiej Najtcyższej Rady Wojennej. Zdjęcie, dokonane na chwilę po opuszcze- niu pociągu paryskiego, przedstawia od lewej: gen. Jarnuszkiewicza - dowódcę O. K War- szawa, gen. Debanay, ambasadora Jrancuskiego Laroche 'a, gen. D. Arbonneau - Jrancuskie- go attache wojskowego i gen. Gąsiorowskiego - szeJa Sztabu Generalnego. Stanisławie Walasiewiczównie wręczono w ub. czwartek w Warszawie wielką honorową Nagrodę Sportową, którą zdobyła na własność. Nagrodę wręczył dyrektor P. U. W F. płk. dypl. Kiliński, Szermiercze mistrzostwa Europy rozegrano w Warszawie w Dolinie Szwajcarskiej, z współudzia- łem reprezentacyj 11 panstiv. Jednogłośnie podkreśla się wy- soka klasę zawodników jak i wzorową organizację zawodów. Szermierze polscy nie zdobyli poważniejszych sukcesów. C ar n e r a w 11-tej rundzie po lewe) sędzia do Baera i ogłosił Dramatyczny ten moment kie przesłano nam leżał na deskach prostej Maksa Baera, gdy podszedł go zwycięzcą przez techniczne k. o. widzimy na zdjęciu, p ierwszem , ja- specjalną pocztą Z Ameryki. 
STRONA 4 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - NUMER 26 Dzielnica Clarence-Terrace iv Hongkong została prawie całko- wicie zniszczona przez straszliwą eksplozją zbiornika gazowni. Na wzgórzu widoczne zabudowania Szkoły Przemysłowej zakładu Salezjan kt gamzo \ -- . Nagłówki reporta- żu tamtejszej South China Morning Post Z opisem katastrofy. Po pra- wej Jragment Z opisem boha- terskiej działalności Salezjan, a szczególnie ojca Wieczorka, rodem Z Wielkopolski. - lotworne nieszczęscle, jakiem była eksplozja zbiornika gazow- ni w Hongkong, data osiadłym w tein mieście O O. Salezjanom sposobność do wykazania pięk- nego bohaterstwa i ofiarnego poświęcenia. Zakład salezjański, w którym prowadzi się Szkolę przemysłową, mieści się w są- siedztwie miejsca katastrofy, to też ojcowie byli pierwsi, którzy rzucili się do płonących i na- w pół zawalonych budynków, wy- ciągając z nich rannych Chiń- czyków. W katastrofie Ziginęlo 28 osób. wyłącznie Chińczyków, 60 dotąd jest zagubionych, a 180 rannych umieszczono w szpitalach. Salezjanie polscy ratują chińskie dzieci z ognia HEROISM OF PRIESTS. Calmly Faced Danger To Save Many Lives. Most heroić of fhera aU was Father Wieczorek. He rushed into the burning floors and brought out. at times on his" back, a number who were injured or u nab1e to he1p themse1ves. A ten-year-01d boy 'in a terrib1e condition was also brought out- bu t he died. Wychowankowie Szkoły Przemysłowej zakładu Salezjan w Hongkong, gdzie wybuch gazowni dał się odczuć, jak- gdyby to było trzęsienie ziemi. Szyby gmachu wyleciały, a przed wejściem utworzyła się barykada Z wyrwanych słupów i drutów telegraficznych, przez która ojcowie przedzierali się przy pomocy siekier. Strzałka wskazuje O. Wieczorka, który z gruzów okolicznych domów sam wyratował szereg ofiar. 
NUMER 26 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - STRONA 5 . #. ***»«» WZRASTAJĄ POKOLENIA. PIĘTRZĄ SIĘ WYSIŁKI ... Oto myśl przewodnia niezwykle pięknego zdjęcia fragmentu Nowego Jorku, nadesłanego na VIII MiędzYnarodowy Salon Fotografiki w Poznaniu przez p. Edward K Alenius'a Rond Jamaira, w Nowym Jorku. Oryginalny tytuł fotografii brzmi: "The Rising generalion" co znaczY: "Wzrastające pokolenie". 
STRONA 6 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - NUMER 26 c 3 Kajak, jacht tych i prywatny dla boga- biednych . N apisał i fotografował Wacław Wytyk, Toruń Pomorze ma 1280 jezior U schyłku dnia kajaki szukają sobie dogodne- go miejsca u brzegów jeziora RadoIno na Po- morzu. . l a początku człowiek w żmudnej pracy wy- drążył pień zapomo- cą siekierki kamiennej lub ognia i w chwiej- nem korytkii taikieni wypływał na wody rzek i jezior. Z kory brzozowej klecił swe wątle łodzie lub ze skór. Indjanin przeby- wał rzeki nawet na skóracli swych nami o - tów, rozpiętych na szkielet z giętkich ga- łęzi. Później, kiedy rósł w doświadczenie i doskonalił narzędzia, spuszczał człowiek na wody wyniosłe kora- bie, w lotne żagle zbrojne, i śmiało prze- Aulor naszego artykułu (po lewej) wraz Z towarzyszami w rozbryzganej śmiechem i srebrną pianą kąpieli pod sztucznym ivo- dospadem na Czarnej Wodzie. Malowniczy "kanjon" Drwący w górnym jej biegu, międzY Nowemmiaslem a Brodnicą. mierzał dalekie odmęty mórz. Wreszcie z rąk jego wyszły zbytkowne palące mor- skie, śmigle parowce, dyszące od nadmiaru nagromadzonej w ich kadłubach energji. I znowu po latach, latach wysiłku i tru- du, syt triumfów nad przestrzenią i cza- sem, ogłuszony i znużony bukiem silników i zawrotnym pędem stalowych swych two- rów, człowiek zatęsknił za ciszą spokoj- Przed powrotem do cywilizacji. 
NUMER 26 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - STRONA nycli wód i pól. w którejby odnalazł ciszę własnej du- szy, spokój i słoneczną po- godę. I sięgnął wstecz po łódź z przed wieków, pod- patrzył podbiegunowych Eskimosów. od których oprócz wzoru nawet nazwę zapożyczył, dołączył do te- go własne zdobycze tech- niczne i wyniki swych oh- Śmigle lodzie w ramach hle r kitu nód i zieleni drzitv na jeziorze Schodno na Po- morzu. liczeń i stworzył współczesny kajak. Jesteśmy obecnie świadkami, jak kajak staje się bożyszczem tłumów, własnością najszerszych mas Dostępny dla każdego dzięki swej taniości, sam dociera do naj- dalszych zakątków wodnych. Otwierają się przed nim dzięki jego lekkości najmniej- sze strugi wodne, które go lekko unoszą na samotnej wyspie jeziora Wdzydzkiego można urządzić sobie ivspaniale letnisko. Z pod sosny kaszubskiej patrzymy na, ..kaszub- skie morze' czyli jezioro Wdzydzkie. w głąb nie dostępnych do- tychczas uroczysk leśnych, położonych zdała od utar- tych szlaków lądowych. A przed kajakowcem otwiera się zupełnie nowy świato- pogląd. Z zupełnie innej strony poznaje i przeżywa krajobraz swojej ojczyzny, intensywniej i jakgdyby od wewnątrz. Rzeki i rzeczki, jeziora, których dawniej nawet z imienia nie z.iał, stają się dlań skarbcem niezapomniany cli wzruszeń i wrażeń. Dnie na odleg- łych, spokojnych wodach płyną mu beztrosko, jak- gdyby oderwane od reszty czasu. Gdzieś daleko za nim pozostaje powszed- niość życia, a wagi nabie- rać poczynają sprawy zgo- ła inne niż w kamiennych środowiskach miast. Dokończenie na str. 15-tej. Przeżycie, codzień śnieżę i codzień pożą- dane: sjesta iv słonecznej samotni na bez- ludnej wyspie jeziora. 
STRONA 8 - ILUSTRACJA POLSKA 193-1 - JNUMER 26 A CH Co mówią ostatnie badania naukowe o życiu na naszym najbliższym sąsiedzie niebieskim. z dzieła znanego nowego II. Towarzysz ziemi, zmuszony silą ciężkości do · wieczystego okrążania swej macierzy, mueiai prze- cież posiadać w dziedzictwie pewną ilość wody i powietrza. Lecz dzięki swej niewielkiej masie nie mógł tych skarbów zachować. Zwolna powietrze, a z niem i pary wód jego rozpraszały się w prze- stworzu, aż do szczętu. Zycie, które niewątpliwie musiało się krzewić na księżycu, utraciwszy swe najważniejsze podsta- wy, zaginęło. Musiał tam trwać przełomowy okres tragicznej walki o byt. o istnienie. Zwierzęta i ro- śliny - przypuścić należy, że podobne w zasadzie do ziemskich - walczyły o resztki życiodajnej wo- dy, którą wyżerał żar dnia i mroziła zimna noc. Jednocześnie coraz bardziej brakło tchu płucom i »krzelom, roślinie zaś węgla dla budowy swego ciała, gdyż i powietrze wraz ze swym bezwodni- kiem węglowym cinelo. Nieprzeliczone stada Żyjących istot księżYcowych wędrują w kraterze Eratostenesa Z chwilą nastania dnia . .. Przerażające eceny towarzyszyły temu zamie- raniu całego świata, w którym miljony istnień ogarnęła trwoga przed zagmbą. Twory, których or- ganizm był wyżej rozwinięty, pierwsze musiały paść ofiarą przeznaczenia. Stworzenia niżej sto- jące na drabinie rozwoju, o ile nie umiały dość szybko przystosować się do ciągle pogarszających się warunków, zwolna również ulegały wyrokowi fizycznej konieczności. Aż stal się księżyc jednem wielkiem cmentarzyskiem swego niegdyś bujnego życia. Jeżeli kiedyś dotrze tam z ziemi wyprawa na- ukowa, znajdzie wszędzie bogaty materjal do stu- djum tego zaginionego świata. Jakież zdumiewa- jące niespodzianki czekają w tym wielkim grobow- cu, na księżycu tych, którzy pierwsi napotkają na skamieniałe kośćce tysiącznych gatunków o posta- ciach, jakie naj śmielsza fantazja nie waży eię na- kreślić. austrjaekiego popularyzatora zagadnień Autoryzowany Jana Kiłarskiego astronomicznych, Pappa. przekład Jednak nie możemy wykluczyć możliwości, że coś przecież się dochowało. Nie wszystko musiało wymrzeć. Odrobina wody i powietrza mogła się by ta uchować w zaglębiekach owych kraterów, lub w głębszych nieckach równinnych. A te ostatki slarczyć by mogły niżej uorganizowanym żyjątkom czy roślinkom do mizernej wegetacji. Wnosimy więc, że jest przecież życie na księżycu, a jego re- prezentantami są skromni epigoni dawnego buj- nego życia, przyczajeni na dnie gór pierścienio- wych, prawie obywający się bez powietrza. Sławny amerykański astronom Pickering, któ- ry setki razy przy pomocy teleskopu badał otocze- nie dużego krateru Eratosthenesa, wielokrotnie był świadkiem zagadkowych zjawisk, które ośmie- lają do podtrzymania twierdzenia, że życie na księżycu się utrzymało. Krater ten. którego ob- wiedni wał górski mogliby objąć sobą kilka naj- większych miast ziemskich, leży na południe od księżycowego Apeninu, widzianego nie uzbrojone m okiem jako ,.nos człowieka na księżycu'''. W tym- to kraterze obserwował Pickering częatokrotnie cienie zmieniające się w szczególny sposób. Przy- czyny tego zjawiska nie umiał się dopatrzeć. Oczom swoim nie dowierzał. Widać przecież było wyraźnie duże ciemne plamy przesuwające się w różne strony po dnie krateru, przyczem nie zdarzyło się, by ten ruch przedostawał się poza obręb ograniczającego górskiego wału. Tak dziw- nie to wyglądało, że Pickering zrazu uważał to za złudzenie, wywołane znużeniem pracującego wzro- ku. Niecierpliwie więc wyglądał następnej nocy. Panujący zwykle nad sobą obserwator nie zdołał pokonać wzruszenia, gdy kierowa! rurę olbrzymie- go teleskopu w głąb tajemniczego krateru, pełen ciekawości, czy widowisko niepokojące znowu się objawi. Mijały długie godziny oczekiwania. Nagle Dezyderego wychynęły skądś czarne cienie, przewędrowały po- le dna krateru, doszły do jego ściany, zawróciły i sunęły dalej wolno, jakby ostrożnie. Odtąd i w na- stępne noce zjawisko powtarzało eię. Z czeluści krateru Eratosthenesa, z odległego świata otrzymał jeden z mieszkańców ziemi tajem- niczy znak i nie umiał go sobie zrazu wytłuma- czyć. Czemiże mogły być owe w zamkniętej przepa- ści górskiej wędrujące cienie? Może to jedynie gra światła i ciemności, wywołana przez stale wy. dtużające się cienie, rzucane przez bloki skalne? To niemożliwe, bo w takim razie przy każdym obiegu księżyca musiałyby zachować te same wiel- kości i położenie, wykluczoną by więc była ciągła, zawsze inna zmienność tych plam, a to właśnie okazały częste obserwacje. Przyczyna tych ruchów musiała być inna. To, co zadziwiało Amerykani- na, zapewne było cieniem wielkich gromad istot żyjących, które w niewiadomym celu znaetaniem dnia księżycowego . przenosiły się z miejsca na miejsce. Mielibyśmy więc rozwiązanie zagadki: we wnę- trzach kraterów żyją stworzenia z budowy podob- ne do owadów, żyją społecznie, odbywają masowe wędrówki. Zauważone w teleskopie ciemne plamy są cieniami ich rojów. Poza obręb krateru nigdy nie wychodzą, bo tylko w ich wnętrzu jeszcze ma- ją konieczne dla życia resztki wody i powietrza. Z chwilą, gdy promienie wschodzącego słońca po- czynają ogrzewać skalną powierzchnię księżyca, wykluwają się z jaj i w gęstych masach udają się na poszukiwanie życiodajnej wilgoci w zakątkach ojczystego krateru. Gdy zapada mroźna noc, kry- ją się w szczelinach głazów i zaumierają, aż je znowu do życia "''''wołają światło i ciepło nowego dnia. Powierzchnia księżyca, zdjęcie dokonane przy pomocy potężnych refraktorów. U dołu po pra- wej widoczny wyraźnie krater Kopernik, u góry po lewej, prawie na brzegu ilustracji olbrzY- mia okrągła płaszczyzna krateru Ptołomeus. 
