/
Теги: trybuna šlaska gazeta
Год: 2002
Текст
SYTUACJE
www.naszemlasto.pl
SYTUACJE
www.naszemlasto.pl
II
ze!
Coraz więcej młodzieży decyduje się na pracę w wakacje.
Jednych zmusza do tego sytuacja materialna,
ale są i tacy, którzy nie muszą pracować, ale chcą.
Bo samodzielnie zarobione pieniądze cieszą najbardziej!
N korytarzu częstochowskiego młodzieżowego biura pra-
a cy wisi tablica z napisem" oferty pracy dla młodzieży".
Jest jedna: dostawca pizzy. Warunek ukończone 20 lat
i własny samochód.
Jadwiga K07je� inspektor Młodzieżowego Biura Pracy OHP w Cze
stochowie pokazuje dwa grube pliki ankiet, które wypełniają chętni
do pracy. 700 z nich to zgłoszenia młodzieży w wieku 16- 18 lat, dru
gie tyle pochodzi od prawie albo już dorosłej mJodzieży. Oni czekają na
szanse zarobienia jakichś pieniędzy. Nie mają w czym wybierać.
Nasza rozmówczyni dzieli zaglądających do biura pracy na dwie
grupy Tych co imają się każdego ząięcia - z biedy, i tych, którzy chcą
pracować z ambicji.
Ewa obliczyła, że pracując na dwie zmia-
ny, za każdy miesiąc pracy zarobi około 500 zło
tych. Na pewno kupi sobie telewizor. - To jest praw
dziwa praca. Czasami na nogach trudno ustać Nie to
co kiedyś, gdy obrywałam goździki w szklarni. Tamto
to była zabawa - mówi z satysfakcją.
Przebierz się za górala
- Kryzys i u nas widać jak na dłoni - wzdycha Jadwiga Kozieł. -
Najwięcej ofert od potencjalnych pracodawców dotyczy kolportażu ulo
tek reklamowych bądź akwizycji. MIodzież niechętnie bierze taką pra
cę - mówi. - Niektórzy się wręcz jej wstydzą. Zwłaszcza chłopcy. Ma
my teraz ofertę od firmy zajmującej się promocją reklamowania piwa
w małych, osiedlowych sklepach. Oczywiście to jest zajęcie dla doro
słej młodzieży. S7.cŚĆ złotych za godzinę, I wie pan co ich odstrasza?
To, lJ! warunkiem jest przebranie się za górala.
Udawanym góralem nie chce być student Paweł Lip. Po raz kolej
ny nie znalazł oferty dla siebie, Studiuję zaocznie. Szukam czegoś
stabilnego - zwierza się. Jeszcze niedawno pracowalem na pełny
etat w pewnej hurtowni. Po 12 godzin za 580 złotych brutto. To był
wyzysk, nie wytrzymałem ...
Za rozniesienie tysiąca ulotek reklamowych można w Czę
stachowie zarobić na rękę 25-30 złotych. Ale Paweł i na to kręci
nosem. Mówi, re chciałby robić coś bardziej sensownego. Jesz
cze nie musi imać się każdego zajęcia, by mieć na chleb
Nowa jakość - wolontariat
Damian jest studentem Ill roku zarządzania.
Jak twierdzi - już dawno wytyczył sobie ścieżkę ka
riery. Po raz pierwszy w tym roku zdecydował się
trzy miesiące studenckich wakacji poświęcić na
pracę za darmo. - jestem wolontariuszem w jednej
z niedużych spółek akcyjnych - wyjaśnia. Codziennie
stawia się do pracy o 7 rano. Pracuje osiem i więcej go
dzin. Nie oczekuje ani złotówki.
Nie chce podawać nazwiska ani nazwy firmy,
w której pracuje, bo "pracę załatwił po znajomości
i nie chce swemu przyjacielowi sprawić kłopotów".
- W wakacje pracowałem od czasów szkoły śred
niej. Zarówno u ogrodnika, jak i za granicą. Zarobio
ne pieniądze przepuszczałem na przyjemności. Z wie
kiemjednak motywacje do pracy zmieniają się. 'Ieraz
pieniądze nie mają dla mnie znaczenia.
Jak mówi, pierwszorzędne znaczenie ma dla niego
przyszła kariera zawodowa. - Pracuję w działe handlo
wo-marketingowym. Mała firma pozwala mi się w peł
ni realizować. Moje projekty i propozycje nie trafiają
do szuflady. Wręcz przeciwnie, są realizowane. To spra
wia dużą radość, Nabywam praktycznego doświadcze
nia, które na pewno wykorzystam w przyszłości. No
i taki wolontariat wpiszę sobie w rubrykę "doświad
czenia zawodowe".