NUMER 26 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - STRONA 9 Nie da się zaprzeczyć, że takie tłumaczenie owych błędnych cieni jest proste, a zarazem prze- konywujące. Mniejsza o to, czy budowa tych stwo- rzeń rzeczywiście w czemkolwiek przypomina na- sze owady, może one podobne raczej do ptaków. W takim razie należałoby przyjąć, że w przeci- wieństwie do ptaków ziemi nie posiadają ciepła wewnętrznego i że są przystosowane do zmian temperatury miejscowej tak. że w ciągu czterna- stodniowego naszego dnia Ż)dą w promieniach słońca, a po zupełnie pozbawionym funkcyj życio- wych śnie nocnym znowu do życia powracają. W każdym razie są to twory uskrzydlone, prawdopo- dobnie jedyni spadkobiercy pierwotnego księżyco- wego życia. Stworzonka, których żywot od wscho- du do zachodu słońca wyraża się w jednostajnym rytmie podobnym do tego, jaki znamy u pewnych malutkich pierwotniaków na ziemi, u niesporcza- ków. Zaobserwowano wielokrotnie, że one zawsze Dowcip dowódcy floty Ludwika XN Za czasów Ludwika XIV dowódcą floty francuskiej mianowa - ny został syn rybaka holenderskiego, Jean Bart, który z proste- go marynarza dzięki swej waleczności wkrótce zaawansował na porucznika. A kiedy iv r. 1697 .sam Lud- wik XIV mianował go dowódcą całej floty, Jean Bart za zaszczyt ten podziękował kró- lowi słowami: "Dobrze uczyniłeś, Najja- śniejszy Panie. " Świeżo upieczonemu dowódcy fłoty przypadła w udziale misja odwiezienia do Gdańska drogą morską kandydata na tron polski, księcia Conti, ivysuivanego na króla przez stronnictwo Jrancuskie w Polsce. W drodze statek Z księciem i jego świtą za- atakowali Anglicy. Wywiązała się zacięta bitwa. Sytuacja dla okrętu francuskiego była już bardzo groźna. Lecz ostatecznie waleczny Jean Bart odniósł zwycięstwo. Po bitwie niedoszły krół polski (ubiegi go elek- tor saski) dziękował Bartowi gorąco za wy- batvienie od niewoli angielskiej. Dowódca floty odpowiedział tylko: "Zbyteczne były wszelkie obatvy. Na dole w prochoicni cze- kał mój syn Z lontem w ręku, aby na pierw- sze skinienie tcysadzić okręt iv powietrze." Walecznego dowódcę floty sławi pom- nik w Dunkierce, wzniesiony przed blisko stu laty. zaumierają, gdy im zabraknie koniecznej dla ich życia odrobiny wody, i tylko pod wpływem oży- wiającej wilgoci znowu zmartwychwstają. Mo'że i jakieś rośliny eą na księżycu. Nie jest to wykluczone. Mogłyby być zarówno swym ustro- jem przystosowane do tamtejszych warunków jak i te owady czy ptaki. Istotnie to przypuszczenie zostało stwierdzone licznemi obserwacjami. Już Gruitson, którego spo- strzeżenia wywołały w swoim czasie duże zacieka- wienie, zauważył, że zagłębienia wielu nizin księ- życowych ulegają w ciągu czternastodniowego dnia księżycowego zagadkowej zmianie swej bar- wy. Przestrzenie te, bardzo rozległe, z nastaniem dnia wyłaniają się z cjemności nocy, znacząc się wyraźnie b;ało. W miarę, gdy słońce wznosi się wyżej ciemnieją stopniowo, z jasnoszarych czynią się ciemnoszaremi; niekiedy przybierają zielonawy odcień. A gdy słońce staje w zenicie, pola owe zu- pełnie ciemnieją, w pobliżu równika stają się na- wet zupełnie czarne. Szczególne to zjawisko zmia- ny barw było również przedmiotem częetych ob- serwacyj wielu innych astronomów. Wspomniany już Amerykanin Pickering, mając pod niezmąconem niebem Peruwiańskiem wyjąt- kowo dobre warunki, w obserwatorjum Arequipa zajmował eię pilnie tą sprawą i znalazł jej wyja- śnienie. Przedewszystkiem »bił przypuszczenie ja- w upalne letnie dni. Zbawienne jest działanie wody kolońskiej "LAD Y" po odbytej podróżY, uczucie wyczerpanIa I znuzenIa ustępuje natychmiast Woda kolońska "LADY" usuwa gruntownie kurz I pot Z twarzy i działa orzeŹWia- jąco. Przyspieszony obieg krwi nadaje młodzieńczo świeży wygląd. zludev "JLadLf przYlega szczelnie do skóry dania kremu. Użycie pudru obmyciu twarzy wodą kolońska "LADY" pod- nosi kobiecy czar i przy- wraca dobre samopoczu- cie nawet po najbardziej uciążliwej podróżY koby to ściemnianie miało być potęgowaniem się cieni, rzucanych przez nieduże wyniosłości. Bo najsilniejezem zawsze bywało ono w chwili naj- wyższego położenia słońca, więc wtedy, gdy w' są- siedztwie równika przedmioty wogóle nie posia- dają cienia. Przyczyną więc zmiany barwy masiały być ja- kieś rzeczywiste zmiany powierzchni księżyca w tych miejscach. Wytłumaczenie narzucało eię nie- odparcie: pod wpływem promieni słonecznych ukazuje się pokrywa roślinna, wyrosła na ską.pem zresztą pokryciu gleby i utrzymuje się w świetle i cieple do zachodu słońca. Najsilniejszy i najbuj- niejszy jej rozrost przypada na porę południową, stąd największe natężenie ściemnienia o tej porze, co etale zauważano w teleskopie. Gdy słońce po- czyna się chylić ku zachodowi, warunki życia się pogarszają, roślinność przestaje się rozwijać, wreszcie ginie, niweczy ją zabójczy chłód nocy. N astępny dzień zastaje te pola martwemi, i zno- wu słońce budzi do życia nowe pokolenie roślin. Mamy więc przed sobą jakby perjod czterech pór bez podkła- "LAD Y" po roku w ciągu jednego dnia i jednej nocy księży- cowej. Ranek księżycowy jest wiosną mIeSIęczną, bu- dzącą do życia swój ekromny świat zwierząt i ro- ślin. Południe żarem swym stwarza lato. Teraz ro- śliny przystosowane do panujących tam wysokich temperatur mogą się rozwijać, a jednocześnie w czeluściach kraterów buzują gęste roje skrzydla- ków. Pod wieczór nastaje jesień. Maleje moc pro- mieni słonecznych, poczyna być chłodniej, roślin- ność więdnie w przeczuciu nieuniknionego zmro- żenia, w kraterach zamiera ruch. Noc jest równo- znaczna z zimą, wszelka żywizna zapada w sen zi- mowy w mrozie i ciemności. Wiosna, lato i jesień wiążą się tam w czterna- stodniowy dzień, a po nich następuje czternasto- dniowa noc-zima. Jest więc życie na księżycu: świadczą o niem krótkie przeloty owadów czy innych uskrzydlo- nych zwierzątek w blaskach słońca - kres im kła- dzie lodowata noc. 