Kolegów myślących o przyszłości w po
dobny sposób jak Damian, może poli
czyć na palcach. - Owszem są tacy co
mają już własne fumy i zarabiają spore pie
niądze. Ale takich co pracują za darmo, praktycz
nie nie ma. Poza tym nie ma też fum, które przyjrnu
ją takichjakja, Niewielu prezesom czy dyrektorom mie
ści się w głowie, że młody człowiek może u nich,
poświęcając wakacje, robić pożyteczne rzeczy, nie żądając
ani grosza.
Karlna Konstanclak to co zarobi, wydaje głównie na ciuchy.
Pracują, bo muszą
- Czasami jest ciężko, chciałoby się to rzucić. Ale co
swoje pieniądze, to swoje - kwituje. Czy czegoś się nauczy
ła? - Ależ tak, fachowego nalewania piwa, robienia drin
ków, mycia podłogi - śmieje się. - No i chyba najważniej
szego: szybkiego snu. Porrafię wyspać się w ciągu czterech
godzin. Jak mówi, za kontuarem pubu człowiek nawiązu
je ciekawe znajomości, a także poznaje psychikę ludzi. -
To taki bezpłatny kurs psychologii.
Kasia nie zamierza po wakacjach rzucać pracy. - My
ślę, że pogodzę dzienne studiowanie z pracą w pubie. Po
prostu polubiłam to zajęcie i trudno byłoby bez tego się
obejść.
W przeciwieństwie do niej, Ewa nie zamierza praco
wać dlużej niż do końca wakacji. Zastrzega, by nie upu
bliczniać jej nazwiska. Ojciec jest "znanym w mieście le
karzem".
Tuż po zdaniu matury, w tajemnicy przed rodzicami,
Ewa załatwiła sobie pracę w McDonald'sie. - 1b wyszło
spontanicznie, koleżanka z klasy mnie namówiła. Rodzi
ce chcieli, abym pojechała z nimi do Chorwacji. Powie
działam, że idę do pracy. Trochę byli zaskoczeni, ale chy
ba zrozumieli moją decyzję.
- Nie ukrywam, że to nam się też opłaca. W sezonie
potrzebujemy rąk do pracy - mówi Kolmasiak, - Wszyst
kie formalności związane z zatrudnieniem młodocianych
załatwia OHP. Thkże opiekunów dla młodzieży.
- Gdyby tak wszyscy biznesmeni rozumowali - wzdy
cha Jadwiga Kozieł - Coraz częściej zdarza się, że pojawia
się u nas potencjalny pracodawca, a dotyczy to głównie
firm promocyjnych, otrzymuje listę chętnej do pracy mło
dzieży j nie odnawia z nami kontaktów. Potem dowiadu
jemy się, że mając już gotową bazę danych, na własną rę
kę werbuje młodych pracowników.
Rafał Trojanowski przekonuje mnie, że ma 16 lat. Wygląda na
mniej. W te wakacje "załapał" się do ulicznej sprzedaży gazet. C0-
dziennie wstaje przed piątą rano. "Gazeciarze" stoją w CZęstocho
wie od bladego świtu niemał na każdym skrzyżowaniu. Pracują
w kilkuosobowych grupach. Już na pierwszy rzut oka widać, że wie
lu nie ma nawet 13 lat. - Nie konkurujemy, bo każdy ma swój te
ren - mówi Rafał. a młodsi to tylko nam pomagają. Odpalamy
im dolę. 1b koledzy z podwórka - przekonuje.
W południe gazeciarze znikają z ulic. Rafał zarobione pie
niądze odkłada na podręczniki. Bezrobotnych rodziców nie
byłoby na nie stać. Czasami z "dniówki" uszczknie parę zło
tych na basem czy łody. Przecież są wakacje.
. Widzę jak ci młodzi ludzie potrzebują pracy. Niektó
rych to aż żal, taka bieda z nich wychodzi mówi Jacek
Kolmasiak, współwłaściciel przetwórni owoców i warzyw
Rarytas-Polexirnp w Częstochowie. 1b od .lat naj pewniejszy
"kontrahent" Młodzieżowego Biura Pracy. Thrazzajego po
średnictwem w przetwórni pracuje 120 dziewcząt i chłop
cówod 16 roku życia. Za dwa dni pracy można zarobić 70
złotych na rękę.
Pracują, bo chcą
Kasia Konstanciak, studentka I roku informatyki już
przed wakacjami znałazła sobie pracę. Po znajomości tra
fiła do pubu. Nie musiała Jej ojciec jest prywatnym przed
siębiorcą.