STRONA 10 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - NUMEK 2b ?* y n4 11 . II II B . la o C .mm mm . . . l * OB I « ł - . . * 'a ni/aBB MBaTs i a aaa , e e.aaa aaa o c o tytuł naSzej najnOWSzej powzescz, której druk rozpoczniemy w następnym numerze. Autorem jej jest młody poeta z literat Jerzy Gerżabek, którego nasi czYtelnicy znają dobrze Z wierszy umieszczanych od czterech lat w Ilustracji Polskiej, a podpisywanych pseudonimem "Ger". Fascynująca treść, utrzymująca czytelnika od pierwszej do ostatniej strony w napięciu, sympatyczna postać bohatera-dziennikarza, aktualność poruszonych zagadnień, a wreszcie dyskretny, cięty dowcip, ożywiający napół kryminalną, a napół wesołą fabułę, oto wartości naszej nowej powieści. Już w numerze najbliższym czytelnicy nasi zapoznają się Z pierwszym jej odcinkiem. Drobiazgi fIlmowe CLARK GABLE U SZCZYTU POWODZENIA Jedną z najtrudniejszych ról CIarka Gable, któ- ry stal się ostatnio bożyszczem amerykańskiej pu- bliczności zarówno męskiej, jak i żeńskiej, jest ostatnia jego kreacj a we filmie ..Dwie Drogi"* (Manhattan Melodrama), realizowanym dla wy- twórni M. G. M. przez W. S. Van Dykea. We filmie tym Clark Gable występuje w roli młodego człowieka, żyjącego tylko i wyłącznie dnie mbieżącym. Lekkomyślnego do ostatnich gra- nic .nie cofającego się nawet przed zbrodnią, jeżeli ta jest mu potrzebna do ułatwienia sobie życia. A jednak potrafi on poświęcić dla przyjaciela na- wet życie i nie załamuje się nawet wobec perspek- tywy elektrycznego krzesła. Trudną i dramatycz- ną tą rolą udowodnił Clar Gable, że należy do rzę- du pierwszych artystów dramatycznych Ameryki. Partnerami jego w tym mocnym filmie są Wil- liam Powell i Myrna Loy. Oboje też nie mieli ła- twych funkcyj. bo Van Dykę, to najbardziej wy- magający reżyser w Hollywood. To człowiek, dla którego nie istnieje zmęczenie, w czasie pracy nie wie co to odpoczynek. Nie odpoczywa sam i nie daje wypocząć artystom. Ale zato aktor, pracujący przy tym reżyserze, ma pełną świadomość, że wy- korzysta on wszystkie jego zdolności, że wyciągnie HA XAJLEPSZr W WĄSATY z niego ostatnią żyłkę, ale wydobędzie wszystko, co dany aktor może dać ze siebie najlepszego. Wielką kreację stworzyła też w tym filmie Myrna Loy, która kocha dwu najbardziej od siebie różnych mężczyzn. Film "Manhattan Melodrama" bie- gnie już na ekranach Ameryki, ciesząc się bardzo wielkiem powodzeniem. Jed- no z najpoważniejszych pism filmo- wych - Motion Picture Herald - na- grodziło ten film złotym medalem, ja- ko naj ciekawszy obraz sezonu. BUDOWA LOKOMOTYWY Z PRZED 30 LAT W jednem z atelier wytwórni Me- tro-Goldwyn Mayer szereg mechaników pilnie pracuje nad budową. lokomo- tywy. Obok nich leżą dokładne plany, szczegółowe rysunki i duże olejne obra- zy, na których się wzorują. Lokomoty- wa ta jest trochę dziwaczna. Niczem nie przypomina dzisiejszych potworów parowych, które z szybkością 100 km. na godz. przebiegają międzykontynen- tlne przestrzenie. Lokomotywa, którą budują w studjo, przeznaczona jest dla Maurice'a Chevaliera i ma zawieźć go do Paryża do "Wesołej Wdówki", czyli inne mi słowy do J eanette Mac Donald. Lokomotywa ta "występuje" w naj- nowszym obrazie wytwórni M. G. M. p. t. "Wesoła Wdówka'" nakręcanej we- dług słynnej w catym świecie operetki Lehara. Ponieważ akcja odbywa się około roku 1880 i ponieważ reżyserem tego obrazu jest nie kto inny, jak Er- nest Lubitsch, przeto wszelkie akceso- rja i dekoracj e tego filmu muszą być jak naj staranniej dostosowane do epo- ki. A zatem lokomotywa musi być podobna do tych potworków, jakie w owym czasie z szumem i hukiem jeździły po szynach w Europie. niezwykle precyzyjna, miniaturowa, kamera fotografiezsa J j J jj 1 v A zapewnia najwyższą gotowość do zdjęć, nai- bard«ei wszechstronne możliwości fotografowania! LiJCilUA - idealne narzędzie fotografa uucznego, reportera, sportowca, technika i artysty! Do nabycia w składnicach fotograficznych! - Wyczerpujące katalogi i prospekty - BEZPŁATNIE ERNST LEITZ ZAKŁADY @PTYOZXK W WETZLAR Jeneralna reprezentacja: W A R S Z A W A, « - I I. VI I 1-: i, . V 4 4 7 $I / 5 . Tg 43 . *. 
STRONA 12 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - NUMER 26 będzie żakiecik z lśniących, czarnych bratków. Jeśli znów suknia jest bardzo pastelowa lub całkiem biała, wymarzo- na poprostu będzie peleryna z barw- nych polnych kwiatków. Kwiaty ślicznie wyglądają jako za- kończenie, a raczej obramowanie de- koltu. W tym wypadku wybrać trzeba kwiatki płaskie, niezbyt duże. Kwiaty aplikuje się na kilka centymetrów sze- rokości wkoło dekoltu, tą samą deko- rację powtórzyć można w pasie i przy rękawach. Przy sukniach stylizowanych, ślicznie wyglądają kwiaty pojedyncze czy girlandki rozrzucone po sukni, bądź to maleńkie bukieciki przyczepione przy ryszach. falbanach czy marszcze- niu. Do wygląda ślicznie słomki, sukienek kapelusz kwiecistych z gładkiej Kwiaty są modne: oto widzimy na rysunku uroczą pelerynką Z kwiatów do sukien wieczorowych, dalej kapelusz koloru i>ista- cji ozdobiony bialemi margeritkami* dalej pąk kwiatów jako ślicz- ną ozdobą płaskich kapeluszy, żakiecik do ozdobnych sukien, cały Z błyszczących czarnych bratkóic, wreszcie efektowną pelerynką X czerwonych maków oraz kwiaty, strojące doskonale żakiecik o płaskich, szerokich rewersach. Elegancka suknia wieczoro- lou Z czarnego satin. Bufia- ste rękawy pokryte są nie- zliczoną ilością narcyzów Z białej organdxny. Odpowiedzi Pani Czesława K., Starogard. - Nie wiem skąd ma pani informa- cje o falbankach, w każdym razie T o K e panią zapewnić, że in- formacje te sa nieści- słe , gdyż wszelkie 1)'- sze falbany itp. przy- brania sa i beila na- pew no modno do końca lata. Nie wiem oczywi- wiście. czy pozostaną modne na karnawał. tak dalece wiadomości moje nie sięgają. Przy- puszczam jednak, że tak będzie. O. T., Poznań. W tym numerze już nie- stety nie IIIOKe umie- Scić modeli sukienek tennisowych. gdyż na- deszły za późno. W przyszłym dam kilka ładnych rysunków. Ma- terial w paseczki nada- je sie najwięcej na su- kieki sportowe. Ba;dzo ładnie wygląda sukien- ka z materjalu w pa- ski, ułożonego w różne strony lub tylko w ukos. S. z Tczewa. - Spód- niczki plisowane sa modne, przedłużyć ja można materjalem z bluzeczki. zostawiając szeroki, prosty pas od talji do bioder. Kasaczek z jedwabiu czerwonego bodzie odpowiedni. Sukienka razowa, jak orjen- tuje sio z rysunku, jest modna, jodynie może pani zweży trochę spódnico, żeby miała linje proste. Sukienkę czarna jed- wabiem pika lub organdyna. Basia L. Toruń. Na pocące sic dłonie proszę spróbować moczenia rak w cieplej -]l-odzie. do której wsyprć ałunu. Na każdy litr wody łyżkę stołowa. Zielona sukienkę przybrać materjalem ciemniejszym zielo- nym, lub cz T y T . ]I dlaczego niechce pani połączyć i przyrrać bialemV Te dwa kolory sio-doskonale zgadzają. Czesia K. N aklo. Każda wolna sie nie- co wstępuje przy farbowaniu. Kadziła- bym pani rozpruć wszystkie szewki przed farbowaniem gdyż byłyby ślady w tych miejscach w razie gdyby pani chciała jedwabiu czy nawet filcu, ozdo- biony girlandą, wieńcem, bukie- tem czy aplikacją w kolorach i -wzorze, dostosowanym do kwia- tów sukni. Jeśli gotowych kwia- tów odpowiednich dobrać nie można w sklepach, to najlepiej posłać próbkę materjalu z su- kienki do zręcznej kwiaciarki, która wyfabrykuje cuda, dobie- raj ąc tak wzór j ak i kolory od- powiednie do sukni. Najmodniejsze kwiaty w tym sezonie są stokrotki, róża ślazo- wa, rezeda, gwoździki, gardenje. maki oraz wszystkie kwiatki pol- ne w najróżniejszych barwach i wielkościach. Kwiaty wieczorem są najlad- niejszem wykończeniem fryzury, be zróżnicy czy żywe czy z ma- terjalu, w pęku czy pojedyncze. Ewa. Po leivcj suknia Z jedwabiu koloru jasno-lila, wykoń- czona drutem u dołu, co powoduje lekkie uniesienie brzegu jest bardzo modne. Kapelusz ze słomki w kolorze fioletowym, ozdobiony kwiatami. Obok po- wiewna suknia Z jasnej organdyny, Z kapelusikiem, którego cala główka pokryta jest drobnemi kwia- tuszkami. suknię rozluźnić. Materja; na skombnm- wanie sukni dokupić dopiero po ufarbo- waniu, Tdyż niewiadomo, ile wełna się skórczy i jak dużo będzie potrzeba ma- terjalu innego. Basia T. Rpwicz. Materjalu desenio- wego nie TO; 'na łączyć z materjalem, któ- ry ma choćby najmniej sza krateczkę. po- nieważ suknia byłaby bardzo sztukowana i nieelegancka. Biały filcowy kapelusz jest odpowiedni do każdej sukienki. Pani Paniusia II. Lwów. - Na wą- gry na nosie i brodzie spróbować proszę kuracji następującej: codziennie przed u- daniem sie na spoczynek wymyć dobrze twarz w wodzie ciepłej Następnie wziąć łyżeczkę od herbaty czystej gliceryny, łyżeczkę siarki i wody różanej 50 gram., razem zmieszać i miejsce, gdzie znajdują się wągry, zmywać przez parę minut. 
NUMER 26 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - STRONA 13 Sżrona  .. Kilka wzorków z "Muchomorków" o Karzełku Michałku i pudełku zapałek I\.. o zniżonej cenie? Karzełek Michałek Co ujdzie kawałek To rzuci pudełko zapałek. Karzełek Co ujdzie To rzuci Michałek kawałek pudełko zapałek. Nie trzeba już narażać swych włosów przez nieod- powi ed n i e mycie głowy. Obecnie cena Shampoonu Elida została obniżona tak znacznie, że każdy może korzystać z tego najdosko- nalszego środka do pielęg- nacji włosów. Lecz jego Lecz jego Lecz jego I chociaż zapałki nie wchodzą do paczki zapałki to święte robaczki zapałki to biegnq i lecq nie tarle to gasnq to świecq Pasikonik. Konkurs SHAMPOO ELI DA który rozpisaliśmy do was, dzieci, na temat słody- czy, przyniósł nam bardzo dużo odpowiedzi. Naj- obszemiejsza z nieb została nagrodzona, ale i inne zasługują na wyróżnienie. W miarę miejsca za- mieścimy i tamte. Wierszyk o małpie u doktora w poprzednim numerze, był, jak się sami pewnie domyśliliście, uzupełnieniem wiersza konkursowe- go. Nadesłał nam go jeden z naszych czytelników, lecz nie podał swego nazwiska. Oba wiersze wraz z wszystkie mi odpowiedziami konkursowemi two- rzą dopiero całokształt słodyczy, wszystkich, jakie tylko można sobie wymarzyć. 0.45 $ s:I Straszna . " opOWlesc o Jasiu . 1 Brysiu Nagrodę Napisała Ciocia Jadzia - Ilustrował T. Lipski w tym numerze otrzymał Zdziś Kiełpiński z Byd- goszczy za spis łakoci, brakujących we wierszu o małpie. Spis ten zamieszczamy obok. Redakcja przyznała mu za to piękną ilustrowana książkę Zofji Kossak-Szczuckiej pod tytułem "Topsy i Lu- pus'-, którą mu wysyła równocześnie. Spis brakujących łakoci Pralinki, dropsy, cytrynowe, pomarańczowe, malinowe, poziomkowe, czekolada tom, deserowo- gospodarcza, migdałowa, marażki, okrągłe czeko- ladki z kolorowym makiem lub bez. cukrem ob- smażone skórki cytrynowe i pomarańczo« e, cu- kierki eukalyptusowe. konfitury śliwkowe, mali- nowe, jeżynowe, poziomkowe, z jagód, z porze- czek, z agrestu, z wiśni, z truskawek, z borówek, z brzoskwiń, chleb świętojański, śliwki, glubki, cytryny jadalne, porzeczki, agrest, poziomki, ja- gody, borówki, jeżyny, maliny, arbuzy, orzechy ziemne, pierniki zwykłe, malowane, ocukrzone, z migdałami, orzechy piernikowe, makaroniki, pącz- ki nadziewane, chruściki, ciastka kruche, anyżo- we, francuskie, wietrzniki z śmietaną, strucle, makowce, placki z kruszynkami, z śliwkami, jabł- kami, z wiśniami, z poziomkami, z serem, z ma- słem i cukrem, baba zwykła, tarta baba, nadzie- wana rodzynkami, obwarzanki. Nadesłał Zdziś Kiełpiński Bydgoszcz. Czy to zimą czy to latem Wszyscy dobrze wiemy o lem Strzeże domu Bryś kudłaty W swojej budce tuż pod płotem. Lat trzynaście służY zgórq Nie lenił się u kominka'. Zjadł już ząby zdarł pazury Schrypł jak stara katarynka. Wszyscy znamy jegomościa Lubimy go bardzo wszyscy Nosimy mu z kurcząt kości A gdy upal - wodq w misce. Jeden tylko Jaś sąsiada Chłopię bardzo niespokojne Nieustannie psa napada Podjazdowq tocZqc wojnę I wrzaskliwy jak panterka Dokucza mu Z całej mocy Oto dzisiaj wlazł na parkan I w sam nos psa strzelił Z procy. .Podziwiajcie mq odwagq!" Krzyczy ivrzeszczy w ręce klaszcze A wtem - traci równowagę l psu spada prosto w paszczq !. .. Noskiem w ziemią się zaorał Pies go chwycił i tarmosi n Hej. ratunku! Hej doktora!" Krzyczq wszyscy co sil iv glosie. Pan dozorca przybiegł Z batem Psa odciągnqł za obrożq. Hej! gdzieś zniknął Jaś bohater. . Hej! pozostał Jaś - niebożę. . . Buzia cala w sine pasy. Ran na szczęście niema wielkich Ale iv strzępkach sq majlasy l w dwóch miejscach pękły szelki. Ktoś jodynę szczerze radzi Ktoś znów kolek dźwiga z plota Bo - powiada - nie zawadzi Dobrze Brysia wylomotać!. . . Lecz - kto winien dostać baty Powiedzcie mi - jak sqdzicie Czy Bryś biały w czarne łaty Czy leż raczej Jaś dręczyciel!? Dla kanarka Po całej defiladzie to p. weteran ze żonq po- szli na obiad a panienka Titlembrum poszła ze mną też na obiad żołnierski. Jedzenia było i picia co dusza zapragła na zupq grochówka mięso Z ka- ]>ustq i kartoflami ze sosem piwa wypiłem 6 szklq- nelc i zafasowałem na lewo" 7 kostek cukru. Co prawda że mi jeden żołnierz pozwolił. Składam cukier bo dostanę kanarka co będą chciał samca lub samiczkq i ten cukier dla nich zostawiq. Mile iwzdrowienie. D . o Bogus Bogusławski.- 
STRONA 14 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - NUMER 26 Sól Zgbów, to bólów ból - .CHLORjIMrto past go iębów ttról. $occ2:riPA& AA '<POCZ.Ć<X! Krysia Wierzch o Iska, Toruń. Bardzo ładnie, że napisałaś te ełodycze wierszem, ale podałaś ich nie- zbyt dużo, więc nagroda cię ominęła. Zdziś Kiełpiński, Bydgoszcz. Otrzymałeś nagro- dę za spis brakujących łakoci. Przedewszystkieni dlatego, że podałeś ich najwięcej, ale także i dla- tego, że pośpieszyłeś się z odpowiedzią. To ładnie, że dostałeś promocję, książka będzie równocześnie nagrodą i za świadectwo. Nie zapominaj o nas. Boguś Bogusławski, Bydgoszcz. O mało co nie wziąłeś nagrody za spis słodyczy, ale wyprzedził cię Zdziś Kiełpiński, także z Bydgoszczy. Czy się znacie? Ta Bydgoszcz, to musi być bardzo słodkie miasto, »koro trzy najlepsze odpowiedzi są z tam- tą-d. Wy dwaj, a trzecie miejsce ma Wandzia Mi- o CL lewska ze szikoly im. Sienkiewicza, która przysłała nawet epis wierszem. Bardzo nam się podoba twój opie żołnierskiego obiadu. Pewnie wydrukujemy. Fotografję zamieścimy. Zbinio Płaczek, Sadki. Dobrze, że podałeś nam adres, bo nie wiedzieliśmy, gdzie wysłać. Zamiast obiecanej książki posyłamy ci "Przygody Mrucz- ka". Też b. ładne. Pewnie już otrzymałeś książkę. Czemu nie przysłałeś odpowiedzi na konkurs "sło- dyczowy"? Bolesław Broekere, Sadki. Owszem, bardzo du- żo podałeś słodyczy, ale byli lepsi od ciebie. Dzię- kujemy ci. że jesteś niejako zastępcą Ilustracji u siebie w domu. bo czytasz ją młodszemu rodzeń- stwu głośno. Bożena Buchwaldówna, Jarocin. Owszem, bar- dzo ładnie opisałaś wycieczkę do Wieliczki, ale słodyczy podałaś mniej, niż inne dzieci, dlatego nie daliśmy ci nagrody. Opis wycieczki zamieści- my w najbliższym czasie. Wandzia Milewska, Bydgoszcz. Bardzo ładna odpowiedź, bo wierszem, ale jednak ilościowo nie jesteś na pierwszem miejscu. Nie zrażaj się tem. jeszcze ci się uda w przyszłości. Rodoslaw Stokalski, Maniewicze. Brawo, cie- szymy się, że zdałeś egzamin i do nas napisałeś. Bardzo piękna twoja odpowiedź na konkurs i ob- fita, ale nagrody nie dostałeś, bo inni podali wię- cej. A co to są merengi? Adam Czekański. Poznań. Odpowiedź dobra, ale nagrody nie dostałeś. Przecież mogłeś podać . -1910 Oto jak wesoło spędzili czas nad pięknem jeziorem, wśród lasów wszyscy uczestnicy wycieczki, któ- rą zorganizowała ostatnio Dyrek- cja Poznańska Kolei Państwo- wych pociągiem popularnym do Chodzieiy. Fot. Zielonacki (Po prawej): Kilkaset dzieci bra- ło udział w uroczystem święcie lasu, które święcono niedawno, nad samą granicą niemiecką, w Morzewie. Oto zebrani uczestnicy · tej uroczYstości. , MIAFLOR" krem ipudermany lilfirmie Rolskiej wyrabiany: Jjto wiec kUfli - ten nie traci. Sam zysKuje - kraj bogaci! .. AmiQFLOR FlI UTRZYMUJE DELIKATNĄ \ PIĘKNĄ CERĘ HENRYK ŻAK-POZNAŃ wszystkie gatunki lodów przynajmniej. Pisz do nas, i więcej podaj nam o sobie. Zosia Piechocka, Poznań. Nie napisałaś nam ani słowa o sobie, a tylko przysłałaś wierszyk, któ- ry właściwie nie bardzo nam się podoba. Przecież skowronki już bardzo dawno do nas przyleciały, już wszyscy o tem zapomnieli, lato w całej pełni. Popraw się na drugi raz. Ludomir Piasek, Obrzycko. Otrzymaliśmy roz- wiązanie konkursu, ale nie dostałeś nagrody, bo inni twoi koledzy wyprzedzili cię. No i jak jiuż pi- sałeś do nas, to trzeba było przysłać ten spis w li- ście, no i dodać jeszcze trochę wiadomości o sobie. Zawsze ciekawi jesteśmy, co się tam dzieje u na- szych młodych czytelników, i jak piszesz, pracow- ników. Zresztą nawet na kartce zmieściłoby eię kilka słów o tem, jak ci się powodzi, co robisz z wakacjami. A co ze świadectwem? Krysia Ma ikówn a Z Katowic nie umie wprawdzie jeszcze czYlać, ale Z wielkiem za- interesoivaniem przegląda zawsze najnow- szy numer Ilustracji, specjalną uwagą zwra- cając na stronę młodzieiy 
NUMER 26 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - STRONA 15 Dokończenie ze etr. 3-ciej. Zwraca się przy tej okazji także uwagę, iż preed kilkoma dniami bawił w Londynie w spe- cjalnej misji gen. Weygand. Podobno wizyty gene- rałów francuskich w stolicy Anglji i Polski mają mieć pewien związek i dotyczą kwestji nowocze- snej organizacji i metod pracy w wojsku. Warto zaznaczyć, że gen. Debanay znany jest jako znako- mity znawca powojennych zbrojeń niemieckich i jako wybitny pisarz wojskowy. Ostatnie dni notują duży ruch w sporcie. Wy- bredna zazwyczaj warszawska publiczność, odno- 6ząca się z wielką rezerwą do wszelkich zawodów z udziałem zawodników krajowych, miała teraz przynajmniej okazję zaspokoić swe wymagania. Oto do Doliny zwajcarskiej zjechali szermierze je- denastu państw na mistrzostwa Europy. Zachwyt ogarnia nielicznych - niestety -- widzów, gdy na planszach stają tacy mistrzowie kling, jak Włosi, Węgrzy, czy Francuzi. Tutaj można doprawdy mówić o . .koronkowej robocie", o elegancji ruchów i błyskotliwości wzroku, walki bowiem etoja na · wysokim poziomie, odzwierciadlając w całej pełni piękno tego prawdziwie rycerskiego sportu. Jest co podziwiać - tylko, tylko, że niema kom u . . . Już grubo większem zainteresowaniem cieszyły eię występy zagranicznych kolarzy i motocyklistów na torach W. T. C i ,.Legji'\ Emocji było sporo, no i dużo satysfakcji, okazało się bowiem, że nasi zawodnicy nie wiele ustępują renomowanym sła- wom francuskim, belgijskim, niemieckim, czy wę- gierskim. Jedyny cień na ostatnie imprezy rzuciły mię- dzynarodowe lekkoatletyczne mistrzostwa Warsza- wy. Oproc3 Polaków stanęli na starcie Niemcy, Finnowie i Łotysze. Wszystko było pięknie, zwła- szcza naj piękniej udała się reklama zawodów, go- rzej natomiast wypadła organizacja i wyniki, nie mówiąc już o absencji wielu czołowych zawodni- ków polskich. N a tych zawodach pokazała się po powrocie z Ameryki Stasia Wałasiewiczówna. Po- witano ją godnie, z całą eerdecznością, na jaką zresztą