- 1b wcale nie znaczy, że daje mi wszystko czego chcę.
Poza tym chciałam na swoje kaprysy zapracować, poka
zać, że coś potrafię - mówi. 1b co zarobi, wydaje głównie
na lepsze ciuchy.
Rafał Trojanowskl zarabia na
podręczniki. Czasami uszczknie
coś na basen albo lody.
Od 10 lat częstochowska przetwórnia Rarytas-Polexlmp w wakacje zatru.dnla młodzie!
TEJ<ST I ZDJĘCIA: MAREK MAMOŃ
boli jak porządna grypa
KRZYSIEK: 38 lat, długie włosy, 16 lat ćpania. Za
czął, gdy miał 18 lat, teraz jest na metadonie, żyje
z renty. Jest zakażony wirusem my. Co powiedział
bym młodym ludziom, którzy się w to pakują'! Hero
ina jest zajebista, ale jej skutki okropne. Ja żyję dzlę
ki mamie.
się, było rąinie. W domu przez kilka lat niczego nie
podejrzewali. Potem po mieszkaniu poniewierały się
już strzykawki i opakowania po igłach, w pościeli by
ło widać wypalone dziury opowiada.
Matka przypomina sobie, że "to" musiało się za
cząć, gdy Krzysiek znikał z domu. - W tych łatach
o narkotykach w ogóle się nie mówiło, teraz oglądam
programy, czytam artykuły - mówi pani Zofia. Pa
miętam. gdy pewnego dnia spotkalam go jak siedział
na nasze] działce. Mówił: "Mamo, jestem chory, je
stem chory". Pomyślałam sobie wtedy: "No cóż,jest
chory, ale każdą chorobę można wyleczyć", Nie mia
lam pojęcia, jaka to straszna choroba, potem wma
wiałam sobie: "Moje dziecko i narkotyki? A skąd!"
Gdy Krzysiek zaczął brać, była połowa lat 80. Jeż
dzil po Polsce Jarocin, Brodnica, Częstochowa.
Nie było wtedy handlu narkotykami, produkowali
śmy wszystko sami - wspomina. - Niewiele osób
grzało, dobrze się więc znaliśmy. Przez pierwsze lata
w ogóle nie uważałem siebie za narkomana.
O tym, że Krzysiek ćpa, dowiedział się ter. ojciec.
Do dzisiaj robi wyrzuty matce, że to jej wina, bo po
zwalała mu na wszystko.
Krzysztof codziennie rano przyjeżdża do Chorzo
wa po swoją dawkę metadonu. W ciągu tych czterech
lat, dwa razy się złamał. Raz chciał sobie nawet
wstrzyknąć działkę w ubikacji w ośrodku. Przyłapa
li go, wyrzucili na sześć miesięcy. - Dla mnie to by
ła tragedia, pomyślałam, że już będzie z nim koniec
- wspomina mama.
kieś prochy, koktajle, zdrowie zaczęło szwankować -
tłumaczy.
Na detoksie był ze 30 razy, w ośrodkach leczenia
narkomanów - cztery. Za każdym razem odwoziła go
tam mama. - Bywało tak, że ja nie zdążyłam jeszcze
wrócić, a on był w domu przede mną. Uciekał -
wspomina. - Raz zabrałam mu kurtkę ze szpitala,
bo pomyślałam, że wtedy nic zniknie, .
Razem objechali szpitale w 'loszku, Katowicach
Szopienicach. Krakowie, Rybniku. Byli w ośrodkach
w Piastowie, Smażynie, Zapowiedniku, Świbiu ..
Ostatni raz sześć lat temu, ale bez efektu.
- Ktoś mi radził, żeby go wreszcie zostawić, niech
żyje swoim życiem. Ale to przecież moje dziecko -
tłumaczy pani Zofia.
Krzysztof ma kuratora, bo raz policja przyłapała
go w domu, jak robił narkotykowe mieszanki. Miał
też kolegium za to, że włamał się do sklepu.
Dwanaście lat temu Krzysztof zaraził się wiru
sem my. Wiem od kogo. On też miał HIV-a i ze
złości sprzedał mi działkę ze swoją zakażoną krwią.
Myślałem wtedy, że zostało mi dwa miesiące życia ...
- mówi smutno. - Ale żyję, mam 700 jednostek od
porności, zdrowi ludzie mają 1000, Są tacy narkoma
ni co mają sześć czy siedem.
Mama też przeżyła szok. - Mąż przez dwa tygo
dnie chodził naburmuszony. To było 31 grudnia.