w pełni zasługuje nasza płatająca ambasa- dorka", czego dowodem wręczenie jej w ub. czwar- tek wielkiej honorowej Nagrody Sportowej i to na własność, zdobyła ją bowiem dwa razy z rzędu. Wałasiewiczówna jest nietylko rekordzistką na bieżni, nietylko fenomenem sportowym, ale zara- zem żywym przykładem, że opowiadanie o . ,słabej płci -, przechodzi do historji. Zdystansować dwu- 16 krotnie elitę naszej ..silnej pici", naj- wybitniejszych polskich sportowców z wszelkich dziedzin - to coś więcej niż rekord, to satysfakcja, że w walce o prymat pozostawiło się wszystkie! męż- czyzn za sobą. I dlatego też koibiety w rozmowach tak chełpią się Wałasiewi- czówna . . . Lech. Raj wodny na POInorzu Dokończenie ze str. 7-mej. Słońce wschodzi i zachodzi, gwiazdy zapalają się i gasną nad nim na bez- kresnem niebie, nie zacieśnianem przez szczyty domów, nie zbrukanem przez czarne smugi dymów. Wzdłuż drogi to- warzyszą mu łąki rozlegle, szuwary, to znowu brzegi wysokie i strome lub peł- ne pierwotnego uroku ostępy odwiecz- nych puszcz. W Europie pierwsze nieśmiałe pró- by zastosowania kajaka do wędrówek wodnych spotykamy już około r. 1850. N ajbardziej do rozpowszechnienia ka- jaka przyczynili się Anglicy, którzy na kontynent przybywali ze swemi kajaka- mi typu Rob-Roy-Canoe i zwiedzali głównie rzeki niemiecki. Pierwszym z nich był dziennikarz szkocki John Mac Gregor. Jeszcze dzisiaj na Mozeli kaja- kowców nazywają "Anglikami'''' - "En- glaender'" . W samej Anglji sport kajakowy dawno podupadł. Przyczynił się do te- go brak rozleglejszego terenu wędrówek wodnych i masowy zwrot ku żeglar- stwu. O dawnej świetności sportu kaja- kowego w Anglji, której punkt kulmi- nacyjny przypada na lata 1880-1890. świadczy dzisiaj tylko j e de n j e dny kI u b: The Royal Canoe Club. N IVEA pasty d/y 3a6olfY Pasta do zębów Nivea czyści zęby gruntownie i już po krótkim stosowaniu przywraca piękny, biały połysk, podo- bny do połysku prawdziwych pereł. Łagodny i nadzwyczaj aromatyczny smak, który długo odświe- ża jamę ustną, przyczynia s!ę do tego, że szczególnie płeć żeńska i młodzież chwalą bardzo i Cenią pastę do zębów Nivea. Warto się o tem przekonać! Minimalny wydatek - maksymalna skuteczność! PEBECO Spółka Akcyjna w Poznaniu W Niemczech, obfitujących w liczne piękne wody, eport kajakowy posiadał wszelkie warunki wspaniałego rozwoju. Już w r. 1914 powstał w Lipsku nie- miecki związek kaj akowców, D KV, któ- ry po wojnie szybko urósł w siły i znaczenie, tak że obecnie na terenie międzynarodowym organi- zacja niemiecka dzierży prym. Przez długie lata kajak w wielkiej rodzinie sportowej traktowany był po · XvXvj;.' macoszemu. Patrzano nań zgóry, z po- gardą, co nie przeszkadzało jednak, by rozwijał się wspaniale, na uboczu, aż pewnego dnia urósł do potęgi, z którą należy się liczyć. Dzisiaj kajak spotka- ło już pełne uznanie, które wyraża się chociażby w tem, że został dopuszczony do Igrzysk Olimpijskich. Polskie wody dawno już roją się od niezliczonej rzeszy kaj akowców. Wiel- ką rewją polskiego kajakarstwa był ze- szłoroczny spływ do morza, który w ro- ku bieżącym niewątpliwie przybierze znacznie większe rozmiary. Co się zaś tyczy terenów wodnych, posiadamy barwne bogactwo wód, w których wy- bierać możemy dowoli. Istnem eldora- do kaj akowem jest zwłaszcza Pomorze z« swemi dosłownie niezliczonemi je- ziorami i mniejszemi strugami. Któż uwierzy, że samych jezior ponad 2 km 2 powierzchni posiada Pomorze około 1.280, nie licząc mniejszych jezior. Rzeczki i rzeki, łączące te jeziora mię- dzy sobą i z wielkiemi drogami spław- nemi tworzą urocze szlaki wodne, wio- dące przez najpiękniejsze pod wzglę- dem krajobrazowym zakątki Pomorza. Wda np. czyli Czarna Woda oraz Brda w swej dalekiej drodze od źródeł do Wisły to gubią się w rozległych jezio- rach pomorskich, to znowu w niezli- czonych meandrach torują sobie łoży- sko poprzez gąszcza puszczy Tuchol- skiej, za każdym zakrętem obiecując coraz to nowe wrażenia. min.......i......w n ........nTM -.........i i i H i i i i M i i i Zdjęć na jednej błonie czyni sport fotogra- ficzny tanim! Kamery precyzyjne Voigtlandera któremi uzyskuje się 16 zdjęć na jednej bło- nie są to rat KIM 16 zdjęć 3x4 cm., na błonach <*x6,5 cm. Siła światła 1:4,5 lub 1:3,5 VIRTUS 16 zdjęć 4,5x6 cm. na błonach 6x9 cm. Siła światła 1:4,5 lub 1:3,5. Wbudowany samowyzwalacz. Celownik optyczny z auto- matycznem pochylaniem, wyrównującem paralaksę. Zarówno Perkeo, jak i Virtus posiadają słynne precyzyjne wykonanie VoigtHindera: nastawia- nie zarówno zamkniętej, jak i otwartej kamery, sprężynowe otwieranie zapewniające najwyższą gotowość do zdjęć, ślimaki dla przepływu po- wietrza zapobiegaiące wessaniu błon itd. Do nabycia w składnicach fotograficznych! . Szczegółowe opisy i katalogi na żądanie bezpłatnie! Pozatem każda wycieczka kajakowa jest wyprawą po złote runo słońca, po zapach pól i lasów, po zapas nowych sił do walki z życiem. A w całej drodze towarzyszy kajakowi cień wielkiej przy- gody. Jeneralna reprez. : T728 WARSZAWA Chmielna 47aj5 W KILKU SŁOWACH... FALE ELEKTRYCZNE PRZECIW PRÓCHNICY ZĘBÓW. W laboratorjum fizycznem przy uniwersytecie w Pittsburgu (A S. A.) dokonano szeregu doświad- czeń z falami wysokozmiennemi w zastosowaniu do pacjentów, cierpiących na próchnicę zębów. Okazało się, iż fale długości 3.2 m. przy naświetla- niu, trwającem od 5 minut do jednej godziny w ciągu kilku seansów, zabijają mikroby, powodują- ce próchnicę. ZAMUROWANA SAMICZKA Żyjący na wyspie Bornego tukan pieprzojad, ptak o nieproporcjonalnie wielkim dziobie, zamu- rowuje swoją samiczkę, gdy wysiaduje młode, tak, że biedaczka przez cztery tygodnie nie może opu- ścić gniazda. Rozumie się. przezorny małżonek zo- stawia niewielki otwór i karmi przezeń samiczkę. Dopiero, gdy wylęgną się pisklęta, tukan uwalnia małżonkę z więzienia, by zpowrotem zamurować wejście do gniazda. Oboje rodzice karmią pisklęta przez pozostawiony otwór. Młode mogą opuścić gniazdo dopiero wówczas, gdy tak podrosną, że mo- gą już latać. NIEWOLNO OBCHODZIĆ URODZIN. Każdemu obywatelowi północnych Chin, dopó- ki nie przekroczy 60 roku życia, nie wolno obcho- dzić urodzin. Powodem tego osobliwego zakazu jest przyjęty w Chinach zwyczaj obchodzenia uro- dzin z wielkim przepychem i wystawnością. Nie- mal zawsze uroczystość pochłania większe sumy od przewidzianych w budżecie solenizanta. Rząd uwa- ża więc, że lud ubogi niema prawa zadłużać się z błaheg opowodu, jakim jest zaimponowanie zbyt- kiem i rozrzutnością. Dopiero ci, którzy przekro- czyli 60 lat, mogą sobie pozwolić na uroczyste uczczenie ich późnego wieku. 
STRONA 16 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - NUMER 26 ytjJwCo&nc U*. Out Atrs A -OCs Axi ACOC AoJCi 16) Afc*<-- Tyle dobrego pani mi zrobiła, że zbrod- nią byłoby z mej strony ukrywać nadal moją przeszłość i tuszować w ten sposób mój nie- takt przy pierwszem spotkaniu się naszem w Gawłowie! Niech mi pani daruje i zapomni! Miała pani rację, mówiąc mi kiedyś, ze jestem moralnym tchórzem i oszustem! Nie przyzna- łem się do znajomości z panią, ponieważ fał- szywy wstyd nie pozwolił mi przyznać się do nowego sposobu zarobkowania. Fakt, że je- stem adwokatem, że miejsce moje jest w sze- regach obrońców, sędziów i prokuratorów, spowodował zamęt w poglądach moich na sto- sunki między ludźmi i ich rzeczywistą war- tość. Zbłądziłem i proszę o przebaczenie! Panna Olińska podniosła nań oczy pełne blasku. Jestem bardzo szczęśliwa, że poznał pan swój błąd i zrozumiał. Czy pan myśli, że należę do tych pustych lalek, dla których człowiekiem jest ten, który posiada złoto i tak zwane stanowisko? Czy pan myśli, że nie wiem o tern, ile ludzie naprawdę są warci i że częstokroć najlepiej usytuowani i cieszący się dobrą opinją, w wielu wypadkach okazują się niegodziwcami i szkodnikami społeczeństwa? Czy pan myśli, że nie wiem o tern, iż wam, lu- dziom młodym i inteligentnym, odmówiono prawa do życia i skazano na śmierć głodową? Że musicie się imać jakiejkolwiek pracy, aby utrzymać się na powierzchni życia i karmić serce pełne goryczy nadzieją, że kiedyś bę- dzie lepiej?! Orkan poczuł Izy w oczach 1, przezwycIę- żając wzruszenie, szepnął: - To, co pani mówi, jest. Prawdą! - przerwała panna Olińska, wznosząc do góry głowę - prawdą, której nie trzeba się wstydzić i nie wolno ukrywać, lecz mówić o niej głośno, alarmować społeczeń- stwo, wołać na cały świat i domagać się pra- wa do życia! Wy przecież jesteście tem poko- leniem, które siłą rzeczy poprowadzi ludzkość do nowej ery i stworzy nową kartę w historji świata! A gdyby was zabrakło, któż zajmie wasze stanowiska? Co stanie się z kulturą i cywilizacją? Nie wolno wam milczeć' Wzburzona dziewczyna umilkła. Orkan wchłaniał w siebie słowa i poił oczy prześlicz- ną twarzyczką, której luna gniewu oblała szkarłatem czoło. - Panno Haniu! - rzekł wreszcie, nIe za- uważywszy, iż po raz pierwszy zwrócił się do niej po imieniu - zachwyciła mnie pani 1 upokorzyła! We wszystkie m przyznaję pani rację! Jest pani mądrą i dzielną kobietą! Szczęśliwy będzie ten, który uzyska prawo na- zwania pani swoją żoną! Szczęśliwy będzie i dlatego będę mu z całej duszy zazdrościł! Młoda dziewczyna spojrzała dziwnie na Orkana i poruszyła przecząco głową. Nie wyjdę nigdy zamąż! szepnęła. Orkan uśmiechnął się lekko. - Dlaczego? Jest pani młoda, ładna i za- można, nie widzę więc przeszkód w tym kie- runku! Oczy dziewczyny pociemniały nagle. - A serce? - odparła głucho - zapomi- na pan o sercu! Czy my, kobiety dwudzieste- PP0,*\f T S-p Ó Ł C Z E S N A go wieku, nie mamy prawa do miłości? Czy nie możemy wybierać sobie takich mężczyzn, którzy nam się podobają? A ja właśnie ko- cham takiego jak pan. wykołejeńca, lecz on mnie nie kocha i dlatego. . . Orkan drgnął i poczuł przejmujący ból w sercu. J akto? Od szeregu miesięcy upajał się wizją cudnej miłości, jaką ta dziewczyna mo- gła go obdarzyć, a teraz dowiaduje się nagle okrutnej prawdy, że uczucie jej zdobył ktoś inny. Nieubłagany ten fakt tak silnie podzia- łał na niego, że zbielał na twarzy jak płótno i zachwiał się na nogach. A. KAWCZYHKI sobie wybuch żalu i rozpaczy. Wydało mu SIę, że nagle księżyc poszarzał, cienie drzew wy- dłużyły się w kształty trumien i niechęć do życia opanowała jego serce. Wtem.. . Czyjś płacz zabrzmiał nagle za nIm. Orkan stanął jak wryty, obejrzał się, po- czem jednym skokiem znalazł się przy pannie Olińskiej. - Na Boga! Pani płacze! Co się stało? Odpowiedzi nie było. Wówczas Orkan przytulił do piersi płaczącą postać dziewczęcą i wyjąkał wzruszonym głosem: - Panno Haniu! Czyżby pani.. . Płacz trwał w dalszym ciągu coraz cichszy 1 wyczekujący. Orkan doznał olśnienia. Zrozumiał wszyst- ko. Z westchnieniem bezmiernego szczęścia sięgnął do ust, czekających na pocałunek. Tej nocy Orkan spał, rojąc sny o szczęściu i miłości. N ad ranem obudziło go silne szarp- nięcie. Niechętnie otworzył oczy. Nad nim stał Chojcza blady i zdenerwo- wany. Stefek! Ubieraj się czemprędzej! Orkan zerwał się z posłania. Co się stało? Stało się nieszczęście! Awantura w ogro- dzie! Dymicz zranił kijem młodego Abrama! Orkan machnął lekceważąco ręką. Owa! U derzenie kijem nie jest krymi- nałem! Denerwujesz się zupełnie niepotrzeb- nie! Chojca zaklął cicho. Mój drogi! Nie rezonuj, a ubieraj SIę szybko i chodź ze mną! Sprawa wygląda po- ważniej, aniżeli przypuszczasz. Młody Abram ledwo żyje! Dymicz uderzył go tak nieszczę- śliwie w skroń, że prawdopodobnie nastąpił wstrząs mózgu! Za chwilę ma przyjechać po- licja! Orkan wciągnął spodnie 1, wdziewając bu- ty, zapytał: O co 1m poszło? Ja zaparzałem herbatę i nIe pozwoli- łem ciebie budzić, boś smacznie epał. Tym- czasem Dymicz wziął Niemoja i ruszył w ob- chód po ogrodzie. Miał wrócić za kwadrans na śniadanie. Kiedy znikł między drzewami, usłyszałem nagle ujadanie psa, jakieś gniewne okrzyki, trzask łamanych gałęzi, tupot nóg i czyjś krzyk przeraźliwy. Kiedym się zerwał i pobiegł do ogrodu, ujrzałem pod olbrzymią czereśnią leżącego na ziemi młodego Abrama. Lewą skroń miał zakrwawioną. Dymicz stał nad nim bez ruchu, blady jak trup, trzymając w ręku gruby, sękaty kij i patrząc nań w osłu- pIenIU. Czego szukał ten Żyd w ogrodzie? Powiadam ci, to jest łobuz pierwszej klasy! Wiesz, co on robił? Z zemsty za to, że ominęła go dzierżawa naszego ogrodu, przy- szedł z blaszankami nafty i podlewał drzewa. W ten sposób około setki drzew zniszczył kompletnie, ponieważ okazało się. że robił to Od lat 55 udelikatnia cerę Afydlo bebe Siofmana WYDAWNICTWO POLSKie P O Z N A N a fe Powieść współczesna, która druko- wana w ubiegłym roku na łamach "Ilu- stracji Polskiej" zdobyła wielką po- czi/tność i wywołała duże zaintereso- wanie, ukazała się obecnie w wydaniu książkowem i jest do nabycia w cenie 2,50 zł w księgarniach oraz w Wyda- wnictwie Polskiem (R. Wegner) Po- znań, Słowackiego 8. Spostrzegła to panna Olińska. W oczach Jej zamigotał niepokój. Co panu się stało? - zapytała cicho. Nic! - odparł Orkan, usiłując pano- wać nad scbą, - to przejdzie! Wyczerpany jestem pracą przy remoncie stodoły! Już póź- no! Pozwoli pani, że odejdę! Młoda dziewczyna podała rękę zimną jak lód i odwróciła się w milczeniu. Orkan wol- nym krokiem ruszył przed siebie, dławiąc w 
NUMER 26 - ILU bTK AC JA POLSKA 1934 - STRONA 17 @oUefc Or4 rekord techniki fotograficznej Nowa kamera typu Rolleiflexa, arcydzie- ło techniki, rekordo- wy wyczyn wzakresie konstrukcji aparatów fotograficznych! Wyposażona w objektyw Zeissa Triotar 4,5 daje 1 2 zdjęć 6 x 6 na błonie 6 x 9 Cena zł 2 3 5 Żądajcie prospektu M 25 Aparat wysokiej klasy, a jednak w przystępnej cenie FRANKE &HEIDEKE Braunschweig Tg511 Generalna reprezentacja: WARSZAWA, Targowa 15 m 80 już dawniej. Kiedy Dymicz chciał mu odebrać naftę i przyprowadzić za kark do dworu, Żyd rzucił się na niego, Niemój , stanąwszy w obro- nie Dymicza, dostał takiego kopniaka w brzuch, że dogorywa gdzieś pod krzakami. Z kolei Orkan zaklął szpetnie 1 podążył szybko na miejsce wypadku. Było mu strasz- nie żal psa i nurtował go głęboki niepokój o los Dymicza, rozumiał bowiem, iż nieszczę- snemu doktorowi filozofji groziło więzienie. W ogrodzie zgromadziło się kilkanaście osób przybyłych ze dworu i ze wsi. Pan Oliń- ski był wyraźnie przygnębiony i zgłębokiem uczuciem ściskał rękę Dymicza. Kilku gospo- darzy oglądało z ciekawością młodego Abrama. leżącego wciąż bez przytomności. Jeden rzut oka na rannego Żyda przekonał Orkana, że obawy Chojczy były słuszne. Spra- wa komplikowała się o tyle, że każdej chwili Żyd mógł umrzeć. Rana była ciężka i odpowie- dzialność za ten czyn wyrażała się w sześciu latach więzienia. Opodal z pośród krzaków agrestu i malin dochodziło słabnące wycie zdychającego psa. Orkan poszedł naprzód, rozchylił gałęzie i uj- rzał leżącego na ziemi Niemoja. Wierny kun- del wił się w paroksyzmach bólu. Ujrzawszy Orkana przestał wyć, uniósł łeb do góry i kil- kakrotnie uderzył ogonem po ziemi. A kiedy młody prawnik, tłumiąc wzruszenie, wyciągnął doń rękę z pożegnalną pieszczotą, oczy Niemo- ja zmętniały nagle i ciało wyprężyło się w gwałtownej męce. Był martwy. Orkan podniósł się z oczyma pełnemi łez i podszedł do Dymicza. Ten ostatni przywitał się z Orkanem, poczem zapytał zwidocznem wzruszenIem: - Czy... Niemój zdechł? Orkan skinął głową w milczeniu. Chojcza, stojąc na uboczu, wybuchnął: - Psiakrew! Ścierwo żydowskie! Takiego kundla zm.rnować! Wtem na drodze zaturkotał wóz chłopski. Przyjechali policjanci z komendantem poste- runku na czele. Śledztwo potoczyło się zwykłyu trybem. Przedewszystkiem nieprzytomnego Abrama przeniesiono do czworaków, skąd po nałożeniu idealny środek do prania ujszelklch tkanin w IMIĘ WŁASNEGO INTERESU I WYGODY! 1I1I11I1I11I11I11I11I1I11I11ł1l1l11l11l11l1l11l11l11l11l1l11l11l1 inillllllllllllllllllllllllli nilllllllllłlllllllllllllllWlllllllłllllllltlllllłlllllli nillllllllllłllllllllllllllll były zaopatrzone Wymagajmy, aby na letniskach 1 składy apteczne i drogerje miejscowościach uzdrowiskowych w MYDŁA PRZETŁUSZCZONE, PUDRY KREMY TK 741 . I M. MALINOWSKIEGO LAB. CHEM. FARM. WARSZAWA, ULICA CHMIELNA 4 DO NABYCIA WE WSZYSTKICH OR05ERJACH opatrunku, odesłano go do szpitala w miastecz- ku. Następnie komendant posterunku przy- stąpił do spisywania protokółu, przyczem był zdumiony, a nawet zdezorientowany, kiedy okazało się, że dzierżawcami i dozorcami ogro- du są: inżynier, adwokat i doktór filozofji. Zwłaszcza ten ostatni, jako główny sprawca zajścia, swą dziewczęcą figurą i łagodną twarzą zyskał sobie mimowoli sympatję wszystkich policjantów. A kiedy dowiedziano się, że wła- da biegle pięcioma językami, zdumienie ko- mendanta posterunku osiągn'ęlo szczyt kulmi- nacyjny. Nieomal z honorami wpakowano Dy- micza na wóz i pod eskortą odwieziono do wię- zienia śledczego. Sprawa Dymicza nabrała dużego rozgłosu ze względu na osoby występujące w tym pro- cesie. Wszędobylscy reporterzy poumieszczali w swych pismach artykuły na temat oryginal- nego zarobkowania na życie doktorów praw i filozofji. Mimo sympatji wszystkich do Dymi- cza los jego zdawał się przesądzonym, ponie- waż młody Abram zmarł w szpitalu, nie odzy- skawszy przytomności. Pociągało to za sobą konsekwencje prawne z artykułu o zabójstwie. Chojcza chciał bronić wszelkiemi siłami towa- rzysza niedoli, lecz z powodu braku pieniędzy musiał przyjąć ofiarę Orkana, który podjął się bezinteresownie obrony Dymicza, będąc jak najlepszej myśli. Chojcza obawiał się jednak, że obrona nie będzie dość rzeczowa i mocna, ponieważ młody prawnik od szeregu lat nie utrzymywał kontaktu z sądem, a szczególnie ze sprawami karne mi. Nadszedł wreszcie dzień procesu. Na godzi- nę przed rozpoczęciem sala była już zapełnio- na publicznością. W pierwszych ławkach sie- dzieli państwo Olińscy z córką i synem. Orkan, wypożyczywszy sobie dzięki uprzejmości pew- nego adwokata togę, zajął miejsce na ławie obrończej pełen skupienia i powagi. Naprze- ciw niego zasiadł prokurator. W oznaczonej godzinie dzwonek oznajmił zgromadzonym, że sąd rozpoczął posiedzenie. N a rozkaz przewodniczącego wprowadzono Dymicza. Po ustaleniu personalji i odczytaniu aktu oskarżenia, wobec braku świadków zaj- ścia, przewodniczący udzielił głosu prokurato- rowi, który, trzymając się litery prawa, jadał APTEKACH w POZNANIU. szesclu lat więzienia za przekroczenie obrony koniecznej i nie umyślne zabójstwo człowieka. Z kolei sąd udzielił głosu Orkanowi. Młody prawnik podniósł się i utkwiwszy płonący wzrok w krucyfiksie, stojącym na stole, jął mówić: Wysoki Sądzie! Gdyby Ten, którego ukrzyżowano i który jest tutaj pomiędzy nami, oderwał skrwawioną prawicę od swego godła męczeństwa, aby sądzić zamiast was, sędzio- wie, rzekłby wówczas, zwracając się do oskar- żonego: niemasz na nim winy! Albowiem ra- mieniem tego człowieka kierował ślepy los! N ie miał zamiaru zabić, nie miał zamiaru skrzywdzić, jeno bronił mienia, powierzonego jeg opieczy! A że los, dla którego życie nasze jest igraszką, sprawi! inaczej, trudno winić na szego towarzysza niedoli i żądać odeń pełne odpowiedzialności! Oskarżony jest czlowie kiem gołębiej łagodności i dobroci. Koniecz ność życiowa zmusiła go do zarobkowania w ten sposób na gorzki chleb codzienny, aczkol wiek miejsce jego winno znajdować się na jed nym z uniwersytetów świata, gdzieby mógł władając biegle pięcioma językami, nauczać wszelką młodzież i prowadzić ją ku Dobru Prawdzie . Nastąpiło jednak przewartościowa nie pojęć w sferach rządzących tym światem oraz zjawiła się tragiczna w skutkach nadpro dukcja łudzi z cenzusem. Jedną z pierwszych jej ofiar jest właśnie oskarżony. Dziesięcio krotnie redukowany skutkiem zmian kursu na szej polityki wewnętrznej nosił się z zamiarem samobójczym, nie mogąc zaczepić się o cośkol- wiek, byle żyć. Współtowarzysz jego niedoli, inżynier Chojcza, zajmujący się od kilku lat dzierżawą ogrodów owocowych, przypadkiem natknął się na niego w kulminacyjnym punk- cie depresji psychicznej i uratował go, ofiaru- jąc doktowi filozofji miejsce dozorcy ogrodo- wego. Konkurent pana Chojczy, młody Żyd Abram, z zemsty za nieprzyjęcie go do udziału w zyskach, postanowił zniszczyć nasz warsztat pracy, podlewając drzewa naftą. Była to zbrodnia, tembardziej, iż właściciel danego ob- szaru, pan Oliński. został również narażony na ogromne straty. Nieubłagana chciwość grosza i zawiść popchnęły naszego konkurenta rrq ta- ką właśnie drogę. Niestety, młody i głupi Żyd jest już na tamtym świecie. (Dokończenie nastąpi.) 