Krzysiek zadzwonił do mnie i powiedział, że to już
nasz ostatni Sylwester. Na szczęście, tych Sylwestrów
przeżyliśmy dużo więcej. Wyniki ma dobre.
razy wrócil, pobity, poszarpany, bez dokumentów i ze
stłuczonymi okularami? Był tak brudny, że po twa
rzy chodziły mu wszy. Mieszkał na dworcu w Katowi
cach, na działkach albo u kolegów Iylc nocy przepła
kałam przy jego łóżku, gdy był nieprzytomny - opo
wiada pani Zofia. - Jak brały go drgawki, trząsł się
i wymiotował, to było straszne. Sama brałam wtedy
pieniądze, wychodziłam z domu, żeby kupić mu
działkę. Wziął i po pięciu sekundach wszystko mija
lo. Sąsiedzi pewnie się domyślali, ja zwierzyłam się
tylko przyjaciółce.
Raz mama Krzyśka spotkała syna jak żebrał na
ulicy w Tarnowskich Górach. 10 było okropne uczu
cie, zobaczyć własne dziecko, jak prosi o pieniądze.
To wraca Ul każdym razem jak idę tą ulicą opowie
da.
Wicie razy Krzysiek podejmował próby łeczenia
- wtedy, gdy już był zmęczony grzaniem i kombino
waniem pieniędzy na towar. Bywało, że kupil kawę,
zamiast działki. I tak dobrze, że nic trafitem na olej
SIlnikowy, bo niektórzy i to sprzedawali. Brałem ja-
Walka
Krzysiek próbował różnych zajęć. Był ślusarzem,
dekoratorem wnętrz, listonoszem, tokarzem. Raz
nawet go zamknęli, bo przez trzy miesiące nie pod
jął pracy. Brai, żeby nic iść do wojska, lądowal wte
dy w szpitalu, a mama stawała za niego na komi
sjach.
Najgorsze były glody. Wiedziałem tylko tyle, że
muszę wziąć. To holi tak Jak porządna grypa, tylko
dziesięć razy silniej mówi Krzysztof.
Wynosił przedmioty z domu, żeby kupić działkę.
Dziswj tłumaczy, że taka jest natura narkomana: ku
pić i sprzedać.
Sprzedał obrączkę męża, mój pillrścionek, pod
biera! mi pieniądze. Pamiętam, kupiłam mu buty,
a onje zaraz wyniósł. Sweter zaczęłam rohić na dru
tach, patrzc a tu wełny nic ma. leż jq sprzedał. lIe
MAMA KRZYSZTOFA: była nauczycielka, Ciepła,
sympatyczna, 70-letoia. Ostatnio dołożyła synowi
do komputera, teraz spłaca z nim raty. O czym
marzę'! Oby już nie wszedł w to gówno, żeby nie
brał, Zdrowie też jest ważne Nie żałuję tego, że tyle
łat mu Sil; poświęcałam. Życie przecież składa się
z walki.
KRZYSłEK: - Gdyby nie mama i metadon, to już
by mnie tu nie było. Choć jeszcze teraz jak przecho
dzę przez dworzec w Katowicach, to zaczepiają mnie
znajomi narkomani.
Zwycięstwo
CZtery lata temu KrlYsztof udało się załapać na pro
gram metadonowy dła narkomanów w Ośrodku Dia
gnostyki i 'lerapii AIDS w Chorzowie, Miał szczęście,
bo kolejka chętnych do leczenia metadonem jest długa,
dzisiaj czeka się przynajmniej rok. Aby zostać zakwali
ftkowanym do progran1U, trzeba spełniać odpowiednie
warunki. On je mial: dlugo ćpał, pobyty w ośrodkach
nie dały skutku, jest seropozytywny. Zaczynałem od
120 miligramów, teraz biorę 15 - cieszy się.
MAMA KRZYSZTOFA: - Trochę odżyłam, ale
ciągle jest ta obawa, że znowu zacznie brać. Jak go
nie ma na obiedzie punktualnie, to już się dener
wuję. On mi nieraz mówi: "Uwierz Oli". Ja mu na
to: "Ja ci mogę uwierzyć, ałe w życiu różne rzeczy
się zdarzają".
MONIKA KRĘżEL
Ps. Imiona bohaterów zostały zmienione.
Początek
Krzysiek uczyl się w zawodówce na tokarza. Miał
18 lat, kiedy pojechał na wakacje na Mazury. Wzią
łem z ciekawości. 'fu była heroina 'I. zielonego maku,
po dwóch łatach pOjawi! SIę kompot. Spodobało mi