STRONA 18 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - NUMER 20 lI@2lIqrNgllIlI <Ol III A3lI@Ng>a 867. KRAKOWIACZEK TROPIKALNY. Kukułeczka w borze Trzecia pierwsza czwarta, Parno dziś na dworze, Skapacbv się warta. * Pierwszej drugiej s u c h o , Więc o deszczyk prosi, Powiem Ham na ucho, Że byłem u Zosi. W bok mi 'Zośka dala Trzy cztery pierwszego, Śmieje się dziś cała Wieś z despektu mego. 868. NOWY TYP ROZKŁADANKI. 1. Dziurka od guzika u surduta. 2. Duża mał- pa. 3. Biuro komendanta. A. Każde z powyższych trzech określeń proszę zastąpić jednym wyrazem B. Każdy z tych trzech nowych wyrazów pro- 6zę przez odpowiednie przestawienie głosek (liter) rozłożYć na nowe wyrazy o następującem zna- czeniu: 1. a) Zredukowali mu żony. b) Nieszczęśliwa królowa tebańska. 2. a) Wykrzjknik. l» Fałszywa, szczera, smu- tna, «csola. swojska, rzewna, c) Waga aptekarska, 1/20 część skrupułu. 3. a) Powoduje ziewanie, b) Chodzą, jeżdżą po nim ludzie - bez pozostawienia śladu! c) Cza- eem stanowi całość, a czasem tylko jej część. C. Początkowe głoski wyrazu, oznaczonych wyżej pod a), czytane z góry na dól. mają wydać dźwięk. KĄCIK SIICIOMI Pod redakcją R. G. J. Scheel. Czarne: K e3, W fi, S al; p.: a 7. d 6. e 2. 12. g 2. g 3. h 7. 'III P i li Ul m?A mm. 91ii «  m5lK . a b c d e t g' h Białe: K a 8, H d 5. G a 5. G e 4. S c 3. Mat w trzech posunięciach. (Trzychodówka 10 + 5 = 15) . Rozwiązanie zadania z numeru 25. Końcówka A. Rossolino. l) h 7. W - h 6; 2) K - h 5. K - h 3; 3) K - c 5. K - c 3; 4) K - d 5. K - d 3; 5) K - e.'>, K - e 3; 6) K - f 5, K - f 3: 7) W - f 8!. W X h 7. 8) K g6 + i białe wygrywają. Partju grana w 11 turnieju stwo Polski w Katowicach drużYnowym 1934 r. u- o mistrzo- maju. Otwarcie nieregularne . Białe: Najdorf (Warszawa. Czarne: Regodziński (Łódź). l) S - f3. S - f6; 2) d4. h6; 3) c 4. G - h 7; 4) K 3. c 5; 5) d 5, d 6; 6) G - g 2, g 6; 7) b 3, Ułożył Marjan Fontana 869. KRZYŻÓWKA. Proszę narysować kwadrat 9 X 9. bez czarnych pól tj. o 81 białych polach i oznaczyć kolumny pionowe u góry kwadratu literami od A do I, a ko- lumny poziome z boku kwadratu cyframi od l do 9." Znaczenie wyrazów poziomych: l A) Imię męskie czytaj wspak. 2 A) Nasz poeta zwał się tak (2 wyrazy). 3 A) J eden gram - królewski dar. 3 D) Polskie ziele albo ,.czar". 3 H) Który rok, to wskaże skrót. 4 A) Jego ..Flisa" śpiewam z nut (inicjały). 4 C) Smakołyki w sklepie ma. 5 A) Sport jednoczy ich i gra. 6 A) A ich szamipion tak się zwie. 6 C) Nuchim Cap tu kryje się . 6 E) Znów poeta, jak pod 2 (inic). 6 G) Toruń to wskazówka ma. 7 A) Tak podpisze wice-szef. 7 C) Dama - ma prześliczną brew. 7 F) Maryś nuci sobie wciąż. 7 H) Damjan Szpak. Barbary mąż. 8 A) Z czeskiej to opery swat. 8 F) Imię od tysięcy lat. 9 A) Lud tak zwie młodzieży kwiat. Znaczenie wyrazów pionowych: A l) Czule zwana to stolica. B l) Nieraz wzorem swym zachwyca. C l) Napełń ją, gdy ma być walka. D l) Nieśmiertelna jego "Halka" (inic). D 3) Z przodu - z tyłu - to zaimek. D S) Otwórz okno. bo jest dymek. E l) Wspak zielenią ołtarz wieńczy. E 4) Mickiewicza wiersz młodzieńczy. E 7) Spóinik w mowie naszej znany. F l) Pieśniarz, krytyk zawołany (inic). F 3) Wspak ułańska broń na wroga. F 8) Znów zaimek, liczba mnoga. G l) Z przodu, z tyłu żeńskie miano. G 5) Tak pierwiastek ten nazwano . G 7) Wspak to imię ładne wcale. H l) W cudnych Włoszech toczy fale. H 5) W gwarze śmieszna to figura. II) Był ministrem. Koniec - Hurra!... 870. DLA ODMIANY NOWY TYP! Proszę odgadnąć 8 wyrazów o polanem poni- zej znaczeniu.. Wszystkie te wyrazy mają ivspólną środkową zgłoskę, (sylabę): l) Lubi swoje cztery sClany. 2) Włosom połysk da cacany. 3) To jest ludzi cały rój. 4) Był w Raguzie przysmak mój. 5) Dym z cygara to icłi plaga. 6) Małopolski zdrój - pomaga! 7) Miasto pod Lublinem wprzód, 8) A na koniec w Syrji gród. ROZWIĄZANIE ZADAŃ Z NUMERU 25: 861. Łańcuszek magiczny: A) Akrobata, kieł- basa. Halina. B) Akr, 01. Bata, kieł. bas, ah!, Ali- na. C) A. K., ro, bat, a, kiełb. a. Sahalin. a. 862. Dobrane małżeństwo: Otto Anna. 863. Przymusowy odpoczynek: Kwa-ran-tan- na (Natan, Natan, kwa, ranna. tan. Nana). 864. Zagadki sezonowe: Krynica. Szczawnica, Mentona. 865. Z meczu piłki nożnej: Katalog, gol-atak. 866. Dla Początkujących: Medard (era. mama, dar, me, Ema, Ada, mer, rad, ara, rada, Rea, rama) . )l(AClK BHiDQE'OxMT Pod redakcją J. A. Lisieuskiego Rozwiązanie z a d a n , a b r i d- g e'o w e g o z nu- meru 25. Qil..'! i&fialttft Wv l) B-lO trefl, walet trefl. 4 trefl. 4 kier - l AC. 2) C - 9 pik. 2 pik. 4 pik. 3 pik - 2 AC 3) C 6 pik. 5 pik. 10 pik. 2 kier - 3 AC. 4) A - 2 karo. 7 karo. as karo. 3 karo - 4 AC. 5) C - król trefl. 5 trefl. 7 pik. 2 trefl - 5 AC. 6) A - 4 karo, walet karo, król karo, 5 karo - 6 AC. 7) C - dama trefl, 7 trefl, walet pik. 9 trefl - 7 A C 8) A - 6 karo. 3 kier. da- ma karo. 9 karo - 8 AC 9) C - as trefl, walet kier. 5 kier. 8 trefl - 9 A C 10) C-lO karo. król kier, 8 karo. 6 kier - 10 A C 11) C - 3 trefl, 8 pik, dama pik, 7 kier - 11 O O O 01 O O I O O O O ;e!. + *. <. + *. O O 0\ i* + *. *. ] O O O O O. ; . -i- . [. .j. · O O O O O. [+ G - g 7.8 ) G - h2 O - O. 9 ) O - O Sb - d 7. , " , , 10) H - c 2. b 5; 11) S b 2 - d 2. H - b 6; 12) e 4, S - e 8; 13) G X g 7, S X g 7; 14) S - e l!, Wf - 1>8; 15) S - d 3. G - c 8; 16) f 4. S - f8; 17) h3, a5: 18) a4. b X c4; 19) b X c4, G - d7; 20) g4, h5; 21) G - f3, h X g4; 22) h X g 4. e 6: 23) K - g 2, c X d 5; 24} e X d 5, f6: 25) H - c3, H -- d8; 26) e5, f X e5; 27) f X e 5, d X e 5; 28) H X e 5, H - e 8; 29) H - f4, S - b7; 30) Wa - el, H - c8; 31) d6, * * O * 4» 4»] r4*1 * * * * 1£> <3 1£> <3 . A C. 12) A - as pik, 9 kier, 6 trefl, król pik 12 A C 13) A - 8 kier. dama kier. 10 kier, as kier - l B D . G c 6: 32) H - f 7 + !L K - f 8; 33) S - e 5, G X f3 +; 34) W X f3, czarne poddały e:ę. Wiadomości ze świata szachowego. Leningrad. Turniej pokazowy w domu "Kra- snoj Armj i" dał następuj ący wynik: I. G. Stepa- now 12'A p.. II. i III. Guldin i Arsz po l 2p., IV. Dus Chocimirski 11 p., V. - VI. Zeh i Basiliew po 10 pkt. (16 uczestn.). 
/ NUMER 26 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - STRONA 19 r_AL AJILV r __ n A _ A _ _ p * & .Takto, pan pije piwo? Przecież należał pan dotych- czas do związku przeciwal- koholików! Tak, ale nie mogłem dalej opłacać składek. * * I naprawdę, panie dy- rektorze, la mumja jest taka stara? Naprawdę, proszę pa- ni ... Pani jest przy niej dzieckiem. * * * Fi, mężczyźni to dla mnIe powietrze. . . Czy się nie boisz, że ci taka częsta zmiana powie trza zaszkodzi. .? * * * Przestań, łobuzie jeden, nie doku- czaj biednemu zwierzęciu... Dlaczego ciągniesz tego kota za ogon? - Ja nie ciągnę. To on sam. Ja tylko trzymam . . * * * Nie weź mI za złe, że cię zapytam: czy nie lepiej byłoby, żeby twoja żona go- towała zamiast jeździć na motocyklu? O nIe, nigdy, niechże lepiej już jeździ. * * - N o, panie dyrektorze, - mówi mło- dy aktor do potentata teatralnego. - Co pan sądzi o mojej sztuce "Tajemnica"? - Hm, musi ją pan zachować dla sie- bie . . . JIaHce... jjtorty,... iDoda... NAJWŁAŚCIWSZE DRA LUSTRA KREM "ULTRAsOL" OLEJEK "NEGRITA 1rI .. Sprytny Leonek znalazl .Sie. w kropie Westchnienie redaktora, popraWIaJące- go manuskrypt: - Chciałbym być redak- torem w Babilonie, w czasach, kiedy je- szcze pisali na cegłach. Mógłbym sobie z kosza redakcyjnego wybudować ładną willę... * Jegomość wpada do drogerji: - Niech pana djabli wezmą. . . Dal mi pan strych- niny zamiast chininy . . . Drogerzysta: - Dobrze, że pan przy- szedł. . . Musi pan dopłacić 30 groszy. . . * * * Pańskie córki są niedysponowane? Tak, i co za pech: tę, która śpiewa, boli palec, a ta, która gra na fortepianie, ma zapalenie gardła. . . Pan ISiedorajdek rozwija dywan , To trudno, mimo, że lekarstwo jest takie niedo- bre musi je pan zażyć... Niech pan sobie wyobrazi, że to jest piwo. . . Hm, panie doktorze, czy niemóglbym wypić piwa i wyobrazić sobie, że to jest lekarstwo . . . ? Przyjaciele spotykają SIę. Gdzieżeś był? Na kureie samarytań- skim. Czegóż tam uczą? U dzielania pomocy na- tychmiastowej w nagłych wy- padkach. Czy nie mógłbyś mi wobec tego natychmiastowo pożyczyć 10 złotych . . . ? * :\- - Kanapa, którą pan zamówił, ma być wyścielona trawą morską, czy włosiem? - Trawą morską. Jestem jaroszem * e:- Pewien jegomość stara się sadę. Pryncypal patrzy na chwilę, a potem pyta: - Pan jest żonaty? -- Nie, panie dyrektorze. panie, to z golenia. o nową po- nIego przez A to zadra- * * - Niecli sobie pani wyobrazi, mOJ sio- strzenic spadł niedawno z motocykla i mu- siał leżeć dwa tygodnie . . . - Aj, jej, to okropne. Czyż nie by łn przez tak długi czas w pobliżu nikogo, kto- by mu pomógł wstać . . . *=3 
STRONA 20 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - NUMER 26 Fukier sprzedaje wina do Ameryki Najstarsze wina z tej znakomitej piwni- cy warszawskiej pochodzą z 1 606 roku Kamienica Fukierów "Dom pod Okrętem" przY RynJcu Starego Mia- sta - "Strona Kołłątaja" nr. 27, w którym przez 324 lata mieści sią najstarsza w Polsce firma warszawska " T. Fukier". Warszawa, w c z e rw c u 1934. Nastrojowy obrazek Z sieni starodawnej jukierowskiej kamie- nicy, robiący raczej wrażenie dekoracji do historycznego fil- mu, niż współczesnego zdjącia. WSzYstko tutaj wygląda pra- wie tak samo, jak w owych czasach, gdy Zagłoba opowiadał przY gąsiorku swe przYgody zdumionej "braci-szlachcie' po- wołując na świadka Rocha Kowalskiego · Je dnem z cie- kawszych wyda- rzeń stolicy jest eprawa kupna przez zagranicę części słynnej "Piwnicy Het- mańskiej" Fu- kiera. Rokowa- nia, jakie się to- czą w tym wzglę- dzie między tem najstarszem nie- wątpliwie w Pol- ecę i znanem sze- roko przedsię- biorstwem han- dlowem, a przed- stawicielami "su- ch ej" doniedaw- na, obecnie zaś po zniesie- niu prohibicji - spragnionej cał- kiem już legalnie Ameryki, zwró- ciły uwagę na Omszałe butelki w t. zw. "Piwnicy Hetmańskiej" zawierają wina poważ- nie już "leciwe' gdyż niektóre po- chodzą aż Z roku 16061 
NUMER 26 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - STRONA 21 starą tę firmę, istnie- jącą już nieprzerwanie i w tem samem miej- scu, w tym samym na- wet lokalu, cale 324 lata. Chodzi przytem o objekt nielada gdyż przedstawiający war- tość miljona przeszło złotych. Wśród rozległych swych piwnic, ciągną- cych się pod 3-ma po- sesjami przy Rynku Starego Miasta w War- szawie, posiada firma ,. Fukier" unikat niela- da w postaci wspom- nianej , .Piwnicy Het- mańskiej" , obejmują- cej siedem tysięcy bu- telek najstarszych win węgierskich i staropol- skich miodów, wśród nich niejednokrotnie pochodzące aż z ro- ku 1606! Cena czę- SCl przeznaczonej na sprzedaż, wynosi oko- ło miljona i stu tysię- cy złotych. Prócz ame- rykańskich trustów al- koholowych ze znanym "International Brewers Supplies Inc." na czele, ubiega się o nabycie powyższego o bj ektu również jeden z ary- stokratycznych klubów angielskich. Sala herbowa "Gospody ków Dyplomacji i Rządu, Firma" T. Fukier w Warszawie jest naj- starszą tego rodzaju placówką nietylko w Polsce, ale i na świecie, gdyż założona zo- stała w roku 1610 i istnieje od tego czasu nieprzerwanie - zawsze w tym samym na- wet lokalu, malowniczej, starodawnej ka mienicy przy Rynku Starego Miasta w War- szawie - aż po dzień dzisiejszy. Tu zbiera- Beczki z winami węgierskiemi i staropo łskiemi w obszernych piwnicach firmy Fukier, towarzyskiej ' otwartej w dynnej firmy mzejsce zebrań najwytworniejszego towarzystwa Stolicy oraz człon- roku 1927 w odświeżonych i ze smakiem odnowionych lokalach "Fukier" w jej starodawnej kamienicy. ła się szlachta przed sejmami i elekcjami, tutaj schodzono się w czasach porozbioro- wych dla omawiania spraw bieżących czy planowania powstań. Wobec faktu, iż najzdrowszym napojem alkoholowym jest jednak, jak się okazało, wino, zamierza "Fukier" zorganizować miodami, od przedstawiają trzech stuleci przechowywane wartości milionowe. Stylowa sień w kamienicy Fukiera, zwanej "Domem pod Okrętem" od modelu statku Z roku 1561, zawie- szonego tutaj jako godło firmy, która przez cały czas swego istnie- nia, od samego założenia w roku 1610, a więc przez 324 lata mi "'ici się w tym lokalu. w najbliższej przyszłości masową sprze- daż win gronowych. Mają w tym' celu być założone na prowincji filje, do któ- rych masowo rozwożonoby z centrali właenemi samochodami ciężarowemi za- pasy wina. o 
STRONA 22 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - NUMER 26 Nieodmiennym "czarnym charakterem" amerykańskiego filmu jest sympatyczny skądinąd William Po we li, którego wi- dzimy tu Z Z ulubionym i bardzo dzii modnym pieskiem. Dużo prawdziwie kobiecego powabu i czaru posiada piękna i posągowa Florina Mac Kinney, amerykańska aktorka sceniczna, która przeszła do filmu i wystąpi w szere- gu obrazów wytwórni Metro-Goldwyn. Jakże daleko typ jej odbiega od "girls'ow' wi- dzianych w tylu filmach. Wyeinki 1 celuloidowej taśmy (Po lewej): Nowym "vampem' czYli kobie- cym "czarnym charakte- rem" i zawodową uwo- dzidelką jest piękna Isa- bel Jewell Z wytwórni Metro-Goldwyn. (Po prawej): Rzut oka za kulisy filmu: oto zna- komity charakteryzator Z pensją ministra, Cecil Ho lian d, przYgotowuje popularną gwiazdę Jean Harlow, aby w świetle jupiterów nie było na jej twarzY ani jednej zmarszczki, ani jednego niepożądanego cienia. Dziełu swemu przYgląda się dla kontroli przez niebieskie szkło, dające eJekt bezbarwnej Joto- grafii. 
NUMER 26 - ILUSTRACJA POLSKA 1934 - STRONA 23 Nieśmiertelną sztukę Tadeusza Rtttnera grają artyści warszawscy w teatrze pomańskim 1 jmJSn? *jfjb* * Marja, żona doktora, tragiczna postać, której dzieje do głę- bi przejmują widzów dramatu, jaki się rozgrywa "w ma- łym domku ' i inżYnier, budowniczY mostów, nieodzowna "ten trzeci". (Mira Zimińska i Karol Benda). Doktora o wielkich aspiracjach a małomiasteczkowej duszY gra znakomicie Adwentowicz, którego widzimy na zdjęciu w dyskusji z sędzią (Roslan). Mimo tylu lat, które upłynęły od czasu napisania "W małym domku" przez Tadeusza Rittnera, minio iż przeżYliśmy całą epokę i świat się przeobraził, tragedia, jaką przeżY- wają bohaterzY sztuki, jest zawsze żYwa i zdarza sie po tysiąckroć na całym świecie do dzisiejszego dnia. Gościom warszawskim sekundował doskonale zespól Teatru Nowego w Poznaniu. Fot. Floryan Całą Polską wstrząsnęła pot iv orna zbrodnia, jakie) dopuścili się dwaj młodzi malarze, studenci krakowskiej Akademji. wspólnie Z przYjacielem-dorożkarzem. Nie chcemy tu re- produkować raz jeszcze ich twarzY, które znane są Z licznych podobizn w pismach codziennych: dajemy tylko dwa przYczYnki do sprawy krakowskiej. Oto, po. lewej, dom przY ulicy Andrzeja Potockiego 12, gdzie 14 maja Bobrzecki, SzenkirzYk i Doniec dokonali morderstwa rabunkowego. Trzema krzYżYkami naznaczone okna mieszkania dr. Nuesselfelda, gdzie rozegrała się potworna scena mordu. Po prawej niemy ale jakże przejmujący świadek procesu: mogiła biednej służącej Garncarzówny na cmentarzu podgórskim w Krakowie. Fot. A. Kolek. 
STRONA 24 - ILUSTRACJA POLSKA 1931 - NUMER 26 elOe Zeszłoroczna podróż małej żaglówki "Dal", która wyru- szyła z Gdyni do Ameryki, by- ła jednem pasmem tryumfów człowieka nad groźnym żywio- łem. Bohaterscy żeglarze do- stali się w sam środek tajfunu, który zerwał im ożaglowanie wraz z masztem. Dotarli wresz- cie do Bermudów, gdzie pod- czas kilkumiesięcznego pobytu naiprawili poważne uszkodze- nia. Stąd jeden z nich powró- cił do kraju, dwaj zaś pozosta- li, Andrzej Bohomolec i Jerzy Śmiechowski, wyruszyli w kie- runku Nowego Jorku, dokąd przybyli niedawno. Na pra- wem zdjęciu "Dal", malutka łupina, która zwyciężyła Atlan- łyk. 'Go było silniejsze, niż wSzYstko, 3 takie ludzkie: "50 było spokojnym wieczorem 4 O- zatoce A Buckiej... APrzeszło coś przez nas, przewiało, £[ak wiatr przez drzewa, 9 odtąd już nie przestaje 'W nas całych śpiewać... śBłękit nam ręce na sercu Milcząc położYł, D\a uszach nam szumem zawisło Wiórze. . . 4S)aliły w nas fale l gromy ABurzliwej sfory. Wyjrzały słoneczne Z pod morza 40idma - Sizory ... CZy nasza łupina wytrzyma, CZy nam się uda, £Po długich miesiącach rozterki Stanąć w A Bermudach .. ? CZy nam tajniki zielonych Qłębin otworzY A Jednakie tu i na SKelu 9\lorze.. ? 4J3yrosty Z morza szparagi DKamienic - wieżYc; Szczęśliwy, kto w porcie po burzach Spokojnie leżY... 9Xto zu obcym, potwornym Zftlewjorku Stanie i powie: 'Gq łódką ocean przebrnąłem SKizerny człowiek ... SVfe zetrą mnie wichry północne, 'Gajfun nie zmoże, Srtój najwierniejszY sojusznik: Morze... Qer. Wychodzi co tydzień. - VC \daivniclwo: Drukarnia Polska n. lI. w toznamu. - Redakcja: Poznań, iw, Marcin 70. - Redaktor naczelny i odpowiedzialny: Antoni KawczYński w Poznaniu. - Telefony: 1476, 3307, 3524, 3525, 4072. 4461. - Przedpłata kwartalnie: w ekspedycji i agenturach zł 4,-, r adno- , szeniem do domu zł 4.65. na poczcie zł 4.39, pod opaską zl 6,-, zagranica pod opaską zł 7,50. - Ogłoszenia: jednołamowy milimetr na stronie piecio- · łamowej 30 gr, - cala strona 470,- zl, pól strony 235,- zł, ćwierć strony 118,- zł. - P. K O. Poznań 200 149. - Ogłoszenia do numeru bieżącego q przYjmuje sie do piątku godzin \ 13-lej. Kolportaż